Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiekt pozaukładowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiekt pozaukładowy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2024

Jeszcze o pozaukładowym meteorycie

 


 

W swoim artykule Jan Stradowski podaje, że odtajniono dane o niezwykłym zdarzeniu. W 2014 r. w atmosferze Ziemi spłonął obiekt spoza Układu Słonecznego! Dowództwo Kosmiczne Stanów Zjednoczonych przyznało, że w 2014 r. na niebie nad Papuą-Nową Gwineą pojawił się obiekt pozaukładowy. To meteoryt półmetrowej średnicy, który pochodził spoza Układu Słonecznego.

Jak dotąd jednym z dwóch znanych obiektów 1I/‘Oumuamua, który pojawił się niedawno, sławę zawdzięcza dwóm cechom. Pierwszą jest jej ogromna prędkość, większa niż wynikałaby z działania sił grawitacyjnych. Obserwacje wykazały, że obiekt ten porusza się z szybkością 93 tys. km/h (~25,83 km/s) i cały czas przyspiesza. Przyspieszanie uważa się za skutek stałego wyrzucania z niej gazu i pyłu.

Drugą dziwną cechą, jaką ma ten obiekt spoza Układu Słonecznego, jest jego nietypowy kształt. Przypomina wydłużone i spłaszczone cygaro. Czy to przypadek? Prof. Abraham Loeb, astrofizyk z Harvardu, spekulował publicznie, że ‘Oumuamua może być wrakiem statku kosmicznego zbudowanego przez pozaziemskie cywilizacje. Kometą zainteresował się nawet instytut SETI. Jednak obserwacje nie wykazały niczego, co sugerowałoby, że mogłaby być tworem sztucznym.

W rekordach CNEOS, które przejrzał Amir Siraj był tam zapis o meteorycie, który 8 stycznia 2014 r. został zaobserwowany nad wyspą Manus, S 02°04’ – E 146°54’. Siraj spostrzegł, że miał on nadzwyczaj dużą prędkość. Oszacowano ją na ok. 209 tys. km/h (~58,06 km/s). Oczywiście dane te były utajnione z wiadomych względów.

Rozpoczęła się kilkuletnia walka biurokratyczna o odtajnienie danych. Ostatecznie jednak USSC oficjalnie przyznało, że w 2014 r. nad Ziemią spłonął półmetrowy meteoryt pozaukładowego pochodzenia. Prof. Loeb planuje wyprawę w celu znalezienia tego meteorytu lub jego szczątków.

 

Wyspa Manus

Moje 3 grosze

 

Byłoby cudownie dopaść wreszcie jakiś okruch materii spoza Układu Słonecznego. Artykuł ten jest z 2022 roku. Jak dotąd wyprawy nie zorganizowano i meteorytu nie odnaleziono. Trudno się dziwić, nie zapominajmy, że chodzi o ogromny obszar Pacyfiku o głębokości 1000 - 2000 m i więcej. Technicznie rzecz nie jest łatwa – przypominam jak trudne były poszukiwania malajskiego Boeinga-777 zaginionego w 2014 roku…

Poza tym kwestia rozmiarów. Inkryminowany obiekt 1I/‘Oumuamua ma jakieś 400 m długości, zaś Meteoryt Papua-Nowa Gwinea tylko 0,5 m średnicy.

Kolejna kwestia – jego prędkość wtargnięcia w atmosferę naszej planety. Wynosiła ona 58 km/s z ułamkiem. Rzeczywiście, dość wysoka zważywszy fakt, że średnia prędkość skał z nieba wynosi około 30-40 km/s. Ale prędkość ta wcale nie jest najwyższa, bo jeszcze szybszymi są:

v θ-Centaurydy (60 km/s),

v η-Akwarydy (66 km/s),

v τ-Cetydy (66 km/s),

v τ-Akwarydy (63 km/s),

v Lipcowe Pegazydy (70 km/s),

v Perseidy (59 km/s),

v π-Erydanidy (59 km/s),

v Aurygidy (66 km/s),

v Wrześniowe Perseidy (64 km/s),

v δ-Aurygidy (64 km/s),

v ε-Geminidy (71 km/s),

v Orionidy (66 km/s),

v Leo Minorydy (62 km/s),

v Leonidy (71 km/s),

v α-Monocerydy (60 km/s),

v σ-Hydrydy (58 km/s),

v Coma Berenicydy (60 km/s).

Jak widać, jest tego trochę. A do tego można by doliczyć meteoryty z roju Antyhelion, których średnia prędkość wynosi wprawdzie 30 km/s, ale mogą się trafić jakieś szybsze bryły… Tak czy owak, przy takiej prędkości meteor mógłby się rozlecieć już w górnych warstwach atmosfery i rozproszyć na dużej powierzchni Ziemi. No chyba że…

Chyba że jest to jakiś fragment tzw. ciemnej materii, która wcale nie musi być tą hipotetyczną, mityczną ciemną materią, ale zwyczajną – tyle że zbudowaną z superciężkich pierwiastków z tzw. Drugiej i Trzeciej Wyspy Stabilności – o Z > 110, tzn. mających powyżej 110 protonów w jądrze i więcej. Teoretycznie takie pierwiastki są możliwe, aliści nikt ich jeszcze nie widział, ale z kolei badanie gęstości niektórych asteroid – np. (33) Polihymnia wskazuje na to, że znajdują się tam pierwiastki o gęstości większej niż gęstość osmu, a zatem być może będące z Wysp Stabilności. Takie pierwiastki mogą powstać w czasie kolizji gwiazd neutronowych albo na samym początku istnienia Wszechświata, bądź innych wszechświatów, który przybyły do naszego. Tego nie możemy wykluczyć.

I jeszcze jeden przypadek, który należałoby dodać do sprawy istnienia na Ziemi obiektów pozaukładowych. Jest to sprawa tzw. Meteorytu Grenlandzkiego. Pisałem o nim tak:

Inną, niemniej frapującą ciekawostką był Meteoryt Grenlandzki, który spadł na Ziemię w dniu 7 lub 9 grudnia 1997 roku na Grenlandię. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że energia tego impaktu wyniosła około 20-25 kt TNT - czyli więcej, niż energia wybuchu bomby atomowej Little Boy, która zamieniła w perzynę Hiroszimę. Najciekawszym jest jednak to, że informacje tą zdjęto ze światowego serwisu informacyjnego PAP w ciągu 2 godzin! - tak, że podał ją jedynie nasz „Super Express” piórem red. Ewy Jabłońskiej. Potem w jednym z pism ukazał się artykuł na temat poszukiwań tego właśnie meteorytu na Grenlandii, ale którego - ponoć - nie znaleziono. To dziwne, ale powinien pozostać jakiś ślad impaktu na lodowym pancerzu Grenlandii - jednak go nie było, ergo albo meteoryt eksplodował w powietrzu, jak Tunguski Meteoryt, albo nie był to żaden meteoryt, albo był to jakiś satelita wojskowy Rosjan, Amerykanów czy Chińczyków, a może nawet Atlantydów?... na razie to sprawa z „Archiwum X” i nie widać rozwiązania.

Pan Roman Rzepka jest zdania, że 9 grudnia 1997 roku na Grenlandię w okolicy miejscowości Nuuk (d. Godthåb), na N 64°20’ – W 054°30’, spadł meteoryt, który poruszał się z niezwykłą prędkością w atmosferze Ziemi - aż 56 km/s (znów!!!). Wychodzi więc na to, że meteoryt ten pochodził z głębin Galaktyki! Szczątków meteorytu nie znaleziono – podobno… i to właśnie było argumentem „pro” dla ortodoksyjnych uczonych  twierdzących, że takich meteorytów po prostu nie ma… - bo nie mają one prawa przedostać się w głąb Układu Słonecznego. Uczonego, który pracował w renomowanym Instytucie im. Nielsa Bohra w Kopenhadze – dr. Larsa Lindberga Christiansena za wygłoszenie poglądu o tym, że to był meteoryt pozaukładowy, po prostu zwolniono z pracy w trybie natychmiastowym…

Jak dotąd, to sprawa Meteorytu Grenlandzkiego jest otwarta. Podejrzewam, że został on jednak znaleziony i podzielił los wszystkich niewygodnych ortodoksyjnej nauce artefaktów w rodzaju „sześcianu Gurtla” czy „kuli z Żabna” - został zniszczony lub kiśnie gdzieś na dnie piwnicy Instytutu Nielsa Bohra albo jakiejś amerykańskiej bazy lotniczej…

Na szczęście są jeszcze prawdziwi uczeni, którzy może je znajdą?

No właśnie. A ja chciałbym jeszcze powrócić do mojego pomysłu, który ukazał się parę lat temu na łamach „Meteorytu”. Chodziło mi o to, że niejeden meteoryt mógłby być znaleziony… na hałdach pokopalnianych n a Śląsku czy Lubelszczyźnie, słowem tam, gdzie coś się wydobywa spod ziemi. przecież wiek Ziemi wynosi te 4,5 mld lat, zaś wiek pokładów węgla sięga Karbonu, a zatem przez ten czas mogło zlecieć z nieba nawet kilka tysięcy meteorytów. Wystarczy po prostu przeszukać odrzuty z urobku i znalazłoby się niejedno… Kto wie, czy nie znalazłyby się meteoryty z superciężkich pierwiastków? Myślę, że warto byłoby poszukać.  

 

Na podstawie: Vice.com, Science Alert, arxiv.org.

https://www.national-geographic.pl/kosmos/odtajniono-dane-o-niezwyklym-zdarzeniu-w-2014-r-w-atmosferze-ziemi-splonal-obiekt-spoza-ukladu-slonecznego-220412010626/?fbclid=IwY2xjawGGE6JleHRuA2FlbQIxMAABHUNPGQrl3RbCDQ0GGvQVlpfwsXThhcR-SBYAan_B3V3QOhVt5sl3esPMhw_aem_plG20V_7OHx0cTCIL3E64A

sobota, 5 listopada 2022

A jednak to CNEOS 2014-10-08!

 

Czy tak wyglądał obiekt CNEOS 2014-10-08? 

Radek Kosarzycki

 

Inny obcy obiekt dotarł na Ziemię 4 lata wcześniej

 

1I/`Oumuamua nie była pierwsza!

Planetoida 1I/`Oumuamua odkryta w 2017 r. jest pierwszym obiektem pochodzenia międzygwiezdnego odkrytym w Układzie Słonecznym. Okazuje się jednak, że w pobliżu Ziemi taki obiekt przeleciał także cztery lata wcześniej. Co więcej, skończył swój lot na Ziemi.

Taka historia musi pobudzać wyobraźnię. Spróbujmy, jest weekend, kto nam zabroni pofantazjować. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie czarne gwieździste niebo rodem z „Gwiezdnych Wojen” czy „Star Treka”. Widzicie same gwiazdy na czarnym jak smoła niebie.

Co ciekawe, gwiazdy nie układają się w żadne znane gwiazdozbiory. Czujecie ciepło na plecach swojego skafandra kosmicznego. Uruchamiacie silniczki manewrowe, aby się obrócić o 180 stopni. Okazuje się, że za waszymi plecami znajdowała się jednak jakaś gwiazda. Jest trochę mniejsza od Słońca, znacznie bardziej czerwona niż żółta. Jesteś w jakimś układzie planetarnym, ale nie jest to Układ Słoneczny.

Po chwili orientujesz się, że jasne punkty porozrzucane w okolicy gwiazdy, to krążące wokół niej planety. Znajdujesz się bowiem nad tym tajemniczym układem planetarnym, a nie w jego płaszczyźnie. Nie wiesz jak się tu znalazłeś i nie wiesz „kiedy” tutaj się znalazłeś. To zresztą całkowicie nieistotne. Twoją uwagę przykuwa fakt, że dwie krążące wokół gwiazdy planety przelatują właśnie bardzo blisko siebie. Przecież taki układ nie może być stabilny. Dochodzisz do wniosku, że musi to być młody układ planetarny, w którym jeszcze dochodzi do przepychanek grawitacyjnych: tu się coś zderzy, tam coś dostanie kopa grawitacyjnego i poleci albo prosto w gwiazdę, albo w ogóle zostanie wyrzucone z układu planetarnego. O, tam właśnie nad wyraz szybko leci niewielki kamień, pewnie osiągnął prędkość ucieczki z pola grawitacyjnego swojej gwiazdy. No i dobra, poleci i będzie leciał przez miliony albo miliardy lat przez pustkę przestrzeni międzygwiezdnej. Nikt go nigdy więcej nie zobaczy.

 

Miliony lat później…

 

Skała wyrzucona w pierwszej scenie z układu planetarnego obserwowanego przez kosmicznego podróżnika w czasie i przestrzeni leci przez przestrzeń międzygwiezdną od milionów lat. Zasadniczo się nie zmieniła, choć jej powierzchnia uległa jakiejś minimalnej erozji. Ostatnio jednak zaczęło się dziać coś ciekawego. Jedna z gwiazd w otoczeniu zaczęła stawać się coraz jaśniejsza i z każdym stuleciem, dekadą i rokiem staje się coraz wyraźniejsza. Chyba dojdzie nawet do przelotu w jej okolicach. To się akurat często nie zdarza.

Tak to mogło wyglądać...

 

Kilka tysięcy lat później…

 

Międzygwiezdny gwiazd odczuwa już ciepło żółtej gwiazdy, która już jakiś czas temu zdominowała jego otoczenie. Tak bliskiego przelotu jeszcze nigdy nie odnotowała. Co ciekawe, w ostatnim czasie na niebie pojawił się jeszcze jeden interesujący obiekt. Ten jest jednak znacznie mniejszy, początkowo świecił bardzo słabo, teraz z każdym dniem jest wyraźniejszy. Co ciekawe, nie jest czerwony, nie jest też żółty jak gwiazda, jest błękitny. Fascynujący kolor. Gdyby skała umiała myśleć, zauważyłaby, że znajduje się na kursie kolizyjnym z tym niebieskim globem.

 

W tym czasie na niebieskim globie

 

Według lokalnego czasu jest 8 stycznia 2014 roku. Nikt nie przejmuje się zbliżającą się do planety skałą, bo nikt nie wie o jej istnieniu. No prawie nikt. Jakby nie patrzeć mowa tutaj o kamieniu o średnicy zaledwie 90 centymetrów. Zupełnie przypadkiem w jej kierunku skierowane są instrumenty wykorzystywane do monitorowania otoczenia Ziemi przez amerykański Departament Obrony.

W swoich ostatnich minutach kosmiczna skała wchodzi w ziemską atmosferę z prędkością 60 km/s. Instrumenty na Ziemi rejestrują te ostatnie chwile, zapisując na dyskach prędkość, rozmiary i trajektorię lotu kosmicznego podróżnika.

Aż trudno oszacować, jak małe jest prawdopodobieństwo tego, że kosmiczna skała, która spędziła najprawdopodobniej wiele milionów lat na podróży z jednego układu planetarnego do drugiego, znajdzie się na kursie kolizyjnym z niewielką (w skali kosmicznej) Ziemią. Wystarczy jednak przywołać badania, które wskazują, że wysłane z Ziemi w 1977 r. sondy Voyager, które właśnie rozpoczęły podobną podróż międzygwiezdną najprawdopodobniej będą leciały przez kolejne 5 miliardów lat i na nic na swojej drodze nie trafią, ani na gwiazdę, ani tym bardziej na planetę.

Miejsce upadku CNEOS 2014-10-08

 

To się zdarzyło naprawdę

 

Jeżeli odejmiemy kosmicznego obserwatora z początku powyższego tekstu, to cała reszta jest prawdą. 8 stycznia 2014 roku faktycznie zarejestrowano wejście w atmosferę ziemską niewielkiej skały o średnicy 90 centymetrów, która na dodatek miała naprawdę wysoką prędkość. Skała eksplodowała nad oceanem w pobliżu Papui-Nowej Gwinei. W najnowszym artykule naukowym naukowcy przeanalizowali kierunek, z którego owa skała nadleciała, uwzględnili wszystkie możliwe oddziaływania grawitacyjne innych planet Układu Słonecznego i doszli do wniosku, że owa skała pochodziła spoza Układu Słonecznego, a więc musiała powstać w pobliżu zupełnie innej gwiazdy.

Owa skała to CNEOS 2014-10-08. Teraz to ona jest pierwszym zidentyfikowanym obiektem międzygwiezdnym w Układzie Słonecznym. Badacze przyznają, że obiekty tego typu mogą uderzać w Ziemię z częstotliwością jednego uderzenia na dekadę. To z kolei oznacza, że na powierzchni Ziemi mogą znajdować się liczne skały pochodzenia międzygwiezdnego. Może zatem, zamiast patrzeć daleko w gwiazdy, szukając czegoś ekscytującego, powinniśmy patrzeć pod nogi. Kto wie, czy kamienie, które teraz przetaczają się pod naszymi stopami kilka milionów lat temu nie przemierzały przestrzeni międzygwiezdnej.

Swoją drogą, warto wspomnieć, że być może to jeszcze nie jest koniec historii CNEOS 2014-10-08. Już w 2023 roku grupa naukowców kierowana przez Aviego Loeba (a jakże!) planuje wyprawić się w miejsce potencjalnego miejsca jej upadku, aby podjąć się poszukiwań. Powodzenia!

 

Moje 3 grosze

 

Mało która wiadomość nie sprawiła mi większej radości w ostatnim czasie! Po prostu dlatego, że po raz któryś potwierdza się teoria o swobodnym przepływie materii z jednego układu gwiezdnego do drugiego. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu była to naukowa herezja, za którą można było stracić posadę! I to w takim demokratycznym i tolerancyjnym kraju jak Dania…

Znalezisko czekające na dnie Pacyfiku stanowiłoby namacalny dowód na powyższą hipotezę. Ale nie tylko.

Parę lat temu rzuciłem ideę przeszukania wysypisk hałd kopalnianych pod kątem poszukiwań meteorytów, które w dawnych epokach geologicznych powinny spadać częściej na Ziemię, a więc i na pokłady węglonośne. Reszta jest prosta – wydobyte na powierzchnię ziemi leża czekając na odkrywcę. Myśl tą przelałem na papier i ukazała się w jednym z numerów „Meteorytu” – pisma Polskiego Towarzystwa Meteorytowego – dzięki Panu Andrzejowi Kotowieckiemu. A zatem nie musimy jechać do Papui – Nw. Gwinei, wystarczy wybrać się na Śląsk czy Turoszowa, Konina, Wałbrzycha i Lublina. Pomyślnych łowów!

 

Źródło - https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/nauka-i-technika/oumuamua-nie-by%C5%82a-pierwsza-inny-obcy-obiekt-dotar%C5%82-na-ziemi%C4%99-4-lata-wcze%C5%9Bniej/ar-AA13Lopu?ocid=msedgdhp&pc=U531&cvid=93c9596e5f46450c8454e38e158300de

piątek, 25 czerwca 2021

Gość z dalekich stron Układu Słonecznego

 

Kometa Hayakutake

 

Stanislav Mihulka

 

TNO – transneptunowy obiekt podobne do ogromnej komety, które obiega Słońce raz na ponad 600.000 lat, zbliży się mniej więcej do orbity Saturna. Na skrajach Układu porusza się mnóstwo tajemniczych obiektów, o których nie wiemy prawie nic. W przyszłych latach nasze poznanie tych obiektów można by rozszerzyć – jeden taki obiekt poruszający się po swej wydłużonej i wielkiej orbicie, już w tym dziesięcioleciu zbliży się do Słońca.   

Obiekt ten niesie oznaczenie 2024 UN271. Astronomowie odkryli go całkiem niedawno, w czasie obserwacji Dark Energy Survey, które trwały w latach 2014-2018. Wedle astronomów, chodzi o TNO podobny do komety. I nie jest to żaden ptaszek. Specjaliści szacują średnicę tego obiektu na 100-330 km. Jeżeli 2014 UN271 jest kometą, to jest to megakometa o niesłychanych rozmiarach!

 

Czas obiegu – 612.190 lat!

 

Ale najciekawszą rzeczą na 2014 UN271 (poza jego wielkością) jest orbita wokółsłoneczna. Rozciąga się ona od wewnętrzną częścią Układu Słonecznego aż do Obłoku Oorta, przy czym okres obiegu trwa 612.190 lat. Aktualnie obiekt znajduje się w odległości 22 AU od Słońca, czyli mniej niż do Neptuna. Najbliżej Słońca będzie w roku 2031, kiedy zbliży się doń na 10,9 AU, co zbliżone jest do orbity Saturna.

Wcześniej obiekt UN271 z 2014 roku powinien tworzyć typową formę komety, czyli komę i warkocz, pod wpływem nagrzewania się promieniami słonecznymi. Dla astronomów będzie to fascynująca okazja do szczegółowej obserwacji i analizy zwiedzającego z krawędzi Układu Słonecznego. Niestety dla publiczności bez sprzętu astronomicznego nie będzie to takie widowisko.

Bardzo trudno jest przewidzieć, czy kometa stanie się dużą kometą, ponieważ na jej jasność ma wpływ wiele czynników. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli kometa ma duże i aktywne jądro, przejdzie blisko powierzchni Słońca i nie znajduje się za Słońcem w momencie największej jasności, ma duże szanse, że będzie dużą kometą. Choć kometa C/1973 C1 Kohoutek w 1973 roku spełniła wszystkie te kryteria, oczekiwany spektakl nie odbył się. Kohoutek sprawił nam kosmiczny zawód! Natomiast wręcz przeciwnie, kometa C/1975 V1 Westa, która pojawiła się trzy lata później i choć nie stała się dużą kometą, ostatecznie zrobiła ogromne wrażenie.

Tak już nawiasem mówiąc, to pozaukładowa kometa 2I/Borisow zaczęła się rozpadać, ale to jest już inna historia… 

 

Źródło - 100+1 - https://www.stoplusjednicka.cz/ke-slunci-se-priblizi-masivni-navstevnik-z-dalekych-koncin-slunecni-soustavy

Zob. także: https://spidersweb.pl/2021/06/2014-un271-zmierza-w-nasza-strone.html?fbclid=IwAR1-nFtbdiXufovH37Hc7Qi2Atw2bvw3XYIb_W2Uf9QJD1kKZ1wclqbAh4w

Przekład z czeskiego - (C) R.K.F. Leśniakiewicz

piątek, 14 sierpnia 2020

Przelot komety 2I/Borisov

  


Media podały:


Tajemnicza kometa tocząca się w kierunku Ziemi może być przybyszem z innego systemu gwiezdnego. 

Międzygwiezdna kometa, podobna do tajemniczej skały kosmicznej zwanej 1I/’Oumuamua, która przeleciała przez nasz Układ Słoneczny w 2017 roku leci w naszym kierunku. Kometa znana jako C/2019 Q4 została po raz pierwszy dostrzeżona przez astronoma Gienadija Borisowa na Ukrainie w dniu 30 sierpnia.[1] 


Kometa 2I/Borisov – bo taką oficjalną nazwę nosi – już się oddala od peryhelium, więc nam nie grozi. 2I nadleciała do nas z okolic gwiazdy Kruger 60 w konstelacji Cefeusza. Aktualnie oddala się od nas lecąc w kierunku konstelacji Centaura. Jej prędkość wynosi 30 km/s.

Podwójna gwiazda Kruger 60 znajduje się w odległości zaledwie 13 ly od Słońca. Jest ona niewidoczna gołym okiem, jej jasność wynosi +9,85 mag. Jest to układ dwóch czerwonych karłów - większego o klasie widmowej M3V (główny składnik). Słabszy składnik nosi oznaczenie DO Cep i jest gwiazdą zmienną rozbłyskową (podobnie jak Proxima). Obliczenia wykazują, że milion lat temu kometa międzygwiezdna 2I/Borisov przeszła w niewielkiej odległości od tej gwiazdy podwójnej, nominalnie 1,74 parseka[2], z bardzo małą prędkością względną wyznaczoną na 3,43 km/s. To sprawia, że ten system gwiezdny jest dobrym kandydatem na miejsce pochodzenia tego obiektu. Ale czy na pewno?

Co to oznacza? Oznacza to, że kometa albo „urwała się” z nieznanej przyczyny z tamecznego Obłoku Oorta i poleciała w kierunku Słońca, albo – co byłoby jeszcze ciekawsze – tylko przeleciała obok układu słońc Krugera 60, lecąc z głębin Galaktyki, a może nawet spoza Galaktyki – kto wie? To na razie możemy tylko zgadywać.

Mówiąc nawiasem, czerwone karły są gwiazdami starszymi od Słońca i ich istnienie mierzy się setkami miliardów lat, a zatem życie mogło się rozwinąć na ich planetach o wiele wcześniej niż na Ziemi. Jakie mogą być implikacje tego faktu? Bardzo interesujące – planety czerwonych karłów mogą być zamieszkałe, a ich otoczenie zainfekowane życiem.   

Wraz z dalszymi obserwacjami komety, która w 2019 roku zbliżyła się do Słońca, poprawi się dokładność wyznaczenia jej orbity i będzie można precyzyjniej scharakteryzować jej zbliżenie do gwiazdy Kruger 60.

A co to wszystko oznacza? Oznacza to, że coraz bardziej prawdopodobną staje się hipoteza panspermii – czyli przenoszenia się życia z układu do układu planetarnego, o czym w XIX wieku pisał słynny Svante Arrhenius i kilku innych uczonych – J.J. Berzelius i W. Thomson.  Największą trudnością hipotezy panspermii jest kwestia przetrwania organizmów żywych w przestrzeni kosmicznej, bez ochronnego wpływu atmosfery. W 1970 roku członkowie wyprawy Apollo-12 przywieźli na Ziemię elementy lądownika Surveyor-3, które znajdowały się na powierzchni Księżyca, w warunkach próżni kosmicznej, przez 2,5 roku. W jednej z kamer odkryto bakterie Streptococcus mitis, które po czterech dniach na pożywce wznowiły funkcje życiowe. Późniejsza analiza sugeruje jednak, że mogło dojść do skażenia w laboratorium. Niezależnie od tego, eksperyment z 2014 roku pokazał, że plazmidy na powierzchni rakiety są w stanie przetrwać lot kosmiczny, a także najbardziej krytyczny moment: wejście w atmosferę. Cząsteczki DNA w dużej części były w stanie funkcjonować, przekazując informację genetyczną.

Udowodniono, że przetrwalniki bakterii potrafią przetrwać w bardzo rozrzedzonej atmosferze na wysokości kilkudziesięciu kilometrów, ponadto że dość niewielkie ilości skały (np. meteoroid) w bardzo dużym stopniu ograniczają negatywne skutki promieniowania występującego w przestrzeni kosmicznej na ich materiał genetyczny. Tak więc mogłyby one teoretycznie przenosić się w meteoroidach i ożywić w korzystnych warunkach na innej planecie.

Badacze z Uniwersytetu Nicejskiego zasugerowali, że przewaga aminokwasów lewoskrętnych w organizmach może być spowodowana kołową polaryzacją światła nowo tworzących się gwiazd, co miałoby potwierdzać hipotezę panspermii.

 

Przelot obiektu 2I/Borisov przez Układ Słoneczny
Aktualna lokalizacja obiektu 2I/Borisov na mapie nieba


W II połowie XIX wieku Hermann Richter zaproponował hipotezę kosmozoidów – mikroskopijnych zarodków, które dostały się na Ziemię przez meteoryty i „rozsiały” na niej życie.

Hipoteza panwitalizmu postulowała, że życie istniało od zawsze – jednak jest to niezgodne z obecnie przyjętym standardowym modelem kosmologicznym opartym na Wielkim Wybuchu.

Przypadkowa panspermia zwana też „teorią śmietnika” to hipoteza postawiona przez Thomasa Golda zakładająca, że życie powstało z odpadów cywilizacji pozaziemskiej. Pisał o tym m.in. Stanisław Lem w swych „Dziennikach gwiazdowych”, które polecam Czytelnikom.

Ukierunkowana panspermia (sterowana panspermia) zakłada, że inteligentne formy życia wysłały celowo bakterie na Ziemię. Zrobiły to w specjalnych statkach-tarczach chroniących życie przed promieniowaniem kosmicznym. Ta modyfikacja hipotezy unika problemu, zabójczego dla życia promieniowania kosmicznego. Innym pomysłem jest opracowanie ukierunkowanej panspermii z Ziemi, aby zasiać nowe systemy planetarne życiem dzięki wprowadzonym gatunkom mikroorganizmów na martwych planetach.[3] I też o czymś takim pisał Stanisław Lem w „Dziennikach gwiazdowych” w formie żartobliwej, ale… - ileż to razy życie przebiło nawet najbardziej dziką fantazję??? Lem założył nawet, że życie na Ziemi powstało wskutek… „planetarnego nierządu”. Sporządzili je pijani Kosmici z pomyj, odchodów, odpadków i … wirusów kataru. Dlatego właśnie ziemskie organizmy mają inklinacje do złośliwości i okrucieństwa. Ale żarty na bok.


Moje 3 grosze


A zatem wcale bym się nie zdziwił, gdyby znaleziono taki meteoroid pozaukładowy, który zawierałby przetrwalniki prymitywnych organizmów w swym wnętrzu. Być może takimi właśnie są ‘Oumuamua i/albo Borisov. Jaka szkoda, że nie możemy ich już dogonić z Ziemi, bo oddalają się od nas z v > VIII – która pozwala na opuszczenie przez nie pola grawitacyjnego Układu Słonecznego…[4]

Ale przecież na tych dwóch ciałach niebieskich świat się nie kończy, i będzie jeszcze wiele okazji, by wcześnie wykryć i przechwycić tego rodzaju obiekty. I kto wie, czy pandemia COVID-19 nie ma swego źródła w chińskich czy amerykańskich laboratoriach, ale właśnie w głębokim Kosmosie i nie została tu zawleczona z innego układu gwiezdnego, podobnie jak wirusy H1N1 Hiszpanki, priony BSE-nCJD czy ostatnio wirusy A/H1N1 swine flu??? O gorączkach krwotocznych nie wspomnę, bo to oczywiste. A to zawleczenie z Kosmosu jest nawet całkiem prawdopodobne!  



[1] Facebook.

[2] 1 pc = 3,2616 ly = 206265 AU = 3,086 x 10^13 km.

[3] Wikipedia.

[4] VIII = 16,7 km/s.