Powered By Blogger

czwartek, 12 lipca 2018

Sfałszowanie lądowania na Księżycu było niemożliwe!




Matthew Richardson


- a oto dlaczego…

Oh, to lądowanie na Księżycu… - toż to jedna z najbardziej spektakularnych teorii spiskowych! Pomimo przeważających dowodów zebranych i sprawdzonych w czasie ostatnich 50 lat, niektórzy ludzie wciąż daliby się zabić za to, że całe to wydarzenie zostało sfałszowane w studio filmowym, w którym robił swój film Stanley Kubrick.[1] Tak fajnie po prostu nie jest.[2] Absolutnie, na 100%, poza cieniem wątpliwości trafiliśmy na Księżyc w 1969 roku. Nie zamierzamy zagłębić się we wszystkie spiski dotyczące lądowania na Księżycu ... ale tych kilka zostało wybranych ze względu na to, jak są szalone OCZEKUJĄ TEGO CI, KTÓRZY POLECIELI NA KSIĘŻYC. Okay... A zatem idźmy dalej.

Księżycowe skały a dokładniej 842 funty…

1.                 … w czasie misji Apollo, astronauci zebrali 841,6 lbs/427,1 kg skał księżycowych, z czego 44 lbs/~19,96 kg przywiózł Apollo 11. Próbki te wędrowały od laboratorium do laboratorium, od uniwersytetu do uniwersytetu, od kraju do kraju w tym Rosji – i nikt nie kwestionował ich pochodzenia z Księżyca. Były one wożone po całym świecie, i były rozbijane i analizowane przez największe geologiczne umysły naszej planety. Jeżeli jest to jakiś spisek, to każdy uczony z każdego uniwersytetu w każdym kraju jest umoczony w tym wielkim oszustwie z USA. Ale w czasie ponad 50 lat, żaden z tych ludzi nie przyznał się do czegoś takiego. 

Księżycowy kamień

Aha, i jeszcze do tego skały zabrane przez misje Apolla zostały porównane ze skałami przywiezionymi z Księżyca przez radzieckie misje Łuna, a wszystkie one zostały porównane ze skałami księżycowymi/księżycowymi, które wpadły do naszej atmosfery naturalną drogą…[3] i ustalono, że były one niemal identycznej w swym składzie chemicznym z księżycowymi próbkami. Myślę, że dlatego, że dostaliśmy je w okresie, kiedy polecieliśmy na Księżyc.

2.                Związek Radziecki wiedział o tym i monitorował lot Apollo 11 w czasie realnym, a ich próbnik księżycowy orbitował wokół Księżyca w tym samym czasie.

W latach 60., ZSRR został pokonany w wyścigu na Księżyc przez USA. Umieszczając swego pierwszego satelitę na orbicie wokółziemskiej, Rosjanie weszli na wąską ścieżkę wyścigu kosmicznego. Tak było do lotu Apollo 11. W rzeczywistości, kiedy Apollo 11 lądował na powierzchni Srebrnego Globu, Rosjanie mieli swój automatyczny pojazd księżycowy Łuna-15/Łunnik 15 wiszący nad Księżycem. Pojazd ten twardo lądował na powierzchni Księżyca na kilka godzin zanim Amerykanie wystartowali w drogę powrotną na Ziemię.

 Łuna-15 i...
...Łuna-15 sfotografowana z pokładu Apollo 11

Rosjanie chcieli wylądować Łuną-15, zebrać próbki z powierzchni Księżyca i powrócić na Ziemię z tymi próbkami.[4] Gdyby się to im udało, byłby to doskonały efekt PR radzieckiego programu kosmicznego. Rosjanie monitorowali ściśle lot Apollo 11, bardzo dokładnie i w czasie realnym. Nie zapominajmy, że trwała zaciekła rywalizacja pomiędzy dwoma Supermocarstwami, i dla Rosjan KAŻDA wątpliwość co do lądowania Amerykanów na Księżycu byłaby sukcesem propagandowym – gdyby tylko miała miejsce. Jeżeli Rosjanie nie mogli odkryć głębokiej konspiracji otaczającej to wydarzenie i nigdy nie wątpili w prawdziwość lądowania, to o czym właściwie mowa?

Dodamy do tego oświadczenie Siergieja Chruszczowa – syna radzieckiego premiera Nikity S. Chruszczowa, który był przywódcą ZSRR w czasie lotu Apollo 11. Rosjanie opublikowali to amerykańskie osiągnięcie w swej rządowej gazecie „Prawda”, ale także starali się lekceważyć go w mediach jako całości, ponieważ porażka dla Amerykanów na taką skalę byłaby denerwująca. Wspomniał także, jak zdenerwowany był jego ojciec z szefem ich programu kosmicznego.[5]

Tak więc Rosjanie uwierzyli w to, co się stało. Oni mogli (i na pewno to zrobili) inspekcjonować miejsce lądowania na Morzu Spokoju[6] przy pomocy silnych teleskopów, a także przy pomocy wielu łazików księżycowych[7], które lądowały na Srebrnym Globie w trakcie realizacji programu Łuna.

Rosjanie mieli państwowy program kosmiczny, czołowych naukowców i byli główną konkurencją USA w wyścigu kosmicznym. Gdyby misje USA na Księżycu zostały sfałszowane, a nawet gdyby istniał dobry powód, by sądzić, że zostały sfałszowane, Rosjanie mieli zasoby, wiedzę i wszelkie możliwe motywy ujawnienia oszustwa. W światowej prasie śmialiby się z nas w kułak i wyglądalibyśmy jak gromada idiotów. Więc ... powiedzcie mi jeszcze raz, dlaczego nie ujawnili tej masowej konspiracji?

3.                Wiele obserwatoriów radioastronomicznych śledziło misję w czasie realnym. Dodatkowo do naszych starych radzieckich znajomych, wielu obserwatorów zawodowych i miłośniczych śledziło misje Apollo 11 i Łuny-15. Tak zatem wymieńmy je:

·        Przede wszystkim mamy Madrid Apollo Station w Fresnedillas k./Madrytu w Hiszpanii. Chociaż ta stacja została utworzona przy pomocy NASA, wszyscy pracownicy pochodzili z Narodowego Instytutu Technologii Lotniczej w Hiszpanii. Stacja ta monitorowała zarówno Apollo 8, jak i Apollo 11. Podczas lotu Apollo 11, cała komunikacja z astronautami była odbierana przez tę stację. I ... najważniejsza rzecz, Fresnedillas była jedyną stacją w całej Manned Space Flight Network (MSFN), która miała widoczność startu z Księżyca.

·        Następnym jest Jodrell Bank Observatory w Macclesfield w Anglii, to obserwatorium używa wielu różnych radioteleskopów w celu monitorowania sygnałów z orbitera Apollo 11 i lądownika LEM[8] Eagle oraz rosyjskiej Łuna-15 symultanicznie. Obserwatorium Jodrell Bank gra kluczową rolę w tym historycznym momencie. Zapisali wszystkie wydarzenia z eksploracji Księżyca i, co najważniejsze, niezależnie kontrolowali załogowe lądowanie na Księżycu.

·        I dalej… Obserwatorium Astronomiczne Bochum w Bochum, Niemcy. Ich praca zaczęła się już od Sputnika-1, który został wykryty I prowadzony w czasie realnym. W czasie lotu Apollo 11, w Bochum obserwowano lot Apolla 11 i Łuny-15, a potem udostępnili zapisaną transmisję rozmów z pokładu LEM Eagle w czasie lądowania.

·        I ostatnim obserwatorium, które tu podaję, choć było ich o wiele więcej, to Obserwatorium Parkesa w Nowej Południowej Walii, Australia. Obserwatorium Parkesa używa radioteleskopu do przechwytywania przekazu TV z pokładu LEM Eagle. Rozpoczęli otrzymywanie obrazów, gdy tylko kamera modułowa została włączona, i ostatecznie NASA stwierdziła, że obrazy otrzymywane przez Obserwatorium Parkesa były lepszej jakości niż ich własne. Trzy stacje otrzymały sygnały jednocześnie: Parkes, Honesuckle Creek NASA (także w Australii) i Goldstone NASA. To był materiał z Parkesa, a nie z NASA – właśnie ten, który był transmitowany na cały świat…  




Obserwatoria radioastronomiczne monitorujące lot Apollo 11

·   Kolejnym odbiorcą, którego chciałbym dodać do powyższej trójki, to nie był obserwator, ale technik radiowy z Louisville, KY – Larry Baysinger. Pracował on dla rozgłośni WHAS AM 840. Przy użyciu domowego sprzętu Baysinger podsłuchiwał lądownika Apolla 11 nagrywając to przez cały czas. Jego oświadczenie wydrukowano w „Louisville Courier-Journal”. Zapisy Baysingera zawierają tylko transmisje z Księżyca, bowiem nie próbował on przechwycić sygnału radiowego z Houston.

No, a teraz jeszcze trzeba dodać, że wszystkie te obserwatoria pracowały niezależnie od siebie i NASA mogła weryfikować symultanicznie relacje z lądowania Apollo 11 – tak więc wszyscy ci pracownicy musieliby być zamieszani w to oszustwo.

4.                Astronauci z Apollo 11 zostawili na Księżycu odbłyśnik laserowy, który pracuje tam już od 40 lat! Możecie nie wiedzieć, że astronauci z misji Apollo 11 i Apollo 14[9] pozostawili na Srebrnym Globie pryzmatyczne zwierciadła odbijające promienie lasera znane jako LLRRA. Od roku 1969 do 2009 naukowcy z McDonald Laser Ranging Station w Teksasie oświetlają je laserem w celu wyznaczenia dokładnej odległości z Ziemi do Księżyca. W trakcie tych doświadczeń udało się im ustalić, że Księżyc oddala się od Ziemi w tempie 3,8 cm/rok.

Odbłyśnik laserowy na powierzchni Księżyca

5.                 W spisek jest zamieszanych 400.000 osób. Tylko jeden się wyłamał. W Projekcie Apollo zatrudniono 400.000 ludzi: naukowców, inżynierów, techników w ciągu dekady. Przybyli oni ze wszystkich zakątków USA a także z wielu krajów na całym świecie. Czy NASA mogła dyrygować tak wielką masą ludzi w celu urządzenia oszukańczego spektaklu przez 50 lat i tylko jedna jedyna osoba odważyła się o tym mówić?[10] Zwłaszcza, gdy sygnalista(ci) będzie miał wszystko do zyskania. Chodzi mi o to, że sekret nie może być przechowywany przez 5 minut w obecnym Białym Domu ... więc w jaki sposób rząd utrzymywałby tę ciszę z udziałem tak wielu ludzi? Łatwa odpowiedź ... nie!

6.                Zdjęcia. Wiem, wiem – to wszystko fałszywki zrobione w studio. W 1969 roku rzeczywiście były takie techniczne, fotograficzne, kinematograficzne możliwości stworzenia złudzenia nieskończonej przestrzeni z całymi milami terenu w każdą stronę, wraz z gruntem nie będącym z ziemskiej substancji, która odbija światło w każdym kierunku. (Zob. także - https://wszechocean.blogspot.com/2013/04/czyzby-jednak-nasa-nie-gaa.html)










7.                 Widzicie jak śmiesznie to brzmi? Istnieją dziesiątki teorii spiskowych (rozwiązane wszystkie) o cieniach biegnących w różnych kierunkach (dzięki temu, że promienie słoneczne odbijały się od powierzchni w różnych kierunkach, czego nie da się podrobić w żaden sposób), oświetlony Neil Armstrong pojawiający się w cieniu (znowu… powierzchnia odbijająca), tajemnicze refleksy (z których jeden dobija tą teorię), brak gwiazd (wyjdź na zewnątrz w gwiaździstą noc, ustaw aparat na dwukrotnie mniejsze nastawy otwarcia przysłony i czasu naświetlania i daję ci słowo, że nie zobaczysz żadnej gwiazdy. A przecież to był… dzień księżycowy. Słońce jest o wiele jaśniejsze od gwiazd!). I tak dalej I temu podobnie – listę tych bredni można ciągnąć i ciągnąć. WSZYSTKIE te teorie zostały obalone, wyjaśnione i udowodniono ich nieprawdziwość naukowo, logicznie i racjonalnie. (Zob. także - https://wszechocean.blogspot.com/2013/04/czyzby-jednak-nasa-nie-gaa.html)

Sprzęt wideo potrzebny do dokonania takich fałszerstw jeszcze nie istniał…

Mówiąc prosto, jeżeli zapisy wideo (filmowe, fotograficzne) zostały sfałszowane, to musiałoby się użyć w tym celu technologii, których jeszcze nie było w 1969 roku. Laureat Nagrody Emmy – analityk obrazu Mark Schubin twierdzi, że sfałszowanie zapisów filmowych i zdjęć byłoby równie trudne dzisiaj, trudniejsze niż dzisiejsza podróż na Księżyc, nie mówiąc już o tym, że w ogóle niemożliwe do wykonania przy pomocy technologii z 1969 roku.[11] 
Podaje on kilka dowodów na to:

Cienie. Kiedy patrzysz na cienie to widzisz, że są one rezultatem padania równoległych promieni słonecznych bez rozproszenia, jako że źródło światła znajduje się w odległości 93 mln mil/150 mln km stąd. Padając na płaską powierzchnię tworzą równoległe cienie. Gdyby to było w studio, to cienie byłyby rozłożone wachlarzowato, bowiem źródło światła byłoby blisko.[12]

On argumentuje, że chcąc uzyskać taki efekt na Ziemi w 1969 roku należałoby użyć kilku milionów laserów. Oczywiście fajnie. Tylko że… lasery w 1969 roku były obrzydliwie drogie i świeciły tylko na czerwono.[13] Czy może w sposób tajny rozwinięto grafikę komputerową w 1969 roku, nawet gdyby, to coś takiego nie można by było utrzymać w tajemnicy.[14]

A Schubin nie jest jedynym, który tak uważa. Zgodnie z filmowcem S.G. Collinsem, który pracował w przemyśle filmowym już to jako autor, już to jako reżyser, a przede wszystkim za kamerą od 1978 roku, po prostu nie mieliśmy takiego wyposażenia wideo, by stworzyć 143-minutową relację z księżycowego studia.

To rzekomo sfałszowane wideo zostało zrobione na Ziemi i musiało być filmowane w zwolnionym tempie w celu ukazania braku i zmniejszenia grawitacji… aliści magnetowidy na dyski magnetyczne, których używa się do ujęć spowolnionych filmują w czasie 30 s i odtwarzają ujęcie w 90 s – co daje efekt spowolnienia ruchów. Ale w takim przypadku przy nagraniu trwającym 143 minuty musiałoby być jeszcze dodatkowe 47 minut, a czegoś takiego nie da się zrobić bez rekordera na magnetyczny dysk…

Dlaczego tego nie filmowano na zwyczajnej taśmie? Gdyby chciano zrobić to na zwykłym filmie, to trzeba by pociąć całe kilometry filmu negatywowego z szpuli A na szpulę B, ponownie naświetlić i przetransferować na wideo rekorder i to uważając, by nie pokazać jakichś rys, zadrapań, uszkodzeń, ziaren czy pojedynczych drobin kurzu – które od razu zdradziłyby fałszerstwo – a potem powtórzyć to 5 razy dla pięciu księżycowych misji – tylko że późniejsze misje dawałyby co najmniej dwukrotnie tyle pracy, bowiem kamery astronautów pracowały z dwukrotnie większą prędkością klatek na sekundę, co pochłaniało dwukrotnie więcej filmu.

Długa to historia, długa – i byłaby to niemal niemożliwa do wykonania ekstra-delikatna robota, bez powielenia pojedynczego błędu 6 razy pod rząd. Ale jeżeli chcecie znać prawdziwą specyfikę tej pracy, to Collins ma doskonały film wyjaśniający jego obliczenia, które rzekomo potwierdził emerytowany inżynier wideo, który pracował w CBS w latach 60. i 70. XX wieku.

8.               I na zakończenie. Flaga jednak nie łopotała… 
Kiedy flaga została umieszczona w gruncie księżycowym, obrót drzewca powoduje marszczenie tkaniny flagi. Po umieszczeniu flaga nie ruszyła się. Poniżej znajdują się dwa obrazy flagi, umieszczone obok siebie. Zauważ, że flaga pozostaje taka sama? Ten mit został również obalony w 2008 roku w odcinku „Pogromców mitów” ... po prostu mówiąc. Koniec. 


Łopotała czy nie łopotała? - oto jest pytanie!

Wiem, że nie doszliśmy do żadnej możliwej teorii spiskowej dotyczącej lądowania na Księżycu Apollo 11 w 1969 roku (promieniowanie w Pasmach Van Allena-Wiernowa, itp.), ale to, co przedstawiono tutaj, jest dość przytłaczającym dowodem wspierającym FAKT, że rzeczywiście wylądowaliśmy na Księżycu. Szczerze mówiąc, gdybyśmy sfałszowali to w 1969 roku, po co mielibyśmy powracać jeszcze 5 razy w tak krótkim czasie i potencjalnie ryzykowalibyśmy ujawniać nasze masowe oszustwo? Po prostu nie ma ŻADNEGO sposobu na sprokurowanie takiego fałszerstwa. Rosjanie nas nie opuścili, cała globalna społeczność naukowa nas nie opuściła, zweryfikowała je w czasie rzeczywistym kilkadziesiąt obserwatoriów bez związku i lojalności wobec NASA, byłby to cud kinematograficzny z trudnym dostępem do przyszłości, no i te skały i lasery…   




Komentarz z KKK


Witam,
postanowiłem podzielić się z Państwem swoją opinią na temat tekstu Matthew Richardsona o lądowaniu Amerykanów na Księżycu.
Autor pisze:
„(…) skały zabrane przez misje Apolla zostały porównane ze skałami przywiezionymi z Księżyca przez radzieckie misje Łuna, a wszystkie one zostały porównane ze skałami księżycowymi/księżycowymi, które wpadły do naszej atmosfery naturalną drogą… i ustalono, że były one niemal identycznej w swym składzie chemicznym z księżycowymi próbkami.”
Autor w zasadzie sam sobie odpowiedział na to pytanie.
Tak właśnie Amerykanie mogli je zdobyć. Jak wiemy, Łuna to radziecki program bezzałogowych sond kosmicznych do badań Księżyca. Bezzałogowe sondy mogli wysłać również Amerykanie.
Skały to nie dowód.
„Astronauci z Apollo 11 zostawili na Księżycu odbłyśnik laserowy, który pracuje tam już od 40 lat!” Misje Apollo mogły być w pełni zautomatyzowane. Pisze – mogły być. Tak pewności nie mam.
Ale i nie ma jej sam autor artykułu używając w tekście zwrotu: „Tak więc Rosjanie uwierzyli w to, co się stało.” Miliardy ludzi na świecie wierzy w Boga, chociaż Go na oczy nie widziało. Ale lądowanie widzieli w telewizji.
To nie dowód.
„W spisek jest zamieszanych 400.000 osób. Tylko jeden się wyłamał.” Kilka lat temu oglądałem bardzo ciekawy dokument na temat słynnych zabójstw w NASA. Powiązanych z misjami kosmicznymi. Tzw. czarnymi projektami. Może krąży po sieci, warto zobaczyć.
NASA to nie zwykła instytucja. I nie było tylko jednej ofiary. Zresztą w Stanach również panuje reżim. Długo by pisać.
„Zdjęcia. Wiem, wiem – to wszystko fałszywki zrobione w studio.”
Dziwnym trafem oryginalna taśma z Księżyca gdzieś przepadła.
Istnieje hipoteza, że fotografie nie udały się. Ludzie na Ziemi byli zawiedzeni. Miała na to wpływ kosmiczna próżnia. Aparat był źle zabezpieczony. Dlatego zatrudniono specjalistę Kubricka.
Faktycznie, coś mogło pójść nie tak. Ewentualnie Amerykanie od początku stawiali na Kubicka.
Podsumowując: Ludzie, którzy nie robią dokładnej analizy, tylko leją wodę, nie zasługują na większą uwagę. Poważna analiza danych to według mnie: postawienie konkretnego pytanie i wysunięcie hipotez za i przeciw. Bilans.  Autor jest przekonany, że lot był prawdziwy. Co mnie z góry zniechęca do czytania.
Mi na tym nie zależy, aby kogoś przekonywać. Rząd USA nie płaci mi za propagandę.
W tym czasie Amerykanie walczyli w Wietnamie i dostawali w kość. Potrzebowali sukcesu. A może chcieli zwrócić oczy ludzi w niebo, a nie na Azję?
Sam uważam, że Amerykanie wysłali na Księżyc wiele pojazdów bezzałogowych. Tak zdobyli próbki skał. Tak umieścili wiele rzeczy na Srebrnym Globie. Tak robili zdjęcia.
Poza tym dziwnym trafem dopiero 11 misja Apollo miała się udać.
Co się wydarzyło w Kosmosie?
Dziś dobrze wiemy, że Gagarin nie był pierwszym człowiekiem na orbicie.
Może próbowano sfałszować zdjęcia ponieważ chciano coś ukryć? Analitycy stwierdzają wiele anomalii. Dlaczego to zrobiono? Może coś odkryto na Księżycu?
Może i na tym zależy osobą piszącym o hipotezach, spiskach, aby w tym całym mętliku ukryć coś przed nami, zwrócić naszą uwagę na rzeczy błahe – flagę, czy łopotała? A kogo to obchodzi?

Podobno pomysł stworzenia filmu: „2001. Odyseja kosmiczna” nie wziął się znikąd. (M)

Przekład z angielskiego – ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Chodzi o słynny film „Odyseja kosmiczna 2001” Stanleya Kubricka (1968).
[2] Ta teoria spiskowa zaczęła żyć swym życiem po upublicznieniu filmu „Koziorożec 1” Petera Hyamsa (1977), w którym pokazał on mechanizm działania takiego właśnie oszustwa.
[3] Jako meteoryty księżycowe.
[4] Miało to miejsce w dniu 21.VII.1969 roku o godz. 15:50 GMT na Morzu Przesileń, na N 17° i E 60°.
[5] Nawiasem mówiąc, Polska była jedynym krajem obozu państw socjalistycznych, która pokazała w TV na żywo lądowanie Apollo 11 na Księżycu!
[6]  Lądowanie nastąpiło 20.VII.1969 roku o godzinie 20:17:40 GMT w miejscu N 00°40′26.69″ i E 23°28′22.69″ (Morze Spokoju).
[7] Chodzi o pojazdy księżycowe Łunochod.
[8] Lunar Excursion Module – lądownik lotu Apollo 11. Nosił on kryptonim Eagle (Orzeł) zaś jego orbiter zwał się Columbia.
[9] Apollo 14 lądował dnia 5.II.1971 roku, o g. 09:18:11 GMT na wyżynie Fra Mauro w rejonie krateru Fra Mauro (S 3°,38  - W 17°,28). Zebrano wtedy 42 kg próbek skał i gruntu Księżyca.
[10] Podobnie rzecz się ma z osławioną Area 51 w Newadzie. Tylko jeden jej pracownik niejaki Bob Lazar odważył się mówić o tym, co tam się dzieje i opowiadał o przechowywanych tam UFO, zwłokach Obcych i żywych Kosmitach. Jest to klasyczny tzw. celowany rykoszet, jak określa to w swych pracach Lucjan Znicz-Sawicki, a celem jest totalna dezinformacja interesującej się tym grupy osób, której już nie interesują inne obszary, a skupiają uwagę na Area 51 – i o to właśnie chodzi… 
[11] Wystarczy porównać tricki filmowe z tamtego okresu z filmami i zdjęciami z pobytu załogi Eagle’a na Księżycu. To są dwie zupełnie różne sprawy. 
[12] Chodzi o efekt kolimacji światła, który można osiągnąć tylko za pomocą lasera dającego niemal dokładnie równoległe promienie.
[13] Były to lasery, w których czynnikiem roboczym były kryształy rubinu, stąd kolor emitowanego przez nie światła.
[14] Poza tym nie było takich komputerów, które byłyby w stanie to zrobić…

środa, 11 lipca 2018

Zaginiony samolot Malezyjski (26)




Boeing-777 lotu MH 370 poleciał w kierunku Antarktydy


Samolot Boeing-777 należący do linii lotniczych Malaysia Airlines nr rejsu MH 370 poleciał w kierunku Antarktydy. W tej tajemniczej historii, która wydarzyła się cztery lata temu mamy nowy zwrot: Boeing-777 poleciał w kierunku Antarktydy. Do takiego wniosku doszli specjaliści, którzy przeanalizowali dane z satelitów. Stratoliner wykonał trzy skręty w lewo, wziął kurs na zachód, w kierunku Antarktydy i jeszcze przez kilka godzin leciał w powietrzu po tym, jak skończyła się z nim łączność.

Przypominamy, że pasażerowie Boeinga-777 z rejsu MH-370 lecieli z Kuala Lumpur do Pekinu i zniknęli z ekranów radarów w nocy 8.III.2014 roku. Na jego pokładzie znajdowało się 227 pasażerów z 14 krajów i 12 osób załogi. Zakłada się, że katastrofa miała miejsce w południowej części Oceanu Indyjskiego, ale do dziś dnia nie znaleziono żadnych śladów po samolocie. Jak napisała nowozelandzka „The New Zealand Herald” powołując się na znanego międzynarodowego eksperta Malcolma Brennera, do katastrofy jawnie przyczynili się ludzie o złej woli.

- Coś takiego w mojej praktyce zdarzyło się po raz pierwszy – przyznał on. Brenner ze swoją ekipą planował rozwiązać zagadkę malezyjskiego Boeinga już w 2015 roku. Od siebie dodał tylko, że najpewniej stratoliner wylądował w okolicach tajnej Bazy 211 na Antarktydzie, co wcale nie było takim odkryciem, ale starannie ukrywaną prawdą           – zob. - http://www.nzherald.co.nz/mh17-mh370-malaysia-airlines/news/article.cfm?c_id=1503665&objectid=11406800  Nowy film dokumentalny pokazuje jak samolot rejsu MH 370 poleciał w stronę Antarktydy. Lot MH 370 został być może porwany. Oczywiście ktoś jeszcze był w kokpicie – jak twierdzi ten nowy film dokumentalny.

Eksperci od katastrof lotniczych przeanalizowali dane satelitarne zagubionego lotu Malaysia Airlines i odkryli, że samolot wciąż leciał przez kilka godzin po utracie z nim kontaktu. Dokładne badanie dowodów pokazało, że MH 370 wykonał trzy zwroty po ostatniej rozmowie przez radio: najpierw zwrot w lewo, a potem jeszcze dwa – najpierw na zachód a potem na południe – w kierunku Antarktydy.

Według Malcolma Brennera, wiodącego w świecie eksperta od katastrof lotniczych, te zwroty wskazują na to, że ktoś w kokpicie MH 370 celowo zmienił jego kurs.
-  Ten wypadek przyciągnął uwagę świata w ten sposób, jakiego nie widziałem od czterdziestu lat pracy w lotnictwie - mówi Brenner. Roszczenia są zgłaszane w nowym dokumencie National Geographic w przyszłym miesiącu, w którym pan Brenner i zespół ekspertów próbują rozwikłać zagadkę MH 370. - Roszczenia co do MH 370 zostaną ujawnione w ciągu kilku miesięcy, co wynika z zapewnień australijskiego koordynatora ds. poszukiwania, że zaginiony stratoliner znajdzie się w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
Jak dotąd się nie znalazł…

Lot MH 370 znikł 8.III.2014 roku w czasie przelotu z Kuala Lumpur do Pekinu z 239 osobami na pokładzie. Do dziś dnia nie odnaleziono żadnych śladów maszyny, ale pan Dolan i jego ekipa liczy na to, że już wkrótce znajdzie wrak.
- Nie budziłem się każdego dnia, myśląc: To będzie ten dzień, ale każdego dnia budzę się, mając nadzieję, że tak się stanie i spodziewam się, że od pewnego czasu do maja, będzie taki dzień - powiedział komisarz Dolan z News Corp. - To było zarówno niezrozumiałe, jak i, z naszego punktu widzenia, bezprecedensowe - nie tylko jego tajemnice, ale także na skalę, którą robimy, aby znaleźć samolot. Zatem kontynuujemy, wskazując na to, że nie mamy zaufania, tylko pewność, że znajdziemy ten zaginiony samolot.

Zmiana obszaru poszukiwań MH 370 jest do dziś dnia bezowocna, uważano bowiem, że katastrofa wydarzyła się na Morzu Południowochińskim czy w Zatoce Tajlandzkiej. Ale potem zmieniono akwen poszukiwań na południową część Oceanu Indyjskiego.

To późne działanie bez widocznych śladów wraku, gdzie zostałby zatopiony i znajdowałby się na powierzchni dna oceanicznego, i uważa się, że niektóre szczątki pojawiłyby się na wybrzeżu Sumatry w zachodniej Indonezji. Znaleziono wprawdzie jakieś szczątki na Seszelach i Malediwach, ale nie ma pewności, czy pochodzą z tego samolotu.

Jak dotąd oni nie mieli jakichś sukcesów i nie znaleźli żadnych szczątków samolotu, ale eksperci próbują przewidzieć, gdzie znajdą się pływające modele samolotu, bowiem ten ostatni zderzył się z wodą. 

Centrum koordynacyjne poszukiwań, które pod kierownictwem Australii prowadzi poszukiwania, twierdzi, że do tej pory podwodne operacje zajmowały 22.000 kilometrów kwadratowych dna oceanu, co stanowi około 36 procent obszaru priorytetowego poszukiwań. Uważa się, że gdyby nie było opóźnień ze statkami, sprzętem lub ze względu na pogodę, podwodne poszukiwania zostałyby w zasadzie zakończone w maju – i je już zakończono na niczym…

Statek ratowniczy MV Go Phoenix pozostał na tym obszarze, 2500 kilometrów na południowy zachód od Perth w Zachodniej Australii, ale trzy inne statki biorące udział w podwodnych poszukiwaniach w tym tygodniu zawiesiły operacje, aby powrócić do portu w Australii w celu zrealizowania zaplanowanych wizyt.
Przez całe miesiące poszukiwań, na powierzchni oceanu nie zauważono żadnych szczątków, ani żadnych szczątków na dnie morskim w rejonie objętym poszukiwaniami.


Moje 3 grosze


To info jest sprzed dwóch lat, tym niemniej niczego nowego nie ma w tej sprawie. Blogerzy z „Baza 211” przełożyli artykuł z „New Zealand Herald” i uzupełnili go jedynie o sugestię, że malezyjski Boeing-777 z lotu MH 370 poleciał na Antarktydę – do Bazy 211 na Nowej Szwabii czyli na Ziemi Królowej Maud. I fajnie, tylko że nie mógłby on tam dolecieć z powodu braku paliwa. Z Kuala Lumpur do Zatoki Tajlandzkiej – gdzie samolot wykonał pierwszy zwrot – potem do północnego krańca Sumatry, gdzie samolot zakręcił po raz drugi na południe i do Wyspy Bowmana przy Ziemi Wilkesa na Antarktydzie jest 8000 km. A potem lecąc na zachód do Ziemi Królowej Maud musiałby zrobić kolejne 4000 km – razem 12.000 km bez tankowania. Zakładając, że leciał on najprostszą drogą, od Sumatry do Ziemi Królowej Maud musiałby on pokonać 11.000 km lecąc non-stop. Teoretycznie mógł dolecieć do Antarktydy, bowiem maksymalny zasięg Boeinga-777-200 wynosi 14.300 km. Ale czy na pewno udał się w tym kierunku? Tego nie wiemy.

Poza tym motyw. Po co porywano by pasażerski odrzutowiec z pasażerami na pokładzie? Wciąż powraca kluczowe pytanie: co takiego miał na pokładzie MH 370? Złoto? – być może. Ale obawiam się, że to było coś wielekroć cenniejszego od złota, a mianowicie – technologie. Te są warte więcej, niż maszyna i życie 239 osób. Pozostaje tylko odpowiedzieć na pytanie: Cui bono? Cui prodest? Czy stoją za tym ponurzy neohitlerowcy z Twierdzy Andyjskiej?       


Przekład z rosyjskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 10 lipca 2018

Sekrety Królowej Beskidów (3)


Diablak z Zawoi

Idąc tropami poszukiwaczy skarbów, Adam Łajczak tak pisze o tych znakach przez nich pozostawionych, które na Babiej Górze znajdują się tylko w czterech miejscach: pod Cylem, na Izdebczyskach, w Żlebie Poszukiwaczy Skarbów i na Kamionku k./Zubrzycy Górnej.

Pod Cylem, a dokładniej po jego zachodniej stronie, znaki te znajdują się w rejonie jaskini Złota Studnia. To właśnie tam, w rejonie Świstowych Skałek (1418 m n.p.m.) i Złotego Siodła (1407 m) znajdują się głębokie rowy rozpadlinowe. To właśnie tam znajdują się te znaki, z których 12 przedstawia koła, krzyże i figury geometryczne oraz linie proste i łamane, zaś 1 znak przedstawia łuk i strzałę (co oznacza odległość – na jeden strzał z łuku).


W Żlebie Poszukiwaczy Skarbów znaleziono 1 znak przedstawiający alchemiczny symbol złota i astrologiczny symbol Słońca. Poza tym znaleziono kółko przekreślone strzałką. Jest to jedyne stanowisko na północnym Stoku Babiej Góry.


Największy zbiór znaków znajduje się przy wylocie Słowikowej Studni w Zbójeckim Wąwozie na Izdebczyskach, położonej nieco wyżej nad stawkiem Czarne Oko. Znajdują się tam napisy oraz symbole – w tym symbol sakralny IHS (Iesus Hristos Soter – Jezus Chrystus Zbawiciel) ale zapisany z odwrotnym S jak IHZ. Poza tym są tam daty: 1643 i 1865, co dowodzi wieloletniej penetracji tych terenów przez poszukiwaczy skarbów. Poza tym znaki przedstawiający młoty i kilofy wskazują na to, że bywali tam i górnicy. Wikipedia podaje o tym miejscu, co następuje:

Miejsce to znane jest także pod nazwami Zbójecki Wąwóz lub Urwisty Wąwóz. Nazwa Izdebczysk pochodzi od tego, że znajdują się w nich niewielkie szczeliny skalne i jaskinie, przez miejscową ludność dawniej nazywane izdebkami. Największe z nich to Zbójnicka Grota i Słowikowa Studnia (już zawalona). Według ludowych podań dawniej obozowali tutaj zbójnicy, dzielili zdobyte skarby oraz urządzali alkoholowe libacje. Wśród miejscowej ludności silne było przekonanie o skarbach, jakie ukryli w tym miejscu. Legendy mówią także o zaklętych mocach strzegących te miejsca przed niepowołanymi. Mimo tych przesądów Izdebczyska penetrowane były przez poszukiwaczy skarbów, pozostałością po tych poszukiwaniach są wyryte na skałach tajemnicze znaki i rysunek kotlika ze skarbami.


Równie ciekawy jest zbiór znaków pod szczytem góry Kamionek (914 m), która nie wchodzi w ścisły skład jednostki Babiej Góry, ale znajduje się w jej najbliższym sąsiedztwie, nieopodal Skansenu Orawskiego w Zubrzycy Górnej. Znaleziono tam znaki górnicze oraz datę 1874, co wskazuje na penetrację tej góry jeszcze w XIX wieku.

Na samej Babiej Górze znajdują się znaki takie, jak krzyż, siodło, ręka, skrzypce a nad nimi krzyż i monstrancja, ludzka głowa, strusie pióro, litery, słońce i księżyc. Wszystkie one znajdują się – według autora – w „Spisku” Michała Hrośnieńskiego z połowy XVII wieku, ergo penetrację poszukiwaczy skarbów można datować jeszcze przed tym okresem. Podobną informację podaje także dr Jacek Kolbuszewski w swej pracy „Skarby króla Grigoriusa” (Katowice 1973).

Z tego wszystkiego wynika, że Babia Góra zaczęła być przedmiotem zainteresowania ludzi już co najmniej od XV wieku, kiedy to Jan Długosz podał pierwsze wiadomości i niej świadczące o jej zwiedzaniu. Uczeni pojawili się tam w XIX wieku i był tam m.in. ks. Stanisław Staszic. On to opisał ją w sposób naukowy w swym dziele „O ziemiorództwie Tatr i Karpatów”.

Czego szukano na Babiej Górze? Przede wszystkim ukrytych skarbów przez podhalańskich zbójników i rozbójników. Fama mówiła o ukrytych skarbach i każdy chciał się wzbogacić, więc szedł w góry i w przeważającej części wypadków tam już pozostał. Stąd poszła legenda o potworze na Babiej, która mordowała ludzi, którzy się tam zaplątali celowo czy niecelowo.

Oczywiście szukano tam także rud kruszcowych (złoto, srebro) i tzw. kamieni (kamieni szlachetnych i półszlachetnych). Niestety – Babia Góra - podobnie zresztą jak i Tatry – jest uboga w kruszce i nic cennego znaleźć się tam nie dało. Ale poszukiwania trwały i przybywało znaków na skałach…   

A zatem wniosek jest jeden – Tunel o Szklistych Ścianach mógł być odkryty już bardzo dawno – na początkach osadnictwa w rejonie Babiej Góry – czyli XV–XVI w. Był on spenetrowany przez poszukiwaczy skarbów, czego dowodzić mogą rysunki na jego ścianach. Pod tym względem Legenda o Tunelu przekazana przez prof. Jana Pająka może być prawdziwa.

A teraz zajmijmy się budową geologiczną jednostki Babiej Góry. Cały ten masyw jest zbudowany ze skał fliszu karpackiego, serii osadów morskich, naprzemianlegle ułożonych warstw piaskowców i łupków oceanicznych z czasów Oceanu Tetydy.

Szczytowe i grzbietowe partie Babiej Góry tworzą twarde piaskowce magurskie, niżej są warstwy hieroglificzne – noszące ślady fal i pełzających organizmów morskich przypominających egipskie pismo. Wszystkie te warstwy pochodzą z Eocenu (58-37 mln lat temu), kiedy nad miejscem, gdzie teraz znajdują się Beskidy szumiał Ocean Tetydy. Ich bieg przebiega równoleżnikowo, a kąt upadu na południe wynosi 15-20°. Rzecz ciekawa – nie znaleziono tutaj ani jednej kamiennej kuli, które występują w Beskidzie Małym w dolinie potoku Targoszówka, mimo tego iż tam także występują piaskowce magurskie, które charakteryzuje właśnie taka forma wietrzenia – zwana wietrzeniem kulistym, ale nie mająca z procesem wietrzenia nic wspólnego…


Ilustracje z Adam Łajczak - ,,Matka Niepogód" w "Babiogórskie ścieżki", Poznań 1995

CDN.

niedziela, 8 lipca 2018

Sekrety Królowej Beskidów (2)


Widok na jednostkę Babiej Góry z Zawoi-Przysłopu 
(od północnego-wschodu)

Po zamieszczeniu materiału na temat Babiej Góry w Internecie – zob.: http://wszechocean.blogspot.com/2018/07/sekrety-krolowej-beskidow-1.html otrzymałem dwie odpowiedzi - pierwsza od red. Marka Rudnickiego, który przypomniał mi, że sam pisał o tych rewelacjach w swych pracach pt. „Bękarty bogów” i wcześniejszej „Kołowrót dziejów”. Według prof. Jana Pająka – wejście do Tunelu o Szklistych Ścianach znajdowało się ukryte za dużym głazem.

Widok na kopułę szczytową Diablaka z Zawoi-Wideł 
(od północy)

Ta kwestia jest wciąż dyskusyjna, bo – o ile relacja informatora prof. Pająka jest prawdziwa – to chodziłoby o jakiś duży głaz zamontowany na mechanizmie obrotowym czy przesuwnym, który byłby łatwy do przesunięcia. Rzecz w tym, że część kopuły szczytowej Babiej Góry stanowią gołoborza i szukanie szczególnego głazu na głazowisku byłoby szukaniem igły w stogu siana. Ten głaz musiałby mieć średnicy ponad 2 m i owalny kształt, bo inaczej NOL-e (jak zakłada to prof. Pająk) nie byłyby w stanie się w nim poruszać – mimo swego wysokiego technicznego zaawansowania. Żeby to wejście znaleźć należałoby przeszukać całą szczytową kopułę Diablaka od strony południowej – od niwelety 1400 do 1500 m n.p.m. – robota dla batalionu wojska na miesiąc. Należałoby sprawdzać każdy kamień, każdą skałkę. Rzecz jest do zrobienia w czasie realnym, tylko… kogo na to stać? Na pewno nie indywidualnych badaczy jak Pan Olaf Snappan czy emerytów i kanapowych detektywów jak ja. To są poważne koszty. No i do tego potrzebny jest łut szczęścia czy tzw. fuks.

Przełęcz Brona

Drugą wskazówkę otrzymałem od zawodowego geologa mgr inż. Stanisława Bednarza, który wprawdzie odnosi się do całej sprawy z powątpiewaniem, bo nie wynika to z jego doświadczenia, ale polecił mi znakomite prace na temat Babiej Góry, w których można znaleźć ciekawe informacje na jej temat. Tak więc polecił mi on książkę „Babiogórskie ścieżki” (Redakcja Wydawnictw Turystycznych, Poznań 1995) Urszuli Janickiej-Krzywdy i Adama Łajczaka oraz „Babia Góra” (Wiedza Powszechna, Warszawa 1978)  Teofila Wojterskiego.

Ale pierwszą wskazówkę otrzymałem jeszcze w latach 90-tych od Pana Kazimierza Pańszczyka z Nowego Targu, który w liście skierowanym do mnie z dnia 8.X.1996 roku, pisze tak:

Szanowny Panie Robercie,

… z tego, co wiemy na dzień dzisiejszy, groty na Babiej Górze powinny być cztery (zob. mapka – lokalizacje 5-8, żółte markery) trzy z nich miałyby się znajdować na południowym stoku, a jedna na stronie północnej.

Dwie groty znajdować by się miały po stronie słowackiej, przy czym przynajmniej jedna z nich mogłaby pasować do opisu, jaki jest w Pańskim artykule. Mianowicie chodzi tutaj o wysokość 1200 m n.p.m., jedna z rzekomych jaskiń jaka ma się znajdować pod Cylem – 1515 m n.p.m., miałaby znajdować się na wysokości 1/3 Cylu, ok. 1300-1400 m n.p.m. Cyl jest niższym szczytem Babiej Góry, a zatem mogło chodzić o niego, a nie o Diablaka czyli Babią Górę właściwą…

A oto mapka tajemnic Babiej Góry – lokalizacje przybliżone:


1.      Resztki ruin spalonego przez Niemców schroniska BV w czasie II Wojny Światowej i zaraz po wojnie w czasie próby jego odbudowania. W latach 30-tych obsługa tegoż schroniska niejednokrotnie widywała (szczególnie nocami) dziwne zjawiska świetlne przywodzące na myśl aktywność NOL-i: dziwne światła i dźwięki, poruszanie się metalowych przedmiotów, lewitacja, itd.
2.    Lokalizacja Tunelu o Szklistych Ścianach wg prof. Jana Pająka.
3.    Domniemane miejsce lokalizacji niemieckich super dział strzelających w kierunku łańcucha Tatr Wysokich w 1943 roku.
4.    Miejsce zagłady zespołu Frysiów w 1935 r. grupa 4 turystów zginęła tam w niewyjaśnionych okolicznościach. Przyjęto, że powodem ich śmierci była śnieżna zamieć i zawieja…
5,6,7 i 8. Lokalizacja grot w masywie Babiej Góry i Małej Babiej Góry.

Lokalizacje hipotetycznych jaskiń podaję za Kazimierzem Pańszczykiem – być może któraś z nich jest prawdziwa i wtedy uzyskamy potwierdzenie lub zanegowanie hipotezy prof. Jana Pająka. Na zdjęciach mamy jedną ze sztolni wybitych w południowym zboczu Cylu – czyli Małej Babiej Góry.

Sztolnia poszukiwawcza pod szczytem Cylu
(Fot. Kazimierz Pańszczyk)

Na tych dwóch zdjęciach mamy tajemnicze znaki wyrzeźbione w skałach na Małej Babiej Górze. Najprawdopodobniej zostały one wyryte przez poszukiwaczy skarbów z Bractwa Św. Wawrzyńca alias Bractwa Siedmiu Gwiazd, na których masyw Babiej Góry działał jak magnes…


Znaki umowne poszukiwaczy skarbów na skałach Małej Babiej Góry
(Fot. Kazimierz Pańszczyk)

CDN.

środa, 4 lipca 2018

Sekrety Królowej Beskidów (1)


Babia Góra - widok z Orawy

Kontynuując temat tajemnic Babiej Góry, który rozpocząłem artykułem pt. „Podróż uczona pod Babią Górę” - http://wszechocean.blogspot.com/2018/06/podroz-uczona-pod-babia-gore.html, poruszyłem temat niektórych zagadek, które wiążą się z masywem Królowej Beskidów (1725 m n.p.m.). Chodzi mi m.in. o tajemniczy Tunel o Szklistych Ścianach, o którym pisał swego czasu prof. dr inż. Jan Pająk w swych opracowaniach. On widział w nim ni mniej ni więcej tylko korytarz wiodący do ogromnej, ogólnoświatowej sieci jaskiń i tuneli je łączących, które kojarzą się z podziemnym państwem Agharty, o którym pisali swego czasu – na przełomie XIX i XX wieku – europejscy ezoterycy i religioznawcy. Tej mitycznej krainy poszukiwali potem niemieccy uczeni na usługach Hitlera i Himmlera oraz oficerowie SS – że wspomnę tylko słynnego SS-Sturmbahnführera Heinricha Harrera, który spędził kilka lat w Tybecie i nawet został przyjacielem Dalajlamy XIV.

Ze swej strony uważam – i nie jestem w tym odosobniony – że prof. Pająk może mieć rację i rzeczywiście – w Babiej Górze może znajdować się rzeczony Tunel. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo, gdzie wejście do tegoż Tunelu się znajduje. Wprawdzie w masywie jednostki Babiej Góry znajdują się jaskinie, ale są to raczej dziury a nie jaskinie. Jedna z nich znajduje się na południowym stoku Cylu i można do niej dojść czerwonym szlakiem z Małej Babiej Góry na Słowację do schroniska Chata Slaná voda. Druga z nich Złota Studnia znajduje się przy Świstowych Skałkach – na zachodnim stoku Małej Babiej Góry. Można w nich znaleźć ślady po poszukiwaczach skarbów z XVII i XVIII wieku. pisze o tym m.in. dr Jacek Kolbuszewski w swych książkach o poszukiwaczach skarbów. Wiodą do niej dwa szlaki – niebieskie i zielone znaki ze szczytu Diablaka na zachód.

Kopuła szczytowa Diablaka - jeziora i jaskinie tam występujące

Z przekazywanych z pokolenia na pokolenie informacji wynika, że wejście do niego znajduje się gdzieś na wysokości 2/3 Babiej Góry i to po stronie czechosłowackiej – dzisiaj słowackiej. Znakiem nawigacyjnym doń ma być skałka, która obracając się odsłania wejście do Tunelu, do którego można wejść. Tak nawiasem, to tak mówi się także o Baraniej Górze (1220 m) w Beskidzie Śląskim, ale w tym przypadku może chodzić tylko o Babią Górę, bo nie przebiega przez nią żadna granica, choć znajduje się tam czynne schronisko PTTK od 1926 roku.

Tak nawiasem mówiąc, to istnieje podobna bajka o Czantorii (995 m) w Beskidzie Śląskim, z którą wiąże się legenda o śpiących rycerzach i ich trzystu koniach, którzy w olbrzymiej pozłacanej komnacie we wnętrzu góry czekają, by w najtrudniejszych chwilach pomóc Śląskowi jako jego narodowe wojsko. Do tej legendy nawiązuje wytyczona po czantoryjskich stokach 20-kilometrowa Ścieżka Rycerska. Legenda piękna, tylko jakoś ci rycerze śpią za twardym snem i przespali kilka ważkich wydarzeń historycznych, w tym dwie wojny światowe i trzy Powstania Śląskie... Podobnie rzecz ma się z tatrzańskim Giewontem (1894 m). O Babiej Górze mówi się, że mieszkają pod nią jakieś podziemne stwory, ale ile w tym prawdy – trudno dociec.

Szczególnie w tym kontekście ciekawa jest Czantoria. Ma ona kilka podobieństw do Babiej Góry, a to:

·        Przez obie góry przebiega granica państwowa polsko-słowacka i polsko-czeska.
·        Na obu górach znajdowały się schroniska Beskidenvereinu (BV) zbudowane na początku XX wieku.
·        Obie góry są owiane legendami o skarbach, które mają znajdować się w jaskiniach tam występujących…
·        …i obie góry były od dawna penetrowane przez poszukiwaczy skarbów.

Największą różnicą jest to, że Babia Góra ma coś raczej niespotykanego w Beskidach, a mianowicie – „pojezierze” w pszyszczytowych partiach tej góry. Jest to swego rodzaju osobliwość, bowiem jeziora rzadko spotyka się na szczytowych kopułach beskidzkich gór. Na Babiej mamy ich kilkanaście, z czego pięć znajduje się na wysokości pomiędzy 1400 a 1500 m n.p.m. Dlaczego jest to tak osobliwe, to zaraz zobaczymy.

Jeziorka te – licząc od zachodu na wschód, to:
·        Czarne Oko – znajdujące się nieco wyżej od Przełęczy Brona, na północnej stronie grani Babiej Góry, na wysokości 1412 m;
·        Orawski Mały Stawek – znajdujący się nieco na południe od szczytu Diablaka, na wysokości 1468 m;
·        Mułowy Stawek – znajdujący się na pd-wsch. od Diablaka i na południe od Główniaka (1617 m)  na wysokości 1465 m;
·        Orawski Duży Stawek – znajdujący się na południe-południowy wschód od szczytu Główniaka na wysokości 1460 m
·        Zimny Stawek pod Główniakiem – znajdujący się na północno-wschodnim stoku Główniaka na wysokości 1560 m.

Południowa część "pojezierza Babiej Góry"

Ten pierwszy i ostatni stawek nas nie interesuje, bo znajdują się one po północnej stronie grani Babiej Góry. Natomiast pozostałe znajdują się po polskiej stronie masywu Diablaka i na dodatek na wysokości pomiędzy niweletą 1450 a 1500 m n.p.m. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująca: ponieważ wysokość ta stanowi 2/3 wysokości względnej (h) Babiej Góry. Są to jeziorka typowo osuwiskowe i ich objętość jest niewielka. Ale czy te osuwiska powstały przypadkowo czy celowo – tego nie wie nikt.

W relacji prof. Pająka mówi się o tym, że otwór do Tunelu o Szklistych Ścianach mieści się na wysokości 2/3 Babiej Góry, ale nie mówi się o tym, jakiej wysokości: względnej (h) czy bezwzględnej (H), a tymczasem jest to różnica i to znaczna, bowiem ta pierwsza jest liczona od podnóża góry, ta druga od poziomu morza, a zatem:

2/3HBG = 1150 m n.p.m.
- natomiast -
2/3hBG = 1480 m n.p.m.

- zakładając, że podnóże Babiej Góry znajduje się na wysokości ok. 1000 m n.p.m., a więc w pierwszej lokalizacji nie ma co szukać, bo za nisko, zaś w drugiej mamy pojezierze Babiej Góry… Ciekawe, nieprawdaż?

Babia Góra od strony Trsteny i Jeziora Orawskiego

Powoływany w poprzednim materiale Pan Olaf Snappan twierdzi, że wejścia do Tunelu należałoby szukać gdzieś w okolicy zrujnowanego schroniska BV, bo otwór ten został zasłonięty celowo właśnie przez jego ruiny. Rzecz brzmi całkiem logicznie i przekonywująco, ale…

Zrujnowane schronisko BV znajduje się w punkcie opisanym współrzędnymi: N 49°34’14.12” – E 019°31’57.52” i na wysokości 1616 m, a zatem znacznie powyżej wysokości 2/3hBG. Natomiast ze schroniska można było obserwować to, co działo się na południowych stokach kopuły Diablaka – w tym startujące z otworu Tunelu świetliste pojazdy latające Aghartyjczyków… To zaś zgadza się z relacjami zamieszkujących tam gospodarzy, którzy Ich działalność przypisali działalności Księcia Ciemności. Zresztą sama nazwa głównego szczytu Babiej Góry – Diablak – w tym kontekście jest wielce wymowna.

A zatem wychodziłoby na to, że coś jest na rzeczy, ale… Ale wejście do Tunelu ma znajdować się po słowackiej stronie Babiej Góry. Pomiędzy grzbietem Babiej Góry rozciągającym się pomiędzy Diablakiem a Cylem (Mała Babia Góra, 1515 m) a szczytem Vylomiska (1414) znajduje się połogi grzbiet zwany Diablim Stołem. Więc może to tam odbywały się te „diabelskie misteria” zaobserwowane przez gospodarzy schroniska BV? Rzecz ciekawa – o ile polska część południowych stoków Babiej Góry jest bardzo wodonośna – znajduje się tam 20 źródlisk potoków górskich spływających na Orawę, a do tego źródła zasilające w wodę stawy tu wymienione, to słowacka strona Babiej Góry jest nader sucha – dlaczego? Znajdują się tam jedynie cztery potoki tworzące potok Bystrá i to poniżej niwelety 1200 m. Czy wynika to z jej budowy geologicznej? A może z czegoś innego, ale z czego? Może zamieszkujące tam Istoty nie chciały, by kapało Im na głowy (o ile takowe posiadają)?

Przypominam Czytelnikowi o tym, że na wymienione przeze mnie tereny wstęp jest SUROWO WZBRONIONY, bowiem są to tereny Babiogórskiego Parku Narodowego i Rezerwatu Babia hora po stronie słowackiej. Wszyscy wiedzą, że na terenach BgPN i rezerwatów NIE WOLNO opuszczać wyznaczonych szlaków turystycznych. I słusznie. Park Narodowy to nie deptak czy ogródek jordanowski, gdzie można szaleć do woli i deptać co się da. To jest sanktuarium Przyrody, w którym ludzie powinni się zachowywać jak w świątyniach. I dlatego też uważam, że lepiej będzie zostawić to wszystko takim jak jest i nie powinny tam sięgać chciwe łapy rozmaitych biznesmenów i podłych, zdziczałych, skretyniałych polityków.

Aliści sprawa ta ma swój ciąg dalszy, ale o tym później.


CDN.