czwartek, 16 czerwca 2011

A Ziemia, być może, jest wydrążona?

video


Jegor Usaczew

Pierwszym z uczonych, który założył, że nasza planeta jest pusta, był znany angielski astronom sir Edmund Halley (1656-1742). W 1692 roku napisał on, że Ziemia jest skorupą grubą na 1000 km, a w jej środku znajduje się jądro o średnicy Merkurego [4879,4 km – przyp. tłum.], które ogrzewa i oświetla wewnętrzną część skorupy ziemskiej, dzięki czemu ma ona swoją własną unikalną florę i faunę. I jeszcze jedno, bardzo interesujące stwierdzenie tego astronoma. Efekt polarnych zórz Halley objaśniał tym, że „podziemna” atmosfera wyrywając się na zewnątrz, do „ziemskiej” atmosfery zaczynała świecić. Po upływie 300 lat uczeni patrząc na zdjęcia satelitarne, wspominają jego teorię.

Plutonia

W roku 1818 kongresmani, rektorzy wyższych uczelni i znani uczeni w USA otrzymali list od niejakiego D. K. Symmonsa:

Do całego świata!

Zawiadamiam, że Ziemia jest wydrążona, zamieszkała w środku i mająca na Biegunach dwa otwory. (…) Potrzebuję stu śmiałych towarzyszy podróży, żeby wyjść z Syberii z końcem lata śladem reniferów saniami po lodach Morza Arktycznego. Obiecuję, że znajdziemy tam ciepłe i bogate ziemie, zawierające bogactwa naturalne i zwierzynę. (…)

Odważnemu kapitanowi odpowiedziano negatywnie na prośbę finansowania tego śmiałego przedsięwzięcia, ale poważnie rozpatrzono jego hipotezę o „otworach na Biegunach do których spadają wody Wszechoceanu”, przy czym niektórzy uczeni dali jej pozytywną ocenę.

Znani uczeni są wrażliwi na punkcie swej reputacji, dlatego obawiają się publikacji kontrowersyjnych teorii o istnieniu Pustej Ziemi na łamach naukowych periodyków. Tak zatem zamiast artykułów naukowych, swe szalone hipotezy publikowali w formie powieści fantastycznych i fantastyczno-naukowych. Tak właśnie postąpił rosyjski akademik W. A. Obruczew. Swoją hipotezę o podziemnym świecie – Plutonii – uczony zdecydował się przekazać w formie powieści SF. Obruczew założył, że w czasach prehistorycznych na naszą planetę spadł gigantyczny meteoryt i literalnie przestrzelił ją na wylot wyrywając dziurę we wnętrzu Ziemi. I do tej pustki – jak zakłada uczony – można wejść przez przestrzeliny znajdujące się na Biegunach Ziemi. [W powieści podróżnicy dotarli do wnętrza Ziemi – czyli Plutonii – wchodząc do niej przez otwór znajdujący się na mitycznej Ziemi Nansena znajdującej się gdzieś w okolicach Bieguna Północnego – uwaga tłum.]

Hipoteza Obruczewa przyciągnęła uwagę nie tylko wielbicieli literatury SF, ale nawet kierownictwo ZSRR. Według poglądów badacza W. Kriesławskiego, aktywność radzieckich badaczy Antarktydy w latach 30. i 40. XX wieku spowodowana była niczym innym, jak chęcią zweryfikowania „szalonej” hipotezy słynnego akademika!

Nie tylko Rosjanie

Ale i nie tylko rząd radziecki był zainteresowany poszukiwaniami wejść do Plutonii. Znany działacz polityczny i badacz Antarktyki M. Serrano wyraził swe przekonanie co do istnienia podziemnego świata:

(…) Należy tu wyjaśnić, że wszystkie przedłożone tutaj argumenty i teorie dotyczące Pustej Ziemi, są jedynie powtórzeniem i rozwinięciem dawnych poglądów, które są wyrażone w dawnych mitach i legendach mających dla Ludzkości wielkie i zasadnicze znaczenie, co zamierzam jasno pokazać w tej pracy i udowodnić. (…)

Ziemia jest przebita w dwóch miejscach i pusta w środku. Istnieją dwa wejścia do jej wnętrza, które znajdują się w pobliżu Biegunów, w miejscowościach powyżej 83 stopnia szerokości geograficznej północnej i południowej. Na drugiej stronie skorupy ziemskiej mogłyby znajdować się kontynenty, góry, morza, lasy i rzeki, które są zasiedlone przybyłą tutaj od dawien dawna rasą, którą my znamy pod nazwą Hiperborejczyków. (…)

W ciągu następnych dekad, idea o Pustej Ziemi została zaliczona do bezrozumnych teorii, które wyznaje garstka fanatyków, takich jak Symmons, mistyków w rodzaju Serrora czy rojeń starych akademików w rodzaju Obruczewa.

A jednak istnieje?

Sceptyczny stosunek do możliwości istnienia Plutonii zmienił się w końcu XX wieku, w miarę napływania coraz to nowych satelitarnych zdjęć i obrazów telewizyjnych krain polarnych i subpolarnych. W roku 1968, amerykański satelita meteorologiczny ESSA-7 przekazał na Ziemię dziwne zdjęcia Bieguna Północnego. Przy całkowitym braku obłoków, co na tego rodzaju zdjęciach zdarza się niezmiernie rzadko, na miejscu Bieguna Północnego ziała ogromna dziura – wejście. Tego, że fotografia była autentyczna – eksperci dowiedli tego już niejednokrotnie. Dziwne zdjęcia satelitarne wykonano także nad Antarktydą. Są one przedstawione na stronie internetowej Radarsat. [Inne jeszcze ciekawsze dowody są przedstawione na internetowej stronie: http://www.bibliotecapleyades.net/tierra_hueca/esp_tierra_hueca_24.htm, gdzie przedstawiono zdjęcia satelitarne Antarktydy z Południowym Wejściem – przyp. tłum.) Na zdjęciach wykonanych przez satelity badawcze NASA widać, że zorze polarne wychodzą z wnętrza Ziemi i tworzą coś w rodzaju kręgu wokół wejścia do Pustej Ziemi w rejonie Bieguna Południowego.

Amerykański stronnik idei Pustej Ziemi – Jones Mac Libbly przytacza trzy szczególnego rodzaju przesłanki potwierdzające istnienie podziemnej krainy. I tak:
·        Na zdjęciach Antarktydy doskonale widać na jednej stronie plamę, którą można zinterpretować jako wejście do Pustej Ziemi, a z którego wydobywa się mgła. Skąd ona mogłaby się tam znaleźć, jak nie z otworu wiodącego do podziemnego świata?
·        Od tej części lodowego kontynentu, gdzie znajduje się wejście do podziemnego świata, jest blisko do brzegów oceanu i właśnie stamtąd odrywa się bardzo dużo gór lodowych. To ma związek – wedle jego poglądów – ze zjawiskiem „ucieczki lodów z ciemnego i okrągłego obszaru”;
·        Kiedy przyglądamy się uważnie kierunkom poruszania się mas powietrza na Antarktydzie, to zauważymy, że poruszają się one w kierunku strefy położonej w pobliżu Ziemi Królowej Maud położonej w przyafrykańskiej części Antarktydy. Wiatry powstają wskutek wylatywania z otworu mas ciepłego powietrza, które powodują napływanie dołem mas zimnego, kontynentalnego powietrza. 

Także inne planety

Jones Mac Libbly daje także bardziej szczegółowy wywód na temat budowy planet. Twierdzi on mianowicie, że i inne planety Układu Słonecznego są puste w środku. Na zdjęciach planet widoczne są takie same otwory, analogiczne z ziemskimi, które stanowią „oczywistą wentylację”. Jako przykład podaje wyszperane w Internecie zdjęcie Wenus zrobionego w zakresie promieniowania termicznego (podczerwonego). Na tym zdjęciu doskonale widać, jak temperatury gazów z jej atmosfery ostro spadają w rejonie tamtejszego Bieguna Północnego, a potem – zupełnie nieoczekiwanie – ukazuje się „plamka ciepła” – i to dokładnie w miejscu wenusjańskiego bieguna!

Hipoteza o pustych planetach znalazła nieoczekiwane potwierdzenie w czasie badań powierzchni Księżyca realizowanego w trakcie programu „Apollo”. Na podstawie uzyskanych danych, pracownikowi NASA Gordonowi McDonaldowi udało się przeprowadzić obliczenia, które wykazały, że Księżyc jest kulistym ciałem niebieskim pustym w środku! Ale dlaczego lotnicy latający nad Arktyką i Antarktyką nie zauważyli ogromnej dziury na powierzchni naszej planety?

Na to pytanie – wedle ufologów – są dwie odpowiedzi. Pierwsza zakłada, że w pobliżu tych otworów linie pola magnetycznego zakręcają i kompasy wskazując na północ (lub południe) prowadzą samoloty skrajem tego otworu, nie poprzez niego. [Owszem, tak by być mogło w przypadku kompasów magnetycznych, ale od wielu lat w użyciu są żyrokompasy czy radiokompasy i nawigacja satelitarna, czy choćby system GPS, które nie ulegają wpływom pól magnetycznych – przyp. tłum.] Druga odpowiedź jest jeszcze prostsza: wielu badaczy polarnych pochodzących z Niemiec, ZSRR i USA byli związani z wojskiem i piloci nie mieli prawa opowiadać o zaobserwowanych zjawiskach.

Źródło – „NLO” wydanie specjalne nr 1/2010, s. 2

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©