Powered By Blogger

wtorek, 23 czerwca 2026

Tajemnice Mariańskiej Czeladzi: Klasztor, w którym biali mnisi zniknęli pod ziemią

 


 

František Kovár

 

Mariánska Čeľaď  (Máriacsalád), ukryta w cichych lasach pomiędzy Podhájską a Veľkými Łowcami, to jedna z najbardziej spektakularnych, a zarazem najciemniejszych ruin na Słowacji. Niegdyś obfity klasztorny kompleks zakonu Paulinów - jedyny oryginalny węgierski zakon - przekształcił się w ciche rumowisko, który oddycha tajemnicą przez wieków. Opowieści o tym miejscu poruszają się na cienkiej linii pomiędzy rzeczywistością historyczną, folklorem i czystą mistyką, wciąż fascynują badaczy tajemniczości

 

Legenda o białych mnichach i zaginionych dziewczynach

 

Najbardziej znana i najbardziej przerażająca opowieść związana z Mariánską Czeladzią mówi o dziwnych zachowaniu lokalnych mnichów. Paulini nosili charakterystyczne białe habity z kapturem, przez co nazywano ich w okolicy „białymi mnichami”. Do tego zakonu często wchodzili drugorzędni lub bastardowie z rodów szlacheckich, którzy wnieśli ze sobą doczesne przyzwyczajenia i dumę. Według folkloru miejscowi mieszkańcy mnichów nie byli zbyt pobożni. W okolicznych wsiach młode dziewczyny i kobiety zaczęły tajemniczo znikać. Chýryas powiedział, że biali mnisi byli poddani grzesznym namiętnościom, porywali dziewczęta do klasztoru podziemnymi korytarzami.

Rzeczywistość historyczna daje jednak też inne, nie mniej dramatyczne wyjaśnienie. Okoliczne gęste lasy pełne były wówczas band wojowniczych - najbardziej znana była grupa przerażonego wojownika Klokocza, po którym jeden z pobliskich wąwozów nazywany jest jeszcze Klokočov jarok. Mówi się, że to były oszołomy, którzy przebrali się w białe szaty klasztorne, aby ułatwić swoje zbrodnie i obwiniać tych, których sami się bali lub chcieli skrzywdzić.

 

Labirynt ukryty pod ziemią

 

Z obecnością wojowników i samych zakonników ściśle związana jest największa zagadka archeologiczno-budowlana Marianskiej Czelady - rozległa sieć podziemnych korytarzy. Klasztor miał częściowo ufortyfikowany charakter, co było istotne zwłaszcza w czasie najazdów osmańskich w XVI i XVII stuleciu, kiedy mnisi musieli chociaż na chwilę opuścić kompleks.

Podziemne katakumby służyły jako drogi ucieczki i kryjówki dla skarbów. Według legend korytarze te były tak przestronne, że mógł przez nie przejechać jeździec, a nawet cały wóz, a mogły prowadzić do pobliskich miejscowości lub bardziej odległych obozów. W okolicznych lasach i polach do dziś pojawiają się tajemnicze dziury w ziemi, co świadczy o tym, że pod powierzchnią znajdują się stare przejścia i korytarze, choć ich dokładny zakres nigdy nie został w pełni poznany. Ponadto samych mnichów trzeba było pochować pod ziemią, a po kasacie zakonu przez  Józefa II w 1786 roku, według ustnego podania, należało tu ukryć cenne archiwum klasztorne.

 

Elitarny cel dla łowców duchów

 

Mariánska Čeľaď przeszła do historii po odejściu mnichów. Służyła jako polowy  lazaret w czasie wojen napoleońskich, później spłonęła po uderzeniu pioruna, a w XX wieku na przestrzeni stulecia jego lokale zamieniły się w własność państwową, szkołę, a nawet mieszkania. Od lat 70. przez lata pozostali ostatni stali mieszkańcy, miejsce zaczęło pustoszeć i stało się poszukiwanym celem dla poszukiwaczy zjawisk paranormalnych (fenomenów ψ).

Dziś to miejsce ma dość szczególny status w społeczności łowców duchów i jest uważane za jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc na naszej mapie tajemnic. Ruiny klasztoru to dosłownie magnes na nocne wyprawy. Różne zespoły śledcze zebrały tutaj przez lata wiele materiałów, które budzą szacunek w kręgach miłośników nadprzyrodzonych. Na terenie dawnego kościoła i ciemnych, w połowie rozłożonych piwnic monitorowanych przez łowców duchów wrażliwymi urządzeniami, zaskakująco często doświadczają nietypowych anomalii.

Naukowcy zdołali udokumentować silne wahania elektromagnetyczne w miejscach, w których nie powstaje prąd, anomalie te często odpowiadają bezpośrednio na zadawane pytania. Wiele ścieżek dźwiękowych pozostało odizolowanych na nagraniach EVP – od szeptów i głębokich męskich głosów komunikujących się w starych językach (głosy Jurgensona). Oprócz klasycznych kul świetlnych (orbów) na zdjęciach udało się uchwycić również różne mgliste zjawiska, niejasne zarysy przypominające sylwetki w siedliskach mnichów czy dziwne cienie poruszające się niezależnie od prawdziwego źródła światła.

 

Duchy i dzwony o północy

 

Odwiedzający, którzy nocują w ruinach często opisują intensywne, niewyjaśnione zjawiska akustyczne. Mówią o odgłosach ciężkich kroków w miejscach, gdzie długo nie ma podłogi, ciche śpiewy czy modlitwy unoszące się z miejsc, gdzie kiedyś znajdował się ołtarz wspaniałego kościoła dwuwieżowego. Wśród najbardziej znanych współczesnych zjawisk jest tzw. legenda o dzwonach północnych stycznia - choć wieże kościelne już nie stoją i dzwony zostały im odebrane, to w ciche, mroźne noce, ich odległe, cudowne bicie podobno słychać z głębi lasu.

 

Wniosek

 

Dla każdego, kto próbuje odsłonić zasłonę pomiędzy naszym światem a tym, co nas przerasta, Mariánska Čeľaď to miejsce, gdzie ta granica jest niesamowicie cienka. Atmosfera, która panuje tam nocą, gdy otaczający las milczy, potwierdza tylko, że stare mury klasztoru niosą mocny energetyczny ślad przeszłości. Każdy upadły kamień i tajemniczy cień w ogrodzie Edenu opowiada historię, która wciąż czeka na pełne zrozumienie.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz