Powered By Blogger

środa, 26 maja 2021

Na progu Nieznanego (3)



 Nierozmienialny „tysiak”

 

Rusłana Kowskaja

 

Pamiętacie epizod z kultowej powieści braci Strugackich Poniedziałek zaczyna się w sobotę, w którym bohater popada w kłopoty z milicją dzięki nierozmienialnej kopiejce? Na pewno wielu z was słyszało legendę o tzw. nierozmienialnym rublu. Mnie w życiu udało się zetknąć się z czymś podobnym!

 

Rzadkie imię

 

Cztery lata temu (2015 r.), ja – studentka V roku nauki w Instytucie Języków Obcych wracałam po wykładach do domu. Szłam i głęboko się zamyśliłam patrząc pod nogi. I naraz zauważyłam jak wśród jesiennych liści błysnął zielenią banknot. Podniosłam go i zaczęłam oglądać. Tysiącrublówka. Na jego skraju, równym pismem, czerwonym tuszem napisano: Dla Rusłany.

Rzecz w tym, że mam na imię Rusłana i bardzo zdziwił mnie taki zbieg okoliczności, bo może imię jest bardzo rzadkie. Pomyślałam: może ktoś postanowił mnie rozbawić? Rozejrzałam się wokół siebie w poszukiwaniu znajomej twarzy, ale nic podejrzanego nie zauważyłam. Zaczęło padać, ludzie się spieszyli, i nikt nie zwracał na mnie uwagi.

Zatrzymałam tego tysiaka dla siebie. Pomyślałam – A co mi tam, czemu miałby przepaść? Kupiłam sobie za niego w kosmetycznym wodę toaletową, o której dawno marzyłam, ale nie mogłam sobie na nią pozwolić z powodu braku finansów. Wtedy wynajmowałam mieszkanie i na wszystkim oszczędzałam, by mieć na czynsz – tak więc rzadko pozwalałam sobie na wydatki.

 

Poprzez 1000 km

 

Wiosną świętowałam swe urodziny. Dostałam od gości prezenty, w tym kopertówki. Jakież to było moje zdziwienie, kiedy w jednej z kopert znalazłam tą samą tysiącrublówkę.

- Dostałam ją jako resztę w supermarkecie i od razu zdecydowałam, że podaruję ją tobie – powiedziała przyjaciółka, od której dostałam tą kopertę.

- No i wróciła do mnie – pomyślałam wtedy.

Tym razem moją cenną imienną tysiącrublówkę wydałam w czasie letniego wyjazdu do Soczi, gdzie pracowałam w dziecięcym wakacyjnym obozie. Wydałam i zapomniałam, a zimą znów w niepojęty sposób wróciła do mnie! Dorabiałam sobie jako korepetytorka języka angielskiego z uczniami w ich domach. i oto pewnego razu ojciec jednego z moich podopiecznych rozliczył się ze mną przy pomocy takiego właśnie, „mojego” tysiaka! Byłam skrajnie zdumiona i zainteresowana, czy nie odpoczywał on w lecie z rodzina na południu. Pokręcił przecząco głową i powiedział, że już od dawna nigdzie nie jeździł. Przyjrzałam się dokładnie banknotowi: nie było żadnych wątpliwości – to była dokładnie ta sama tysiącrublówka! Po prostu niewiarygodne! Ona wróciła do mnie pokonując tysiąc kilometrów! Wtedy zdecydowałam, że nie będę jej wydawać i pozostawię ją sobie na pamiątkę.

 

Na przedniej szybie

 

Upłynął rok, kiedy byłam odwiedzić przyjaciółkę, do mieszkania, które zajmowałam włamali się złodzieje. Oni zabrali stareńki laptop, aparat fotograficzny i nawet kuchenkę mikrofalową. Rzecz jasna zabrali też wszystkie pieniądze, jakie miałam, i oczywiście mojego tysiaka. Niestety, nie udało się złapać tych złoczyńców.

Wkrótce zdecydowałam się pojechać do Moskwy. Mieszkała tam moja siostra-bliźniaczka, która od dawna zapraszała mnie do siebie. Pomogła mi zaczepić się w biurze tłumaczeń. Pracy było dużo, płacili za nią całkiem przyzwoicie, dlatego też w ciągu roku spełniłam swoje marzenie i wzięłam kredyt na zakup samochodu. I tak oto, zupełnie niedawno, po pełnym pracy dniu, siadam za kierownicę i widzę – na szybie, pod wycieraczką znajduje się jakiś papierek. Okazało się, że była to znajoma tysiącrublówka z podpisem Dla Rusłany. Nie wierzyłam własnym oczom!

Ciekawa jestem, jak długo nie będzie się ze mną rozstawać mój nierozmienialny tysiak? Chociaż jestem pewna, że jak jego kiedyś tam wydam, to on i tak do mnie wróci…

 

Źródło: Niewydumannyje Istorii, nr 52/2019, s.18

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 25 maja 2021

Czerwony alarm dla Gomy

 


Kilka dni temu nastąpiła potężna erupcja wulkanu Nyiragongo (3470 m n.p.m.) w paśmie górskim Wirunga, w Demokratycznej Republice Konga. Pisze o tym Marzena Rabczewska na swym blogu:

 

Zabici i zaginieni po erupcji wulkanu w DRK

 

Turyści, którzy byli w pobliżu krateru, kiedy wybuchł wulkan Nyiragongo w Demokratycznej Republice Konga, są bezpieczni – poinformował w niedzielę Kongijski Instytut Ochrony Przyrody (ICCN). Instytut dodał, że rzadkie goryle górskie w Parku Narodowym Virunga nie były zagrożone erupcją.

- Turyści, którzy w trakcie erupcji byli w pobliżu krateru, są cali i zdrowi – poinformował na Twitterze instytut nadzorujący rezerwat dzikiej przyrody, nie wskazując ich liczby ani narodowości. Park, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, obejmuje 600 tys. hektarów (tropikalnego lasu deszczowego, w którym żyje największa na świecie populacja wschodnich goryli nizinnych.

Wulkan Nyiragongo, którego zbocza dominują nad miastem Goma i jeziorem Kivu, wybuchł niespodziewanie w sobotni wieczór (22.V), wywołując panikę wśród tysięcy mieszkańców.

Wielka rzeka stopionej lawy zatrzymała się w niedzielę na obrzeżach Gomy, oszczędzając miasto.

Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci (UNICEF) poinformował w niedzielę, że w wyniku chaosu powstało po erupcji wulkanu zaginęło kilkadziesiąt dzieci. Organizacja podała, że ponad 150 osób zostało oddzielonych od swoich rodzin podczas wielkiej ucieczki z Gomy, a około 170 uznano za zaginione.

Około 8 000 osób przybyło do Rwandy z Demokratycznej Republiki Konga (DRK), szukając schronienia po erupcji wulkanu – poinformowało w niedzielę Ministerstwo Zarządzania Kryzysowego Rwandy. - Dziś rano, po zatrzymaniu wypływu lawy z wulkanu Nyiragongo, większość ewakuowanych do Rubavu wraca do domu. Granicę z Rwandą przekroczyło zeszłej nocy około 8000 ludzi – podało ministerstwo na swoim oficjalnym koncie na Twitterze.

 





Aktywność wulkanu

 

Według rzecznika Norweskiej Rady ds. Uchodźców (NRC), tysiące mieszkańców Gomy spędziło noc pod gołym niebem po sobotniej erupcji wulkanu.

- Nie było wielkiej paniki, ale ludzie są naprawdę zmartwieni – oświadczył Tom Peyre-Costa, rzecznik Rady ds. Afryki Zachodniej i Środkowej.

- Ewakuowani najpierw udali się w kierunku Rwandy – oświadczył Peyre-Costa w wywiadzie dla CNN. Granica została zamknięta, więc wrócili do Gomy i udali się na północ od miasta. Peyre-Costa zamieścił na Twitterze film przedstawiający ludzi opuszczających miasto.

- Wszędzie w mieście widać było ludzi błąkających się ze swoim dobytkiem, swoimi dziećmi, nawet kozami i wszystkim, co byli w stanie złapać. Większość z nich po prostu siedzi na chodniku i czeka na powrót – dodał.

- Ci, którzy zgodzili się na powrót, zastali zniszczone domy, brak wody i prądu – informuje UNICEF. Agencja planuje wysłać w ten rejon zespół do pracy nad ograniczeniem rozprzestrzeniania się cholery. We współpracy z lokalnymi władzami kongijskimi tworzy również dwa ośrodki tranzytowe dla dzieci pozostawionych bez opieki i odseparowanych od rodziców.

Agencja Associated Press pisze o śmierci co najmniej 15 osób, w tym czterech, które zginęły podczas wybuchu paniki po erupcji wulkanu.

- Czterech więźniów zginęło również podczas próby ucieczki z więzienia Camp Munzenze – powiedział rzecznik rządu Patrick Muyaya. Dodał, że więźniowie - próbowali uciec i starli się ze strażnikami.

Muyaya powiedział, że w niedzielę zginęły kolejne dwie osoby, ale nie wyjaśnił okoliczności ich śmierci. Według szacunków NRC, sześćset domów wokół Gomy zostało zniszczonych, w tym pięć szkół.

- Wydaje się, że erupcja wulkanu ustąpiła – zauważa obserwatorium wulkanu Goma, które bada wulkan. Władze miasta uruchomiły plan ewakuacji jako środek ostrożności.

- Przyjechaliśmy szybko, nie spodziewaliśmy się takich rzeczy, które właśnie nam się przydarzyły – powiedział CNN w Buhene, dzielnicy na północ od Gomy, Theophile Tulinabo, mieszkaniec, który uciekł ze swojego domu po wybuchu. - A gdzie teraz będziemy mieszkać? W tej chwili nie wiemy – dodał.

Region Goma to strefa wzmożonej aktywności sejsmicznej, z sześcioma wulkanami, w tym Nyiragongo i Nyamuragira, które wznoszą się odpowiednio 3470 i 3058 metrów nad poziomem morza. Erupcje są częste, nie tylko z kraterów, ale także po bokach wulkanów.

Poprzednia erupcja wulkanu miała miejsce 17 stycznia 2002 r., kiedy chmura popiołu wzbiła się na wysokość 3 kilometrów i wyrzucił od 15 do 25 mln metrów sześciennych lawy w kierunku Gomy. Ponad 100 osób zginęło, a część miasta została zniszczona. Lawa zdewastowała 14 tys. budynku, pozostawiając bez dachu nad głową 130 tys. osób.

Według szacunków niektórych naukowców w styczniu 1977 r. w następstwie erupcji zginęło od 600 do 2000 osób. Wybuch był tak intensywny, że strumień lawy dotarł do miasta w ciągu pół godziny, zupełnie zaskakując okolicznych mieszkańców.

 




Moje 3 grosze

 

Dlaczego mnie ten wulkan tak zajmuje? Jeszcze będąc uczniem w podstawówce przeczytałem książkę belgijskiego wulkanologa polsko-tatarskiego pochodzenia Harouna Tazieffa (1914-1998) pt. „Kratery w płomieniach” i obejrzałem jego film pt. „Spotkanie z diabłem” – jeszcze z lat 60-tych (polecam!). I książka i film były zrobione m.in. w DRK, gdzie autor w latach 50. badał wulkany Nyiragongo, Nyamuragira i obecnie wygasły zupełnie Kituro (1860 m), którego powstanie i rozwój obserwował on od marca do lipca 1948.

Wulkan Nyiragongo posiada pewną osobliwość, a mianowicie – otwarte jezioro lawy w kalderze swego krateru, które jest widoczne z Kosmosu. Tylko kilka wulkanów może się pochwalić czymś takim – m.in.:

·        Kilauea na Hawajach,

·        Erebus na Antarktydzie,

·        Erta Ale w Etiopii,

·        Villarrica w Chile,

·        Marum na Vanuatu i…

·        …Masai w Nikaragui.

Jezioro to znajduje się na dnie kaldery wulkanicznej i cały czas emituje ono ekshalacje lawowe – tlenki siarki, dwutlenek węgla i halogenki.

Wulkany te znajdują się wzdłuż szczeliny, która w przyszłości spowoduje rozpad kontynentu afrykańskiego wzdłuż Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Za kilka czy kilkanaście milionów lat będzie tam morze…   

 

Źródło: AFP/CNN

poniedziałek, 24 maja 2021

Na progu Nieznanego (2)

 


Nawiedzony most

 

To wydarzyło się w noc Kupały (21.VI) jakieś dwadzieścia lat temu. Przyjechałem wtedy do swej wioski by odwiedzić staruszków i nieoczekiwanie spotkałem się z moimi szkolnymi kolegami z dzieciństwa. Nasza wioska niczym się nie wyróżnia. Kiedyś był tam kołchoz, ale padł. Teraz w wiosce mieszkają tylko staruszkowie, młodzi się porozjeżdżali…

 

Przyjaciele z dzieciństwa

 

Spotkanie z przyjaciółmi z dzieciństwa była niespodziewane i burzliwe. A że jeden z nas miał 6 lipca urodziny. Na obrzeżu wioski znajdował się porzucony szkolny sad, w którym zbieraliśmy się całą „bandą”. Tam też postanowiliśmy uczcić urodziny. Przytaszczyliśmy kocioł, zorganizowaliśmy stół, wino, no i się zaczęło…

Była już późna noc, kiedy skończyły się hałasy imprezki, i wraz z kumplem postanowiliśmy się przewietrzyć. Poszliśmy ku torom kolejowym i cicho podeszliśmy do mostu, pod którym płynęła głęboka rzeka o czystych wodach. Szliśmy sobie powoli, nie spiesząc się, gadając o tym i owym, wspominaliśmy dzieciństwo i o czymś tam spieraliśmy się.

Podeszliśmy do mostu i zwróciłem uwagę na niezwykłe zjawisko: rzeka było podświetlona od spodu. Na szlaku noc, a pod wodą bardzo dobrze widać dno z każdym kamuszkiem, z gęstą roślinnością kołyszącą się zgodnie z prądem wody. I całe to podwodne piękno tak nas mamiło, że pojawiła się u nas chętka wykąpania się.

 


Zamurowani Niemcy

 

No i to bajkowe widowisko naraz się skończyło, kiedy kolega przywrócił mnie do rzeczywistości kuksańcem i krzykami. Okazało się, że już wtedy przechodziłem przez ogrodzenie. Otrzeźwiałem i poczułem jakby chłodny wiatr. Kiedy próbowałem mu wyjaśnić i wskazałem mu wodę, to zamiast rozświetlonej wody i dna zobaczyłem tylko ciemność wionącą chłodem. Na powierzchni czarnej wody widziałem tylko złowieszczo kołyszący się szlak księżyca…

Zrobiło się strasznie. Błyskawicznie otrzeźwieliśmy i zeszliśmy z mostu. Co ze mną było – tego nie wiem. Może to było jakieś czasowe pomieszanie, chociaż z psychiką nigdy nie miałem problemów. A może to był jakiś wpływ nieczystych sił?

W dzieciństwie słyszałem od staruszków mnóstwo bajek o tym, że to jest niedobre miejsce. Wszak ten most budowali niemieccy jeńcy wojenni. Chodziły pogłoski, że zmarłych od chorób i głodu budowniczych po prostu zamurowywano w konstrukcji mostu, żeby nie tracić czasu na ich chowanie. W cuda nie wierzę, ale czy w słowach staruszków nie było części prawdy?

 

Siergiej z Samary

 

Źródło – Tajny XX wieka nr 7/2020, s. 25

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

 

niedziela, 23 maja 2021

U progu Nieznanego (1)

 


Leśne duchy


Jewgienij Mosołow

 

Ten, kto często bywa w prawdziwie dziewiczym lesie, zgodzi się ze mną – czuje się w nim jakaś tajemnicza siła. Las może zażartować. Las może przestraszyć. A może także prawdziwie nastraszyć. Wprawdzie duch lasu jest bezsilny wobec buldożerów i całej techniki, ale z pojedynczymi naruszycielami spokoju potrafi się rozprawić. Opowiem o kilku zdarzeniach, o których słyszałem od mojej znajomej o imieniu Swietłana.

 

Powrót do domu

 

Dzieciństwo Swietłany przebiegało w Rżewskim Rejonie Obwodu Swierdłowskiego (Syberia Zachodnia). Lasów tam dużo i miejscowa dzieciarnia przez całe lato bawiła się w Naturze. Zabłądzić się nie bały, a to dlatego, że wieśniacy od małego wiedzą jak dać sobie radę w lasach i okolice znają jak swoją własną kieszeń. Poza tym nigdy nie chodzili w pojedynkę.

Był, a jakże, pewien obszar lasu, który cieszył się złą sławą. Był tam gęsty podszyt i światła niewiele. No i krążyły różne plotki o ludziach, którzy tam zbłądzili.

Pewnego razu Swietłana z przyjaciółmi wracała do domu znad rzeczki. Szli przez las, po wąskiej ścieżce. Było już późno – już się ściemniało. Dźwięki lasu powoli cichły. Leśny narodek gotował się do nocnego życia.

 

Krzak, który ożył

 

Droga do wsi była niedaleka, ale jak raz przebiegała koło tego nieprzyjemnego obszaru lasu. Ale kompania była dość duża – sześcioro czy siedmioro dziewczynek i chłopców. Nie było bojno! Dzieci rozgadały się nie na żarty. Głośno krzyczały, śmiały się, skacząc wesoło po ścieżce. Uderzały kijami w rosnące obok niej krzaki wyrastające z trawy.

I tak hałasując grupka dzieci pokonała już połowę drogi. Biegnąca im pod nogami ścieżynka omijała stojący im na drodze krzak. Nie odróżniał się niczym od tych, których rosło tam bez liku. Ale kiedy dzieci zrównały się z nim, krzak naraz ożył!

Zamarłe z zaskoczenia, dzieciaki wytrzeszczyły oczy i ujrzały, jak liście zatrzęsły się naraz jednocześnie. Z takim dziwnym zjawiskiem, że liście zadzwoniły jak tysiące małych dzwoneczków, się jeszcze nie spotkały! I to w całkowicie bezwietrzny wieczór!

Kiedy opadło pierwsze wrażenie, cała kompania rzuciła się do ucieczki. Pełnym gazem i w milczeniu pognały do swej wioski. I chociaż w rzeczywistości nic strasznego tam nie ujrzały, ale hałasować przestały i wybiegły z lasu w mgnieniu oka. Być może to jakiś chochlik z lekka postraszył dzieci. Jak widać nie wolno zakłócać spokoju mieszkańców lasu i tak to się zdarzyło…

 


Zastygły olbrzym

 

Drugie spotkanie z Niewyjaśnionym w tym samym lesie zdarzyło się Swietłanie o wiele później, kiedy ona już dorosła. Wracała ona z psem (mieszańcem boksera z dobermanem) ze spaceru po lesie. Naraz pies zaszczekał i rzucił się w stronę gęstwiny, w którą wpadł i zaczął głośno ujadać. Na wszelkie wołania Swietłany w ogóle nie reagował.

Tak więc przyszło jej iść za psem przedzierając się przez gęsty zagajnik. Naraz wyszła na niewielką polankę i stanęła w stuporze. Jej pies obszczekiwał stojącego na środku polanki… półnagiego olbrzyma!

Chłop miał ponad 2 metry wzrostu stał wyprostowany i nieruchomy. Z nieporuszoną twarzą patrzył wprost przed siebie nie zwracając najmniejszej uwagi na pojawiającą się z gęstwiny krzaków kobietę, ani na szczekającego u jego bosych stóp dużego psa. Nieznajomy olbrzym był odziany jedynie w rodzaj szerokich spodni, które dochodziły do kostek. Przezwyciężając strach, Swietłana powoli zbliżała się do nieruchomego jak jakaś figura mężczyzny. Złapała psa za obrożę i pociągnęła za sobą.

Nie wytrzymała i obejrzała się. Skamieniały mężczyzna stał jak stał na swoim miejscu. Nawet głową nie ruszył, jakby nie był żywym w ogóle… Swietłana nie spotkała kogoś takiego ani przed ani po tym spotkaniu w lesie. Jej znajomi także. Kimże on był? I czy to w ogóle był człowiek? Te pytania nadal pozostają bez odpowiedzi…

 

Źródło – Tajny XX wieka, nr 7/2020, s. 24

Przekład z rosyjskiego i zdjęcia - ©R.K.F. Leśniakiewicz  

sobota, 22 maja 2021

Przybysze z Czasu

 


Jaroslav Mareš

 

Artefaktów znalezionych w dawnych warstwach geologicznych jest tak dużo, że można by o nich napisać całą książkę[1], np. jak to zrobili Michael A. Cremo i Richard L. Thompson – „Tajna historia Ludzkości”, „Ukryta historia rasy ludzkiej”.

I tak w Szkocji znaleziono w warstwach z Dewonu w wieku 360-400 MA temu oryginalny żelazny gwóźdź, a w Anglii złoty drut w warstwach z Dolnego Karbonu, czyli sprzed 320-360 MA. Do tego, by wyjaśnić takie znaleziska, człowiek musiałby znać wszystkie okoliczności jego powstania, by wykluczyć możliwość oszustwa. Poza tym publikacje te są przepisywane z jednej publikacji do drugiej, i czytelnicy je znają. Jednakże te znaleziska były dokładnie zbadane przez naukowców i dlatego należy się im szczególna uwaga.

W 1968 roku, Y. Druet i H. Salfati ogłosili, że znaleziono kilka metalowych rurek o półeliptycznym przekroju. Wszystkie miały taki sam kształt, ale różniły się wielkością. Pochodziły z kredowych warstw w Saint-Jean de Livet we Francji, których wiek wynosił co najmniej 65 MA. Druet z Salfatim przeanalizowali kilka hipotez, ale eliminowali je jedna po drugiej. Na koniec ogłosili, że jedynym możliwym wyjaśnieniem tego znaleziska jest założenie, że na naszej planecie 65 MA temu istniały inteligentne istoty.  

A podróże w Czasie? Odwiedziny naszych potomków z Przyszłości, wyprawy uczonych i studentów, by na własne oczy zobaczyli jak wyglądało dawne życie na Ziemi? Czyż przez przypadek pozostawiali oni różne przedmioty, które obecnym zagadkologom spędzają sen z powiek?

 





Ślady człowieka?

 

To znalezisko dodało nowe argumenty kreacjonistom, którzy już dawno twierdzili, że ludzie zamieszkiwali Ziemię wraz z dinozaurami. Dowodem na to były dziwne ślady znalezione w okolicy Paluxy Creek, TX. Chodzi tu o ślady kilku wielkich dinozaurów, które krzyżują się ze śladami podobnymi do ludzkich z tym, że są płaskie. Ten, który je pozostawił przed dziesiątkami milionów lat odciskając w miękkiej glebie, miał platfusy, opierał się o ziemię całą stopą – od palców do pięty. Tak właśnie poruszały się drapieżne dinozaury, podobnych śladów było znalezionych wiele i w różnych okresach geologicznych. Natomiast te były blisko siebie i wskazywały na to, że nie był to przypadek. Szczególnie odległość pomiędzy palcami a piętą była o wiele większa, niż w cytowanym przykładzie. Ten, który zostawił te ślady szedł pewnym, długim krokiem zaś trop wiódł linią prostą. Ślady pochodziły z formacji Glen Rose, TX (N 32°14’11” – W 097°45’20”) z początku Górnej Kredy, czyli jakieś 111 MA temu.

Długość śladu wynosiła 45-50 cm i wskazywała na istotę większą od człowieka. Jednakże różnił je od ludzkich jeden szczegół – były one trójpalczaste. A zatem wskazują one na pewien gatunek dinozaura, który jest jak dotąd zupełnie nieznany z braku pozostałości kostnych.

Cała historia wokół tych zagadkowych śladów zaczęła się w 1908 roku, kiedy krótkiej burzy która przeleciała nad Paluxy River pojawiły się nagle w skalnej caliźnie pod zmytym osadem bardzo dziwne, skamieniałe ślady. Na przestrzeni tysiąca metrów krzyżowały się tropy różnych dinozaurów. jednak te ciągnęły się jak po sznurku w jednym kierunku. Ustalono potem, że skalny podkład, w którym były one odciśnięte, był onegdaj brzegiem bagnistej laguny.

Dziwne tropy wzbudziły natychmiast niesamowitą sensację tak wielką, że ich odlewy były sprzedawane jako suweniry dla turystów. W 1938 roku jeden taki odlew zakupił w miejscowym sklepiku w miasteczku Gallup, NM, paleontolog z Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku – Roland Bird, a jego dziwność skierowała go do dokładnego przeszukania tej okolicy. Po jego ukończeniu oznaczył te ślady jako tajemnicze i przyznał, że nie ma pojęcia, jak one powstały. Do tego Bird był największym światowym ekspertem od śladów dinozaurów, i na badaniu bogatej w ślady lokalizacji Paluxy River strawił wiele lat na poszukiwaniach nowych śladów dinozaurów. Podniecony rozpaczliwymi poszukiwaniami Birda, kreacjonista Clifford Burdick w roku 1950 ogłosił, że te ludzkie ślady, jak je nazwał, są jasnym dowodem na to, że ludzie i dinozaury żyli obok siebie na tamtym terenie.

Podobne stanowisko wyraził w swej książce z 1980 roku pt. „Na śladach niesamowitych dinozaurów i ludzi, którzy je znali” John Morris. Niektórzy kreacjoniści rozwiązali problem trójpalczastych śladów tym, że część z nich postanowiła zmienić swe trójpalczaste stopy na pięciopalczaste, co im nieodwracalnie zaszkodziło. Z tego względu, że od czasu do czasu w czasopismach pojawiają się materiały na temat równoległego życia ze sobą ludzi z dinozaurami, postanowiłem w czasie mego pobytu w Kanadzie zająć się tym zagadnieniem. Na własne oczy się przekonałem, że chodzi tu o ślady mniejszych dinozaurów.

 





A zatem dinozaury, ale…

 

Na temat tej historii jasno się wypowiedział Glen Kuban – biolog z University of Wooster, OH, który w 1982 roku pojechał na te miejsca i dokonał drobiazgowych badań  i pomiarów tych tajemniczych śladów. Stwierdził on, że ślady te mają poza trzema palcami i inne charakterystyki, które różnią je od śladów ludzkich. Na jednym z sympozjów stwierdził on, że twórcą tych śladów jest mały dinozaur nieznanego gatunku. Jego argumenty były na tyle mocne,  że przekonały nawet kreacjonistów i ich przedstawicie odwołał twierdzenie o ludziach żyjących w tym samym czasie, co one.

Ale to wcale nie wyjaśniło zagadki. Przeniesiono ją tylko na inny poziom. W tym czasie, w popularnej i specjalistycznej prasie była szeroko opublikowana rekonstrukcja inteligentnego dinozauraDinozauroida, wykonana przez kanadyjskiego paleontologa Dale Russela i rzeźbiarza Rona Sequina, a stanowiącą ekstrapolację rozwoju mniejszego, drapieżnego dinozaura z gatunku Troodon.  Odbywały się konferencje naukowe na temat, jakby wyglądały takie Dinozauroidy, gdyby miały dość czasu na rozwój. Niektórzy paleontologowie skłaniający się do przeświadczenia, że dinozaury naczelne istniały naprawdę, a my jeszcze nie byliśmy w stanie znaleźć skamielin po nich, do końca spekulowali, jak też one wyglądały.

Niestety, póki nie ma dostatecznie pewnych dowodów na Ich istnienie. Podobnie jest z poszukiwaniami ludzi w odległych epokach geologicznych. Istnieje kilka hipotez, które wyjaśniają te osobliwości, o których powyżej, ale jedna jest bardziej fantastyczna od drugiej…

 



Dinozauroidzi… ale jak by przeżył człowiek?

 

Na podstawie ostatnich odkryć paleontologicznych i biochemicznych można uważać za udowodnione, że ludzie nie powstali na jednym miejscu, jak to się kiedyś zakładało, ale że różne odmiany gatunku Homo powstawały niezależnie od siebie, co najmniej w dwóch odległych od siebie lokalizacjach – Afryka i Azja Pd.-Wsch. Także czas powstania pierwszych form hominidów nieustannie przesuwa się do coraz głębszej Przeszłości.

Zwolennicy istnienia człowieka przez dziesiątkami a może nawet setkami milionów lat, argumentują to tym, że może chodzić o historycznie pierwszy prąd w historii człowieka, który po długim czasie doczekał się swych naśladowców. Przywołują oni jako dowód różne legendy występujące na całym świecie – od Azteków na Zachodzie aż po Chińczyków i Tybetańczyków na Wschodzie – że Ziemia była zamieszkaną przez inteligentne istoty w kilku etapach – najczęściej mówi się o pięciu - na ich końcach zawsze cywilizacje te znikały, a potem niezależnie od nich powstawały nowe.

Jednak te poglądy nie wytrzymują krytyki. Człowiek jako ssak nie mógł powstać w czasie, gdy ssaki przez wiele dziesiątków milionów lat w erze dzierżenia władzy przez dinozaury, żyły na skraju ich głównego prądu rozwojowego w małych prymitywnych formach. Rozwój różnych grup zwierząt i człowieka należy zawsze dowieść odpowiednim paleontologicznym materiałem, a że są w nim jeszcze ogromne luki i znamy zaledwie małą część gatunków żywych, które zamieszkiwały naszą planetę w czasie jej długiej historii. Czym innym jednak byłoby założenie istnienia pradawnych, rozwiniętych, ludzkich cywilizacji w okresie przez 10-20 tys. lat. To stanowi pewne wyjaśnienie anomalii, o których w tym artykule jeszcze nie mówiliśmy.

 



Pradawne cywilizacje nieludzkie

 

Inną hipotezą jest, że te pradawne cywilizacje – o których mówią stare legendy – nie były cywilizacjami ludzkimi.

I choć jest to mało prawdopodobne, nie da się tego odrzucić całkowicie. Rozwój przebiega szybkimi skokami i przez długi okres czasu utrzymuje zrównoważony stan. Inteligentna forma może wyniknąć bardzo szybko w wielu różnych grupach, nawet między płazami. Przy tak szybkim rozwoju trwającym 1-2 MA nie musimy nawet jej zarejestrować w zapisie kopalnym. Morfologiczną konwergencję, która przysposabia kształty zwierzęcia do idealnego przystosowania do warunków środowiskowych dochodzi wtedy, gdy stworzenia z różnych grup żyjących w ten sam sposób są podobne do siebie.[2]

Najlepszymi kandydatami do wytworzenia formy inteligentnej są (a raczej były) dinozaury – szczytowe istoty w dziejach naszej planety, które przyhamowały swój rozwój[3] i dzięki temu rozwój człowieka ruszył do przodu po 150 MA od zastopowania linii gadów ssakokształtnych. Kto wie, czego dowiemy się w ciągu następnych stu lat!

 


Odwiedziny z Kosmosu i spoza Czasu

 

Najbardziej ulubionym sposobem wyjaśnienia podobnych czasowych anomalii są odwiedziny Pozaziemian. Nie chcę w tym kierunku robić konkurencję panu Dänikenowi, ale uważam za możliwe, że w swej historii Ziemia była odwiedzana przez Kosmitów.  Życie ma najróżniejsze formy, jest nieskończenie plastyczne i dające się przystosować do wszelkich warunków i jest rozsiane po całym Kosmosie. Wszakże na naszej planecie istnieją w głębinach Wszechoceanu przy podwodnych wulkanach i źródłach geotermalnych wielkie grupy zwierząt nie wykorzystujących tlen, ale metan i związki siarki. A wodę odkryto nie tylko na Marsie, ale i na Księżycu. Innym zagadnieniem jest owszem to, czy Kosmici w czasie swych odwiedzin gubiliby zwyczajne gwoździe czy przechadzaliby się w butach podobnych do naszych wyprodukowanych w latach 20.?

A podróże w Czasie? Odwiedziny naszych Potomków z Przyszłości, wyprawy uczonych i studentów by na własne oczy zobaczyli, jak to się onegdaj żyło na Ziemi? I czy ktoś nie zgubił w czasie tych wycieczek czegoś, co potem zagadkologom nie daje spać? A może zrobili to celowo, aby nam dać do myślenia? I chociaż to brzmi fantastycznie, to niektórzy współcześni fizycy teoretyczni nie odrzucają możliwości podróżowania w Czasie i uważają je za bardzo realne.    

Jak widać, hipotez jest dosyć. Wystarczy sobie jakąś wybrać…

 

Moje 3 grosze

 

Osobiście uważam, że jak zwykle prawda jest gdzieś pośrodku, a zatem mogły istnieć kwitnące starożytne cywilizacje: Atlantyka, Atlantyda, Mu, Lanka, itd. itp. mogły one być odwiedzane przez Kosmitów, którzy przypałętali się do nas z otchłani Kosmosu na nasze galaktyczne zadupie. Prawdopodobieństwo takich wizyt jest nikłe ze względu na kosmiczne odległości i położenie Układu Słonecznego, ale większe od zera i nie można odrzucić tej hipotezy.

Ziemia może być także odwiedzana przez Przybyszów Spoza Czasu. Oczywiście Ziemian z odległej Przyszłości albo… Przeszłości. Mogą to być nawet Dinozauroidzi, którzy opanowali technikę chronomocji i uciekli przez asteroidowym holokaustem. Dokąd? Najpewniej w czasy przed Ziemią-śnieżką czyli do Tonu: 1 GA – 800 MA temu, a zatem przed zlodowaceniami Kriogenu, bo tylko tak mogli ukryć swą obecność na Ziemi, a to jest przestrzeń czasowa długa na 200 MA, czyli o wiele więcej, niż liczył to sobie cały Mezozoik rozległy na 186 MA...

I wreszcie trzecia możliwość – spotkania Przybyszów Spoza Czasu z Przybyszami z Kosmosu. Brzmi dziwnie – a wcale nie, bo wyobraźmy sobie, że Ludzkość ma możliwość odbywania podróży w Czasie i pewnego dnia stwierdza, że poza nami na naszej planecie dochodziło do lądowań obcych statków kosmicznych. Wysyła się więc czasoloty w te punkty historii i tam właśnie – w przepaściach Czasu – dochodzi do Spotkań Ziemian z dalekiej Przyszłości z Istotami Pozaziemskimi. I jak to brzmi? O wiele realniej, niż się to na pierwszy rzut oka wydaje! I stąd właśnie biorą się te wszystkie dziwne artefakty, o których pisał M. Cremo. Stąd właśnie te wszystkie dziwne legendy z każdego ludu i narodu Ziemi.[4]

I tak należałoby patrzeć na ten problem.

 

Źródło – „Záhady života” nr 8/2027, ss. 18-21

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

 

         



[1] Tu i dalej podkreślenia autora.

[2] Np. rekin (ryba) Ichtiozaur (gad) i delfin (ssak). Ich wygląd jest bardzo podobny, ale został wymuszony przez przebywanie w środowisku wodnym…       

[3] Właściwie którym przyhamowano rozwój poprzez upadek asteroidy Chicxulub i inne katastrofy ekologiczne.

[4] Zob. R. Leśniakiewicz – „UFO i Czas”, Tolkmicko 2011.