Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pusta Ziemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pusta Ziemia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2022

Cywilizacja Agharti istnieje!

 

Pusta Ziemia i Agartyjczycy

Badacz David Wilcock twierdzi, że cywilizacja z wnętrza Ziemi istnieje i ujawnia tajemnicę Pustej Ziemi – co wiedział już dawniej.

Koncepcja „Pustej Ziemi” została po raz pierwszy zaproponowana współczesnemu światu w XVII wieku. Legendarny naukowiec sir Edmond Halley zasugerował, że Ziemia jest pusta i bez wątpienia kwitnie tam życie. Później jego twierdzenie zostało zakwestionowane przez innych ekspertów, a on również nie kontynuował swoich badań nad nim. Jednak w późniejszych latach popularna stała się tak zwana teoria Pustej Ziemi, o której mówi się w kilku folklorach i kulturach. Teraz teoretycy starożytnych astronautów argumentują, że Ziemia jest pusta i że wewnątrz żyje nieznana cywilizacja.

W 2015 roku autor bestsellerów „New York Timesa”, David Wilcock, stwierdził w wywiadzie dla radia Coast To Coast AM, że wewnątrz planety żyje sojusz starożytnych cywilizacji. Mieszkańcy ci przez długi czas nazywali wewnętrzną Ziemię swoim domem i mieli zamiar ujawnić ją ludziom, dodał.

Wilcock mocno wierzy, że w ciągu długiej historii naszej planety wiele zaawansowanych cywilizacji, takich jak Atlantydzi, zeszło pod ziemię, aby przetrwać chaotyczne czasy, które rządziły powierzchnią naszej planety. W końcu postanowili osiedlić się w swoim nowym podziemnym środowisku.

Według jego informacji, ludzka linia czasu wydaje się rozgałęziać wraz ze zmianą całej natury materii, energii i świadomości. Podczas gdy negatywna oś czasu prowadzi do Armagedonu i przesunięcia bieguna, na pozytywnej osi czasu jest wniebowstąpienie i postęp dusz, wyjaśnił.

Cytując zeznanie kontaktowca Coreya Goode’a, Wilcock twierdził, że wątła relacja między ludźmi z wnętrza Ziemi a tymi, którzy żyją na powierzchni, którzy wiedzą o ich istnieniu, uległa ostatnio pęknięciu.

- Ten kompleks wojskowo-przemysłowy wcześniej współpracował z tymi ludźmi i miał z nimi traktaty, a teraz próbuje ich zabić – powiedział Wilcock.

 

Jedna grupa, znana jako Nordycy, przedstawiała się jako ET z Plejad rządowi USA, podczas gdy w rzeczywistości są potomkami Atlantów, którzy żyli tutaj przez cały czas, ujawnił Wilcock. To dlatego, według Wilcocka, te Cywilizacje Wewnętrznej Ziemi połączyły się, aby odpowiedzieć na wielkie zagrożenie pojawiające się w ostatnich czasach i zwracają się do międzygwiezdnych istot w nadziei uzyskania pomocy w walce z siłami, które próbują je zniszczyć...

W przypadku, gdy podziemne stowarzyszenia spełniły prośbę, pomyślał:

- Myślę, że odkryjemy, że podziemne bazy są znacznie bardziej rozległe niż myśleliśmy i znacznie starsze.

Mówiąc naukowo, Isaac Newton w swojej pracy matematycznej nad grawitacją wykazał, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby ciała astronomiczne posiadały puste wnęki w środku. Newton nie sprzeciwił się, gdy Edmond Halley zasugerował mu, że nasza planeta może być pusta. Nawet NASA wydaje się akceptować możliwość istnienia pustych planet.

Wilcock wyjaśnił, że podczas formowania się wszystkich wodnych planet we wszechświecie, pod powierzchnią skorupy tworzą się puste wnęki z własnym biomem z bakteriami, które są zdolne do wydzielania naturalnego światła. „Oznacza to, że naprawdę można żyć w jaskiniach na Ziemi, które mają światło widzialne”, zdumiał się.

 

Podziemne cywilizacje w folklorze

 

Istnienie podziemnych tuneli i przejść jest od wieków przedmiotem dyskusji. Starożytne cywilizacje na całym świecie mówią o tych wejściach prowadzących do zupełnie nowych królestw, położonych głęboko pod powierzchnią planety.

 

Podziemne miasto Derinkuyu może pomieścić do 20.000 ludzi, mnóstwo zwierząt domowych i wystarczającą ilość zapasów, aby przeczekać najeźdźców.

Dobrym przykładem podziemnego świata jest starożytne miasto Derinkuyu (d. Melengübü) w Turcji, rozciągające się na głębokość około 85 metrów. Jest wystarczająco duże, aby zapewnić schronienie nawet 20.000 osób wraz z ich zapasami inwentarza żywego i żywności. Jest to największe wykopane podziemne miasto w Turcji i jeden z kilku podziemnych kompleksów znajdujących się w całej Kapadocji.

Istnienie podziemnych tuneli i przejść jest od wieków przedmiotem dyskusji. Starożytne cywilizacje na całym świecie mówią o tych wejściach prowadzących do zupełnie nowych królestw, położonych głęboko pod powierzchnią planety.

Podziemne miasto Derinkuyu może pomieścić do 20.000 ludzi, mnóstwo zwierząt domowych i wystarczającą ilość zapasów, aby przeczekać najeźdźców.

Dobrze przyjętym przykładem podziemnego świata jest starożytne miasto Derinkuyu w Turcji, rozciągające się na głębokość około 85 metrów. Jest wystarczająco duży, aby zapewnić schronienie nawet 20.000 osób wraz z ich zapasami inwentarza żywego i żywności. Jest to największe wykopane podziemne miasto w Turcji i jeden z kilku podziemnych kompleksów znajdujących się w całej Kapadocji.

 

Miasto zostało zbudowane w epoce bizantyjskiej, kiedy było intensywnie używane jako ochrona przed muzułmańskimi Arabami podczas wojen arabsko-bizantyjskich (780–1180 n.e.). Miasto było połączone z innymi podziemnymi miastami przez wiele kilometrów tuneli. Niektóre artefakty odkryte w tych podziemnych osadach pochodzą z okresu środkowego bizantyjskiego, między V a X wiekiem.

Jest wielu głęboko wierzących, którzy uważają, że istnieje wiele wejść do podziemi, takich jak Piramida w Gizie, Wodospad Iguaçú, pustynia Gobi, Andy, Himalaje itp. (u nas Babia Góra).

Według lokalnych legend Szambala (albo Shamballah czy Śiambhallah, Shampullah, Kraina d’Bus, Kraina Ui lub Üi) to królestwo bogów, które istnieje zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i duchowej. Istnieje również wzmianka o tej mitycznej krainie w różnych starożytnych tekstach. W pismach Bön znajduje się opis jakiejś blisko spokrewnionej krainy znanej jako Tagzig Olmo Lung Ring. Poza tym „Wisznupurana”, święty tekst hinduski, wymienia Szambalę jako miejsce narodzin Kalki, dziesiątego i ostatniego awatara hinduskiego boga Wisznu.

Tybetańczycy wierzą, że kraina bogów jest strzeżona przez ludzi o nadprzyrodzonych mocach i często była widywana przez miejscowych. Tybetańscy lamowie od wieków poszukują Szambali. Ci, którzy szukają królestwa, albo nigdy nie wrócili, albo go odnaleźli, albo zginęli.

Najbardziej fascynująca jest historia dwojga rosyjskich emigrantów Mikołaja i Heleny Roerichów. Para kilka razy próbowała dotrzeć do Szambali. Pod koniec 1923 roku przybyli oni do Darjeeling w Indiach z zamiarem odnalezienia Szambali.

 

Innym incydentem, który podkreśla obecność Szambali, jest zniknięcie całej populacji ludu Guge. Archeolodzy byli oszołomieni po znalezieniu różnych tuneli w mieście Guge. Wielu teoretyków uważa, że te podziemne tunele mogły być przejściem do Szambali, a ludzie Guge znaleźli je i postanowili opuścić powierzchnię. Szacuje się, że bez śladu zniknęło około 100.000 osób.

Istnieje inna legenda o Indianach Hopi, kiedy zostali uratowani przez tzw. podziemnych „ludzi mrówki” podczas pożaru, wybuchu wulkanu, uderzenia asteroidy, epoki lodowcowej czy silnego wyrzutu koronalnego ze Słońca. Podczas tych dwóch niszczycielskich wydarzeń cywilizacja ludzi mrówek ukryła lud Hopi w swoich podziemnych jaskiniach i zapewniła im żywność i wodę.

W przeszłości wiele teorii spiskowych ukształtowało opowieść o podziemnym świecie, ale istnieją odkrycia naukowe, które mogą wspierać tę teorię.

 

Moje 3 grosze

 

Dla mnie sprawa istnienia Szambalii czy Agharty to poniekąd sprawa rodzinna, otóż mój dziadek ze strony mamy został powołany do carskiej armii i walczył z Japończykami na Dalekim Wschodzie – przeżył m.in. oblężenie Port Arthura, bił się też w Mandżurii i Mongolii. Tam zetknął się z Kamilem Giżyckim i Antonim Ferdynandem Ossendowskim, z którym utrzymywał korespondencję do wybuchu II Wojny Światowej. Otóż dziadek mój czytał mi do poduszki wspomnienia z Port Arthura i „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” Ossendowskiego, kładąc szczególny nacisk na legendę o Agarcie. Podkreślał zawsze, że wszystko to, co opisywał on było prawdą. Trudno mi powiedzieć, wszak miałem wtedy 4-6 lat. Zawsze powtarzał:

- Azja jest tak wielka, że mieści się w niej wszystko – także Agarta…

O moich poszukiwaniach pisałem już w tym blogu, więc nie będę się powtarzał. Jednego jestem absolutnie pewien, a mianowicie tego, że jest coś na rzeczy. Ślady cywilizacji z podziemnych światów są na całym świecie i legendy o planetarnym podziemiu są czymś więcej, niż tylko legendami.

 

Źródło - http://digantanews24.com/?p=37653#comment-160

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 8 lutego 2016

Amazońscy Indianie twierdzą: Pusta Ziemia istnieje!





Ivan


Indianie Macuxi z Amazonasu wiedzą o istnieniu Pustej Ziemi od niemal 100 lat, ale czy ich legendy są prawdziwe, czy są tylko kolejnymi nieprawdopodobnymi bajkami z ich folkloru?

Na ile klasyczna powieść Juliusza Verne’a „Podróż do wnętrza Ziemi” (1864) jest prawdziwa? I gdzieś tam, pod naszymi stopami znajduje się świat do odkrycia, miejsce gdzie mieszkają żywe stworzenia. Gdzie wciąż istnieją zaginione kultury i cywilizacje, i istnieją do dziś dnia. Czy to jest wciąż realne?
Indianie Macuxi są tubylczymi ludźmi mieszkającymi w Brazylii, Gujanie i Wenezueli. Zgodnie z ich legendami, są oni potomkami Dzieci Słońca, Stworzycieli Ognia i Chorób oraz Obrońców z „wewnętrznej Ziemi”. 





Na diagramie widzimy wnętrze Ziemi jako wielką kulę ognia z księgi „Subtterranean World” („Mundus subterraeus”) Athanasiusa Kirchera (1668).

Ich ustnie przekazywane legendy mówią o Wejściu do wnętrza Ziemi. Około roku 1907, Indianie Macuxi weszli do pewnego rodzaju jaskini i szli tam przez 13-15 dni, zanim wreszcie dotarli do wnętrza. To jest tam, gdzie „jest druga strona świata, we wnętrzu Ziemi”, tam gdzie gigantyczne stworzenia osiągają około 3-4 metrów wzrostu. 

Według tych Indian, mieli oni możliwość spojrzenia przez to Wejście i powstrzymywali obcych przed wejściem do Pustej Ziemi. ich legendy mówią, że ci, którzy weszli do tajemniczej jaskini idąc przez trzy dni po ogromnych schodach, których każdy stopień mierzył 33”/~84 cm. Na czwarty dzień, oni porzucili swe pochodnie i kontynuowali swoją podróż do środka Ziemi, przy światłach iluminujących jaskinie. Wielkie latarnie, o wielkości arbuza, które świeciły tak jasno jak słońce.

Po jakich 4-5 dniach podróży, podróżnicy tracili wagę i masę ciała, co pomagało im podróżować szybciej. Według Indian Macuxi, po 5 dniach pobytu w jaskiniach, weszli oni do ogromnej pieczary, których stropu nie mogli zobaczyć, a w jednej komorze w systemie jaskiniowym znajdowały się cztery podobne do słońca obiekty, na które nie można było patrzeć, a których cel istnienia nie jest znany Macuxim.



Czy istnieje świat wewnątrz naszego „świata”?


Wewnątrz Ziemi znajdują się miejsca, w których mogą róść drzewa owocowe i inne dające żywność. Macuxi mówią, że są to nerkowce, dęby, mango, bananowce i inne niższe rośliny, które można napotkać w 6-7 dniu podróży. Dalej Macuxi idąc w głąb Ziemi napotkali na większe powierzchnie pokryte roślinnością. Ale nie wszystkie te obszary są zielone i doskonale prosperują. Indianie twierdzą, że niektóre miejsca są bardzo niebezpieczne i powinny być omijane, bo znajdują się w nich gotujące się kamienie i strumienie „azoge” (rtęci – przyp. tłum.). 

Ustna tradycja Macuxich że po przebyciu tych wielkich komór ma się za sobą połowę drogi, oni musieli poruszać się ostrożnie, odkąd tajemnicze „powietrze” mogło zmusić ludzi do „latania” czy „lewitowania”. Idąc dalej doszli do miejsca, w którym żyli Giganci. Tam Indianie mogli jeść jedzenie Gigantów, gdzie są jabłka wielkości głów ludzkich, winogrona o rozmiarach pięści, a wielkie i smakowite ryby były łapane przez Gigantów i dane Macuxim jako prezent. Po zaopatrzeniu się w zapasy u Gigantów, eksplorerzy Macuxich powrócili do domu w „zewnętrznym” świecie, przy pomocy Gigantów z „wewnętrznego” świata.

Indianie Macuxi są teraz strażnikami przy wejściu do „wewnętrznego” świata, a ich legendy mówią o kraju wewnątrz ich kraju w którym znajdują się niewiarygodne moce i bogactwa.

Legendy te – rzecz jasna – są uznawane przez wielu jako historie z dawnych czasów. Ale dla Macuxich są one realne i stali się oni strażnikami Wejścia, odkąd Brytyjczycy przybyli do Amazonii w poszukiwaniu złota i diamentów, zwiedzając jaskinie z których już nigdy nie wracali. Od tego czasu, jak mówią Macuxi, Giganci ukarali ich za niedotrzymanie układu i „legendy” o Gigantach stopniowo zostały zapomniane. 

Co o tym sądzić? Czy jest możliwe, że jest to tylko kolejna legenda? Czy jest coś więcej w legendach tajemniczych Macuxich, w których mówi się wprost o egzystencji Pustej Ziemi, podobnie jak w wielu innych kulturach i cywilizacjach dookoła świata? Istnienie gigantycznych istot zamieszkujących wnętrze naszej planety wszak jest faktem istniejącym w wielu dawnych kulturach naszego świata, a nawet w tekstach religijnych, jak np. w Biblii.
Czy jest to możliwe, by legendy Macuxich były prawdziwe? Czy gdzieś na terytorium Amazonii znajduje się Wejście do Pustej Ziemi istniejącej w Przeszłości?



Opinie z KKK


Uszanowanie!
Platonie, skąd ci wędrowcy wiedzieli ile dni szli (z pochodniami i bez), czyżby mieli jakieś rolexy na rękach? :). W takich warunkach już w ciągu doby następuje zanik poczucia realnego upływu czasu - i to zarówno w jedną jak i w drugą stronę, to są powszechnie znane fakty, i powtarzalne. Nie wspominając już o mechanice układu słonecznego, która wyklucza aby Ziemia mogłaby być pusta. Gdyby zaś miała nawet jakieś gigantyczne kawerny, to jej ruch wirowy wyglądałby zupełnie inaczej, chyba, że ktoś to wyważył, podobnie jak samochodowe koło.
Serdecznie pozdrawiam! (Avicenna)
*
Witam!
- to akurat jest proste do wyjaśnienia. Przecież ci wędrowcy zostawili kogoś na górze i wrócili z powrotem do swoich, więc bardzo łatwo można byłoby obliczyć, ile dni byli pod spodem…
Co do Pustej Ziemi, to faktycznie – to jest bajka i nic ponadto, no ewentualnie mogłyby być jakieś wielkie jaskinie w skorupie ziemskiej, i to tylko w najstarszych i najgrubszych kratonach, ale nic ponadto.
Pozdrawiam! (Platon) 
*
Ten temat znany mi już od chyba 5 lat. Pisałam o tym do ciebie, Platonie. Jest również informacja o lotniku, który ze swoim samolotem wleciał do wewnętrznej ziemi jak i o rybakach, którzy również wpłynęli do wewnętrznej ziemi.
Ja myślę, że jest to prawda, dlaczego nie. A Giganci..........być może warunki panujące we wnętrzu ziemi powodują, że tam wszystko jest ogromne.
Tomek, czy pamiętasz naszą korespondencję na ten temat?
Pozdrawiam  (Basia z Holandii)
*
Ten temat, Pustej Ziemi, jest znany już od publikacji książki Ossendowskiego, w której wzmiankuje o Agharcie. A jeszcze wcześniej pisał o tym Verne i uczeni w rodzaju Bauera-Agricoli czy wzmiankowany Kircher.
Ten pilot to adm. Byrd, który ponoć widział nieznane lądy nad Arktyką i Antarktyką. Ile w tym prawdy? - trudno dociec. Byrd miał potężne długi i musiał je spłacać, pisze o tym przedwojenna prasa.
Jestem jednak pewien, że legenda o Pustej Ziemi ma swe racjonalne jądro i ma podstawy. Oczywiście nie ma podziemnego świata, ale są ciągi jaskiń połączone korytarzami. Gdzie? - oczywiście w okolicach świętego Kajłasu. I to chyba o tym opowiadano Ossendowskiemu, a legenda ta - upiększana i ubogacana - poszła między ludzi.
Co do gigantycznych ludzi i zwierząt, to też pisali o nich Verne, Doyle, Borroughs i cały legion ich naśladowców. Nihil novi sub Sole.
Natomiast naprawdę ciekawe jest to, że mówili o tym Indianie, którzy raczej ich nie czytali... I to jest najważniejsze w tej relacji.
Pozdrawiam! (Arystokles) 
*
Tak, masz rację Arystoklesie, Indianie nie czytali książek .......a mówią to samo.
(Basia z Holandii)
*


A tak, bo legenda o planetarnym podziemiu jest jedną z 6 legend o zasięgu światowym. A zatem musi, co jest coś na rzeczy.
Pozdrawiam! (Arystokles)
 *
Szanowni Midgardczycy,
niewiele wiem, acz przypuszczam zbyt wiele, lecz i niech to dołożone będzie, że żadnej pewności nie ma co do tego, czy tzw. pusta Ziemia istnieje. O Byrdzie wiele można powiedzieć, niektórzy nawet skłonni są przyznać, że nie istniał, a inni, że nigdy nie wyprawił się na północ.
Nawet pod względem geofizycznym istnienie wielkich przejść stoi pod znakiem zapytania. Czy na pewno istnieją mechanizmy pozwalające samorzutnie tworzyć się takim portalom? A może to nie kwestia naturalnej porto-genezy, a zaawansowania technicznego, jeśli już, przypuszczalnej cywilizacji atlantyckiej?
Na YT znaleźć można relacje o tzw. Daro i Tharo, cywilizacjach nawzajem się zwalczających a powstałych jako pozostałości dawnych, prehistorycznych kultur, jeszcze z czasów ludzi z trąbami i niebieskich ludzi, jakoby w podobieństwie do Krishny. Daro i Tharo to właśnie tacy ludzie z małymi trąbami zamiast normalnego nosa, którzy egzystują pod ziemią dzięki spuściźnie atlantydów, którzy to ponoć zostawili pod ziemią tak przepastne zasoby technologii, że sami Daro i Tharo byli w stanie ledwie nadszrpnąć przez te tysiące lat ów zasoby, a teraz ich walka wchodzi w kulminacyjny okres, podczas którego mniej wojowniczy Tharo zostają wyszukiwani i likwidowani przez nieprzyjemnych i najpewniej amoralnych Daro.
Technologia obu cywilizacji jest w stanie skanować myśli nas, Ziemian, tu, na powierzchni, wpływać na te myśli, a nawet terroryzować nas stanami i myślami głęboko spod ziemi. Posiadają też technologię pełnej holografii w czasie rzeczywistym, podobnej do tej z filmów s-f, kiedy to fantomy holograficzne rozmawiają za sobą nawzajem jak i z realną osobą tak samo skutecznie. Ich technologia pozwala także na manipulacje czasoprzestrzenne, np. na sprawianie, by niewielki pokój wydawał się zakończony korytarzem odległym o kilkadziesiąt metrów. Niemniej to Daro wygrywają, najpewniej dzięki dokopywaniu się do coraz to dalszych zasobów poległych Atlantów.
W innym filmie na YT przekonuje się o tym, że są pewni Amerindianie, którzy stali się swego czasu strażnikami wejścia do podziemnego świata. Mowa tam o stopniach wysokości 40cm, o przekrywie ważącej wiele ton o składzie skomplikowanym ponad nasze możliwości oraz o tym, że zawartość złota w tej pokrywie masowo przekracza wagę całego naszego ziemskiego złota (hmm...), o spadku wagi wraz ze schodzeniem wgłąb ziemi, i... ale to już zostawmy z racji jedynie chęci zasygnalizowania czegoś innego.
Obecnie 'opcji' jest dość sporo, ale jestem zdania, że jeśli faktycznie są podziemne cywilizacje, to największą zagwozdkę stanowi ich wewnętrzne słońce. Im bardziej rozwija się nasza technika, tym bardziej rozwijamy wzdłuż jej pędu nasza fantastykę, a to już jest papier lakmusowy fantastyki w każdym wydaniu. Jeśli ów wewnętrzne słońce zacznie metamorfować w coś ujmowalnego, koncepcyjnie uzasadnialnego i zbieżnego z naszymi racjami logiki i rozumowania, tak, abyśmy łatwiej przystali na daną treść i jej przekaz, to - by zacytować niesławnego neo-klasyka - wiedzcie, że coś się dzieje.
Faktyczne, acz tak samo domniemane, wewnątrz-ziemskie cywilizacje być może mają technologię pozwalające na absolutne cuda, a kto wie - nawet i na wewnętrzne słońca, ale póki jestem małym ziemskim robaczkiem z małą ziemską główką, uważam, że bazują na korytarzach, bazach i sieci powiązań komunikacyjnych. Wszystko to o charakterze lokalnym, bowiem jak by można było wyjaśnić zdolność Ziemi do utrzymania płaszcza i skorupy, badania sejsmograficzne, ringwoodytowe pokłady wodne, przetopy magmy z wielkich głębokości, itp.? Oczywiście o wnętrzu Ziemi wiemy tyle, ile nam się dopiero udało, zatem nie tak dużo, ale w pełny Dwuświat mam skłonność nie wierzyć. W 'ponad-Jednoświat', a nawet 'multi-ponad-Jednoświat' już znacznie bardziej. Niemniej, to wszystko, co wiemy, to tylko dywagacje, mądrzejsi ponad własne zdanie chyba w tym przypadku nie będziemy. (Smok Ogniotrwały)

*
No to zrobiło się smutno po twoim wystąpieniu, Smoku.
Czy wymysł o istnieniu pustej ziemi jest taki sam jak wymysł o istnieniu Boga?
Jakoś mi się te dwie sprawy skojarzyły, bo obie połączone są tęsknotą/pragnieniem do istnienia czegoś lepszego niż to co mamy od wieków na Ziemi.
Bo, że Ziemia jest piękna to wiemy. Że na jej powierzchni żyją stworzenia /ludzie często nieprzyjaźnie do innych stworzeń/ludzi nastawieni, to też wiemy.
Często budząc się rano zastanawiam się dlaczego pierwszą myślą jaką świadomie rejestruję w mojej głowie jest myśl o czymś przykrym? Czy macie to samo czy też budzicie się jak słowiki?
Dlaczego tak długo i mocno pamiętamy sprawy przykre, bolesne a tak szybko zapominamy o radosnych przeżyciach.
Walczę w sobie z tymi przykrymi myślami i absolutnie nie należę do narzekaczy.
Oke, ktoś jest samotny więc może się czuć samotny. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Regularnie widzę ludzi otoczonych przyjaciółmi, kochaną rodziną, którzy czują się ogromnie samotni.
Skąd ta samotnośc w nas? Skąd ta tęsknota za czymś pozytywniejszym i co to jest?
Dlaczego tak jest? Macie na to odpowiedź? (Basia z Holandii)


*

Basiu, ja nie Wszystko nazwałem wymysłem, nawet takiego słowa nie użyłem, i choć nie mówię, iż nie ma nikt prawa o to mnie podejrzewać, to jednak mówię: nie, nie to jest moim planem.
Rany, skąd nagle ten Bóg? Tego nie rozumiem, wytłumacz, proszę. Czegoś nie zakumałem i sorry za to.
Wierzę w Boga z kilku powodów, ale moje pojęcie Boga różni się tak, jak przystoi na człowieka - każdy ma swoje Jego wyobrażenie. Nawet w czasach, gdy nie wierzyłem w nic, w ogóle mi nie grało samo istnienie bez przyczyny, z jakiegoś Wielkiego Wybuchu, potem Multiversum, następnie Omniversum... ekscytujące i powalające na kolana, ale zacząłem się bardziej interesować tym, co ma wpływ na życie, realnie na człowieka. Nie widzę związku między abnegacją w imię suchego poznania, a i to w ramach eksperymentu, a Bogiem.
Pusta Ziemia nie jest tożsama z Bogiem, tematycznie łączna z Nim, ale patrząc holistycznie, niczego nie ma poza Nim.
Przepraszam Robercie, jeśli zrobiło się religijnie - nic z tego. Nie jestem religijny, ja tylko poważnie rozważam zdegradowane i zbezczeszczone moherem tematy, które przemyśliwałem tak wiele razy, aż skronie swędziały. Mimo tego, nie czuję się mądrzejszy. Raczej poznaję, który koń jak biegnie w tej gonitwie.
Basiu, czytałem niegdyś bardzo dołującą książkę pewnego niebotycznie mądrego człowieka, który był psychologiem, a który także jasno i dowodowo przedstawiał pewną prawdę - człowiek ma dwu-nastrój: albo jest w katalogu A(szczęście), albow  katalogu B(smutek). Osoba aktualnie aktywująca katalog A nie jest w stanie czuć smutku, natomiast osoba czująca smutek nie jest w stanie nagle i bez konfliktu przejść do katalogu A, czyli czuć szczęście. Ktoś, kto częściej wybiera z natury/nawyku dany katalog, częściej trwa w nim w ciągu dnia.
Co ciekawe, za pomocą czystej statystyki i osobistych spostrzeżeń, dowiódł on w tej książce, że osoby patrzące na świat bardziej obiektywnie, realistycznie, przewidująco, w większości należały do osób posługujących się swoim katalogiem B, czyli odbierających życie nieco smutniej niż osoby szczęśliwe. Osoby naturalnie skłonne do używania katalogu A z kolei były bardziej przedsiębiorcze, skłonne ryzykować, podejmować nowe wyzwania, ufne w świat i ludzi, częściej odnosiły sukcesy (skoro podejmowały więcej prób i nie zrażały się negatywami), i mimo wszystko zawsze twierdziły, że czasem im smutno, ale są szczęśliwe.
Dla mnie było to niesamowicie trudne do zaakceptowania, no bo jakże to - realizm jest domeną niepocieszenia?! Długo żyjąc z myślą o znalezieniu kontr-dowodu, nauczyłem się czegoś odwrotnego - cel wymaga wiary (A), ale smutasy są potrzebne, by plan się powiódł (B).
Według mnie osoba żyjąca pełnią życia ma oba katalogi na podorędziu, ale umie ich używać według zadań przed nimi. Niby proste, ale ode mnie wymagało bardzo dużo myślenia. Cóż, sam to wymyśliłem, a nie przeczytałem. I tak to stosuję. (Smok Ogniotrwały)


*

Kochani - dziekuję za głosy w dyskusji, które wykroczyły daleko poza temat. Pozornie, bo wszystko obraca sie wokół pytania: co jest źródłem wielu religii i legend? Bo uważam, że przede wszystkim na to pytanie trzeba szukać odpowiedzi. (Platon)
  
              
Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

środa, 16 kwietnia 2014

Pusta Ziemia

Zdjęcie "dziury w Biegunie Północnym" wykonane przez satelitę ESSA-7


Michaił Taranow


Na Biegunie Północnym i Południowym obowiązuje czas GMT (UT lub UTC), ale na stacji Amundsen-Scott położonej na Biegunie Południowym – obowiązuje czas Nowej Zelandii – NZST (GMT + 12 h).

W swej powieści fantastyczno-naukowej „Plutonia” (1924, wyd. polskie: Warszawa 1953), poświęconej także Arktyce, rosyjski geolog i geograf, akademik Władimir Afanasjewicz Obruczew zajrzał także… w głąb Ziemi. I ujrzał, że nasza planeta jest pusta w środku! Niewiarygodna hipoteza, nieprawdaż?


Plamy na Słońcu


O co chodzi w tej powieści? Na początku 1914 roku, geofizyk i astronom Nikołaj Nikołajewicz Truchanow, już od kilku lat nie wstający z krzesła inwalidzkiego, tworzy hipotezę, zgodnie z którą Ziemia jest pusta w środku. W jej wnętrzu znajduje się swoisty świat roślinny i zwierzęcy, oświetlony wewnętrznym światłem. Aby udowodnić tą hipotezę, Truchanow organizuje polarną ekspedycję na „Ziemię Nansena”, gdzie – według jego obliczeń – powinno znajdować się wejście do podziemnego świata. W skład ekspedycji wchodzą: geolog, meteorolog, zoolog, botanik i awanturniczy poszukiwacz złota. Zanim wybiorą się w podróż, otrzymują oni od Truchanowa zalakowaną kopertę…

I tak ekspedycja sforsowała górski grzbiet i zaczyna opuszczać się w dół. Jej uczestnicy osiągnęli już dno rozpadliny i zaczynają znowu wspinać się w górę, ale wskazania przyrządów mówią coś innego, a mianowicie: członkowie ekspedycji nie idą pod górę, ale wręcz odwrotnie – wciąż schodzą w dół, w bezdenną głębinę. Słońce nad nimi stoi w zenicie, i nie wiedzieć dlaczego pokrywają je ciemne plamy. Wtedy uczeni otwierają kopertę, którą dostali od Truchanowa, i dowiadują się, że celem ich ekspedycji jest dowiedzenie tego, że Ziemia jest pusta w środku i w jej wnętrzu istnieje życie.

W tej powieści, na tle niezmiernie ciekawych przygód znajduja się tez bardzo dokładne opisy dawnych zwierząt, z którymi spotykali się nasi podróżnicy, a także skał i rud pierwiastków, które znaleźli oni we wnętrzu planety. No i bardzo interesującym jest pytanie, dlaczego tak znany geolog, akademik, dyrektor instytutu i kierownik wielu ekspedycji naukowych W. A. Obruczew napisał taką fantastyczną powieść?

Północne wejście do Plutonii...


Gdzie spływają wody


Kilka lat temu miałem okazje przeczytać artykuł akademika Jewgienija Worobiewa, w której napisał on, że w 1947 roku kontradmirał US Navy Richard Byrd w czasie lotu badawczego nad Biegunem Północnym zaobserwował z powietrza na lodzie dziwną plamę. A potem jemu przyszło do głowy, że widzi miraż: zamiast białego lodowego pustkowia pod maszyną widział on zalesiony teren, rzekli i łąki, na których pasły się zwierzęta podobne do mamutów.

Kiedy po wielu latach opublikowano dziennik Richarda Byrda, to oczywiście nie dano im wiary. I nie ma się czemu dziwić. Przecież zgodnie z współczesnymi teoriami geologicznymi, pod ziemia znajdowała się tylko roztopiona magma.

Prawda jest taka, że byli uczeni, którzy tworzyli modele budowy Ziemi. jeden z nich – angielski astronom sir Edmund Halley w 1692 roku założył, że powierzchnia Ziemi jest ogromną skorupą o grubości 1000 km. W jej wnętrzu znajduje się jądro wielkości Merkurego, które ogrzewa wewnętrzną część planety, na której istnieje życie. I jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie astronoma. Efekt zórz polarnych objaśnił on tym, że „podziemna” atmosfera wyrywając się i mieszając z „ziemską” zaczyna świecić.

Współczesny Halleyowi szwajcarski matematyk Leonard Euler, akademik Petersburskiej Akademii Nauk, opracował podobną teorię. Według niego, nasza planeta Ziemia okazuje się być pustą w środku, zaś w jej centrum ma znajdować się jeszcze jedno słońce, które świeci nad zamieszkałymi kontynentami.

Byli też uczeni, którzy nie tylko wysuwali teorie o pustej Ziemi, ale i organizowali ekspedycje w celu udowodnienia swych tez i dostać się do podziemnego świata. W 1818 roku John Clive Symmons Jn. przedstawił kongresmenom i największym uczonym USA swoją hipotezę: Pusta Ziemia składa się z kilku koncentrycznych sfer, znajdujących się jedna nad drugą i ma na Biegunach wejścia do jej wnętrza… „Znajdziemy w niej ciepłe i bogate ziemie, obfite w kopalne surowce, rudy i zwierzęta, a może także i zamieszkałe przez ludzi, jak tylko osiągniemy 82 stopień szerokości geograficznej północnej” – argumentował on.
Hipotezie o „otworach w Biegunach, gdzie ściekają wody” niektórzy uczeni ochoczo przyklasnęli.


Dziwne zdjęcia


W ZSRR hipoteza Obruczewa o podziemnym świecie wpłynęła nie tylko na miłośników literatury sci-fi, ale i na kierownictwo państwa! Wedle poglądów badacza W. Kriesławskiego, aktywność radzieckich badań antarktycznych w latach 30. i 40. objaśnia się niczym innym, jak życzeniem władz zweryfikowania tej „zwariowanej” hipotezy słynnego uczonego.
[Radzieckie badania antarktyczne – wedle Wikipedii i WEP – rozpoczęły się dopiero po 1945 roku i stanowiły one przedmiot rywalizacji pomiędzy USA a ZSRR – podobnie jak rywalizacja w kosmosie. Wiąże się ona także z badaniami nad militarnym wykorzystaniem Antarktydy i Antarktyki przez oba supermocarstwa – uwaga tłum.]

Nie tylko radziecki rząd przedsiębrał próby przejścia przez otwory na Biegunach do podziemnej Plutonii. Słynny działacz polityczny i badacz Arktyki Michael Serrano w artykule, który opublikowano w 2006 roku, wyraził swe twarde przekonanie o istnieniu podziemnego świata:
…ważną jest kwestia wyjaśnienia argumentów i teorii, które dotyczą pustej Ziemi, w których ja widzę jedynie powtórzenie lub nawrót do dawnej idei, która przewija się w wielu mitach i legendach, a które wskazują Ludzkości szczególne znaczenie…  

Stosunek do realności istnienia Plutonii zmieniło się w końcu XX wieku, kiedy badacze dostali do swych rąk zdjęcia terytoriów polarnych zrobione z kosmosu przez sztuczne satelity i statki załogowe. Na nich uczeni zobaczyli dziwny rozkład zórz polarnych. Przez długi czas uważano zorze polarne za świecenie rozrzedzonych warstw powietrza pod wpływem protonów (p+) i elektronów (e-) przenikających do atmosfery z kosmosu.

To prawda. Fritjöf Nansen i inni badacze Arktyki pisali w swych wspomnieniach o polarnych krainach o ogniowych pełganiach zorzy, podnoszących się od horyzontu i ulatujących w górę, do zenitu. Na takie informacje poważni uczeni nie zwracali uwagi, póki w 1968 roku amerykański satelita ESSA-7 nie przekazał na Ziemię zdjęć Bieguna Północnego. Przy pełnym braku obłoków, co na tego rodzaju zdjęciach występuje niezmiernie rzadko, w rejonie Bieguna Północnego widoczna była ogromna dziura. Zdjęcie to przeszło pomyślnie wiele ekspertyz, które orzekły jego autentyczność…
[ESSA – to US Environmental Science Services Administration – a jej satelity wykonywały misje satelitów meteorologicznych z program Tiros. Satelity te wykonywały zdjęcia chmur, które dostarczały drogą radiową do US Weather Bureau i US National Meteorological Centre. Ogółem wystrzelono 9 satelitów ESSA, które pracowały przez 4 lata dostarczając kilkaset tysięcy zdjęć – zob. http://science.nasa.gov/missions/essa/. Zdjęcie „dziury” wykonane zostało także przez kamery satelity ESSA-3. „Dziura” ta ma swe naturalne wyjaśnienie i powstała wskutek przerw technicznych oraz wyłączania satelity w czasie przelotu nad nieinteresującym fragmentem kuli ziemskiej, co jest częstą praktyką w kosmonautyce i pozwala zaoszczędzić energii. Drugim powodem powstania takiej „dziury” jest obszar nocy polarnej w okolicach Bieguna Północnego. Podobne zjawiska obserwuje się także na Biegunie Południowym, a zdjęcie to nie jest pojedynczą fotką, ale mozaiką złożoną z wielu zdjęć. Gdyby była tam rzeczywiście jakaś „dziura” do wnętrza Ziemi, to na jej tle widoczne byłyby obłoki (których nie ma) a także widoczne byłoby centralne słońce zwane Plutonem i/albo Prozerpiną, czego też nie widać. A zatem zdjęcie jest autentyczne, ale jego interpretacja – fałszywa. A trochę szkoda… - uwaga tłum.]

Dziwne kosmiczne zdjęcia zostały wykonane także na Antarktydzie. Obrazy wykonane przez sztuczne satelity NASA pokazują dokładnie, że pochodzenie zorzy polarnej jest z wnętrza Ziemi i tworzą one krąg w okolicy Południowego Wyjścia.
[Tak naprawdę, to jest to krąg, ale wokół Południowego Bieguna Magnetycznego, który aktualnie (rok 2010) znajduje się na Płaskowyżu Polarnym, na 80°08’ S - 107°79’ E – uwaga tłum.]

Amerykański zwolennik teorii pustej Ziemi – John Mac Nibbly wykazuje trzy zjawiska, które świadczą za słusznością teorii pustej Ziemi i istnieniem podziemnego królestwa. I tak:
1.   Na zdjęciach Antarktydy doskonale widać, że na jedną stronę plamy – interpretowanej jako wejście w głąb Ziemi – od spodu wypełza mgła. A skąd by się ona mogła pojawić, gdyby tam nie było podziemnego świata?
2.   Od tego obszaru kontynentu, gdzie znajduje się rzeczona plama, wylot do podziemnego królestwa podchodzi blisko do oceanu, a tam widać ogromną ilość gór lodowych. Jest to związane – według niego – ze zjawiskiem „wyciekania lodu z ciemnego okrągłego obszaru, który znajduje się na 84°24’ S - 39° E.”
3.   Jeżeli przyjrzymy się kierunkowi prądów powietrznych na Antarktydzie, to zauważymy iż większość z nich kieruje się do strefy w pobliżu Ziemi Królowej Maud i w ogóle ku afrykańskiej strefie Antarktydy. Wiatry powstają w wyniku zmiany lekkiego, ciepłego powietrza wylatującego z podziemnego świata, na bardziej ciężkie i zimne.
  
John Mac Nibbly także przeprowadził dowód na to, że i inne planety Układu Słonecznego są puste w środku. Jako dowód przytacza on znaleziony w Internecie obraz Wenus w promieniach podczerwonych, na którym widać, temperatura gazów atmosferycznych ostro zniża się w miarę zbliżania się do tamecznego bieguna północnego. A potem naraz w samym centrum nieoczekiwanie odkrywa się „plamka ciepła” – to jest punkt wenusjańskiego bieguna.
[Niestety – zdjęcia wykonane przez ziemskie statki kosmiczne nie potwierdzają rojeń stronników pustej Ziemi i cała ta pseudo-teoria pozostanie li tylko naukową ciekawostką. Tym niemniej istnieje możliwość istnienia planetarnego podziemia w formie rozległych pustek w skalnej skorupie ziemskiej, gdzie może istnieć podziemny świat Szambali-Agharty, którego tak poszukiwał Hitler i jego Parteigenossen z Himmlerem na czele. Nie udało się im go znaleźć, mimo intensywnych poszukiwań prowadzonych w latach 30. i 40. przez wyspecjalizowane ekipy uczonych SS, ale czy oznacza to, że Szambala nie istnieje? – uwaga tłum.]


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 50/2013, ss. 28-29

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©                    

czwartek, 16 czerwca 2011

A Ziemia, być może, jest wydrążona?



Jegor Usaczew

Pierwszym z uczonych, który założył, że nasza planeta jest pusta, był znany angielski astronom sir Edmund Halley (1656-1742). W 1692 roku napisał on, że Ziemia jest skorupą grubą na 1000 km, a w jej środku znajduje się jądro o średnicy Merkurego [4879,4 km – przyp. tłum.], które ogrzewa i oświetla wewnętrzną część skorupy ziemskiej, dzięki czemu ma ona swoją własną unikalną florę i faunę. I jeszcze jedno, bardzo interesujące stwierdzenie tego astronoma. Efekt polarnych zórz Halley objaśniał tym, że „podziemna” atmosfera wyrywając się na zewnątrz, do „ziemskiej” atmosfery zaczynała świecić. Po upływie 300 lat uczeni patrząc na zdjęcia satelitarne, wspominają jego teorię.

Plutonia

W roku 1818 kongresmani, rektorzy wyższych uczelni i znani uczeni w USA otrzymali list od niejakiego D. K. Symmonsa:

Do całego świata!

Zawiadamiam, że Ziemia jest wydrążona, zamieszkała w środku i mająca na Biegunach dwa otwory. (…) Potrzebuję stu śmiałych towarzyszy podróży, żeby wyjść z Syberii z końcem lata śladem reniferów saniami po lodach Morza Arktycznego. Obiecuję, że znajdziemy tam ciepłe i bogate ziemie, zawierające bogactwa naturalne i zwierzynę. (…)

Odważnemu kapitanowi odpowiedziano negatywnie na prośbę finansowania tego śmiałego przedsięwzięcia, ale poważnie rozpatrzono jego hipotezę o „otworach na Biegunach do których spadają wody Wszechoceanu”, przy czym niektórzy uczeni dali jej pozytywną ocenę.

Znani uczeni są wrażliwi na punkcie swej reputacji, dlatego obawiają się publikacji kontrowersyjnych teorii o istnieniu Pustej Ziemi na łamach naukowych periodyków. Tak zatem zamiast artykułów naukowych, swe szalone hipotezy publikowali w formie powieści fantastycznych i fantastyczno-naukowych. Tak właśnie postąpił rosyjski akademik W. A. Obruczew. Swoją hipotezę o podziemnym świecie – Plutonii – uczony zdecydował się przekazać w formie powieści SF. Obruczew założył, że w czasach prehistorycznych na naszą planetę spadł gigantyczny meteoryt i literalnie przestrzelił ją na wylot wyrywając dziurę we wnętrzu Ziemi. I do tej pustki – jak zakłada uczony – można wejść przez przestrzeliny znajdujące się na Biegunach Ziemi. [W powieści podróżnicy dotarli do wnętrza Ziemi – czyli Plutonii – wchodząc do niej przez otwór znajdujący się na mitycznej Ziemi Nansena znajdującej się gdzieś w okolicach Bieguna Północnego – uwaga tłum.]

Hipoteza Obruczewa przyciągnęła uwagę nie tylko wielbicieli literatury SF, ale nawet kierownictwo ZSRR. Według poglądów badacza W. Kriesławskiego, aktywność radzieckich badaczy Antarktydy w latach 30. i 40. XX wieku spowodowana była niczym innym, jak chęcią zweryfikowania „szalonej” hipotezy słynnego akademika!

Nie tylko Rosjanie

Ale i nie tylko rząd radziecki był zainteresowany poszukiwaniami wejść do Plutonii. Znany działacz polityczny i badacz Antarktyki M. Serrano wyraził swe przekonanie co do istnienia podziemnego świata:

(…) Należy tu wyjaśnić, że wszystkie przedłożone tutaj argumenty i teorie dotyczące Pustej Ziemi, są jedynie powtórzeniem i rozwinięciem dawnych poglądów, które są wyrażone w dawnych mitach i legendach mających dla Ludzkości wielkie i zasadnicze znaczenie, co zamierzam jasno pokazać w tej pracy i udowodnić. (…)

Ziemia jest przebita w dwóch miejscach i pusta w środku. Istnieją dwa wejścia do jej wnętrza, które znajdują się w pobliżu Biegunów, w miejscowościach powyżej 83 stopnia szerokości geograficznej północnej i południowej. Na drugiej stronie skorupy ziemskiej mogłyby znajdować się kontynenty, góry, morza, lasy i rzeki, które są zasiedlone przybyłą tutaj od dawien dawna rasą, którą my znamy pod nazwą Hiperborejczyków. (…)

W ciągu następnych dekad, idea o Pustej Ziemi została zaliczona do bezrozumnych teorii, które wyznaje garstka fanatyków, takich jak Symmons, mistyków w rodzaju Serrora czy rojeń starych akademików w rodzaju Obruczewa.

A jednak istnieje?

Sceptyczny stosunek do możliwości istnienia Plutonii zmienił się w końcu XX wieku, w miarę napływania coraz to nowych satelitarnych zdjęć i obrazów telewizyjnych krain polarnych i subpolarnych. W roku 1968, amerykański satelita meteorologiczny ESSA-7 przekazał na Ziemię dziwne zdjęcia Bieguna Północnego. Przy całkowitym braku obłoków, co na tego rodzaju zdjęciach zdarza się niezmiernie rzadko, na miejscu Bieguna Północnego ziała ogromna dziura – wejście. Tego, że fotografia była autentyczna – eksperci dowiedli tego już niejednokrotnie. Dziwne zdjęcia satelitarne wykonano także nad Antarktydą. Są one przedstawione na stronie internetowej Radarsat. [Inne jeszcze ciekawsze dowody są przedstawione na internetowej stronie: http://www.bibliotecapleyades.net/tierra_hueca/esp_tierra_hueca_24.htm, gdzie przedstawiono zdjęcia satelitarne Antarktydy z Południowym Wejściem – przyp. tłum.) Na zdjęciach wykonanych przez satelity badawcze NASA widać, że zorze polarne wychodzą z wnętrza Ziemi i tworzą coś w rodzaju kręgu wokół wejścia do Pustej Ziemi w rejonie Bieguna Południowego.

Amerykański stronnik idei Pustej Ziemi – Jones Mac Libbly przytacza trzy szczególnego rodzaju przesłanki potwierdzające istnienie podziemnej krainy. I tak:
·        Na zdjęciach Antarktydy doskonale widać na jednej stronie plamę, którą można zinterpretować jako wejście do Pustej Ziemi, a z którego wydobywa się mgła. Skąd ona mogłaby się tam znaleźć, jak nie z otworu wiodącego do podziemnego świata?
·        Od tej części lodowego kontynentu, gdzie znajduje się wejście do podziemnego świata, jest blisko do brzegów oceanu i właśnie stamtąd odrywa się bardzo dużo gór lodowych. To ma związek – wedle jego poglądów – ze zjawiskiem „ucieczki lodów z ciemnego i okrągłego obszaru”;
·        Kiedy przyglądamy się uważnie kierunkom poruszania się mas powietrza na Antarktydzie, to zauważymy, że poruszają się one w kierunku strefy położonej w pobliżu Ziemi Królowej Maud położonej w przyafrykańskiej części Antarktydy. Wiatry powstają wskutek wylatywania z otworu mas ciepłego powietrza, które powodują napływanie dołem mas zimnego, kontynentalnego powietrza. 

Także inne planety

Jones Mac Libbly daje także bardziej szczegółowy wywód na temat budowy planet. Twierdzi on mianowicie, że i inne planety Układu Słonecznego są puste w środku. Na zdjęciach planet widoczne są takie same otwory, analogiczne z ziemskimi, które stanowią „oczywistą wentylację”. Jako przykład podaje wyszperane w Internecie zdjęcie Wenus zrobionego w zakresie promieniowania termicznego (podczerwonego). Na tym zdjęciu doskonale widać, jak temperatury gazów z jej atmosfery ostro spadają w rejonie tamtejszego Bieguna Północnego, a potem – zupełnie nieoczekiwanie – ukazuje się „plamka ciepła” – i to dokładnie w miejscu wenusjańskiego bieguna!

Hipoteza o pustych planetach znalazła nieoczekiwane potwierdzenie w czasie badań powierzchni Księżyca realizowanego w trakcie programu „Apollo”. Na podstawie uzyskanych danych, pracownikowi NASA Gordonowi McDonaldowi udało się przeprowadzić obliczenia, które wykazały, że Księżyc jest kulistym ciałem niebieskim pustym w środku! Ale dlaczego lotnicy latający nad Arktyką i Antarktyką nie zauważyli ogromnej dziury na powierzchni naszej planety?

Na to pytanie – wedle ufologów – są dwie odpowiedzi. Pierwsza zakłada, że w pobliżu tych otworów linie pola magnetycznego zakręcają i kompasy wskazując na północ (lub południe) prowadzą samoloty skrajem tego otworu, nie poprzez niego. [Owszem, tak by być mogło w przypadku kompasów magnetycznych, ale od wielu lat w użyciu są żyrokompasy czy radiokompasy i nawigacja satelitarna, czy choćby system GPS, które nie ulegają wpływom pól magnetycznych – przyp. tłum.] Druga odpowiedź jest jeszcze prostsza: wielu badaczy polarnych pochodzących z Niemiec, ZSRR i USA byli związani z wojskiem i piloci nie mieli prawa opowiadać o zaobserwowanych zjawiskach.

Źródło – „NLO” wydanie specjalne nr 1/2010, s. 2

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©