Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą megatsunami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą megatsunami. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 września 2021

Wielka Obsuwa na Kanarach

 


Swego czasu już wielokrotnie pisałem na łamach „Nieznanego Świata” i na blogu „Wszechocean” na temat możliwości wielkiego osunięcia ziemi, a konkretnie stoku góry do Atlantyku w przypadku erupcji wulkanu Cumbre Vieja  na wyspie La Palma de Canaria. Możliwość ta była rozpatrywana czysto teoretycznie aż do czasu przedostatniej erupcji w 1949 roku, po której stwierdzono powolne osuwanie się stoku z prędkością kilku centymetrów na rok. W przypadku silnego trzęsienia ziemi czy erupcji wulkanicznej – stok ten osunie się do Atlantyku powodując falę tsunami o wysokości do 1000 m i prędkości samolotu pasażerskiego. Po kilku godzinach fala uderza w przeciwległe brzegi Atlantyku rujnując je doszczętnie. W czasie erupcji w 1971 roku na szczęście do tego nie doszło…


Tak to wyglądało w teorii. Jak mógłby się kształtować bieg fal tsunami pokazuje załączona mapka. Ukazany jest tam czas dobiegu fali w godzinach i minutach – cyfry czerwone – czas wyliczony bez uwzględnienia poprawek na konfigurację wysp i reliefu dna Atlantyku, cyfry niebieskie – czas z uwzględnieniem powyższych. Tak czy inaczej, wysokość fali na oceanie będzie wynosić ok. 40 m, prędkość 600-800 km/h zaś długość do 300 km. Tak by to wyglądało, jak w filmie zaprezentowanym na stronie https://www.pogodairadar.pl/wiadomosci/a1716b90-4cd5-4538-b67d-af9ed3a24cfd.

 







Jak to będzie wyglądało w praktyce, to być może zobaczymy teraz. Cumbre Vieja, a konkretnie krater Teneguia eksplodował w dniu 19.IX.2021 roku. Erupcję poprzedził rój trzęsień ziemi (ok. 25.000) o sile do M4,2– co zwiastowało przebudzenie się wulkanu. NB, Teneguia uznawano za wygasły od erupcji z 1971 roku, a jednak okazało się to pobożnym życzeniem…  





Nasze media podały:

Cumbre Vieja na La Palma to jeden z najbardziej aktywnych kompleksów wulkanicznych na Wyspach Kanaryjskich.

Obecnie przez wyspę przemierza kilkumetrowej wysokości rzeka lawy o temperaturze 1075°C, poruszająca się z prędkością 700 metrów na godzinę w kierunku wybrzeża.

Płynąca w kierunku morza rozżarzona lawa strawiła ponad sto domów, siedem dróg i szkołę. Wiele innych dróg zostało zamkniętych dla ruchu. Zniszczeniu uległy pola uprawne.

Wulkan ostatni raz wybuchł w 1971 r., wyrzucając lawę przez ponad trzy tygodnie. Wzrost jego aktywności sejsmicznej odnotowuje się od 2017 r.[1]

Ale wszyscy najbardziej obawiają się zapowiadanego przez naukowców landslide’u – osunięcia zachodniego zbocza łańcucha wulkanicznego Cumbre Vieja, które może być fatalne w skutkach dla czterech kontynentów: Europy, Afryki i obu Ameryk.  No cóż – przyszłość pokaże.

Mnie natomiast interesuje to, czy fale tsunami przedostaną się na Bałtyk? Teoretycznie mogą przedostać się przez Cieśninę Gibraltarską po 3 godzinach od zjazdu zbocza w ocean, a po 6 godzinach dotrą do wybrzeży Algierii, Francji, Sardynii i Korsyki oraz Tunezji i Libii.

Amerykanie wyliczają, że w siódmej godzinie ekstrafale dotrą do Danii i Norwegii i być może przedostaną się via Skagerrak, Kattegat i Bełty na Morze Bałtyckie. To opóźnienie wynika z osłabienia fali na Wyspach Brytyjskich i brzegach Europy Zachodniej. Sądzę, że fala osłabnie przeciskając się z Morza Północnego przez Cieśniny na akwen Bałtyku. Miejmy nadzieję, że naszym portom już się tak nie oberwie jak amerykańskim, które zostaną zalane trzydziestometrowym tsunami.

Mam jednak nadzieję, że do osunięcia się stoku nie dojdzie, bowiem jak na razie aktywny jest południowy koniec grzbietu wulkanicznego Cumbre Vieja, więc może erupcja nie przeniesie się na odcinek środkowy i północny. Ma miejsce wylew lawy, dzięki czemu spada ciśnienie w komorze magmowej pod Cumbre Vieja, a to zmniejsza ryzyko wystąpienia trzęsień ziemi, które mogą naruszyć kruchą równowagę w stokach wulkanu. To dobrze. Byle nie doszło do aktywizacji pozostałych kraterów tego wulkanu.

Cała fatalność polega bowiem na tym, że takie zjazdy ziemi i skał miały już miejsce w historii Wysp Kanaryjskich. Jak wynika z zamieszczonego tu rysunku, jest 12 takich przypadków, które zdarzyły się w tym rejonie świata: 3 starsze >1 mln lat temu i 9 młodszych <1 mln lat temu. Jeżeli idzie o wyspę La Palma de Canaria, to trzy osuwiska, z czego dwa w kierunku zachodnim – czyli tam, gdzie spodziewane jest współcześnie osuwisko mające spowodować tsunami.[2]

OK., ale jest jeden mały problem, a mianowicie – 12 takich potężnych tsunami powinny zostawić swój ślad w zapisie kopalnym czy choćby archeologicznym. To oczywiste, ale… takich śladów nie odkryto.

NB, jak już kiedyś pisałem, podobny problem Amerykanie mają z wyspą Hawai’i której wschodnia część może oberwać się do Pacyfiku wznosząc ogromną falę tsunami, która uderzy w zachodnie wybrzeża obu Ameryk. I w tym przypadku ma to podłoże stricte wulkaniczne. Także i w tym przypadku nie odkryto śladów potężnych tsunami na brzegach Pacyfiku.

 


 Pojawiły się także trzeźwe głosy uczonych, oto jeden z nich:

 

Eksperci odwołują się od obaw, że mega-tsunami uderzy we wschodnie wybrzeże po erupcji wulkanu na Wyspach Kanaryjskich

 

W niedzielę wybuchł wulkan na hiszpańskiej wyspie La Palma, zmuszając około 5000 osób do ewakuacji z domów w okolicznych wioskach.

Była to pierwsza erupcja wulkanu od 1971 roku i wywołała strach wśród ludności na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych z powodu obaw przed megatsunami.

Czy erupcja wulkanu La Palma spowoduje tsunami na wschodnim wybrzeżu Ameryki?

Jest mało prawdopodobne, aby tsunami nawiedziło wschodnie wybrzeże z powodu erupcji wulkanu w Europie. Chociaż to nie powstrzymało rozprzestrzeniania się strachu.

Te obawy i założenia pochodzą z badań naukowych opublikowanych w 2001 roku w czasopiśmie „Geophysical Research Letters”.

Według autorów Stevena N. Warda i Simona Day’a: Dowody geologiczne sugerują, że podczas przyszłej erupcji wulkan Cumbre Vieja na wyspie La Palma może doświadczyć katastrofalnego obrywu jego zachodniej flanki, zrzucając 150 do 500 km³ skały do ​​morza.

Spowodowałoby to, że fale wielkości tsunami „przepłynęłyby przez cały basen atlantycki” i uderzyłyby we wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych falami o wysokości do 100 stóp/30 m, a nawet więcej.

Jednak nawet gdyby duża część góry wpadła, pomysł, że fale powstałe w wyniku uderzenia mogą rozchodzić się po całym basenie Atlantyku, jest naciągany.

Według George'a Pararas-Carayannisa, redaktora czasopisma „Science of Tsunami Hazards”, zagrożenie wygenerowaniem mega tsunami w wyniku ogromnych awarii flanki stratowulkanów na wyspach zostało znacznie przesadzone.

W 2002 roku Pararas-Carayannis opublikował własne materiały, przedstawiające problemy z badaniem z 2001 r. i łagodzące obawy wszystkich.

- Masywne awarie flankowe stratowulkanów na wyspach są niezwykle rzadkimi zjawiskami i żadne z nich nie miało miejsca w zarejestrowanej historii – mówi Pararas-Carayannis. - Ostatnie badania modelowania numerycznego zostały oparte na błędnych założeniach niestabilności zbocza wyspy wulkanicznej, wymiarów źródła, szybkości awarii i mechanizmów sprzężenia tsunami.

To wszystko oznacza, że ​​liczby, których użyli Ward i Day, były błędnymi danymi wejściowymi opartymi na założeniach, które poczynili dla zdarzenia, które nigdy wcześniej nie miało miejsca i „doprowadziły do ​​przeszacowania efektów pola dalekiego tsunami”.

Janine Krippner, wulkanolog z Global Volcanism Program, mówi, że publiczny strach przed potencjalnym megatsunami wskazuje na znacznie większy problem.

- Ten scenariusz został zdyskredytowany przez naukowców, ale teraz wciąż jest szalony. Dlaczego? Ponieważ pociąga nas to, co nas przeraża, nawet jeśli nie jest prawdziwe – powiedziała „Newsweekowi”. - Nagłówki gazetowe wykorzystują najmniejszą nutę prawdy i zamieniają ją w nieodpartą prawdę absolutną, powodując prawdziwy stres i krzywdę na całym świecie.

Na szczęście Narodowe Centrum Ostrzegania Przed Tsunami stwierdziło, że nie ma zagrożenia tsunami dla wschodniego wybrzeża na podstawie wszystkich posiadanych informacji, w tym zmian poziomu wody.

Najbardziej godne uwagi tsunami, które nawiedziło wschodnie wybrzeże w ostatnich latach, miało miejsce w 1929 roku, kiedy trzęsienie ziemi o sile M7,2 wywołało fale w pobliżu Nowej Fundlandii w Kanadzie.

Większość, jeśli nie całość, energii tsunami mogła zostać wywołana przez osuwisko podmorskie, powodujące 2-7-metrowe fale skoncentrowane na wybrzeżu Nowej Fundlandii, chociaż odnotowano je tak daleko na południe, jak w Karolinie Pd.

Trzęsienie ziemi w Lizbonie z 1755 r., które oszacowano na M8,4 stworzyło fale, które docierały przez Ocean Atlantycki, ale nie przekraczały 1 metra wysokości.

Podobnie jak w przypadku Gulf Coast, istnieje kilka doniesień o małych tsunami uderzających w wschodnie wybrzeże w wyniku trzęsień ziemi na Karaibach, wszystkie o wysokości mniejszej niż 1 metr.

Nie trzeba dodawać, że nie ma się czego obawiać, jeśli chodzi o mega-tsunami, które może uderzyć we Wschodnie Wybrzeże w wyniku tej erupcji wulkanu, ale jest to możliwe.[3]

 

No cóż – czekamy na rozwój sytuacji. Jak na razie wulkan pluje lawą, która niszczy wszystko dookoła niego. To wróży, że erupcja będzie spokojna i nie będzie jakichś trzęsień ziemi, więc osunięcie się ziemi i skał z Cumbre Vieja zostanie odroczone na jakiś czas.    

środa, 15 września 2021

Supertsunami: roje wstrząsów pod Cumbre Vieja

 

Rój wstrząsów podziemnych na wyspie La Palma de Canaria we wrześniu 2021 r.

Marzena Rabczewska na swym blogu zamieściła niepokojącą wiadomość odnośnie zagrożenia erupcją wulkanu Cumbre Vieja na wyspie La Palma de Canaria, która może być zagrożeniem dla wszystkich miast na wybrzeżach Atlantyku. Pisze ona:

 

Pojawiły się oznaki przebudzenia wulkanu na Kanarach. Czy mamy się czego obawiać?

Jego erupcja może skończyć się wygenerowaniem wielkiej fali tsunami.

Władze Wysp Kanaryjskich uruchomił specjalny plan ochrony ludności z Uwagi na Zagrożenia Wulkaniczne (PEVOLCA) na obszarze Cumbre Vieja (La Palma) ze względu na obserwowany gwałtowny wzrost aktywności sejsmicznej ]w ostatnich dniach. Naukowcy biją na alarm, że wulkan – jeśli przebudzi się ze snu – może się zawalić i doprowadzić do wielkiej katastrofy w obrębie Basenu Atlantyku.

Jak donosi hiszpańskie Ministerstwo Administracji Publicznej, Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa, decyzję o wdrożeniu planu przyjął Komitet Naukowy PEVOLCA zwołany w poniedziałek w celu oceny sytuacji. Plan w szczególności został aktywowany dla Fuencaliente, Los Llanos de Aridane, El Paso i Mazo, gdzie obowiązuje pierwszy w trzystopniowej skali stopień zagrożenia.

Urzędnicy ostrzegają, że najwyższy od trzydziestu lat poziom izotopu helu-3 w grzbiecie wulkanicznym może okazać się detonatorem.

Cumbre Vieja, co po hiszpańsku oznacza Stary Szczyt jest aktywnym, ale uśpionym grzbietem wulkanicznym wznoszącym się na wulkanicznej wyspie La Palma na Wyspach Kanaryjskich. Wulkan dwukrotnie wybuchł w XX wieku – w 1949 i ponownie w 1971.

Eksperci na razie uspokajają, że szansa na erupcję jest niewielka, choć mimo wszystko nie można tego wykluczyć. Nemesio Perez, dyrektor Instytutu Wulkanologii Wysp Kanaryjskich (INVOLCAN), uspokoił w poniedziałek mieszkańców i wczasowiczów, że na razie nie ma zagrożenia. „W 80 procentach przypadków procesy te pozostają głęboko pod ziemią i nie powodują erupcji wulkanu” – czytamy w oświadczeniu. „Przechodzimy od sytuacji normalnej do czujności (…). Dostrzegamy zmiany aktywności sejsmicznej i zalecamy ludności zwrócenie uwagi na informacje wydawane przez władze” – dodał.

Pan Perez podał również trzy czynniki, które odegrały rolę o podjęciu decyzji o podniesieniu alarmu – wzrost liczby wstrząsów, które występują bliżej powierzchni ziemi, średnio na głębokości 11 kilometrów. „W ciągu ostatnich kilku lat w obrębie wulkanu Cumbre Vieja odnotowano 10 rojów trzęsień ziemi, jednym z nich jest rój, który rozpoczął się w sobotę. Nie ma wątpliwości, że obecny rój świadczy o znacznej zmiany w aktywności” – informuje INVOLCAN.

Żółty alarm nie oznacza wzrostu ryzyka dla lokalnej ludności, ale mobilizuje władze do wzrostu poziomów nadzoru oraz lepszego monitorowania aktywności wulkanicznej i trzęsień ziemi.

Aktywność sejsmiczna na południu wyspy La Palma jest, z przerwami „anomalna”, od 2017 r., a w ciągu minionego roku zarejestrowano ram aż osiem rojów trzęsień ziemi.

Naukowcy ostrzegają, że La Palma jest zagrożona katastrofalnym osunięciem ziemi, które może wyzwolić nawet stumetrową falę tsunami na Atlantyku.

W artykule badawczym z 2001 roku stwierdzono, że zmiana aktywności wulkanu Cumbre Vieja i jego pęknięcie, które powstało podczas erupcji z 1949 roku, może być preludium do gigantycznego osuwiska.

Autorzy Steven N. Ward i Simon Day oszacowali, że taki upadek może spowodować tsunami na całym północnym Atlantyku i poważnie uderzyć w kraje tak odległe, jak Ameryka Północna.

 

Tymczasem w Internecie pojawiły się jeszcze groźniejsze informacje:

 

Rój trzęsień ziemi

 

Hiszpania: Wstrząsy sejsmiczne na Wyspach Kanaryjskich.

Ostatniej doby w rejonie Wysp Kanaryjskich odnotowano kilkaset wstrząsów sejsmicznych, które dochodziły do magnitudy 4. Najwięcej wstrząsów wystąpiło na wyspie Palma - poinformował Hiszpański Instytut Geograficzny.

Władze IGN podały, że najsilniejsze wstrząsy wystąpiły w gminie El Paso, usytuowanej na wyspie Palma. Dotychczas nie potwierdzono tam żadnych ofiar, ani zniszczeń.

Eksperci z Kanaryjskiego Instytutu Wulkanologii (Involcan) wskazują, że na archipelagu w ostatnich dniach notowano niewielkie, choć liczne wstrząsy. Przypuszczają, że ruchy ziemi mają związek ze zwiększeniem aktywności wulkanu Cumbre Vieja. W jego rejonie od soboty zanotowano ponad 400 wstrząsów.

W obecnym roku zaobserwowano znaczący wzrost aktywności sejsmicznej również w regionie Andaluzji, na południu Hiszpanii. Tylko w styczniu i sierpniu zanotowano w okolicach miast Grenada i Malaga tysiące wstrząsów. Najsilniejsze przekroczyły magnitudę 4.

Wstrząsy powtórzyły się w tym regionie Hiszpanii 28 sierpnia. W ciągu zaledwie kilku godzin ziemia zadrżała w południowej części Andaluzji ponad 50 razy. Najsilniejszy wstrząs miał magnitudę ponad 4,9.

 


Moje 3 grosze


Uczeni już od dawna ostrzegają Ludzkość przed możliwością katastrofalnego supertsunami, którego źródłami są wyspy La Palma i Hawai’i. Pisałem o tym na tym blogu i w „Nieznanym Świecie”:

·        https://wszechocean.blogspot.com/2015/05/apokalipsa-zacznie-sie-w-ameryce.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2011/10/finis-america.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2021/02/budzi-sie-cumbre-vieja.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2014/05/czekajac-na-superkatastrofe.html

Ale jak widać, świat się tym nie przejmuje i będzie jak zawsze – ludzie zaczną się przejmować, jak nieszczęście już się zdarzy… A zdarzy się, bo już się zdarzało więc zdarzyć się musi, bo takie są prawa fizyki.

W tym kontekście bardzo niepokoją trzęsienia ziemi na południu Hiszpanii, czyżby Europa zaczęła pękać pod naciskiem Płyty Afrykańskiej? Tam znajduje się grzbiet oceaniczny prowadzący od Gibraltaru do środka Atlantyku, a w drugą stronę aż do Pakistanu i Afganistanu przez całe Morze Śródziemne… Na wszelkie sposoby nie wygląda to dobrze.  

 

Źródła:

·        www.express.co.uk

·        https://krolowasuperstarblog.wordpress.com/2021/02/05/aktywnosc-sejsmiczna-wokol-niebezpiecznego-wulkanu-na-kanarach-jego-erupcja-grozi-wielka-katastrofa/comment-page-1/#comment-157137

·        https://wydarzenia.interia.pl/swiat/news-hiszpania-wstrzasy-sejsmiczne-na-wyspach-kanaryjskich,nId,5481901?fbclid=IwAR3aDi0lBQN_ywFovSV2dNUGmijEXYNChrNc5yw2viuRty6SYGd5uXZyp0k#utm_source=fb&utm_medium=fb_share&utm_campaign=fb_share&iwa_source=fb_share

sobota, 6 lutego 2021

Budzi się Cumbre Vieja?

 


Portal pogodowy Marzeny Rabczewskiej przyniósł niepokojącą informację na temat wzrastającej aktywności sejsmicznej wokół wulkanu Cumbre Vieja na wyspie La Palma w archipelagu Kanarów. Wybuch tego wulkanu grozi oberwaniem się połowy wyspy do Atlantyku i powstania gigantycznej fali tsunami, która zagrozi wybrzeżom czterech kontynentów, a skutki jej działania będą bardziej dewastujące niż w przypadku Sumatry w 2004 czy Japonii w 2011 roku. Pisze zatem Marzena Rabczewska w swym blogu:   

 

Aktywność sejsmiczna wokół niebezpiecznego wulkanu na Kanarach. Jego erupcja grozi wielką katastrofą

 

140 trzęsień ziemi wykryto pod wulkanem Cumbre Vieja na Wyspach Kanaryjskich. Budzący się do życia wulkan – zdaniem naukowców – jest bardzo niebezpieczny, ponieważ stwarza ryzyko powstania potężnych fal tsunami.

Rój sejsmiczny został zaobserwowany przez Kanaryjski Instytut Wulkanologiczny (Involcan), który jest obsługiwany przez Kanaryjską Sieć Sejsmologiczną. Aktywność występuje pod wulkanem Cumbre Vieja na La Palmie.

Od poniedziałku od około godziny 4 rano do środy zarejestrowano łącznie 138 zdarzeń sejsmicznych. Wstrząsy były skoncentrowane na głębokości od 15 do 20 kilometrów pod zachodnim zboczem wulkanu Cumbre Vieja. Maksymalna wielkość, jaką zarejestrowano dotychczas, wynosiła 1,8 w skali Richtera.

Według Involcan zarówno turyści odwiedzający La Palmę, jak i lokalni mieszkańcy nie są w niebezpieczeństwie i nie powinni się martwić o rój sejsmiczny, ponieważ głębokość wstrząsów nie jest obecnie powodem do niepokoju. Nie wyklucza się jednak, że aktywność sejsmiczna będzie ulegać zmianie w najbliższych tygodniach.

Każdy rój aktywności sejsmicznej w pobliżu Cumbre Vieja jest niepokojący, ponieważ w razie ewentualnej erupcji wulkanu może dojść do spełnienia najczarniejszych scenariuszy. Istnieje bowiem wysokie prawdopodobieństwo oberwania masywu skalnego wokół wulkanu, co spowoduje powstanie przerażającą falę tsunami. Według przeprowadzonych w 2017 r. badań megatsunami może uderzyć w przybrzeżne regiony Europy i obu Ameryk, zmywając wybrzeża Kanady, Brazylii, krajów Morza Karaibskiego, Brazylii, Portugalii, Francji, Wielkiej Brytanii, Islandii, Grenlandii i Norwegii.

 

Sytuacja jest groźna, bowiem w przypadku oberwania się w ocean zachodniej części wyspy fale tsunami uderzą w kontynent amerykański w ciągu 5-8 godzin. Opisałem to dokładnie w artykułach na ten temat na tym blogu, zob.:

·        https://wszechocean.blogspot.com/2015/05/apokalipsa-zacznie-sie-w-ameryce.html

·        https://wszechocean.blogspot.com/2011/10/finis-america.html

 

… które polecam Czytelnikom.

 

Źródło: Przyroda, Pogoda, Klimat - https://krolowasuperstarblog.wordpress.com/2021/02/05/aktywnosc-sejsmiczna-wokol-niebezpiecznego-wulkanu-na-kanarach-jego-erupcja-grozi-wielka-katastrofa/comment-page-1/#comment-157137

sobota, 28 grudnia 2019

15 lat temu na Indyku…




Stanisław Bednarz


26 grudnia 2004 roku od rana radio podawało o niesamowicie silnym trzęsieniu ziemi na Oceanie Indyjskim i związanej z nim fali tsunami. Ofiar było 294 tysiące gównie obywateli Indonezji, Indii, Śri Lanki, Tajlandii i wielu turystów z około 40 krajów.

Było to podmorskie trzęsienie ziemi o magnitudzie 9,1, którego hipocentrum znajdowało się ok. 30 km pod dnem Oceanu Indyjskiego w pobliżu północno-zachodniego wybrzeża Sumatry. Główny wstrząs nastąpił 26 grudnia 2004 o godzinie 01:58.53 CET. Było to trzecie pod względem siły trzęsienie ziemi.

 Zdarzały się silniejsze jak w Chile o M9,5 w 1960 roku (tzw. terremoto), oraz na Alasce w 1964 o M9,2, ale były one na bezludnych obszarach.[1] To trzęsienie wywołało fale tsunami, 15 m - zniszczyły one nadmorskie osady, a także kąpieliska odwiedzane przez zagranicznych turystów. Największe zniszczenia tsunami spowodowało na wybrzeżu Indonezji, Sri Lanki i Indii oraz na Andamanach i Nikobarach a także w Tajlandii (m.in. na wyspie Phuket). Liczba zabitych i zaginionych wynosi co najmniej 294 tysiące ludzi. Kilka milionów osób straciło dach nad głową. 1200 km uskoku tektonicznego osunęło się o 15 metrów do strefy subdukcji, w której Płyta Indyjska zanurza się pod Płytą Birmańską. Ruch ten był źródłem fal uderzeniowych.

O ile samo trzęsienie ziemi wywołało straty tylko w Indonezji, to na wodach przybrzeżnych fala uderzeniowa przekształciła się w tsunami. Uderzyła w brzegi Indonezji, następnie dotarła do Tajlandii, Sri Lanki i Indii, w dalszej kolejności na Seszele, Madagaskar i wybrzeże Afryki. Fala tsunami uderzyła o brzegi Indii, przedtem zmiatając indyjskie osiedla na wyspach w archipelagu Andamanów i Nikobarów. Wyspy Nancowra zniknęły z powierzchni Ziemi wraz z ok. 18 tys. mieszkańców.







Sri Lanka otrzymała dwa ciosy – od fali nadchodzącej od wschodu, a następnie od odbitej od wybrzeży Indii, która uderzyła w zachodnie, wybrzeże. W wielu miejscach fala wdarła się nawet na 3 km w głąb lądu. Ściana wody porwała pociąg ekspresowy relacji Kolombo-Galle, z 1600 pasażerów uratowano 300.

Tajlandia poniosła poważne straty. Wśród zabitych i zaginionych znalazło się ok. 700 turystów (głownie Szwedów 543 na wyspie Pukhet).

W Afryce najcięższe straty poniosła Somalia. W wyniku uderzenia fali zginęło ok. 300 osób.

Mniejsze straty poniosły Kenia i Tanzania.




Fala dotarła także do wybrzeży Australii. Jedną z osób, które tamtego dnia walczyły o życie, był... Jerzy Urban! On i jego żona, Małgorzata Daniszewska, wypoczywali wtedy na jednej z wysp Malediwów. Kiedy się obudzili tamtego dnia, woda zalewała już ich łóżko. Przed ich hotelem wszyscy goście stali w bieliźnie. Menadżer zagonił ich na najwyższe miejsce na wyspie, to tam siedzieli wiele godzin w kapokach, czekając na to, co przyniesie los. Żeby wydostać się z wyspy, Urban i Daniszewska musieli posunąć się do dania łapówki…

Polskie MSZ podało, że 1 osoba zginęła, a 10 Polaków było poszukiwanych.


Moje 3 grosze


Chciałbym tylko dodać, że pojawiła się cała masa teorii spiskowych związanych z tym wydarzeniem. Najgłupszą jest chyba hipoteza o tym, że ruch obu płyt tektonicznych został spowodowany przez amerykańskie eksperymenty z instalacją HAARP w okolicach Gekona, AK. Promieniowanie mikrofalowe HAARP poruszyło miliardy ton masy płyt tektonicznych i to właśnie spowodowało trzęsienie ziemi.

Inna, równie głupia teoria spiskowa mówi, że USA, Chiny czy Rosja testowały najnowszy rodzaj broni – broń geofizyczną, no i oczywiście oberwało się najbiedniejszym mieszkańcom globu i najbogatszym turystom… Opisano to w następujących materiałach:
https://wszechocean.blogspot.com/2012/05/ufo-versus-wielkie-fale-1.html
i dalsze.

[1] Czwartym najsilniejszym trzęsieniem ziemi było trzęsienie ziemi w Japonii o M9,0 w dniu 11.III.2011 roku.

sobota, 30 lipca 2016

Tsunami: bicz boży



Tablica ostrzegająca przed tsunami


Wiaczesław Burmistrow

Grupa uczonych składająca się ze specjalistów z USA, Rosji i Japonii, przy pomocy komputerowego modelowania wyliczyła, że w 2030 roku Japonii grozi potężne tsunami, które spowoduje śmierć co najmniej 130 mln osób.
Jeżeli ludzkości przyjdzie zginąć wskutek nowego Potopu Powszechnego, to jego karzącym mieczem będzie tsunami – jak mówią Ajnowie na Sachalinie. Podobne proroctwa mają Koreańczycy i Japończycy. 

Ostały się przekazy u Aleutów i Indian alaskańskich, w których powiedziano: Kiedy pojawia się na ziemi ocean, rodzi się tsunami – krzyk śmierci. Fale śmierci rodzą się wskutek erupcji podwodnych wulkanów czy przemieszczania się wielkich płaszczyzn morskiego lub oceanicznego dna.


Wysokość fali tsunami w zatoce Lituva w porównaniu z najwyższymi budowlami świata


Straszna statystyka


Po raz pierwszy o tsunami wspominają pisane świadectwa z 479 r. p.n.e. W czasie ostatnich 2500 lat odnotowano ponad 3000 tsunami, przy czym osobliwie lubi się ono pojawiać na Oceanie Spokojnym: na nim zdarzyło się 75% wszystkich przypadków tsunami. 12% morderczych fal zaobserwowano na Morzu Śródziemnym, 10% - na Atlantyku, 3% na Oceanie Indyjskim. Pozostałe morza wolne są od tej plagi. 

Najbardziej ucierpiała od morderczych fal, które tam nazywa się kamienną ścianą morza, Japonia. Nierzadko fale atakują wybrzeża Kurylskich i Hawajskich wysp, Kamczatki, Alaski i Chile. 

Przed tsunami nie ma ratunku. Tylko cud może uratować człowieka pozostającego na brzegu, kiedy morze zrodziło śmiercionośną falę – wszak tsunami może przemieszczać się z prędkością 790 km/h i sięgnąć wysokości 500 m! Prawda, takie monstrum pokazało się na świecie tylko jeden raz – w dniu 9.VII.1958 roku na Alasce – a wywołała go lawina w górach. Tym razem tsunami przeleciało po zatoce Lituya z prędkością 16 km/h. 

W ciągu dwóch milleniów, tsunami zabiło ponad 15.000.000 ludzi – i jest to tylko liczba przybliżona – bowiem dokładne obserwacje, liczenie strat i statystyki prowadzi się zaledwie przez ostatnie parę stuleci, a przedtem tylko ograniczano się do epitetów i ogólnych ilości ofiar. 

Jedna z najstraszniejszych tragedii miała miejsce w 1883 roku w Indonezji: tym razem tsunami spowodowane przez erupcję wulkanu Krakatau (siła wybuchu 6°VEI, a energia wybuchu wynosiła 200 Mt TNT – przyp. tłum.) zabiło 36.000 ludzi. 

Nie mniejsze żniwo śmierci zebrała mordercza fala w 1896 roku w Japonii: na jej brzegi runęło jedna za drugą 7 fal o wysokości 36 m, zabijając 27.000 ludzi. Ci, którym udało się uratować opowiadali, że poza hukiem rozszalałego morza słyszeli oni straszliwe dźwięki: one paraliżowały wolę, wywoływały ból w tyle głowy, karku i kręgosłupie. Zagadka tego dziwnego zjawiska pozostała nierozwiązaną… We wrześniu 1923 roku, Japonia znów poniosła straty w związku z atakiem ekstra-fal: gigantyczna fala nakryła Tokio i Jokohamę, a milion ludzi poniosło śmierć!

Jesienią 1737 roku, 60-metrowa fala przykryła Wyspy Komandorskie: jej głównymi ofiarami stały się wieloryby – po tym, jak morze się uspokoiło, ich szczątki znajdowano w odległości 3-5 km od brzegu Wyspy Beringa!

Następnym razem śmiercionośna fala runęła na Komandory w maju 1960 roku: poprzedziło ją potwornej siły podwodne trzęsienie ziemi u brzegów Chile. I znów największe szkody były na Wyspie Beringa: na początku ocean cofnął się na 50 m od wybrzeża, a po paru minutach usłyszano straszliwy huk – i na wyspę runęła ściana wody. 

Niewiele mniej niż Komandorom dostaje się Kurylom. I tak w listopadzie 1952 roku, o godzinie 04:00 SAKT/18:00 GMT-UTC mieszkańcy północnych Wysp Kurylskich obudzili się z powodu potężnego, podziemnego huku – wydawało się, że dochodzi on samego jądra Ziemi. Potem zadygotały ściany, coraz to silniej, wiele budynków po prostu się rozsypało jak domki z kart.

…I oto od strony horyzontu usłyszano potężny, wciąż rosnący ryk. Mało kto widział, jak nadchodziło w ciemnościach to gromowe „coś”, a jeszcze mniej z tych, co to przeżyli, by o tym opowiedzieć.
Jednym wydawało się, że poruszało się całe pływające pole lodowe, które kruszyło się i łamało na przybrzeżnych skałach… Inni mówili, że jasno widzieli przemieszczające się ściany wody. Ich spienione, grzmiące grzebienie świeciły fosforycznie.
Ściana wody o wysokości trzykondygnacyjnego domu napłynęła na brzeg z prędkością ok. 500 km/h.
Pierwsza fala zerwała domy z ich fundamentów, a odpłynąwszy jakby „wypiła” cała wodę – obnażywszy dno morskie na szerokość 200-300 m w głąb oceanu…
Od morza znów rozległ się straszliwy hałas, to grzmiały „grzywacze” z drugiej fali, która powoli napływała na brzeg… - tak opisuje to tsunami badacz Dalekiego Wschodu prof. Jurij Jefriemow.  

Podwodne trzęsienie ziemi zrodziło tsunami w 1952 roku doniosło się echem nawet do … Moskwy: w stolicy odnotowano przemieszczenie się gruntu na 2 mm. Niby niewiele, ale weźcie pod uwagę odległość Kuryli od Moskwy! 


Fale tsunami sunące przez rejon Sendai...


…nie ma przed tym ochrony…


Oczywiście, najważniejsze: nauczyć się wcześniej przewidywać tsunami. – a to szczególnie okazało się być trudnym zadaniem! Nawet dzisiaj, przy użyciu całej naszej współczesnej aparatury, uczeni mogą jedynie wyznaczyć okresy możliwego pojawienia się gigantycznej fali, ale dokładnej prognozy podać nie mogą. 

A oto w dawnej Japonii istniał specjalny zakon – Sanin (z sekty Shugendō – przyp. tłum.) – zbliżony do ninja, członkowie którego z dość dużą dokładnością potrafili przewidzieć powstanie tsunami: i miejsce i czas. Zakon wysyłał swych członków w miejsce, gdzie groził atak zabójczej fali, żeby zawczasu powiadomić ludzi, pomóc się im ratować i zabrać ze sobą najcenniejsze przedmioty. 

Zakon był założony w szczególnym miejscu, w miejscu siły – na górze Daisen w dzisiejszej prefekturze Tottori (N 35°22’16” – E 133°42’37”, 1729 m n.p.m. – przyp. tłum.) Mówi się, że także w naszych czasach można tam spotkać wojowników sanin. Ale czy zwykły człowiek jest w stanie odróżnić członka zakonu od szeregowego obywatela: wojownik w niczym się nie odróżnia od zwyczajnego mieszkańca tych okolic… 

Oni potrafią cicho i niezauważenie poruszać się. Oni potrafią precyzyjnie wymierzać ciosy. Uderzać tak, by powalić przeciwnika – i nie ma przed nimi ochrony. Oni ześrodkowują w sobie moc i wiedzę o tsunami.

Tak właśnie w Średniowieczu scharakteryzowano tych wojowników z tego tajemniczego zakonu. Słowo „sanin” w przekładzie oznacza „strona cienia”, „zacieniona strona”. 

Członkowie zakonu potrafią doskonale się maskować, zmieniać wygląd, ukrywać uczucia. Oni nie noszą jakiejś specjalnej odzieży i nie noszą przy sobie broni. Oni sami są śmiercionośna siłą, jak tsunami, których fale oni opanowali poświęciwszy tej technice całe lata nauki. 

W legendach mówi się o tym, że wodzowie i nauczyciele zakonu potrafili przewidywać, w jakim miejscu i kiedy w Pacyfiku pojawi się tsunami i udawali się tam ze swymi uczniami. Uprzedziwszy ludzi o grożącym im niebezpieczeństwie, oni pomagali im znajdować bezpieczne schronienie, a sami pozostawali tam w oczekiwaniu na Wielką Falę.


...i efekty Wielkiej Fali w Kamaishi

Głos fali


Wspomnę o tym, że ocaleni z katastrofalnego tsunami, które uderzyło w Japonię w 1896 roku, słyszeli nie tylko narastający łomot śmiercionośnej fali, ale także dziwny huk, który wprawił ich w oszołomienie i spowodował ból głowy. Współcześnie uczeni uważają, że tsunami wywołuje szczególny infradźwięk, który charakteryzuje się małą częstotliwością. Do tego ów infradźwięk powstaje o wiele wcześniej, niż woda wytworzy falę tsunami.

(Istnieje możliwość, że wtedy doszło do powstania fal infradźwięków o częstotliwości <20 Hz, które wywarły negatywny wpływ na ludzi, i przy odpowiedniej częstotliwości – 7 Hz – mogły nawet spowodować śmierć, jednakże fale tsunami powstają wskutek ruchów skorupy ziemskiej i infradźwięki powinny powstawać za każdym razem, kiedy dochodzi do trzęsienia ziemi na dnie oceanu, a tego nie zaobserwowano. Być może fale infradźwiękowe są odpowiedzialne za dziwne wypadki i incydenty na akwenach Trójkąta Bermudzkiego i Morza Diabelskiego w Trójkącie Smoka… - uwaga tłum.) 

Wedle innej teorii, wojownicy sanin wiedzieli o zjawisku generacji infradźwięku przez fale tsunami i potrafili – po pierwsze: wcześniej przewidzieć tsunami, a po drugie: przerobić straszliwego wroga w swego sojusznika. 

Członkowie zakonu nie uciekali od tsunami, a wręcz odwrotnie – biegli mega-falom naprzeciw. Dzięki odpowiednim treningom, przeprowadzanym przez wprawionych nauczycieli, oni mieli umiejętność wchodzenia na grzbiet fali, by potem cali i zdrowi znaleźć się w bezpiecznym miejscu.

A „oswojone” tsunami odpływało do oceanu… 




O wojownikach Sanin


Zapytałem naszego japońskiego korespondenta Pana Kiyoshi’ego Amamiya o wojowników Sanin, a oto jego odpowiedź:
Aktualnie organizacja sekty Shugendo jest przedmiotem badań. W Japonii mamy wiele gór, a Shugendo są ludźmi, którzy trenują się właśnie w górach.

Jej założyciel jest zwany En-No-Ozunu (En-no-Gyoja). On umiał przepowiadać pogodę i potrafił latać w powietrzu. Około roku 700 przystąpił on do akcji skoncentrowanej w Nara-ken. Poniżej podaje wypis z Wikipedii:

En no Ozunu, znany także jako En no Ozuno, Otsuno (役小角?) (ur. 634, in Katsuragi; zm. 700–707) był japońskim ascetą i myślicielem, tradycyjnie uważanym za twórcę i założyciela sekty Shugendō, ścieżki ascetycznego sposobu życia uprawianego przez gyōja albo yamabushi.
Nazywany także En-no-Gyoja albo En-no-Ozunu, był on urodzony w Yamato-no-Kuni (dziś prefektura Nara) w czasach panowania cesarza Jomei. Już w dzieciństwie osiągnął mądrość poszukując z klasycznych ksiąg, doktryny i wiedzę Sanpou (Prawo Buddy, prawa i kapłani). Później praktykował on ascezę na górze Ikoma w Yamato (dzisiaj Nara) i na górze Kumano w Kii (dzisiaj prefektura Wakayama), wspinał się na górę Katruragi i uświęcił Kujaku Myoo oraz uprawiał praktyki ascetyczne, co uczyniło go słynnym.
Został on oskarżony o czary i zesłany do Izu. Powrócił do Kioto po uwolnieniu i tam stał się założycielem Shugen-do (górskiego ascetyzmu). Później pokazał się on w Buzen Kyushuu (dzisiaj Ooita). Potem wszelki ślad po nim zaginął.jego uczniowie zwani są Zenki i Goki. Otrzymał on tytuł Shinpen Daibosatsu w 1799 roku.(Kiyoshi Amamiya)   
     








Praktyki wojowników Sanin


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr42/2015, ss. 18-19
Przekład z j. rosyjskiego i angielskiego – ©Robert K. Leśniakiewicz