Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pwdre ser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pwdre ser. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2022

Pwdre ser w Karkonoszach

 


Ostatnio na łamach mediów elektronicznych pojawił się temat tajemniczej galaretki znalezionej w Karkonoszach w okolicach Karpacza. Jak na razie nikt nie podał jakiegoś sensownego rozwiązania tej zagadki, więc pojawiło się całe pole hipotez. A oto opis wydarzeń:

 

Galaretki z kosmosu? „Nie są to grzyby ani żadne inne znane organizmy”

 

Karkonoski Park Narodowy (KPN) opublikował w mediach społecznościowych ciekawe zdjęcia przedstawiające coś, co na pierwszy rzut oka przypomina galaretkę. Jak się okazuje, wciąż nie ma 100 proc. pewności, skąd pochodzi ta zaskakująca substancja.

Jak zauważają pracownicy KPN, substancja - którą udało się sfotografować również w Karkonoszach - została jakiś czas temu okrzyknięta przez media galaretką z kosmosu, co miało akcentować jej zupełnie obce pochodzenie. Wszak warto podkreślić, że nie jest to ani grzyb, ani żaden inny żywy organizm. Co ciekawe, pierwsze wzmianki o niej pojawiły się już w XVI wieku - nawet wierzono, iż spada z nieba wraz z meteorami.

 

Zagadkowa galaretka z lasu

 

W 2015 roku duńska badaczka - Marie Roland - opisała, że jest to żabi lub ropuszy skrzek. Skąd wziąłby się w lesie i miał postać galaretki? Zdaniem ekspertki został on wydalony przez drapieżniki - np. ptaki - po upolowaniu i zjedzeniu płazów. Niezłożony jeszcze skrzek napęczniał w ich żołądkach, a później został zwrócony.

- Można spróbować to wyjaśnić, że drapieżnik w tym miejscu zwracał skrzek i dlatego jest go tyle. Ale nikt chyba nie nagrał - ani nie udokumentował w inny sposób takiego procesu - by np. jastrząb czy lis zwracał skrzek - wyjaśniają pracownicy KPN w jednym z komentarzy pod zdjęciami.

 

Płazy albo... ślimaki

 

Jak informuje Karkonoski Park Narodowy, pojawiały się również głosy, że dziwna galaretka to jakaś wydzielina ślimaków. Trudno uznać sprawę za wyjaśnioną - podsumowano wpis wzbogacony zdjęciami z okolic Karpacza.

Niektórzy internauci byli zaskoczeni tym, iż nadal nie wiadomo, czym jest galaretowata substancja, W jednym z komentarzy pracownicy parku wyjaśnili, że była ona badana przez naukowców, ale nie wyjaśniło to jej pochodzenia. Skład był badany już przez biologów. I niewiele na razie to dało. Na całym świecie... Są tam pojedyncze komórki, ale raczej jako zanieczyszczenia - czytamy.

 

I dalej…

 

Galaretki z kosmosu

 

Tak określa się te dziwne galaretki. Nawet na Wikipedii możemy znaleźć hasło „Gwiezdna galaretka”. Według legend ma ona osadzać się na Ziemi w czasie deszczu meteorytów. Inną teorię przedstawił Karkonoski Park Narodowy na swoim koncie na Facebooku.

Nie są to grzyby ani żadne inne znane organizmy. W 2015 roku duńska badaczka Marie Roland opisała, że jest to żabi lub ropuszy skrzek, który został wydalony przez drapieżniki, np. ptaki, po upolowaniu i zjedzeniu płazów. Niezłożony jeszcze skrzek napęczniał w żołądkach drapieżników, które go zwróciły. Skrzek normalnie pęcznieje w kontakcie z wodą, chroniąc złożone przez płazy jaja. Są też hipotezy, że to jakieś wydzieliny ślimaków. Trudno uznać sprawę za wyjaśnioną - czytamy przy wpisie ze zdjęciami.

 


Internauci jednak nie są zadowoleni z takiego tłumaczenia.

W dobie lotów w kosmos nie wierzę że nie ma możliwości zbadania tej materii… kwestia kosztów... a nie podawanie linków z gościem który w domu sobie pod mikroskopem ,,bada” ... i to być miarodajna ocena? To jest niepoważne - skomentowała jedna z internautek.

 

W zeszłym roku zdjęcia podobnych galaretek opublikowano na kanale „Grzyby w Nowej Hucie”. Autor znalazł je w nowohuckim Lesie Mogilskim i uznał, że jest to kisielnica przezroczysta, grzyb, który czasami rośnie na gnijących drzewach. Jednak po jakimś czasie sam znalazł odpowiedź, którą również była teoria o niestrawionym żabim skrzeku.

- Substancja podobna do galaretki pojawia się, gdy drapieżne ptaki, takie jak myszołowy lub krogulce, pożerają żabi skrzek, czyli zapłodnione jaja otoczone warstwą śluzu, który pod wpływem wilgoci pęcznieje, by chronić je przed nadmiernym kontaktem z wodą. To samo jednak dzieje się ze śluzem, gdy skrzek wyląduje w żołądku drapieżnego ptaka. Zanim to nastąpi, zwierzę może odczuwać ból brzucha, więc zmusza się do wymiotów, wydalając z siebie napęczniały śluz i pojedyncze jajeczka, które potem możemy spotkać na leśnym poszyciu - czytamy w National Geographic.

 

Internauci typują

 

- To prawdopodobnie są ŚLUZOWCE- organizmy na pograniczu świata grzybów i zwierząt- występują pod Wrocławiem na tzw. Polach Osobowickich - komentuje Tomasz Kluczyński.

Pierwszy raz "kosmiczne galaretki" zaobserwowano w XIV wieku. Co ciekawe ich natura i pochodzenie do tej pory nie są jasne. Mimo, że mamy XXI wiek i latamy w kosmos - natura ziemi wciąż potrafi nas zaskakiwać.

 

Moje 3 grosze

 

Spory o pochodzenie „odchodów z gwiazd” – bo tak należy tłumaczyć z gaelickiego nazwę „pwdre ser” - trwają od dziesięcioleci. Przytoczone przez autorów hipotezy są o tyle bezsensowne, że galareta ta pojawia się w lecie i jesienią. Płazy – o których mowa – znoszą skrzek na wiosnę, więc gdyby było tak, jak głosi pani Roland, to zrzuty wypluwek odbywałyby się wiosną a nie jesienią. To raz.

A po drugie – pwdre ser pojawia się zazwyczaj po burzy z opadami atmosferycznymi i w ogóle po opadach, więc etiologia tego zjawiska może być zupełnie inna.

A już tak nawiasem mówiąc, to pwdre ser pojawia się tam, gdzie kiedyś obserwowano przeloty UFO…  

 

Polecam:

·        https://wszechocean.blogspot.com/2012/11/jeszcze-o-pwdre-ser-1.html i dalsze;

·        https://wszechocean.blogspot.com/2012/11/pwdre-ser-w-polsce.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2021/01/pwdre-ser-w-radomsku.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2019/01/pwdre-ser-w-sawnie.html

 

Źródła:

·        https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/other/galaretki-z-kosmosu-nie-s%C4%85-to-grzyby-ani-%C5%BCadne-inne-znane-organizmy/ar-AA13Rys2?rc=1&ocid=winp1taskbar&cvid=36bdd3558d1f438e96db9af804992d4d&fbclid=IwAR3urrKzv2dTz1xjW-IGQqL8X1TIOw-333jnrmKwCJNTCF8eO_FnMV7Oa3A

·        https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/other/kosmiczne-galaretki-w-karkonoszach-internauci-typuj%C4%85/ar-AA13SHEo?ocid=msedgntp&cvid=9d48fd1ba84c40c48167eb1407961807&fbclid=IwAR3qL3Hh-kYo8hwsap_XgXvCOlCGAw5qV9Go55bmKqcc4DGVYSrnEUFbTrI

 

 

 

sobota, 23 stycznia 2021

Pwdre ser w Radomsku

 


Odchody z gwiazd czyli pwdre ser wciąż stanowią nierozwiązaną zagadkę. Grzebiąc w Internecie na stronie Internetowego Klubu Miłośników Grzybów DARZ GRZYB znalazłem relację jednego z klubowiczów na temat znalezionych na brzegach Radomki kawałków przeźroczystej galarety – wypisz-wymaluj znanego w ufologii pwdre ser. A oto relacja Pana Jacka Nowickiego:

 

6 stycznia tego roku, w „porostowym” zagajniku Radomska, na jednym z karłowatych dąbków znalazłem dwa tajemnicze, galaretowate, kleiste gluty:

 




Postanowiłem jednego zabrać do domu i wrzucić pod mikroskop. Fotki mikro na innym forum http://bio-forum.pl/messages/33/633288.html

Czekam teraz na opinie na temat tej materii. Swoje przypuszczenie, ale i dalsze pytania, zawarłem na końcu postu.

Kolejne galarety typu pwdre ser:

 



Podczas wczorajszej wycieczki penetrowałem niewielki teren przy rzeczce, która podczas budowy obwodnicy miasta, została „unormowana”. Chodziłem po prawej stronie pokazanego odcinka

Tuż na wejściu, pod widoczną dużą topolą, zauważyłem kilkanaście skupisk owych tajemniczych galaret. Galarety były niezbyt „związane”, niektóre przelatywały przez palce, były kompletnie bez zapachu. W smaku były … żartuję, nie odważyłem się tego brać do gęby :D

Początkowo pomyślałem, że może ma to związek z drzewem, z ową topolą ( tak jak w przypadku moich brązowych galaret :) ), gdyż galarety leżały w zasięgu gałęzi korony tejże topoli, a nieco dalej od rzeczki ich nie znalazłem. Jednakże ten trop okazał się całkiem mylny. Gdy zbliżyłem się do rzeczki, kilkadziesiąt metrów dalej, znów znalazłem owe galarety, po obu stronach „rowu”. Tym razem jednak nie mogłem tego zjawiska zganić na żadne drzewo, bo nad skupiskami galaret nie było żadnych gałęzi.

Zgubiwszy jeden trop, chwyciłem się drugiego :) Może ma to związek z sarenkami, których śladami i ścieżkami usiany był teren :|

I gdy tak zastanawiałem się nad tym tropem, w oczy rzucił mi się jeszcze jeden trop :) A może ma to związek z tym co zobaczyłem na dnie rzeczki :?:

 




Hmm, co tym sądzicie?

 

Moje 3 grosze

 

No to jest właśnie to coś, co nazywane jest gwiezdnymi odchodami i myślę, że w tej nazwie jest jakieś quantum prawdy. Ongi rzuciliśmy hipotezę, że rzeczywiście mogłyby to być odchody Kosmitów – wystarczy przypomnieć sobie relację Jana Wolskiego z jego CE4 z „potworakami” w Emilcinie. Co zauważył on w kokpicie NOL-a? Otóż to, że jeden z Kosmitów jadł coś, co przypominało ciastowatą, przeźroczystą galaretę. Ciekawym jest, jak wygląda rezultat trawienia takiego „czegoś”? Czy nie jak przejrzysta, lekko zabarwiona galareta? Jak dotąd, to nikt nie podjął się na serio badań tego zagadnienia, a przecież sama nazwa tego fenomenu w języku gaelickim oznacza „odchody gwiazd” ergo może być coś na rzeczy, czyż nie? Zob. także - https://wszechocean.blogspot.com/2012/11/jeszcze-o-pwdre-ser-1.html i następne. A Kosmici skoro jedzą, to muszą też wydalać – to biologiczny pewnik.

Martwe żaby na dnie Radomki przypominają mi wydarzenia z Løsby w Dani, Altonie w Niemcach, Aoscie i Rzymie we Włoszech. Tylko że tutaj nie były rozerwane od środka. Być może zatruły się właśnie tymi pozostałościami po wizycie Ufiastych?

A może – żeby już zakończyć ten materialik – Ufiaści nie są Kosmitami tylko po prostu ludźmi z innego wymiaru Czasu – i tak właśnie będziemy wyglądali za powiedzmy 10.000 lat egzystencji gatunku Homo sapiens? Warto się nad tym zastanowić. W mojej pracy „UFO i Czas” (Tolkmicko 2011) rzuciłem hipotezę głoszącą, że Oni są naszymi dalekimi potomkami i chcą powrócić do swej pierwotnej postaci wykorzystując inżynierię genetyczną i tempolarną. I wszystko wskazuje na to, że właśnie tak jest…

Ale to już temat z innej ballady.  

środa, 16 września 2020

Spadają i znikają…

 

Wieś Iwięcino w Zachodniopomorskim - miejscowość w której spadł niezwykły "meteoryt"...

O dziwnych „meteorytach”, które spadają z nieba i znikają po upadku dowiedziałem się po raz pierwszy w latach 90., kiedy to zbierałem materiały do książki „Projekt Tatry” (Kraków, 2002). Wtedy to miało miejsce ciekawe wydarzenie w niewielkiej miejscowości Iwięcino na Pomorzu Środkowym, w powiecie koszalińskim, N 54°17’45” – E 016°16’33”. Opisałem to tak w mojej książce:

 

Mimo tego, że wioska Iwięcino leży koło Suchej Koszalińskiej w województwie zachodniopomorskim, to zainteresowały mnie wydarzenia, które tam się rozegrały w dniu 18 lutego 1998 roku, około godziny 04:00 CET. Opisał je najpierw tygodnik „Chwila dla Ciebie” i pozwolę sobie zacytować fragmenty tego raportu:

Z KOSMOSU DO IWIĘCINA

Coś takiego może zdarzyć się raz w życiu! - Zdarzyło się to 18 lutego br. około 4 nad ranem - mówi pani Beata z Iwięcina.

- Wstałam, by nakarmić dziecko. Nagle w oknie ukazało się światło! Żółtawe, podobne do światła żarówki, ale bardzo ostre. Podeszłam do okna. Zobaczyłam świecący półksiężyc. Spadał z nieba z dużą prędkością. Najpierw szybko, potem  wolniej.  Nad ziemią 3 razy światło zapaliło się i zgasło.(!!!) Jak twierdzą inni świadkowie - zjawisko było znakomicie widoczne także w Darłowie, około 15 km od Iwięcina.

Następnego dnia pani Beata opowiedziała o wszystkim matce. Obie postanowiły poszukać tego, co spadło z nieba. Wkrótce znalazły spory, ciepły, błyszczący w dotyku kamień. Mama pani Beaty pracująca w miejscowej szkole zaniosła znalezisko do dyrektora szkoły - jednocześnie nauczyciela fizyki.

- Zastanawialiśmy się, co to jest - mówi dyr. Zimnowłodzki - rozważałem, czy nie jest to fragment meteorytu? (...)

Dyrektor mgr inż. Włodzimierz Zimnowłodzki posłał „meteoryt” do mgr Andrzeja S. Pilskiego z Fromborka, który orzekł, że to jest zwyczajny ziemski kamień,  a nie meteoryt. No cóż - dyrektor Zimnowłodzki zaciął się jednak i obiecał, że będzie szukał tego meteorytu...

Poprzez redakcję „Chwili dla Ciebie” skontaktowałem się z dyrektorem Zimnowłodzkim i w czerwcu 2001 roku otrzymałem od niego list z informacjami uzupełniającymi relacje zamieszczone w tym czasopiśmie. Potwierdzało to moje przypuszczenia - na terenie Polski Obcy zaczynali jakieś tajemnicze działania, w których kamienie odgrywają czołową rolę!... i to już od 1991 roku.

 

Tak mi się wtedy wydawało. Byłem pod urokiem teorii Wilka-Bzowskiego o kanałach i sieciach nawigacyjnych UFO, i wydarzenie to pasowało do tej hipotezy. Rzeczywistość jednak okazała się inna i – jak zwykle – ciekawsza. Okazało się bowiem, że nie był to żaden meteoryt, a jeżeli nawet, to bardziej może spokrewniony z pwdre ser – odchodami gwiazd niż z uczciwymi kamieniami z nieba.

O innym ciekawym incydencie opowiedziała mi pewna osoba z Jordanowa, która na wiosnę 2019 roku zaliczyła niezwykle ciekawą obserwację świecącego „kamienia”, który spadł pod mur sąsiedniej posesji. Około godziny 02:00 CET świadek wyszła z domu na podwórko. W pewnej chwili zauważyła lecący powoli z ciemnego nieba świecący czerwono przedmiot, który bezgłośnie spadł pod mur stodoły na sąsiedniej posesji i powoli zgasł. Kiedy się rozwidniło, kobieta poszła poszukać domniemanego „meteorytu” i mimo dokładnych poszukiwań nie znalazła nic…

Z kolei ja zaliczyłem kolejną obserwację w nocy 15/16.IX.2020 r., kiedy to o godzinie 02:05 CEST obudziła mnie moja suczka Nina prosząc o wypuszczenie na podwórko. Wstałem więc i wyszedłem z nią na zewnątrz. Stanąłem w półotwartych drzwiach wiodących na podwórko. Nina stanęła przy mojej nodze. Trochę mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj wypadała na podwórko, a teraz stała patrząc na mnie. Spojrzałem przed siebie i nieco w prawo i mój wzrok wychwycił niewielką plamkę dość silnego światła jakieś półtora metra od nas.

Owa plamka białego światła miała długość 2-3 cm i skojarzyła mi się z jakimś odłamkiem gałęzi przerośniętym świecącą grzybnią opieńki miodowej. Jednakże szybko przypomniało mi się, że grzybnia świeci zielonym lub niebiesko-zielonym światłem, zaś to „coś” świeciło białym światłem, które szybko przygasało i może po 15 sekundach całkiem zgasło. Ninę jakby odblokowało – smyrgnęła w krzaki, a ja poszedłem do domu po latarkę. Po pół minucie wróciłem na to miejsce uważnie świecąc po trawie i ziemi. Nie znalazłem niczego.

Ponownie wszcząłem poszukiwania po wschodzie słońca. Rezultat był identyczny – nic, nawet kawałków gałęzi, które Nina przynosiła czasem z ogródka… - a jestem absolutnie pewien, że mi się to nie przyśniło.

Dlaczego skojarzyło mi się to z pwdre ser? – zapytacie. Ano dlatego, że pwdre ser też po jakimś czasie paruje, schnie, słowem znika. Tak samo jak te świecące „meteoryty”. Zagadka jak na razie jest nierozwiązana.

I co najciekawsze – nasze psy starają się unikać tych miejsc, jakby coś im tam zagrażało. Ale co???

Czy moi Czytelnicy spotkali się z takim zjawiskiem? Bardzo proszę o odzew.   


Opinie z KKK

 

Wiesz, co mi przyszło do głowy? To, że możemy mieć do czynienia z jakimiś przejawami działania tzw. ciemnej materii. Mogłeś widzieć taki niewielki fragment ciemnego świata, który na Twych oczach ulotnił się, a raczej wrócił do niewidzialności… Coś takiego opisałem w jednym z moich opowiadań pt. „Świetlana”, które właśnie publikujesz na blogu „Xsięgi niewydane”. Nie mam dowodów, ale coś takiego może być możliwe… (Daniel Laskowski)   

wtorek, 27 listopada 2012

Jeszcze o pwdre ser w Polsce (2)


Pwdre ser - dyskusji grzybiarzy ciąg dalszy

Sprawa pwdre ser rozpaliła dyskutantów, i pojawiły się kolejne głosy w dyskusji na forum Darz Grzyba:

JohnKeith - Konsystencja i klarowność owej substancji jak widać po zdjęciach też jest różna. Na niektórych zdjęciach Zenita widać przejrzystą, jakby rozpływającą się. Ta napotkana przeze mnie miała strukturę zwartą, zbitą i była mniej klarowna. Może to być oznaką stopnia rozkładu, ale nie musi.
A jeśli chodzi o zbieżność napotykania pwdre ser z aktywnością meteorytów, to wszystko jest możliwe. Zmiany natężenia pola magnetycznego Ziemi mają wpływ na organizmy żywe, a jak to się odnosi do makro i mikro świata...

Wojciech Chmura - Przypomnę tylko, że kiedyś umieściłem fotkę jednej z podobnych galaretek które znalazłem w Irlandii. Struktura owych była bardziej zbita i taka jakby ktoś zamieszał kilka razy łyżeczką w pucharku z galaretką. Kiedyś też w okolicach Tokarni znalazłem strukturę przypominającą zbite drożdże piekarskie.
Co do tych glutowatych to często widuję podobne nad brzegiem morza - różnego podejrzewam pochodzenia - od jamochłonów, przez różne organizmy i produkty organiczne. Ale to morze..



Wiesław Kamiński (zenit) - Wojtku! Faktycznie czasami to to przybiera taką formę jak u Ciebie też takie widziałem. Fakt jest faktem że nikt na 100% nie jest wstanie wyjaśnić co to jest (teraz jak znajdę zapakuję do słoika i wyślę do kogoś kto będzie to chciał zbadać i ma możliwości do zbadania) jeśli ktoś to znajdzie niech da znać to może znajdą się osoby chętne o zbadania tej tajemniczej galarety.



larad1979 - Moje niekoniecznie dobre przemyślenia. Ciało rzadkie np. woda wyrzucona z kilku set metrów np. 2 litrów z wysokości 100 m utworzyłoby jedną wielką łzę która po dotknięciu podłoża rozlała by się na wielki placek zawijając się ku środkowi. Galareta tym bardziej, a tak czy siak to powinna odparować w czasie spadania. Według mnie te zimne gluty to ściema albo nasze naturalne środowisko to stworzyło . To tylko moje zdanie, i proszę się nie denerwować i oczywiście nie publikować w czasopismach fantastyczno naukowych.

bobik - Galareta vs. łza? Woda spadająca z dużej wysokości nie tworzy kropli, ale jest rozpraszana przez opór powietrza i spada w postaci wielu kropel. Inaczej jest z lodem i galaretą, które lecąc przez powietrze są w stanie dolecieć do powierzchni Ziemi, a to dlatego, że wytwarzają izolującą termicznie tzw. warstwę ablacyjną. Ale jest jeszcze jeden warunek, a mianowicie - kąt wejścia czegoś takiego w atmosferę musi wynosić 5° - 16°. Tylko wtedy glut czy lód ma szansę dolotu do Ziemi, bowiem w przeciwnym wypadku albo się odbije od atmosfery i poleci w przestrzeń kosmiczną, albo się spali/odparuje.

Teraz chciałbym przypomnieć mój artykuł z 2001 roku na temat właśnie pwdre ser:

"PWDRE SER" - TAJEMNICZA GALARETA Z GWIAZD?

Jednym z najbardziej tajemniczych zjawisk, z jakim spotkali się ufolodzy jest spadanie na Ziemię tajemniczej, białawej galarety. Galareta ta jest czasem bezwonna a czasem potwornie cuchnąca. Pojawia się czasami po burzy z wyładowaniami elektrycznymi, czasami po spadku meteorytów żelaznych. Jej pochodzenie do dziś dnia nie zostało wyjaśnione.

Zjawisko to ma swoją nazwę - "pwdre ser" - co w językach gaelickim i walijskim oznacza po prostu "odchody z gwiazd". Na tych zdjęciach wykonanych przez szefa Internetowego Klubu "Darz Grzyb" w Krakowie, pana Wiesława Kamińskiego możemy zobaczyć "pucę" takiej "galarety z gwiazd", który znaleziono w okolicy wsi Oravice na Słowacji. Jest ono znane także i u nas, i grzybiarze, leśnicy i inni ludzie związani z lasami na polskiej Orawie twierdzą, że jest to sperma jelenia, bo pojawia się jesienią w czasie godów tych zwierząt, ale...

Ale najciekawsze jest to, że owa "jelenia sperma" potrafi utrzymywać się w stanie nierozłożonym przez wiele miesięcy. Mało tego - pewien nauczyciel chemii z Jabłonki wykonał analizę chemiczną tego "czegoś" i stwierdził jedynie, że jest to jakiś skomplikowany związek nieorganiczny odporny na działanie silnych kwasów i zasad. Co więcej - rozkłada się on niesłychanie powoli i wpływa negatywnie na rozwój roślin.

Podobne obserwacje napłynęły do naszego Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych w Krakowie z Australii, gdzie do ogródka naszego korespondenta wpadł dziwny "móżdżek" (ta galareta przypominała mózg zwierzęcy!), który wydzielał silny, nieprzyjemny fetor i na dodatek szybko rozkładał się w ostrym, australijskim słońcu. Tego czegoś bał się pies naszego korespondenta, który omijał śmierdzący "móżdżek" szerokim kołem. Po kilku dniach "móżdżek" całkiem się rozłożył, ale za to miejsce, w którym to nastąpiło, zostało doszczętnie pozbawione roślin. Ta rana zadana bujnej australijskiej, subtropikalnej florze zabliźniła się dopiero po pół roku, a powinna - jak twierdzi nasz korespondent - już po 2-3 tygodniach!...

Gdybyś Czytelniku kiedykolwiek natknął się w lesie na kopce białej i brzydko pachnącej galarety wiedz, że najprawdopodobniej natrafiłeś na "pwdre ser". Lepiej tego nie dotykaj, bo nie wiadomo, czym to mogłoby się skończyć dla Ciebie. Być może jest to jakaś forma pozaziemskiego życia, która może być szkodliwa dla ludzi i innych żywych organizmów na naszej planecie. Bardzo prosimy o kontakt ze mną na adres: cbza.poczta@gmail.com. Dyskrecja zapewniona.

List z Boliwii

Przeczytalem na stronach MCBUFOiZA artykul: PWDRE SER: CUCHNĄCE "WIZYTÓWKI" KOSMITÓW!? autorstwa Roberta K. Leśniakiewcza i nasunęło mi się tu pewne podobieństwo opisanego zjawiska do tego o czym przeczytałem niedawno we wspomnieniach pewnej polskiej studentki biorącej udział w wyprawie archeologicznej do Boliwii latem zeszłego (2001) roku. Otóż ekipa w której składzie była owa studentka prowadziła badania m.in. w okolicach miejscowości Achakachi nad jeziorem Titicaca. Oto fragment relacji który mnie zaintrygował :

"(...) dwa dni temu dwaj nasi przyjaciele, Pablo i don Celestino, widzieli w nocy antawaya (na szczycie wzgórza światło w kształcie odwróconego stożka, potem poleciało i znikło). Przy okazji dowiedziałam się paru nowych szczegółów o tym czymś, no wiec nie tylko lata i straszy ludzi, ale i zostawia swoje odchody, wygląda to jak ekskrementy, śmierdzi jak olej silnikowy, zostało przebadane w laboratoriach w USA i werdykt brzmi: nie wiemy, co to jest. A kiedy Chavezowie kopali w Chisi, wykopali tam świątynię Yaya Mama z monolitem, na którym jest postać ludzka z promieniami wokół głowy, jakio staruszek złożył nabożnie dłonie i zawołał: "O! Antawaya!"... "


Jedna wzmianka o "Antawaya" znajduje sie także we wcześniejszej relacji z 4 sierpnia : http://www.tipi.pl/news/stasia/4%20sierpnia.htm Na stronie jest też mail do autorki, wiec można by próbować zdobyć więcej szczegółów tą drogą.
Jacek O.

Próbowałem, ale niestety nie udało mi się nawiązać kontaktu z autorką, a szkoda. I jeszcze grzybowe wspominki:

Niedawno w lesie znaleźliśmy przedstawioną na zdjęciach galaretkę - mój kolega Marcin Wilga skierował mnie do Pana - czy może wie Pan co to takiego? Załączam zdjęcia mikroskopowe i makro. Zapomniałem podać kilku dodatkowych spostrzeżeń dotyczących "galaretki". W miejscu znalezienia było tej galarety dosyć dużo.

Wsadziłem to pod mikroskop - właściwie to prawie nie widać tam żadnych struktur - jakieś zielonkawe soczewkowate twory - może komórki ale zbyt małe żeby powiększyć - żadnego ruchu nie obserwuję - wewnątrz galarety czasem widać jakby korytarze? Galareta jest dosyć zwarta i trwała - specjalnie się nie klei i mimo trzymania w słoiku przez 2 dni nie zmieniła swego wyglądu.
Pozdrowienia - Piotr Madanecki

Zofia "Eleonora" Piepiórka:
Witaj Robert! Widzieliśmy coś w tym rodzaju podczas wyprawy na Babią Górę w Beskidach w maju 2012 - na brzegu Mokrego Stawu... Mam zdjęcia! Nikt z nas nie wiedział co to jest! Mokry Staw to wejście do Bazy kosmicznej... Pisałam na ten temat w sprawozdaniu m.in. na Twoim blogu.




I co z tego wynika?

Chociaż jestem nastawiony sceptycznie, to jednak muszę przyznać, że rzeczywiście wygląda to jak pwdre ser. Czy pochodzi z Ziemi czy z Kosmosu, oto jest pytanie! I pytanie to pozostaje nadal otwarte…

Najbardziej odpowiada mi teoria o odchodach Kosmitów (czy kimkolwiek Oni są), ale to wymaga głębszego zbadania i przede wszystkim pozbycia się przez naukowców uprzedzeń. W każdym razie przydałby się program badań tego fenomenu i co za tym idzie – wspólna akcja grzybiarzy, ekologów, ufologów i naukowców-chemików, którzy mogliby rozpracować ten fenomen.

Obawiam się jednak, że jest to wołanie na puszczy… 

niedziela, 25 listopada 2012

Jeszcze o pwdre ser w Polsce (1)

Pwdre ser sfotografowane w Oravicach, Słowacja

Pwdre ser z Zubrzycy Górnej



Ta Rzecz bożków, zielona, lepka ikra z gwiazd obudziła się, by znów domagać się swoich praw. Gwiazdy znalazły się we właściwej pozycji i czego nie dokonał kult, ani szczegółowo wytyczony program, tego dokonała przypadkowo gromada nieświadomych marynarzy.

Howard Ph. Lovecraft - „Zew Cthulhu”


 PWDRE SER: CUCHNĄCE „WIZYTÓWKI” KOSMITÓW!?


To, o czym będzie mowa, nie jest aż tak groźne, jak straszliwy i przedwieczny Cthulhu, o którym pisał jeden z nestorów weird tales - autor powyższego motto Howard Phillips Lovecraft. Chodzi o spadki na Ziemię dziwnej, galaretowatej substancji, którą zazwyczaj kojarzy się z spadkiem meteorytów, zaś ufolodzy kojarzą ja z obecnością Nieznanych Obiektów Latających - UFO. Łącznikiem jest tu jeden fakt - obie te Rzeczy przybyły spoza naszej planety...

William Corliss w swej książce „Handbook of Unusual Natural Phenomena” (Nowy Jork - Londyn, 1983) - w której poświęca cały rozdział galarecie z gwiazd, w językach: gaelickim i walijskim zwaną pwdre ser - zgnilizna z gwiazd - co jest najbardziej nadającym się do druku tłumaczeniem na polski.

 Ten fenomen «gwiezdnych odchodów» jest znany tak długo, jak historia pisana - pisze on. Fenomen ten jest łączony zazwyczaj ze spadkiem meteorytów żelaznych i kamiennych - tak, jakby owa galareta towarzyszyła im w ich locie przez atmosferę Ziemi. Aktualnie istnieje cały szereg relacji mówiących o tym, że ludzie widzieli żelatynowate puce spadające z nieba, które świeciły w ciemnościach fosforycznym blaskiem. Ich spadkowi towarzyszyły różne dziwne zjawiska świetlne. Na dodatek szereg legend i podań folklorystycznych potwierdza realność istnienia tego zjawiska. Nie jest to takie oczywiste, że ta galareta, która spada na nasze łąki, pochodzi z Kosmosu - jednakże w przeciwnym razie musimy wskazać ziemskie źródło tego fenomenu.

Uczeni, którzy próbują wyjaśnić zjawisko «pwdre ser», oczywiście optują za ziemskim jego pochodzeniem - i wyjaśniają to jako produkt roślinnej lub zwierzęcej przemiany materii, bądź materii w połowie przetrawionej przez zwierzęta. To wyjaśniałoby paskudny zapach i ogólne symptomy rozkładu materii «pwdre ser». Ale skoro z nieba mogą spadać zaśmierdziałe ryby, to dlaczego nie mogą spadać ekskrementy? Czemu nie? - ale w takim razie dlaczego «pwdre ser» błyskawicznie paruje w powietrze, tym samym likwidując wszelkie ślady swego istnienia???... - a to już nie jest zjawiskiem naturalnym. Nie mówiąc już o tym, że produkty zwierzęcej przemiany materii nie są aż tak lotne i efemeryczne...

Oczywiście z nieba spadają różne rzeczy. Takie kawały lodu, o których już pisałem w moich wcześniejszych artykułach są spotykane dość często. Słynny Charles Fort w swych książkach: „Księga rzeczy wyklętych” (Łódź, 1993), i „Nowe lądy” (Łódź, 1993) wymienia długą listę takich lodowych bombardowań w samym tylko XIX stuleciu i na początkach XX wieku. Lista ta jest tak interesująca, że pozwolę sobie ją przytoczyć w całości:

TABELA BOMBARDOWAŃ LODOWYCH W XIX I NA POCZĄTKU XX WIEKU

Data
Miejsce incydentu
Co spadło?
1802.V.
Węgry (H)
Bryła lodu o długości 90 cm.
1811.05.12.
hr. Derbyshire (GB)
Kawałki lodu o 30 cm obwodzie.
1811.06.12.
Birningham (GB)
Lodowe sześciany o krawędzi 15 cm.
1828
Candeish (IND)
Bryła lodu o masie 1.000 kg.
1829.06.15.
Cazorta (SP)
Bryły lodu o masie ok. 2 kg.
1839.06.18.
Bruksela (B)
Kawałki lodu przy nastaniu całkowitej ciemności w jasny dzień.
1844.X.
Cette (F)
Bryła lodu o masie ok. 5 kg.
1849.08.14.
Ord (GB)
Blok lodu o obwodzie 120 cm.
1851.05.22.
Bangalore (IND)
Lodowe kule wielkości dyni.
1851.08.13.
st. New Hampshire (USA)
Bryły lodu o masie 1,5 kg.
1853.VII.
Rouen (F)
Lodowe tafle.
1854.12.11.
Poorhundur (IND)
Wielokilogramowe płyty lodowe.
1857.08.04.
Tunis (TN)
Bryły lodu o masie 10 kg.
1860.04.07.
Wasdale (USA)
Bryły lodu o masie 100 kg.
1877.05.03.
st. Teksas (USA)
Bryły lodu wielkości głowy ludzkiej.
1877.06.24.
st. Kolorado (USA)
Bryły lodu wielkości piłki futbolowej.
1881.VI.
st. Iowa (USA)
“Cegła lodowa” o obwodzie 0,5 m.
1882.06.16.
Dubuque (USA)
Lodowe tafle z zainkludowanymi w nich żabami.
1882.VIII.
Salina (USA)
Bryła lodu o masie 35 kg.
1883.12.06.
Chicago (USA)
Bryły lodu o masie 1 kg.
1888.V.
Indie (IND)
Bryły lodu o masie 1 kg.
1889.04.02.
Aitkin (USA)
Kawałki lodu wraz z zapadnięciem całkowitych ciemności w biały dzień.
1889.06.11.
Oswego (USA)
Lodowe sople o masie do 1 kg.
1893.12.06.
st. Teksas (USA)
Bryła lodu o masie 2 kg.
1897.08.10.
Manssas (USA)
Lodowe tafle.
1901.08.08.
St. Lawrence River (USA/CND)
Lodowe sople o dużej masie.
1908.07.02.
Braemar (USA)
Bloki lodowe z jasnego nieba.


Ciekawa tabela - nieprawdaż? Szczególnie interesująca jest w niej ostatnia pozycja - spadek bloków lodowych z jasnego nieba w trzy dni po spadku Meteorytu Tunguskiego!!! Czyż to nie dziwny przypadek!? Od razu rodzi się paskudne podejrzenie, że te dwa wydarzenia się ze sobą łączą... Może jestem przewrażliwiony, ale nie podoba mi się ustawienie planet, planetoid i komety P/Halley na przełomie czerwca i lipca 1908 roku. Proszę spojrzeć na rysunek - na 16 rozpatrywanych ciał niebieskich aż dziewięć + planetoida 3 Juno skupiło się na obszarze gwiazdozbioru Bliźniąt, Byka i Raka, a mimo to Tunguskie Ciało Kosmiczne trafiło właśnie w Ziemię, choć miało tyle innych celów na swej trajektorii!!!

Ale powróćmy do pwdre ser. Oficjalna nauka twierdzi, że ów fenomen nie istnieje, aliści literatura naukowa przytacza kilkanaście wiarygodnych raportów o tym zjawisku! Puce dziwnej, cuchnącej galarety znajdowano m.in. na terenach Pembrokeshire, Westmoreland, Lake District, Szkocji i innych częściach Wielkiej Brytanii.

Jednym z najciekawszych przypadków znalezienia pwdre ser jest bez wątpienia przypadek z Ingleborough, który miał miejsce w lecie 1908 roku. Znalazca tej dziwnie wyglądającej substancji zabrał trochę jej do butelki z odbitą szyjką i przekazał do analizy swemu uniwersyteckiemu koledze, który zanalizował próbkę. Wynik analizy był interesujący - była to, bowiem ogromna kolonia świecących bakterii. I znów wychodzi związek pomiędzy „gwiezdną galaretą”, a meteorytem - być może nawet Bolidem Tunguskim...

Dziwne zjawiska obserwuje się także w Niemczech, gdzie 8 października 1844 roku w okolicach Koblencji spada meteoryt, a wraz z nim żelatynowa masa w szarym kolorze. Badanie wykazało, że była to masa nieorganiczna.

Pwdre ser spada także w Ameryce, w okolicach Allegheny (Pennsylwania, USA), gdzie podobne zjawisko zaobserwowano w dniu 9 grudnia 1909 roku.

Jednym z najbardziej spektakularnych objawień się pwdre ser było to z dnia 16 maja 1808 roku. Tego dnia, około godziny 16:00 w miejscowości Skänninge w Östergotland doszło do literalnego bombardowania terenu miasteczka galaretą z Kosmosu - a przynajmniej z powietrza, w biały dzień - vide rysunek z artykułu znanego szwedzkiego ufologa Clasa Svahna pt. „Pwdre ser - stjärnornas damm“[1]. Dodaje on tam także, że kawałki dziwnie wyglądającej galarety znajdowano także w czasie „szwedzkiego rakietowego lata 1946 roku” w Szwecji i Finlandii.[2] Ostrzał galaretą trwał niemal do 18:00 i urwał się tak gwałtownie, jak się zaczął... W tym czasie jednak, niebo przybrało kolor czerwonawy, zaś Słońce czerwony, i wyraźnie ściemniało. Po tym wszystkim kolory nieba i Słońca wróciły do normy...

A u nas? Polska nie jest wyjątkiem i też odnotowano u nas przypadki pojawienia się pwdre ser. Bronisław Rzepecki & Krzysztof Piechota opisują w swej pracy „UFO nad Polską” (Białystok 1996) pewien incydent z czasów I wojny światowej:
... pewne okoliczności wskazują na miesiące letnie 1914 roku. W okolicy Blachowni k./Częstochowy grupa wiejskich chłopców bawiła się wieczorem w berka - piszą oni - Nagle nad pobliskim lasem ukazała się purpurowa łuna, która w chwile później przybrała ostry, niebieskawy odcień. Wkrótce zza wierzchołków drzew wyleciał z cichym, ale wyraźnym świstem, okrągły, nieokreślonej wielkości, ale jaskrawo świecący obiekt. [...] Chłopcy pobiegli na miejsce upadku meteorytu i znaleźli tam nieforemną grudę nieznanej substancji, wielkości dwóch męskich pięści. Była to galaretowata masa, lepka w dotyku, świecąca zielonym, fosforyzującym światłem i nie posiadająca żadnego zapachu. Z upływem czasu zmniejszała swą objętość i w ciągu godziny znikła zupełnie. [A. Trepka -  „Latające spodki nad Polską?” - „Wieczór Wybrzeża”, styczeń-luty 1959]. Czyżby była to substancja z rodzaju tzw. «anielskich włosów», o jakich mówi się czasami w kontekście obserwacji NOL-i?

Takich fenomenów mamy więcej.

Ja zetknąłem się po raz pierwszy z tym zjawiskiem  w sierpniu 1973 roku, w czasie odbywania praktyki wakacyjnej w Leśnictwie Jaźwin k./Kolonowskich w województwie opolskim, na terenie Borów Stobrawskich. Było to pogodne lato, przez trzy tygodnie praktyki nie było ani jednego dnia pochmurnego. Przepiękny polski sierpień, jak z wierszy i poematów Mistrza Ildefonsa...

Do moich obowiązków należała codzienna kontrola trzech wyznaczonych przez leśniczego drzew, na których miałem każdego ranka wypatrywać imagines[3] brudnicy mniszki, której gradacji spodziewało się tamtejsze Nadleśnictwo w Kolonowskich. Przez kilka dni nie znalazłem ani jednego dorosłego owada i w młodzieńczej naiwności sądziłem, że ten dopust Boży nas ominie. Niestety, gdzieś koło 15 sierpnia znalazłem jednego owada na pniu drzewa kontrolnego przy drodze zwanej „Telefoniczna” - bowiem tam był przeciągnięty kabel telefoniczny łączący wieś Kadłub z Kolonowskimi. Wracając do leśniczówki, mijałem po lewej stronie szeroką polanę, na której posadzono młode świerczki i sosenki. I wtedy poczułem dziwny, jakby „chemiczny” zapach. Ostry i mdlący. Zaintrygowało mnie to i wtedy zwróciłem uwagę na porozrzucane tu i ówdzie kawałki czarniawo-oliwkowej galarety, która powoli topiła się i nikła w promieniach niskiego słońca - była godzina 6:20 rano. po jakimś czasie pozostały z tego tylko szarawe ślady, które spłukała rosa z osadzającej się mgły...

Potem o tym zapomniałem, bo były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Wytłumaczyłem sobie to tym, że natknąłem się na jakiś rozlany środek chemiczny służący do walki z owadami czy grzybami - w pobliskiej szkółce leśnej - którą pieliłem w ramach praktyki trwała akcja oprysków przeciw grzybom i używano - o ile pamiętam - „Cynkotoxu”. Ta galareta wydawała silną, ostrą woń, jak niektóre preparaty siarki czy fosforu, a nie związków znanych mi z chemii organicznej. Dziś myślę, że to może jednak był pwdre ser... - aczkolwiek nie widziałem w okolicy żadnego NOL-a czy choćby EBE, za to spadających gwiazd było wtedy do bólu i jasnego groma, a wspaniała wyżowa pogoda zachęcała do obserwacji nieba. Inna rzecz, że w tych masywach leśnych, mokradłach i matecznikach mogła ukryć się cała flotylla latających spodków i ze dwie dywizje Ufitów, i nikt nawet o tym by nie wiedział...

Drugie spotkanie z tym zjawiskiem zaliczyłem w czerwcu 2001 roku, kiedy to losy zetknęły mnie z mieszkańcem Orawy - mgr Romanem C., od którego dostałem dwa zdjęcia przedstawiające kawałki galarety, które znaleziono w październiku 1996 roku na jednym z mostków, na potoku przepływającego przez Zubrzycę Górną na Orawie. Galareta ta nie rozkładała się na powietrzu. Po prostu leżała sobie przez cztery miesiące, aż spłukały ją wiosenne wody z roztopów. Próba analizy chemicznej wykazała tylko tyle, że był to jakiś skomplikowany konglomerat związków nieorganicznych. I tutaj ciekawa rzecz - ta galareta została wchłonięta w miejscach, gdzie rosły rośliny, zaś tam, gdzie leżała na martwym drewnie lub kamieniach - pozostawała bez zmian... Pan C. stwierdził, że nie było tam żadnej obserwacji UFO, ale czy nie znaczy to, że UFO nie mogło tam wylądować? Moja żona i siostra stwierdziły unisono i absolutnie niezależnie od siebie, że mamy tu do czynienia z niczym innym, jak... odchodami Obcych. A dlaczego nie?

Przecież jeżeli Kosmici są istotami żywymi, to ich procesy życiowe muszą opierać się na przemianie materii - a wszak Kosmici «potworaki», którzy napastowali Jana Wolskiego w dniu 10 maja 1978 roku, jedli jakieś przeźroczyste sople, miękko łamiące się jak ciasto - czyż nie? - mówi mgr Wiktoria Leśniakiewicz - a skoro jedzą, to z pewnością muszą także wydalać resztki nie strawionego pokarmu, produktów przemiany materii, itd. itp. - co może mieć właśnie postać bezbarwnego bądź barwnego, śmierdzącego żelu. To może być właśnie ów «pwdre ser»... Wydaje mi się, że ta hipoteza ma sens, bo skoro Obcy jedzą, to trudno sobie wyobrazić, że jedli pokarm, który w stu procentach zamieniał się w Ich tkankach w energię, a zatem Obcy   m u s i e l i   pozostawiać po sobie jakieś „wizytówki”... Rzecz jednak w tym, że ten żel z Zubrzycy Górnej nie śmierdział.

Inny typ pwdre ser spadł w Australii, do ogródka naszego wspólnego znajomego z „Nieznanego Świata” - Pana Piotra Listkiewicza, który w jednym z listów opisał mi to, jako rzecz podobną do mózgu. Ów „mózg” wydzielał paskudną woń i bał się jej pies Piotra, który omijał tą rzecz dwumilowym kołem... Po dwóch tygodniach „mózg” rozłożył się, ale produkty jego rozkładu skaziły glebę na długi czas i nawet bujna australijska przyroda nie zdołała zabliźnić tej rany w ciągu trzech miesięcy!...

Kolejny sygnał o pwdre ser otrzymałem z Włoch, od znanego ufologa i literata Alfredo Lissoniego, który na początku lat 90. XX wieku badał arcyciekawą sprawę „ludzi-jaszczurów” ze środkowego i dolnego biegu rzeki Pad (Po). Po tych „lizzardmen” pozostawały długie na 60 cm ślady w mule i piasku na brzegach Padu, czasami były one lekko radioaktywne - tj. piasek czy gleba wykazywały podwyższone o 10-20 µR/h promieniowanie w stosunku do promieniowania tła - zjawisko, które obserwuje się w przypadkach lądowań UFO i piktogramów zbożowych. Poza tym znajdowano tam kilkukrotnie dziwne, galaretowate, pomarańczowo-czerwonawe „mięso” - które jednak po bliższym zbadaniu wcale mięsem nie było.  Dziś sądzę, że było to właśnie pwdre ser, zwłaszcza, że ostatnimi czasy - w końcu 1999 roku - w tych rejonach miało miejsce bombardowanie kulami lodowymi z jasnego nieba, o czym już pisałem na łamach „Nieznanego Świata” w nr 4/2000 i w Internecie.

I jeszcze jeden znany mi wypadek znalezienia pwdre ser na terenie naszego kraju odnotował nasz kolega z Małopolskiego Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych - Podkarpacie Arkadiusz Miazga z Ropczyc, który badając miejsce Bliskiego Spotkania Drugiego Rodzaju w województwie podkarpackim stwierdził, że znajdują się tam puce dziwnej galarety, która potem gdzieś się ulotniła... Ta sprawa nie została jeszcze zbadana do końca, a chodzi w tym konkretnym przypadku o Bliskie Spotkanie Drugiego Rodzaju z NOL-em.

Podobnie być mogło w sprawie spadku „meteorytu” w okolicach wsi Skomielna Biała w dniu 30 czerwca 2001 roku. Ten przypadek jest o tyle ciekawy, że udało się zainteresować nim świat nauki. Przebieg wypadków wyglądał następująco: w dniu 30 czerwca, około godziny 5:30 rano, 19-letni mieszkaniec Skomielnej Białej zaobserwował spadek jakiegoś ciała na las, porastający zachodni stok Lubonia Wielkiego (1022 m n.p.m.) - jakieś 200-300 metrów poniżej przysiółka Surówki (Krzysie). Najpierw słyszał on dźwięki przypominający huk silnika odrzutowego, potem coś lecąc z ogromną prędkością ścinało gałęzie drzew i wreszcie zaryło się w ziemi w odległości około 15 m od zdumionego i przerażonego świadka. Po ochłonięciu z pierwszego szoku, świadek zaczął się rozglądać wokół siebie i jego uwagę przykuła dziwna, pięciokilogramowa bryła jakiejś pomarańczowo-różowawej materii, która leżała nieopodal. Była zimna i wilgotna. Sądząc, że to był właśnie przedmiot, który spadł z nieba, nasz 19-latek zapakował ja do plecaka i zaniósł do domu. Po pewnym czasie udało się zainteresować tym znaleziskiem media i naukowców z Instytutu Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy zanalizowali inkryminowany kawałek domniemanej głowy komety. Niestety - była to zwyczajna sól kłodawska - normalna NaCl z domieszkami mikroelementów, które nadawały jej taki dziwny kolor... Takie bryły soli są rozrzucane w lasach jako tzw. „lizawki” dla zwierzyny płowej. Inna rzecz, że - jak zaklinali się tameczni myśliwi - nikt nie wyłożył lizawek na tamtym terenie. Tak czy inaczej, rzecz można podciągnąć pod fenomen forteański.

A zatem rzecz wyjaśniona? Absolutnie nie! - a to dlatego, że do dziś dnia nie wiadomo właściwie, co wydawało takie dziwne dźwięki spadając na las pod  Krzysiami i lecąc ścinało gałęzie świerków?... Być może to coś leży tam jeszcze - leży i rośnie, i rośnie... - jak złowróżbnie ostrzegała mnie siostra po obejrzeniu kolejnego filmu Inoshiro Hondy o Godzilli... A zatem może tam leżeć jeszcze ów meteoryt w postaci niewielkiego kamienia bądź odłamku metalu, albo... - albo był to spadek właśnie pwdre ser, który ulotnił się w krótkim  czasie po spadku. W takim przypadku nie znajdziemy już niczego... Oczywiście jest to tylko hipoteza i żeby ją zweryfikować powinno się przeszukać tamte lasy w promieniu co najmniej dwóch kilometrów od miejsca domniemanego impaktu tego zagadkowego ciała.

Podejrzewam, że w Polsce mieliśmy więcej przypadków natknięcia się na pwdre ser, tylko że nikomu nie przyszło do głowy, iż jest to coś niezwykłego. Zjawisko to jest podobne do śluzowców - Myxomycota - przedziwnych tworów stojących taksonomicznie na pograniczu dwóch królestw: grzybów - ze względu na postać i wegetatywny sposób rozmnażania się, i zwierząt - ze względu na zdolność do ruchu, aktywne poszukiwanie pokarmu i także generatywny (płciowy) sposób rozmnażania się. Istnieje 700 gatunków śluzowców podzielonych na 3 podklasy. Śluzowce można znaleźć w czasie wilgotnych lat we wszystkich rodzajach lasów - ich kolonie przypominają przeźroczystą, czasami kolorową, lekko opalizującą, obdarzoną zdolnością ruchu galaretę - stąd nazwa. Miałem okazję kilkakrotnie je widzieć w lipcu 1997 i lipcu 2001 roku, kiedy to na Beskidy lały się z nieba potoki wody, a temperatura utrzymywała się w granicach +18...+25oC, co stwarzało im optymalne warunki do rozwoju. Ale właśnie dlatego można je łatwo odróżnić od pwdre ser. Poza tym śluzowce nie wydzielają żadnego paskudnego fetoru...

I jeszcze rzecz ciekawa - pwdre ser nie znaleziono w pobliżu żadnego kręgu czy piktogramu zbożowego, a powinno. Skoro piktogramy wytwarzane są przez UFO - jak wszystko na to wskazuje - to w okolicach, gdzie piktogramy znajduje się najczęściej - w Polsce są to okolice Wylatowa w woj. kujawsko-pomorskim - powinno się znajdywać także i pwdre ser. A może znajdowano, tylko my o tym niczego nie wiemy, bo świadkowie po prostu nie zwrócili nań uwagi? Podejrzewam, że tak właśnie jest. Dlatego też uważam, że należy uczulić ufologów, ich terenowych współpracowników i potencjalnych świadków także i na to zjawisko. Może ono nam powiedzieć więcej o naturze Obcych, niż wszystkie inne informacje razem wzięte. […]

Jordanów, wrzesień 2001 r.

CDN.



[1] Dosł.: „Pwdre ser - gwiezdne śmieci” lub "gwiezdne odchody".
[2] Tematyce „skandynawskiego rakietowego lata ‘46” poświęcona jest moja praca pt. „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe”, Warszawa 2008. Pisałem o niej także w książkach „UFO na granicy” (Kraków 2000) i (wraz z Milošem Jesenským) „WUNDERLAND: Pozaziemskie technologie w Trzeciej Rzeszy” (Ústi nad Labem 1998, Warszawa 2001).
[3] Postaci dojrzałych owadów.