Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obłok Oorta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obłok Oorta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 września 2021

Ziemia pod obstrzałem

 


Od czasu do czasu czytamy w prasie czy w Internecie o „przystojnych” bolidach czy meteorytach, które nocami i dniami rozświetlają nasz nieboskłon. Niekiedy są one brane za samoloty czy inne pojazdy powietrzne, czasami za UFO – szczególnie jak ich trajektoria czy barwo wydaje się obserwatorom dziwna. Chciałbym pokazać Czytelnikom dwie mapki ukazujące gęstość meteorytowego obstrzału naszej planety i jego moc wyrażoną w kilotonach TNT – kt, w latach 1988-2021.


Ziemia pod obstrzałem meteorytowym wg agencji rządowych USA. Moc eksplozji podano w kilotonach trotylu

Na mapkach widać Meteoryt Czelabińsk, którego moc eksplozji wynosiła niemal 0,5 Gt (według Rosjan) albo 440 kt (według Amerykanów) oraz kilka innych o mniejszej mocy wybuchów w atmosferze. Ale dla mnie najciekawszy jest Meteoryt Grenlandzki. Pisałem o nim onegdaj tak:

 

Inną, niemniej frapującą ciekawostką był Meteoryt Grenlandzki, który spadł na Ziemię w dniu 7 lub 9 grudnia 1997 roku na Grenlandię. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że energia tego impaktu wyniosła około 20-25 kt TNT - czyli tyle, ile energia wybuchu bomby atomowej „Little Boy”, która zamieniła w perzynę Hiroszimę. Najciekawszym jest jednak to, że informacje tą zdjęto ze światowego serwisu informacyjnego PAP w ciągu 2 godzin! - tak, że podał ją jedynie nasz „Super Express” piórem red. Ewy Jabłońskiej. Potem w jednym z pism ukazał się artykuł na temat poszukiwań tego właśnie meteorytu na Grenlandii, ale którego - ponoć - nie znaleziono. To dziwne, ale powinien pozostać jakiś ślad impaktu na lodowym pancerzu Grenlandii - jednak go nie było, ergo albo meteoryt eksplodował w powietrzu, jak TM, albo nie był to żaden meteoryt, albo był to jakiś satelita wojskowy Rosjan, Amerykanów czy Chińczyków, a może Atlantydów?... na razie to sprawa z „Archiwum X” i nie widać rozwiązania.

Roman Rzepka jest zdania, że 9 grudnia 1997 roku na Grenlandię w okolicy miejscowości Nuuk (d. Godthåb), na N 64°20’ – W 054°30’, spadł meteoryt, który poruszał się z niezwykłą prędkością w atmosferze Ziemi - aż 56 km/s. Wychodzi więc na to, że meteoryt ten pochodził z głębin Galaktyki! Szczątków meteorytu nie znaleziono – podobno… i to właśnie było argumentem „pro” dla ortodoksyjnych uczonych  twierdzących, że takich meteorytów po prostu nie ma… - bo nie mają one prawa przedostać się w głąb Układu Słonecznego. Uczonego, który pracował w renomowanym Instytucie im. Nielsa Bohra w Kopenhadze - dr Larsa Lindberga Christiansena za wygłoszenie poglądu o tym, że to był meteoryt pozaukładowy, po prostu zwolniono z pracy w trybie natychmiastowym…

Jak dotąd, to sprawa Meteorytu Grenlandzkiego jest otwarta. Podejrzewam, że został on jednak znaleziony i podzielił los wszystkich niewygodnych ortodoksyjnej nauce artefaktów w rodzaju „sześcianu Gurtla” czy „kuli z Żabna” - został zniszczony lub kiśnie gdzieś na dnie piwnicy Instytutu Nielsa Bohra albo jakiejś amerykańskiej bazy lotniczej…

I tutaj jeszcze jedna ciekawa dygresja: pod koniec XIX wieku, wielki Juliusz Verne napisał powieść pt. „Łowcy meteorów”, w której występuje ogromny złoty meteoryt o wartości 60.000.000.000.000.000 ówczesnych franków - teraz można by to pomnożyć przez 100. Ten cudowny meteoryt miał spaść na południowy skraj wysepki Upernivik (Uppernavick, Upernavik) na N 72°51’30” – W 053°35’18”. Czyżby była to prorocza wizja genialnego pisarza, podyktowana niezwykle wyostrzoną, wręcz wodnikową intuicją?... Zaiste, niewiele się pomylił, zaledwie o kilkaset kilometrów!

 

Znany polski ufolog Kazimierz Bzowski sądził, że Meteoryt Grenlandzki był z antymaterii i na Grenlandii doszło do wybuchu anihilacyjnego...

Ano właśnie. Dzisiaj już wiemy na pewno, że w przestrzeń Układu Słonecznego wlatują obiekty z przestrzeni międzygwiezdnej – I1/’Oumuamua i I2/Gierasimow, które są kometami z innych układów planetarnych. Takim właśnie międzygwiezdnym obiektem był zapewne Meteoryt Grenlandzki. I nie ma w tym nic dziwnego czy niezwykłego – wszak obszar Układu Słonecznego a dokładniej Obłoku Oorta, gdzie znajdują się komety rozciąga się na odległość 300-100.000 AU czyli 1,5 x 10^13 km albo 1,62 ly od Słońca, a niektóre szacunki mówią nawet o 2 ly! Możemy być pewni, że wszystkie gwiazdy z układami planetarnymi mają podobnie, a więc ich Obłoki Oorta mogą stykać się ze sobą i tym sposobem dochodzi do wymiany materii pomiędzy nimi ergo jest to zjawisko powszechne w całym Wszechświecie. Jeżeli idzie o Układ Słoneczny, to może się on stykać z potrójnym układem Tolimana (α Centaura) którego Obłok Oorta może być o wiele bardziej przestrzenny niż słoneczny, a to ze względu na to, że układ słońc Tolimana A i B okrąża także czerwony karzeł Toliman C (Proxima) w odległości 0,205 ly od nich wykonując jeden obrót na 550.000 lat.

Z grafiku przedstawionego powyżej wynika, że wkrótce będziemy mieli więcej gwiazd w naszym pobliżu, Proxima będzie w aphelium, a Toliman A i B w peryhelium. Poza nimi w ciągu najbliższych 80.000 lat do Słońca zbliży się Gwiazda (Strzała) Barnarda, Lalande 21185, Ross 248, Gliese 445 i Ross 128, ale wszystkie na odległość nie mniejszą niż 3 ly. No chyba że przypałęta się jakaś szybka gwiazda z Galaktyki albo wędrująca planeta, której jeszcze nie udało się nam wykryć. W każdym przypadku takiego pasażu gwiazd koło Słońca może dojść do interakcji pomiędzy ich Obłokami Oorta i co za tym idzie kometarnego obstrzału wnętrza Układu Słonecznego i także (niestety) Ziemi.

I tego należy się obawiać.     

wtorek, 18 lipca 2017

Planeta numer 9: nowe hipotezy „za” (2)

Dziewiąta Planeta w wizji artysty


*

W 2016 roku astronomowie ogłosili istnienie nieznanej planety w naszym układzie planetarnym. Jednakże ta hipoteza została poddana w wątpliwość ze względu na błędy w danych obserwacyjnych, które wykryto. Teraz hiszpańscy astronomowie użyli najnowszej techniki do analizy orbit tzw. ETNO i w końcu oznajmili, że jest tam coś, co je zakłóca – a mianowicie planeta znajdująca się na dystansie 300-400 AU, czyli od 4,5 x 10^10 do 6 x 10^10 km.

Na początku 2016 roku, badacze z Caltech obwieścili, że mają dowód na istnienie tego obiektu zlokalizowanego w odległości 700 AU czyli 1,05 x 10^11 km i o masie 10 x większej od masy Ziemi – czyli wynoszącej 6 x 10^24 ton. Ich obliczenia były motywowane przez badanie orbit ETNO w Pasie Kuipera, które sugerują istnienie Planety 9 w Systemie Słonecznym.

Jednakże uczeni z kanadyjsko-francusko-hawajskiego Projektu OSSOS wykryli błędy w swych własnych obserwacjach orbit tych ETNO, które systematycznie zmierzają w kierunku tego samego regionu nieba i uważają, że inne grupy badawcze, w tym ta z Caltech, może doświadczyć tego samego wrażenia. Zgodnie z tamtymi uczonymi, nie będzie konieczności proponowania istnienia masywnego ciała perturbującego ich ruch w celu wyjaśnienia tych obserwacji.

Jednakże teraz, dwaj astronomowie z Complutense Universidad w Madrycie wprowadzili nową technikę badania tzw. ETNO, znajdujących się na dystansie 150< AU i które nigdy nie przecinają orbity Neptuna. Najpierw te wszystkie wnioski zostały opublikowane w magazynie MNRAS, wskazując na istnienie planety poza Plutonem.

Punkty węzłowe orbity to są punkty, w których orbita danego ciała niebieskiego przecina się z płaszczyzną Układu Słonecznego. Są to dwa punkty, w których interakcja pomiędzy ciałami a resztą planet Układu Słonecznego jest najbardziej możliwa i właśnie dlatego w tych właśnie punktach obiekty ETNO mogą doświadczać drastycznych zmian swych orbit, a nawet kolizji.


Tak jak komety wchodzą w interakcję z Jowiszem


- Jeżeli nie ma tam czegoś, co zakłócałby ich ruch, to węzły ETNO powinny być nienaruszone i stałe, bo nie ma czegoś dla nich do uniknięcia, ale jeżeli jest tam jeden lub więcej obiektów zakłócających ich ruch, to dwie sytuacje mogą powstać – wyjaśnia Carlos de la Fuente Marcos, jeden z autorów do SINC. – Jedna możliwość jest taka, że ETNO są stabilne, i w tym przypadku, węzły będą miały tendencję trzymania się z daleka od orbity możliwego ciała perturbującego. Ale jeżeli one są niestabilne, to one będą jak komety w interakcji grawitacyjnej z Jowiszem, z tendencją do zbliżenia się jednego z węzłów do orbity możliwego ciała perturbującego.

Używając obliczeń i banku danych, hiszpańscy astronomowie odkryli, że węzły 28 analizowanych ETNO (i 24 ekstremalnych Centaurów[1], których średnie odległości od Słońca wynoszą <150 AU) znajdujących się w dużej odległości od Słońca, poza tym znaleźli oni korelację, w której nie ma miejsca miedzy położeniami węzłów a nachyleniem orbit, jednym z parametrów, który definiuje orientację tych lodowych obiektów w kosmosie.

- Zakładając, że ETNO są w swej dynamice podobne do komet, które wchodzą w interakcję z Jowiszem, interpretowaliśmy te rezultaty jako sygnały istnienia planety, która aktywnie wpływa na ich orbity na dystansie rzędu od 300 do 400 AU – mówi de la Fuente Marcos. – Wierzymy, że to co widzieliśmy nie może być przypisane błędom obserwacyjnym.

Do tej pory badania, które zostały wywołane możliwością istnienia Dziewiątej Planety, przy użyciu danych dostępnych dla tych ETNO, argumentując iż były i są systematyczne błędy dotyczące orientacji ich orbit (opisanych przez trzy kąty) ze względu na sposób obserwacji. Niemniej jednak, odległość od węzłów zależy głównie od wielkości i kształtu orbity, parametrów, które są względnie wolne od obserwacyjnych błędów.

- Jest to pierwszy raz, kiedy użyto punktów węzłowych w celu spróbowania zrozumienia dynamiki ruchów ETNO – mówi de la Fuente Marcos dodając, że odkrycie więcej ETNO (w tym momencie znano ich tylko 28) pozwoli na potwierdzenie scenariusza i co za tym idzie, wymusi znalezienie orbity nieznanej planety poprzez analizy położenia węzłów.

Autorzy odnotowują, że ich badania popierają istnienie planetarnego obiektu położonego w odległości z hipotezy o 9. Planecie Mike’a Browna i Konstantina Batygina z Caltech’u, a także początkowo zaproponowana w 2014 roku przez Scotta Shepharda z Instytutu Carnegiego i Chadwicka Trujillo z Uniwersytetu Pn. Arizony; co także koresponduje z jego wcześniejszymi badaniami, które sugerują to, że jest więcej niż jedna nieznana planeta w Układzie Słonecznym.

ETNO na peryferiach Układu Słonecznego - wizja artysty

Czy istnieje także Dziesiąta Planeta?


De la Fuente Marcos wyjaśnia, że hipotetyczna 9. Planeta zasugerowana w jego studium nie ma niczego do czynienia z inną możliwą planetą czy planetoidą znajdującą się o wiele bliżej od nas i wskazywana przez inne wcześniejsze odkrycia. Również wykorzystanie danych orbit ETNO z Pasa Kuipera, astronomki Kathryn Volk i Renu Malhotra z Uniwersytetu  Arizona odkryły, że płaszczyzna, na której obiekty te poruszają się wokół Słońca są lekko zwichrowane - fakt, który może być wyjaśniony, tym że istnieje jakiś zakłócający ich bieg obiekt o wielkości Marsa, w odległości 60 AU czyli 9 x 10^9 km od Słońca. 

- Według aktualnej definicji planety, ten inny obiekt może nie być prawdziwą planetą, nawet jeżeli jest on rozmiarów Ziemi, bo może być otoczony przez duże asteroidy albo planety karłowate – wyjaśnia hiszpański astronom – w każdym razie jesteśmy przekonani, że prace Volka i Malhotry mają solidne umocowanie w dowodach na istnienie masywnego ciała niebieskiego poza Pasem Kuipera – i tzw. Kuiper Cliff – najdalszym punktem Pasa Transneptunowego, w odległości 50 AU od Słońca, i mamy nadzieję, że wkrótce przedstawimy nową pracę popierającą jej istnienie.


Moje 3 grosze


Kwestia istnienia 9. i 10. Planety jest dla mnie o tyle ciekawa, że byłyby to dwa doskonałe przyczółki do ekspansji Ludzkości w Kosmos. I co ciekawe – jeszcze w XX wieku pisał o nich w swych mrocznych opowiadaniach grozy H.P. Lovecraft, który nadał im nawet nazwy: Yuggoth i Shaggai. Wprawdzie Yuggothem był Pluton, ale że ten ostatni przestał być pełnoprawną planetą, więc nazwa może być przeniesiona na Planetę 9.

Czy na tych planetach mogą istnieć jakieś formy życia? Białkowego na pewno nie. Jeżeli już, to jakieś kriobakterie ekstremofile, albo istoty, które – podobnie jak na dnie ziemskiego Wszechoceanu u wylotów kominów hydrotermalnych – czerpią energię nie ze światła słonecznego, ale z przemian chemicznych. Tak czy inaczej, odkrycie tych dwóch planet byłoby tryumfem astronomii obliczeniowej porównywalnym z odkryciem planet poza orbitą Saturna.


Więcej informacji zob.: C. de la Fuente Marcos, R. de la Fuente Marcos -  “Evidence for a possible bimodal distribution of the nodal distances of the extreme trans-Neptunian objects: avoiding a trans-Plutonian planet or just plain bias?”. Monthly Notices of the Royal Astronomical Society: Listy, lipiec 2017. DOI: 10.1093/mnrasl/slx106, Preprint http://adsabs.harvard.edu/abs/2017arXiv170606981D


Opracował - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Rodzaj ciał niebieskich obiegających Słońce pomiędzy orbitami Jowisza i Neptuna a nawet dalej, stanowiących stadium pośrednie pomiędzy planetoidami a kometami. Niektóre z Centaurów mają nawet słabą komę.  

wtorek, 19 stycznia 2016

Gdzie się czai tajemnicza Planeta X w Układzie Słonecznym?



Mike Wall


,,Planeta X” może aktualnie istnieć – a także i „Planeta Y”…

Co najmniej dwie planety większe od Ziemi mogą ukrywać się w ciemnych głębinach przestrzeni kosmicznej poza Plutonem, właśnie czekają na odkrycie, jak sugerują to najnowsze analizy orbit ETNO – ekstremalnie trans-neptunowych obiektów.

Uczeni przebadali 13 ETNO – zamrożonych ciał niebieskich takich jak Sedna, które krążą wokół Słońca w wielkich odległościach po eliptycznych orbitach.

Teoria przewiduje oczywiste zestawienie detali orbit ETNO – jak twierdzi ten zespół uczonych. Np. one powinny mieć długość większej półosi czy średnią odległość od Słońca ok. 150 AU. (1 AU = 93.000.000 mi/150.000.000 km) Te orbity mają nachylenie do płaszczyzny ekliptyki wynoszące 0°.

Ale aktualnie orbity tych 13 ETNO są zupełnie różne i ich wielkie półosie mierzą od 150 do 525 AU, a ich nachylenie płaszczyzn orbit do płaszczyzny Układu Słonecznego wynosi niemal 20°.
- Ta nadwyżka ilości obiektów z niespodziewanymi parametrami orbit każe nam wierzyć, że jakieś niewidzialne siły mają wpływ na elementy orbit ETNO i uważamy, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest obecność jakiejś nieodkrytej planety poza Neptunem i Plutonem – oświadczył Carlos de la Fuente Marcos, wiodący uczony z Complutense Universidad w Madrycie.
- Dokładna ich liczba jest nieznana, bowiem dysponujemy ograniczoną ilością danych, ale nasze wyliczenia sugerują, że są tam co najmniej dwie planety, a nawet więcej, znajdujących się w granicach Układu Słonecznego.

Te potencjalnie jeszcze nieodkryte światy mogłyby być bardziej masywne niż Ziemia, jak twierdzą badacze, i znajdują się ponad 200 AU lub jeszcze dalej od Słońca – i dlatego będzie czymś skrajnie trudnym, o ile niemożliwym – wykryć je przy pomocy współczesnych instrumentów.

Jak dotąd astronomowie wykryli dwa takie chłodne obiekty krążące w najodleglejszych sektorach Układu Słonecznego. Są to karłowate planety 90377 Sedna i 2012 VP113 (bez nazwy). Są one dowodem na to, że gdzieś na peryferiach Układu Słonecznego znajduje się jakaś Planeta X.

W marcu 2014 roku, Chadwick Trujillo i Scott Sheppard ogłosili odkrycie obiektu 2012 VP113 – ETNO nie zbliżające się do Słońca na odległość mniejszą od 80 AU. Dołączył on do Sedny jako drugi obiekt z wewnętrznego Obłoku Oorta – słabo znanego i niemal niezbadanego obszaru przestrzeni kosmicznej poza Pasem Kuipera – w którym znajduje się karłowata planeta 134340 Pluton.
Trujillo i Sheppard zasugerowali, że orbity 2012 VP113 i Sedny są zakłócane przez ciągłą obecność dużego intruza – być może nawet 10 razy większego od Ziemi, który znajduje się w odległości co najmniej 250 AU od Słońca.

[Zainteresowanym polecam niezwykle ciekawy artykuł Malezyjczyka - Ahmada Jamaludina pt. „Źródło X a trzęsienia ziemi” - http://wszechocean.blogspot.com/2012/01/zrodo-x-trzesienia-ziemi-1.html, w którym zamieszcza on swą hipotezę na temat kuiperowców i obiektów pozaukładowych – uwaga tłum.]

Jednakże, stwierdzają oni iż są możliwe inne wyjaśnienia. I tak np. Sedna i 2012 VP113 mogły być pchnięte na swe aktualne orbity dawno, dawno temu, kiedy inne gwiazdy wpływały na tworzącą się mgławicę, z której potem powstał Układ Słoneczny. Mogły one być nawet przechwycone z innego układu planetarnego…

De la Fuente Marcos i jego koledzy nie odrzucają także innych możliwych, alternatywnych scenariuszy.
- Obraz sytuacji stanie się bardziej klarowny, kiedy zbadamy orbity bardziej odległych, lodowych obiektów – powiedział on. – A jak się to potwierdzi, to będzie to prawdziwa rewolucja w astronomii.  


Opinie z KKK


Jeśli chodzi o ciało lub ciała trans-plutonowe, które mogą być odpowiedzialne za nie tylko asteroidy, ale i za 'dolanie wody do ognia', czyli za bombardowanie lodowe w okresie hydro-genezy planetarnej, świetnym wyjściem poza schemat jest właśnie propozycja interakcji między-systemowej, tzn. jednej gwiazdy i jej systemu na drugi system.
Obecnie przypuszcza się, że nie tylko możliwe jest, iż obiekty z jednego systemu mogą wędrować do drugiego, czyli są 'mrocznymi wędrowcami', ale że też same systemy, jak np. nasz i Proximy Centauri (2666667 AU), tak naprawdę stykają się i wymieniają materią na granicy zasięgu sfery Oorta, lub też w strefie buforowej między granicami zasięgu tych sfer, występujących mniej więcej w 1/3 odległości od gwiazd centralnych. Ta kwestia to wielki znak zapytania, choć same teorie pozwalają na dywagacje i stawianie tez.
Oprócz powyższego, podejrzewa się też wpływ nie jednej a kilku klas obiektów – podkarła, brązowego karła, trans-Jowisza, trans-super-Jowisza, stosunkowo niewielkiej czarnej dziury, tworzącej z naszym Słońcem układ podwójny, czerwonego karła, a tak naprawdę chyba każdego typu ‘wielkoluda’, samego lub w grupie. Nie ma zgody i jednomyślności w tym temacie, zatem prowadzi się badania na arbitralnie wybranych płaszczyznach, i sądzę, że to jest świetna rzecz – przypadkiem możemy odkryć coś zupełnie niespodziewanego, wręcz nowego. Półtora dnia świetlnego, ba (!), trzy dni świetlne, to na tyle duża odległość, by cała cywilizacja nocnych skrzatów mogła czuć się bezpiecznie. (Smok Ogniotrwały)

*

Osobiście jestem pewien, że dochodzi do wymiany materii z innymi układami planetarnymi, no bo skoro - wedle różnych wyliczeń - Obłok Oorta sięga do 2 ly, to zapewne analogiczny Obłok Oorta układu Alfy Centaura czyli Tolimana A, B i Proximy (Toliman C) musi być większy i zapewne zahacza o nasz Obłok Oorta, a co za tym idzie na pewno wśród ciał Obłoku znajdują się także "przybysze" z układu planetarnego Tolimana. A może nawet sondy kosmiczne stamtąd?
Co do towarzysza Słońca, to może być hipotetyczna ciemna gwiazda karłowata Nemezis albo jakaś jowiszowa planeta - albo wreszcie jakaś wędrująca planeta, których wiele pałęta się po Kosmosie. (Daniel Laskowski)


*



(M.S.)



Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

czwartek, 5 stycznia 2012

ŹRÓDŁO X A TRZĘSIENIA ZIEMI (4)



Kilka uwag na zakończenie

Artykuł ten powstał już z górą półtora dekady temu – w nauce to cała epoka. Jak dotąd nie udało się znaleźć ŹRÓDŁA X, które w tym czasie wykonało 1,5 obrotu na swej orbicie i zapewne byłoby w stanie oddziaływać zarówno na gruz skalny znajdujący się wewnątrz Pasa Asteroidów, jak i na najdalsze księżyce Jowisza. To z kolei musiałoby się objawić zmianami w trajektoriach ich ruchu, a tych (na razie) nie stwierdzono – szczególnie, że mamy do czynienia z hipotetyczną czarną dziurą – kolapsarem, którego grawitacja działa dosłownie jak odkurzacz wsysający materię do centrum osobliwości. Wsysana materia rozgrzewa się i emituje promieniowanie X, co z kolei musiałoby zostać zauważone przez satelity i obserwatoria astronomiczne specjalizujące się w astronomii rentgenowskiej. Tego nie zauważono.

Gdyby była to planeta o wielkości Ziemi czy Księżyca, to zostałaby już dawno zaobserwowana, choćby w czasie przejścia przez płaszczyznę ekliptyki. Takowej nie zauważono. Poza karłowatą planetą 1 Ceres i trzema mniejszymi: 10 Hyiageia, 4 Vesta i 2 Pallas, Pas Asteroidów jest kupą gruzu rozsmarowanego w przestrzeni pomiędzy Marsem a Jowiszem.  

Trudno jest uwierzyć także w to, że jakieś masywne ciało byłoby w stanie obiegać Słońce po orbicie o niemal prostopadłym nachyleniu do płaszczyzny ekliptyki. Prędzej czy później orbita ta zostałaby zmieniona i dostosowałaby się do reszty ciał niebieskich w Układzie Słonecznym. No chyba, że planeta ta mogłaby mieć wyłączność na nie podleganie prawom grawitacji i w takim przypadku można by się pokusić nawet o hipotezę o interwencji czynnika nie-astronomicznego…

Kolejny problem – ŹRÓDŁO X w Pasie Kuipera. Wbrew pozorom nie jest ono takie odkrywcze, bowiem Pas Kuipera to też kosmiczne gruzowisko, w którym w odległości 30 – 50 AU od Słońca znajdują się trzy małe planety: 134340 Pluton, 136108 Humea i 136472 Makemake. Poza nimi znajdują się jeszcze mniejsze okruchy takie jak np. 90377 Sedna, 20000 Varuna, 50000 Quaoar i inne, których odkrycia wiązano początkowo z obecnością hipotetycznego Transplutona – dużej planety znajdującej się poza afelium orbity Plutona, a którego także do dziś dnia nie odkryto. Jego przypuszczalna a = 66,66 AU, czy wyliczona z Prawa Titiusa-Bodego a = 154 AU, a zatem powinien się on znajdować już w wewnętrznym Obłoku Oorta.

Czy ŹRÓDŁEM X mogłaby być planeta – też hipotetyczna – Nibiru która okrąża Słońce raz na 3600 lat? No cóż, mogłaby być oczywiście, i przylecieć w 2012 roku by urządzić nam Armagedon i co tam jeszcze. Problem polega jednak na tym, że nawet najbardziej diaboliczna planeta MUSI trzymać się praw fizyki – a w szczególności trzech Praw Keplera, i poruszać się tak, jak one to opisują. Gdyby to ona teraz miała nam urządzić KONIEC ŚWIATA w dniu 21 grudnia 2012 roku, to musiałaby być już widoczna i dostrzegalna przez teleskopy, a od orbity Saturna także gołym okiem.

No to może karłowata gwiazda, znana jako Nemezis, a która okrąża barycentrum układu raz na 36 MA? Oczywiście może, tylko jak dotąd – zakładając, że jest ona tzw. brązowym karłem i emituje głównie promieniowanie cieplne – nikomu nie udało się jej zauważyć. A przecież masywne ciało niebieskie, poruszające się w przestrzeni Obłoku Oorta w swym afelium i Pasa Kuipera w peryhelium – skąd obrusza na wnętrze Układu Słonecznego grad komet – musiałoby być dostrzeżone prędzej czy później! I prawdę powiedziawszy, jeżeli gdzieś miałbym doszukiwać się obcego życia poza granicami Układu Słonecznego, to tylko w pobliżu tej infry. Ostatnio wiele mówiło się o dużej, większej od Jowisza, planecie Tyche, która miałaby krążyć na dalekich peryferiach Układu Słonecznego – piszę o niej w „Nieznanym Świecie” nr 1/2012, ale jak dotąd na sensacyjnych doniesieniach się skończyło…  

I to byłoby na tyle odnośnie ŹRÓDŁA X i jego możliwego położenia w Kosmosie. Oczywiście nie zamykam sprawy, ale uważam, że hipoteza ta w ogóle się nie broni i że żadne ciało niebieskie, poza Słońcem i Księżycem z ich oddziaływaniami grawitacyjnymi, nie ma żadnego wpływu na zjawiska tektoniczne na Ziemi, co widzieliśmy w ostatnich kilku latach, kiedy potężne „terremotos” spustoszyły kilka krajów i spowodowały katastrofę nuklearną porównywalną, czy nawet przewyższającą tą w Czarnobylu.

A co do UFO, to mam na ten temat wyrobione zdanie. Znacie je.    

Przekład z j. angielskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©