Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I Wojna Światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I Wojna Światowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Pierwsze użycie broni C w Wielkiej Wojnie

 

Atak gazowy w I Wojnie Światowej

 

Stanisław Bednarz

 

Jadąc  kiedyś w okolicach Bolimowa podczas objeżdżania Warszawy od zachodu natknąłem się na masy grobów żołnierzy rosyjskich z I wojny światowej. Wiedziałem tylko że podczas I wojny światowej, w okresie od 18 grudnia 1914 do 17 lipca 1915 r., w pobliżu Bolimowa przebiegała linia frontu. Nie wiedziałem natomiast o pewnej tajemnicy tego pola walki.

31 maja 1915 r. pod Bolimowem miał miejsce największy na wschodnim teatrze działań wojennych atak gazowy. Dotychczas ataki gazowe w powszechnej świadomości wiązały się z frontem zachodnim we Francji i Belgii. A tu tymczasem wojska niemieckie, między Bolimowem a Sochaczewem, użyły przeciwko armii rosyjskiej 264 ton ciekłego chloru – Cl, wypuszczonego z 12 tysięcy butli rozmieszczonych przed linią okopów rosyjskich. Ilość ta ponad dwukrotnie przewyższała ilość gazu użytą podczas ataku gazowego przeprowadzonego pod Ypres. W ciągu kilkunastu minut zginęło kilka tysięcy osób (dokładna liczba jest nie do ustalenia). Wielu zmarło w szpitalach wskutek zatrucia gazem. Łącznie niemiecki atak gazowy pozbawił życia blisko 11 tysięcy ludzi.





Do lipca przeprowadzono jeszcze dwa ataki gazowe: 12 czerwca 1915 roku w rejonie wsi Żylin nad Bzurą oraz 6/7 lipca 1915 na odcinku Wola Szydłowiecka-Zakrzew, tu wiatr zepchnął chmurę gazową na żołnierzy niemieckich, powodując zatrucie 1200 żołnierzy z czego około 350 zmarło.

Wcześniej 31 stycznia 1915 roku, w momencie gdy niemiecka 9 Armia, zaatakowała rosyjską 2 Armię, Niemcy zdecydowali się na atak gazowy. Pozycje rosyjskie zostały ostrzelane 18 tysiącami pocisków artyleryjskich o symbolu 12–T, wypełnionymi bromkiem ksylilu – C8H9Br. Ze względu jednak na niską temperaturę powietrza (–3°C) gaz ten nie parował, w związku z czym Rosjanie nie odnotowali nawet jego obecności. Pamiątkami z tego okresu są dwa gongi pożarowe wykonane z połówek butli po chlorze. Natomiast pod Bolimowem są liczne cmentarze wojenne - największy w Kolonii Bolimowskiej Wsi i Wólce Łasieckiej.

piątek, 29 maja 2020

Bitwy morskie Wielkiej Wojny - dokończenie


HMS Hood - najpotężniejszy z Wielkich Kotów

Trzy fajerwerki


Trzeba jeszcze wspomnieć o innej osobliwości tej bitwy. Otóż jej rezultat byłby zupełnie inny i wygrana taktyczna byłaby po stronie Brytyjczyków, gdyby nie trzy zupełnie niepotrzebne fajerwerki, jakie Niemcy zgotowali Brytyjczykom kompletnie grillując ich trzy ciężkie krążowniki pancerne: HMS Indefatigable, HMS Queen Mary i HMS Invincible wraz z załogami. Wszystkie trzy zostały trafione ciężkimi pociskami w komory amunicyjne i wszystkie trzy zamieniły się w kule ognia…

Dlaczego?

Sprawa jest prosta: błędy konstrukcyjne i nieprzestrzeganie przepisów BHP. Admiralicja zażyczyła sobie okrętów o dużej szybkości i ogromnej siły ognia artyleryjskiego. Tak też powstały okręty klasy superdrednotów typu Lion. Przy 31.650 tonach wyporności miał on prędkość 28 kts/51,86 km/h, a ich uzbrojeniem były 8 x 343 mm oraz 16 x 102 mm i 2 wyrzutnie torpedowe. Okręty te miały za zadanie podejść do nieprzyjaciela, zmasakrować go pociskami i szybko odskoczyć, stąd właśnie była ich nieoficjalna nazwa – Splendid Cats – wielkie albo wspaniałe koty. Największą i najlepiej uzbrojoną jednostką z tej klasy[1] był HMS Hood, który został zatopiony w pojedynku artyleryjskim z Bismarckiem. Hood miał 48.360 ton wyporności, mógł płynąć z prędkością 28-32 kts, zaś jego uzbrojenie stanowiło 8 x 381 mm, 14 x 102 mm, 24 x 40 mm plot., 16 x 12,5 mm wkm plot., 100 npr plot plus 4 wyrzutnie torpedowe. No i co z tego – wystarczył jeden, tylko jeden (!!!) dobrze umiejscowiony 15-calowy pocisk, który przebił pokłady i wpadł do komory amunicyjnej w kilkudziesięcioma tonami kordytu i Hood zamienił się w kulę ognia, z której tylko trzej załoganci wyszli z życiem…

Tak więc niestety – ich słabą stroną był słaby pancerz pokładowy, co przyczyniło się do ich zguby. Trafione pociskami lecącymi stromotorowo, (lub bombami lotniczymi) pokłady były z łatwością przebijane, a eksplozje w komorach amunicyjnych zamieniały je w kule ognia.

W konfrontacji okręt  vs. samolot zwyciężyły te ostatnie...

Poza tym załoga nie przestrzegała przepisów bezpieczeństwa i trzymała otwarte włazy do komór amunicyjnych, co było uzasadnione szybkością prowadzenia ognia. Niestety, było to także przyczyną zguby tych okrętów. Trafione pociskami kalibru 381 mm pokładowe pancerze puszczały i wrogie pociski wpadały w pobliżu komór amunicyjnych załadowanych tonami (100-150 ton!!!) miotających materiałów wybuchowych. Eksplodując rozsyłały wokół siebie odłamki i gorące języki płomieni, które z kolei wpadały do otwartych komór amunicyjnych. Efekt tego mógł być tylko jeden – kula ognia, straszliwa eksplozja i okręt w przeciągu 2-3 minut szedł na dno, a z załogi nie zostawał nikt przy życiu (poza nielicznymi wyjątkami).

Wielkie zwycięstwo Niemiec nad Anglikami w bitwie u brzegów Jutlandii, 31 maja 1916 roku - niemiecka ulotka propagandowa

Nawiasem mówiąc słabość pancerzy brytyjskich krążowników HMS Exeter, HMS Achilles i HMSNZ Ajax w bitwie z hitlerowskim rajderem Admiral Graf von Spee, omal nie przesądziła o wynikach Bitwy pod La Plata w grudniu 1939 roku. 280-milimetrowe działa niemieckiego pancernika kieszonkowego niemalże zmasakrowały trzy słabsze okręty. I w tym przypadku winę ponosi słabsze opancerzenie jednostek brytyjskich, co wynikało z oceanicznej służby tych okrętów.[2] 

Bitwa Jutlandzka zakończyła się taktyczną wygraną Keiserliche Marine, ale nie udało się jej zlikwidować blokady niemieckich portów. I to była jej klęska. Zaczął się zmierzch wielkich okrętów pancernych i zaczęła się jutrzenka dla lotnictwa morskiego. Górę wzięła ekonomika: uzbrojony w bomby czy torpedę samolot za kilka tysięcy dolarów był w stanie zatopić kosztujący kilkanaście milionów pancernik w rodzaju HMS Prince of Wales czy HMS Repulse oraz nawet tak wielkie i silnie uzbrojone jak japońskie Yamato czy Musashi. Bo w końcu – jak w każdej wojnie – w ostatecznym rozrachunku liczyły się tylko pieniądze.
Poza tym Niemcy postawili na nieograniczoną wojnę podwodną, która mogła rzucić Brytyjczyków na kolana, a co zaczęło się od złowrogiego w swej treści tzw. telegramu Zimmermanna z dnia 16.I.1917 roku.[3] 

Ale to już temat z innej ballady…   


Zebrał – ©R.K.F. Leśniakiewicz
Ilustracje:
·        Wikipedia
·        Antologia - „Ludzie przestworzy”, Warszawa 1930
·        Arno Dohm - „Skagerrak – Die größte Seeschlacht der Geschichte”, Berlin 1942    


[1] Był to okręt nowej klasy Admiral, którego podstawą była konstrukcja Wielkich Kotów.
[2] Filmy dokumentalne: „Sekrety Bitwy Jutlandzkiej – Wyprawa na dno” (National Geographic, 2018) oraz „Bitwa Jutlandzka” (National Geographic, 2016), „Wiek wojen – wojna na morzu 1914-1918” (Discovery). 
[3] Zob. Barbara Tuchman – „Telegram Zimmermanna”, MON, Warszawa 1989.

czwartek, 28 maja 2020

Bitwy morskie Wielkiej Wojny (6)


Brytyjski samolot rozpoznawczy z I Wojny Światowej


Nowy gracz – lotnictwo


Należy tu wspomnieć o nowym graczu, który w tej wojnie zaczął oszałamiającą karierę, a w czasie II Wojny Światowej całkowicie wyeliminował morskie dinozaury – pancerniki i ciężkie krążowniki liniowe. To było lotnictwo.

Brytyjczycy użyli po raz pierwszy rozpoznawcze wodnosamoloty i samoloty pokładowe, które były wypuszczane z pasów startowych prototypów pierwszych lotniskowców – tzw. angielsku seaplane tenders albo po polsku awiomatek, lub wyrzucane z katapult na pokładach okrętów liniowych.

 Awiomatka HMS Eagle i...
...awiomatka HMS Hermes

Tak użycie hydroplanu w celach zwiadowczych opisuje por. pil. Frederic „Jutland” Rutland, który wykonał pierwszy lot zwiadowczy w poszukiwaniu okrętów Hochseeflotte[1].


Na pokładzie Engadiny, 31.V.1916 r.
Sir!
Mam zaszczyt zameldować: o godzinie 14:40 GMT zgodnie z sygnałem i rozkazem wyprowadziłem wodnopłatowiec 8539 i wyruszyłem na rozpoznanie floty nieprzyjacielskiej.
Żuraw spuścił mnie na wodę o godzinie 15:07, a o godz. 15:08 startowałem (czas odnotowany na pokładzie).
Ostatnia wiadomość jaką otrzymałem na okręcie (awiomatka HMS Engadine) była, że dostrzeżono nieprzyjaciela w kierunku na N-NE płynącego na północ.
Skierowałem się na N-10-E i w 10 minut później dostrzegłem nieprzyjaciela. Chmury trzymały się na 300-400 m, schodząc miejscami do 270 m, co zmusiło mnie do niskiego lotu.
Bardzo trudno mi było zdać sobie sprawę z tego, jakie okręty nieprzyjacielskie mam przed sobą. Należało zbliżyć się do 2900 m trzymając się wysokości 300 m. Nieprzyjaciel strzelał do mnie z dział przeciwlotniczych zwykłych. Nieznaczna moja wysokość dozwoliła mu wykorzystać broń przeciwko torpedowcom.
Zaobserwowałem, że nieprzyjaciel podąża na północ. Kilkakrotnie przeleciałem przez obłoczki powstałe po wybuchach szrapneli.
Zanim mój obserwator policzył okręty nieprzyjaciela, określił ich pozycje i nadał meldunek przez radio, przeleciałem już trzy mile, widząc stale nieprzyjaciela. Kiedy nadawaliśmy depeszę, obserwowane przez nas okręty zawróciły, co zostało natychmiast zasygnalizowane.
Jednocześnie nieprzyjaciel przestał mnie ostrzeliwać. Trzymałem się przed nim w odległości 3 mil. Niebo się trochę wyjaśniło. Zobaczywszy szyk naszej floty i widząc kurs naszych krążo0wników bojowych, osądziłem, że nasza depesza została przyjęta.
O godzinie 15:45 złamała się rurka doprowadzająca benzynę do lewego karburatora. Liczba obrotów spadła z 1000 do 800, wobec czego musiałem wodować. Usunąwszy uszkodzenie, zameldowałem Engadinie, że mogę znów wyruszyć.
Wówczas dostałem rozkaz  podejścia do burty. O godzinie 16:00 wciągnięto mnie na pokład.
Na wysokości 300 m widoczność wahała się od 1 do 4 mil, co zmniejszało korzyści z wysokości na której znajdował się płatowiec.
Engadina przechwyciła wysłane depesze… lecz nie wiadomo czy zostały one przyjęte przez naszą flotę.
Niski pułap chmur przeszkodził mi jednocześnie widzieć flotę nieprzyjacielska i własną…
Szybkość, z jaka rozwijały się wypadki, przeszkodziła przyjąć sygnały, obserwator był wciąż zajęty szyfrowaniem i nadawaniem. Nieprzyjaciel zaczął przy tym przeszkadzać dość późno.
Artyleria nieprzyjacielska strzelała dobrze. Kilkakrotnie przy wybuchach szrapneli doznaliśmy wstrząsów. Szrapnele rwały się w odległości około 150 m koło nas.
Rutland, por. pil.     


 Start zwiadowczego hydroplanu z pokładu pancernika USS Nevada...
...i z pancernika USS Tennessee. 
Używano specjalnej katapulty na sprężone powietrze.

W Bitwie Jutlandzkiej samolot nie przyniósł więc korzyści, a raczej przyniósł, ale niewielkie. Niemcy z kolei użyli sterowców. W tej bitwie wzięły udział cztery z nich: L11, L14, L21 i L23, które z bezpiecznej odległości i wysokości obserwowały cały czas przebieg bitwy, korygując namiary artyleryjskie. I to właśnie dzięki nim niemieccy artylerzyści byli w stanie prowadzić celny ogień. Anglicy strzelali do nich, ale z mizernym skutkiem – krążowniki powietrzne po prostu wznosiły się poza zasięg ich dział i nic nie można im było zrobić… A tak opisują to Anglicy obserwujący niebo na pancerniku HMS Neptune:

Około godziny 3 we mgłach porannych ukazał się Zeppelin i zbliżył się do nas na tyle, że wyraźnie rozpoznaliśmy flagę wojenną floty niemieckiej rozwiewaną przez wiatr przy koszu. Nasza wieża otrzymała rozkaz wycelowania do niego pod największym kątem i dania ognia. Przedni matelot[2] posłał mu całą salwę, a kilka innych okrętów również strzelało.
Przez sekundę czy dwie doskonale widziałem nasz pocisk w powietrzu, lecz Zeppelin podniósł pogardliwie swój dziób i zniknął w kierunku SW; admirał zasygnalizował nam rozkaz, żeby nie tracić na próżno amunicji. Znaczenie tej porannej wizyty zrozumiałem dopiero, kiedy sterowiec zniknął nam z oczu. Niemcy wiedzieli teraz, gdzie jesteśmy i nie dane nam było dnia tego ujrzeć Hochseeflotte.



Zeppeliny nad okrętami Hochseeflotte obserwujące nieprzyjaciela i korygujące ogień artyleryjski okrętów niemieckich


Autor dodaje jeszcze, że:

Sterowce niemieckie odegrały doniosłą rolę w służbie dozoru i rozpoznania w Zatoce Helgolandzkiej (chodzi o II Bitwę koło Helgolandu), znane są również ich naloty na Wyspy Brytyjskie połączone z bombardowaniami.   

Użycie sterowców było o tyle lepszym posunięciem, bowiem krążowniki powietrzne – jak je nazywali Niemcy – mogły obrzucać cele bombami lotniczymi oraz wznosić się na duże wysokości i dzięki temu mieć szeroki horyzont – o wiele szerszy niż samolot, który mógł wznieść się do 4000 m (wyżej dawała się we znaki choroba wysokościowa). Sterowce mogły latać dwukrotnie wyżej. Proste obliczenie wskazuje, że ich pole obserwacji miało w takim przypadku średnicę 670 km/362 mn. Wystarczająco duże, by wykryć każdy takiego rodzaju cel manifestujący swoją obecność kłębami tłustego, czarnego dymu. Tak opisuje to raport dowódcy sterowca L11, który wziął udział w Bitwie Jutlandzkiej w składzie straży bocznej Hochseeflotte:


Mapki obrazujące dwie fazy dzienne Bitwy Jutlandzkiej. Proszę zwrócić uwagę na lokalizację i ilość sterowców (oznaczonych tutaj L14, L21 i L22), które pełniły funkcje obserwacyjno-dozorową oraz korekty ognia artyleryjskiego okrętów Hochseeflotte

1.VI (1916 r.) o godzinie 01:30 sterowiec L11 wyleciał z Nordholz z rozkazem wykonania lotu jako czwarty statek powietrzny straży bocznej sił głównych Hochseeflotte. Kierunek lotu NW-¼-W poczynając od Helgolandu. Sterowiec miał załogę w komplecie. Dął świeży wiatr z SW. Niska mgła, a następnie na dużej wysokości mgliste chmury ograniczyły widzialność do 2-4 mil najwyżej. Zgubiono w mgle Helgoland. O godzinie 05:00, w kwadracie 00-33 na północ od sterowca dostrzeżono dymy i skierowano się ku nim. O godzinie 05:10 dojrzeliśmy dużą eskadrę złożoną z 12 pancerników i licznych towarzyszących lekkich okrętów płynących z dużą prędkością na N-NE. L11 przyczepił się do0 nich, robiąc od czasu do czasu kręgi w prawo, żeby utrzymać kontakt z nieprzyjacielem i wysyłać meldunki przez radio. O godzinie 05:40, na wschód od pierwszego ugrupowania nieprzyjacielskiego napotkał drugą eskadrę nieprzyjacielską z 6 pancerników z towarzyszącymi lekkimi okrętami, idącą na północ. w chwili kiedy dostrzegliśmy ją, zwróciła się dywizjonami na zachód, dla połączenia jak się zdaje z pierwszą eskadrą. Ponieważ grupa ta była bliższą sił niemieckich niż pierwsza napotkana, to L11 przyłączył się do niej i o godzinie 05:50 zobaczył trzy krążowniki z czterema lekkimi okrętami, idącymi na NE. Przybywszy na południe od sterowca, okręty te zmieniły kurs, umieszczając się pomiędzy nimi a głównymi siłami nieprzyjaciela. Mgła utrudniała trzymanie kontaktu. Przeważnie widzieliśmy tylko jedną z grup nieprzyjacielskich, gdy tymczasem po wschodzie słońca przeciwnik mógł rzeczywiście widzieć sterowiec żeglujący na wysokości 1100-1900 m. O godzinie 05:15 wkrótce po spotkaniu pierwszej grupy pancerników, wszystkie okręty liniowe i lekkie jednostki rozpoczęły strzelanie do sterowca z dział przeciwlotniczych (szrapnelami) i armat wszelkiego kalibru. Ciężkie wieże strzelały salwami. Kierunek ognia był dobry, salwy skupione. Błyski strzałów pozwalały określić linię nieprzyjacielską nawet wtedy, kiedy znikała we mgle. […] Ogień trwał do godziny 06:20. W tym czasie krążowniki podchodząc z SW zbliżyły się do sterowca i zmusiły go […] do zawrócenia z wiatrem i ucieczki na NE. Mgła zgęstniała i straciliśmy nieprzyjaciela z oczu. […] Nie było widać z wysokości 500 m dalej niż na odległość 1-2 mil. […]
O godzinie 08:00 dowódca floty odwołał sterowiec. L11 powrócił do domu i na drodze spotkał nasze torpedowce[3] […] i aż do Syltu pozostał w ich towarzystwie. Wylądował w Nordholz o godzinie 11:00.

To była właśnie końcówka III fazy Bitwy Jutlandzkiej, kiedy floty powracały już do swych baz. 

       
Celne trafienie bombą lotniczą w amerykański pancernik USS Alabama w czasie powojennych ćwiczeń

I właśnie dlatego lotnictwo ze względu na swe możliwości odegrało taką wielką rolę w II Wojnie Światowej i wszystkich wojnach i konfliktach po niej… To właśnie lotniskowce były głównymi rozgrywającymi na Pacyfiku i to właśnie lotniskowce wygrały batalię na wodach Wszechoceanu. Największym wrogiem pancerników i krążowników pancernych stały się szybkie, kąśliwe i straszliwie niebezpieczne samoloty. To one wpędziły je ostatecznie do grobu. 


CDN.



[1] Tu i dalej antologia „Ludzie przestworzy”, Warszawa 1930, op. cit. ss. 344-347.
[2] Okręt w szyku bojowym.
[3] Chodzi o niszczyciele.

środa, 27 maja 2020

Bitwy morskie Wielkiej Wojny (5)

SMS Oldenburg w nocnej akcji


Nocna faza Bitwy Jutlandzkiej


Po raz kolejny w Grand Fleet zawiodła łączność. Te jednostki, które wciąż widziały flotę niemiecką na tle zachodzącego słońca, nie powiadomiły głównodowodzącego o jej ruchach. Dopiero po kilkunastu minutach admirał Jellicoe rozkazał obrać kurs południowo-zachodni, w pościgu za uchodzącą Hochseeflotte. Ta już od pewnego czasu płynęła kursem południowym, co około godz. 20:20 doprowadziło do spotkania, w zapadających ciemnościach, sił rozpoznawczych obu stron. W krótkim pojedynku artyleryjskim dwoma pociskami trafiony został niemiecki krążownik lekki SMS München, po czym obie strony wezwały na pomoc płynące w pobliżu krążowniki liniowe. W ten sposób doszło do ostatniego w bitwie starcia pomiędzy okrętami admirałów Hippera (którymi wciąż dowodził komandor Hartog) i Beatty'ego. Tym razem artylerzyści brytyjscy okazali swą wyższość: Derfflinger otrzymał trafienie z Liona, które czasowo unieruchomiło jego ostatnią wieżę artyleryjską, Seydlitz został trzykrotnie uderzony przez pociski z HMS New Zealand (prawdopodobnie, chociaż jeden z autorów wyraża wątpliwości, czy artylerzystom New Zealand można zaliczyć jakiekolwiek trafienia podczas bitwy jutlandzkiej, a inny przypisuje te trzy trafienia Seydlitza pancernikom HMS Hercules i HMS St. Vincent). Po kilkunastu minutach niemieckie krążowniki wykonały zwrot i schroniły się w ciemnościach. Brytyjskie jednostki przeniosły ogień na znajdującą się w pobliżu 2. Eskadrę Pancerników kontradmirała Franza Mauvego. Trafione zostały SMS Schleswig-Holstein, SMS Pommern i SMS Hessen, po czym również te przeddrednoty wykonały unik i schroniły się w ciemnościach.


Nocne starcie w Bitwie Jutlandzkiej

Jeszcze przed 21:00 okręty niemieckie były atakowane przez 4. Eskadrę Krążowników Lekkich komodora Charlesa E. Le Mesuriera oraz niszczyciele 11. Flotylli komodora Jamesa R. P. Hawksleya. Dwa lekkie krążowniki: HMS Caroline oraz HMS Royalist utrzymały kontakt wzrokowy z przedrednotami 2. Eskadry i zameldowały ich pozycję idącemu wtedy na czele szyku Grand Fleet wiceadmirałowi Martynowi Jerramowi na HMS King George V. Ten jednak uznał, że chodzi tu o krążowniki liniowe Beatty'ego i nie zmienił kursu, idąc wciąż równolegle do wyprzedzającej go Hochseeflotte. Według świadectw, dowodzący 2. dywizjonem jego eskadry kontradmirał Arthur Leveson na Orionie był naciskany przez młodszych oficerów swego sztabu do złamania szyku i bezzwłocznego ruszenia na przeciwnika, ale nie odważył się na to mówiąc, że rozkazano mu podążać za poprzedzającymi okrętami a on zamierza dotrzymywać rozkazów. Gdy zapadła noc, obie długie linie pancerników płynęły mniej więcej równolegle, kursem południowym, około 50 mil morskich od wybrzeży duńskich, przy czym uformowana w cztery kolumny Grand Fleet znajdowała się na wschód od Hochseeflotte, blokując jej swobodny dostęp do baz. Scheer zmierzał w kierunku kanału pomiędzy polami minowymi w rejonie Horns Reef, z maksymalną prędkością 16 węzłów, jaką mogły rozwinąć przedrednoty 2. Eskadry, najpowolniejsze jednostki jego floty. Zamierzał przy tym przejść za rufami Brytyjczyków, w ich śladzie torowym.

W ciemnościach obie floty przegrupowały się, przyjmując szyk marszowy, przy czym znalazły się one tak blisko siebie, że z pokładów okrętów niemieckich zauważono wymianę sygnałów pomiędzy Brytyjczykami, nie odważając się jednak na otwarcie ognia i zdradzenie swojej pozycji. Obaj dowódcy chcieli uniknąć bitwy nocnej, ale przedsięwzięli kroki ofensywne przy użyciu sił lekkich. Niemieckie torpedowce, wysłane w kierunku Grand Fleet dla przeprowadzenia kolejnego ataku, rozminęły się z celem i, nie ryzykując dostania się w zasięg ciężkich dział brytyjskich, zawróciły by rankiem wpłynąć do portu w Kilonii. Druga grupa torpedowców została omyłkowo ostrzelana przez własne pancerniki, szczęśliwie dla nich niecelnie, by około godz. 22:00 wdać się w krótką potyczkę z niszczycielami brytyjskimi, bez strat po obydwu stronach. Niemal w tym samym czasie krążowniki 2. Grupy Rozpoznawczej admirała Bödickera skutecznie zaatakowały ogniem artyleryjskim okręty brytyjskiej 11. Flotylli Niszczycieli. Poważnie uszkodzony został lider flotylli, lekki krążownik HMS Castor. Po stronie niemieckiej niegroźnie trafiony został jedynie SMS Hamburg. Około godz. 22:15 natknęły się na siebie w ciemnościach krążowniki lekkie 2. Eskadry komodora Goodenougha i 4. Grupy Rozpoznawczej komodora Ludwiga von Reutera. W wyniku krótkiej, ale bardzo gwałtownej wymiany ognia na dystansie około 1500 metrów po stronie brytyjskiej poważne uszkodzenia i duże straty w ludziach poniosły HMS Southampton i HMS Dublin, zaś Niemcy stracili storpedowany SMS Frauenlob oraz 321 członków jego załogi. Wszystkie te potyczki toczyły się na tyłach formacji Grand Fleet, ale admirał Jellicoe przekonany, że wciąż ma przeciwnika przed sobą, kontynuował w ciemnościach pościg w kierunku południowym, licząc na dopadnięcie Niemców i rozegranie walnej bitwy o świcie. Po 22.00 odesłał towarzyszący mu dotychczas niszczyciel-stawiacz min HMS Abdiel, by postawił zagrodę minową w rejonie latarniowca Horns Reef, a następnie powrócił do Rosyth.

Około godz. 23:15 brytyjska 4. Flotylla Niszczycieli (12 jednostek), dowodzona przez komandora Charlesa J. Wintoura na HMS Tipperary, znajdująca się na zachodnim skrzydle Grand Fleet, natknęła się na trzy krążowniki niemieckiej 2. Grupy Rozpoznawczej. Czołowy niszczyciel brytyjski, na którym skupił się ogień przeciwnika, stanął w ogniu i wkrótce zatonął wraz z niemal całą załogą. Pozostałe przeprowadziły atak torpedowy, w wyniku którego SMS Elbing został trafiony w rejon maszynowni. Okręty niemieckie zawróciły w kierunku własnych pancerników, przy czym uszkodzony krążownik został staranowany przez wykonujący unik drednot SMS Posen. Unieruchomiony, został wkrótce opuszczony przez załogę i zatonął nad ranem. Inny z niemieckich drednotów, SMS Nassau, zderzył się z brytyjskim niszczycielem HMS Spitfire. Mocno uszkodzona jednostka brytyjska utrzymała się jednak na powierzchni i zdołała dopłynąć do portu 2 czerwca. Także Nassau odniósł uszkodzenia, które zmniejszyły jego prędkość do 15 węzłów. Pozostałe niszczyciele 4. Flotylli wycofały się, by w mniej niż godzinę później ponownie zaatakować okręty niemieckie. Trafiony torpedą SMS Rostock został wzięty na hol przez jeden z torpedowców i ostatecznie samozatopiony kilka godzin później, po opuszczeniu przez załogę. Spośród brytyjskich niszczycieli zatopione zostały HMS Ardent, HMS Fortune i HMS Sparrowhawk. Ten ostatni, po kolizji z liderem HMS Broke, został wzięty na hol przez Marksmana, ale po zerwaniu drugiej liny holowniczej zdjęto z niego załogę i zatopiono.

 Pancernik SMS Pommern
 SMS Seydlitz po bitwie
 Uszkodzenia na SMS Derfflinger
 Uszkodzenia na SMS Von der Tann
 Rozbita wieża B na SMS Seydlitz
Rozbita wieża Q na HMS Lion

40 minut po północy w kolejnym starciu brytyjskich sił lekkich z niemieckimi pancernikami zatopiony został HMS Turbulent, a poważnie uszkodzony HMS Porpoise. W tym samym czasie niemieckie okręty natknęły się na dryfujący wrak krążownika Black Prince i ostrzelały go, zatapiając wraz z całą, liczącą 857 osób, załogą. Przedzierające się za linią sił głównych Grand Fleet pancerniki Hochseeflotte były wówczas widziane z pokładów niektórych jednostek 5. Eskadry Pancerników admirała Evan-Thomasa, ale bez jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Przed świtem znajdująca się już na wschód od zespołu brytyjskiego Hochseeflotte została zauważona i zaatakowana przez niszczyciele 12. Flotylli komandora Anselana J. B. Stirlinga. Torpeda z prowadzącego szyk Falknoura lub podążającego za nim Onslaughta trafiła w burtę przeddrednota SMS Pommern, powodując eksplozję amunicji i natychmiastowe przełamanie się i zatonięcie jednostki, na której zginęło 839 (według innego źródła 844) członków załogi. Spośród niszczycieli 12. Flotylli jedynie dwa odniosły uszkodzenia od pocisków niemieckich. Przed nadejściem świtu również płynący z trudem na południe krążownik liniowy Lützow, z obawy przed ewentualnym zagarnięciem go przez Brytyjczyków[1], musiał zostać opuszczony przez załogę i zatopiony torpedami asystujących mu niszczycieli. Jednak trzon Hochseeflotte dotarł już do kanału pomiędzy polami minowymi i mógł bezpiecznie schronić się za nimi uciekając przed Grand Fleet.

HMS Idefatigable przed eksplozją komór amunicyjnych...
HMS Repulse w linii pancerników brytyjskich
 Salwa pancernika brytyjskiego
Zniszczona wieża C na SMS Seydlitz


III faza dzienna


Rankiem na kotwicowisko u ujścia Jade dotarły krążowniki liniowe admirała Hippera (z wyjątkiem mocno uszkodzonego Seydlitza, którego obciążony wodą kadłub utknął na mieliźnie i ściągnięto go dopiero następnego dnia), a wkrótce po nich reszta okrętów. Pancernik SMS Ostfriesland został przy tym uszkodzony po wejściu na minę. Widząc bezskuteczność pościgu i zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa wejścia na pole minowe bądź przed wyrzutnie patrolujących U-Bootów, admirał Jellicoe podjął decyzję o zaprzestaniu pościgu i powrocie do baz. Przez kilka kolejnych godzin flota brytyjska krążyła jeszcze u brzegów Jutlandii w poszukiwaniu ewentualnych niemieckich maruderów, potem skierowała się przez akwen wcześniejszej bitwy do Rosyth i Scapa Flow, gdzie dotarła 2 czerwca.

I to był koniec bitwy.




[1] SMS Lützow był najnowocześniejszym okrętem Hochseeflotte i Niemcom bardzo zależało na tym, by nie wpadł w ręce Brytyjczyków.