Powered By Blogger

niedziela, 15 listopada 2015

„Uderzająco geometryczne” kształty ukryte na powierzchni Księżyca



Charles Q. Choi


Największy basen księżycowy nie jest astroblemem


Masywna cecha księżycowej powierzchni, uformowana z księżycowych pęknięć, jak wykazały badania, ku zdumieniu uczonych zrewidowały one wcześniejsze teorie. Wcześniej uczeni myśleli, że księżycowy Ocean Burz był okrągłym kraterem pozostałym po gigantycznym impakcie, ale teraz uczeni odkryli, że jest on określony przez gigantyczny prostokąt utworzony przez wychłodzona lawę, kiedy Księżyc się uformował.
- To odkrycie pozwala na stwierdzenie, że wczesny Księżyc był bardziej dynamiczny niż to pierwotnie sądzono – dodali uczeni.

Ocean Burz albo Oceanus Procellarum jest największym z księżycowych maria – mórz – wielkich ciemnych plam widocznych na powierzchni widocznej strony Srebrnego Globu. Wcześniej astronomowie, myląc je z oceanami, nazwali je maria – po łacinie morza. Jednakże okazało się, że są to wielkie powierzchnie ciemnych skał bazaltowych.


Burzliwa historia Oceanu Burz


Uczeni wcześniej sądzili, że Ocean Burz powstał w wyniku wielkiego kosmicznego impaktu, który pozostawił po sobie astroblem o średnicy 3200 km, a który wypełniła lawa. Jednakże dane uzyskane z misji NASA – GRAIL wykazały, że Ocean Burz nie jest okrągły, ale jest otoczony przez dziwnie wielki, prostokąt na spodzie powierzchni księżycowej. To sugeruje, że Ocean Burz nie powstał wskutek upadku meteoroidu na powierzchnię Księżyca. Zamiast tego, naukowcy sugerują, że został on uformowany, kiedy powierzchnia Księżyca popękała na fragmenty.
- GRAIL odkrył cechy na Księżycu, które nijak nie pasują do danych, które mieliśmy w ręku – powiedział prowadzący te badania dr Jeffrey Andrews-Hanna, planetolog z Colorado School of Mines w Golden, CO. Ktoś może być ciekawy tego, co mogłoby leżeć poniżej powierzchni całej reszty planet Układu Słonecznego.

Dwa bliźniacze statki kosmiczne NASA z misji GRAIL nazwane Ebb i Flow orbitują wokół Księżyca i mierzą, jak silne jest przyciąganie w różnych punktach jego powierzchni. Masa znajdująca się pod powierzchnią przyciąga silniej, niż podpowierzchniowa pustka. Pomiary dokonywane przez nie pozwalają na wykrycie i obliczenie koncentracji masy pod powierzchnią. NASA wystrzeliła te księżycowe próbniki misji GRAIL (co oznacza Gravity Recovery And Interior Laboratory) we wrześniu 2011 roku. Misja zakończyła się w grudniu 2012 roku, kiedy to oba orbitery spadły na powierzchnię Srebrnego Globu.

Ultra-precyzyjna mapa grawitacji księżycowej z misji GRAIL nieoczekiwanie ukazała zestaw linearnych struktur ustawionych w kształt regularnego prostokąta szerokiego na 2600 km wokół Oceanu Burz. Regularny kształt granic Oceanu nie został stworzony przez kosmiczne zderzenie, które pozostawiłoby krater z regularnym, okrągłym basenem.
- Obserwowany wzór anomalii grawitacyjnych jest za bardzo dokładny geometrycznie i ma swój niezwykły kształt, który zmusza nas do myślenia na nowy sposób na temat procesów mających miejsce na Księżycu i planetach w ogólności – powiedział dr Andrews-Hanna do Space.com.


Księżycowa lawa i geometria Srebrnego Globu


Uczeni sugerują, że te nowoodkryte struktury są pozostałościami dolin wypełnionych „wymrożoną” lawą. Doliny te powstały, kiedy otworzyły się szczeliny w powierzchni Księżyca.
- Jak lawa zostanie schłodzona do ciała stałego, to załamania i uskoki mogą tworzyć wielokątne płyty – wyjaśnia dr Andrews-Hanna. - Doskonałym przykładem są znalezione płyty zastygłej lawy na Ziemi, gdzie to lawa zastyga w kształcie sześciokątnych słupów, jak to możemy zobaczyć na Devil’s Postiple National Monument w Kalifornii. Te sześciokąty powstają, kiedy trzy szczeliny przecinają się pod kątem 120°, a jedynym wielokątem, który może powstać w ten sposób jest sześciokąt, co widać na słupach bazaltowych jak i na wysuszonym mule w Wielkiej Dolinie Ryftowej we Wschodniej Afryce.


Na Księżycu te strefy pęknięć tworzą regularny porządek.
- Geometria sferyczna jest inna od geometrii płaszczyzny, oto dlaczego trajektoria samolotu czy satelity wydaje się być linią krzywą, kiedy nałożymy ją na płaską mapę – mówi dr Andrews-Hanna. – Na tak wielkiej powierzchni, jaką stanowi Ocean Burz, wielokąt ze 120-stopniowymi kątami na cztery boki zamiast sześciu  - albo, innymi słowy mówiąc – kwadrat o wielkości Oceanu Burz na powierzchni sferycznej wielkości Księżyca ma kąty o rozwarciu 120° zamiast 90°, które widzimy na płaskiej powierzchni.  

- Doliny ryftowe wypełniły się lawą 3,5 mld temu. Lawa ta wypłynęła ze szczelin twierdzi dr Andrews-Hanna – pozostaje nieznanym, czy doliny ryftowe powstały przed czy w czasie okresu wulkanicznego, który wypełnił Ocean Burz lawą, która wystygła tworząc ciemne skały, które aktualnie dominują na tych obszarach.  

Doliny i strefy ryftowe są doskonale znane na Ziemi, Wenus i Marsie, ale wcześniej nie znano ich na Księżycu.
- To oznacza, że dawniej Księżyc był bardziej dynamicznym ciałem niebieskim, niż to sobie wyobrażaliśmy – mówi dr Andrews-Hanna. – Sądzę, że dopiero zaczynamy rozumieć najwcześniejszą historię Srebrnego Globu.
- Nowoodkryte cechy struktury Księżyca są całkiem podobne do cech lodowego księżyca Saturna – Enceladusa – który być może ma podobną geologiczną historię – jak twierdzą naukowcy. Wstępne badania nie przewidywały istnienia takich struktur na Księżycu czy na Enceladusie, które mówią nam, że mamy jeszcze wiele do dowiedzenia się i zrozumienia całego spektrum ewolucji planet – powiedział dr Andrews-Hanna.


 Moje 3 grosze


To, co właśnie przeczytaliśmy świadczy o tym, jak jeszcze mało wiemy o naszym kosmicznym sąsiedzie. Dlatego jestem zdania, że Ludzkość powinna powrócić na Księżyc choćby dlatego, by mieć bazę wypadową dla kolonizacji innych planet i kolejne źródło surowców dla coraz bardziej wyeksploatowanej planety Ziemia.

Jeszcze jedna uwaga, co do kształtu Oceanu Procellaryjskiego, a mianowicie – zauważmy, że nie jest on kwadratowy czy prostokątny, ale wpisuje się właśnie w kształt sześciokąta. Co nam to przypomina? Mnie przypomina to dość dokładnie sześciokątną strukturę atmosferyczną nad północnym biegunem Saturna, co spowodowane jest szybkim ruchem obrotowym tej planety. Być może Księżyc też się kiedyś obracał i lawa, która go pokrywała też nabrała kształtów regularnego sześciokąta, który potem – w miarę bombardowania meteoroidami został częściowo zniszczony, a jego kontury zatarte kosmiczną erozją. Wynikałoby z tego jeszcze, że Księżyc się kiedyś obracał a jego biegun znajdował się gdzieś pośrodku Oceanus Procellarum! Ale to już zostawiam przyszłym badaczom Księżyca.  

Ale jest jeszcze jeden aspekt do którego powracam – uważam za Arthurem C. Clarkiem i legionem innych autorów sci-fi, że Księżyc jest idealnym miejscem do nawiązania kontaktu z Przybyszami, kimkolwiek by Oni nie byli. Począwszy od kontaktu na poziomie robot – robot a skończywszy na kontakcie człowiek – Przybysz. Być może pierwociny tego kontaktu już miały miejsce?

Z drugiej strony Księżyc powinien być nasz – ludzi z planety Ziemia i dlatego będziemy mogli mówić o jego zdobyciu wtedy i tylko wtedy, gdy powstanie tam pierwsza ludzka kolonia – nie jakaś tam basa stała czy półstała, ale normalne, regularne miasto ze stałymi mieszkańcami, całą jego infra- i ultrastrukturą, z dziećmi już tam urodzonymi i starcami, którzy tam zakończą swe życie, itd. itp.
I mimo wszystko mam nadzieję, że prędzej czy później, ale zawsze - tak będzie.

              
Opinie z KKK


Dziś nieco konkretniej, ale i tak trochę szerzej, ponieważ ten temat to czubek góry lodowej. A zatem...

Powiem: Wow! Craft w tym artykule? Człowiek, który był rzeczywistym przywódcą/dowódcą wielu misji NASA, i którego zdanie było życzeniem Stwórcy? Szkoda, notabene, że nie wybrał zawczasu dwuetapowego startu z wysięgnikiem modułu kosmicznego, a którym to wysięgnikiem był wielki przegrany - koncept dolotu poprzez użycie samolotu, do którego podczepiony byłby właściwy rakietoplan kosmiczny. O ironię zakrawa fakt, że Rosjanie mieli własne pomysły, acz tak byli niepewni swego i przestraszeni obcego, że ich espionaż zdewaluował pomysły, do których niejako powraca NASA i firmy prywatne, czy to jeśli chodzi o skafandry, czy o sposób wynoszenia kosmolotów.

Ab ovo - coś pamiętam o kalendarzu księżycowym z francuskich jaskiń i zideogramowaniu kolejnych faz księżyca na ścianie jaskini, który to ryt był wcześniej uważany za fantasmagorię ludzi prymitywnych, sprzed nastu tysięcy lat, który jednak de facto wymagał systematycznych badań i wielomiesięcznej obserwacji, przeto i osiadłości i dostatecznego potencjału umysłowego, by nazwać ten prehistoryczny ludzki byt równie inteligentnym, jak my (hmm, nawet bardziej, jako że niektórzy chyba w ogóle obecnie żadnych ambicji nie przejawiają). Notabene, ciekawe, jak traktowano tego Kogoś. Względem każdego nieoświeconego społeczeństwa, samo-spełniającym się truizmem bywa: Nie ma prawdziwego geniuszu bez przymieszki szaleństwa. Cierpiał, czy poradził sobie inaczej, choćby wypracowując pozycję? A tak po prawdzie, czy niegdyś ludzie nie zwykli byli myśleć mniej o chlebie, gdy już się najedli? Skądinąd sztuka by powstała, gdyby nie kultura wyrosła z chwilowego dobrostanu dającego abstrakt, i niedolę jednocześnie, znudzenia się? Myślę, że wiele takich księżyców, w najróżniejszych postaciach, strawił czas i pochłonęła niepamięć.

Jeśli chodzi o wyprawy na satelitę i zamrożenie programów Apollo lub rosyjskich programów kosmicznych, bardzo ciekawym powodem zanęcił masy Ingo Swann. W sukurs idzie mu "2010: Odyseja kosmiczna", i jej przekaz: Wszystkie te światy są wasze. Nie wolno wam jedynie lądować na Europie. Korzystajcie z nich mądrze - korzystajcie z nich w pokoju.

Obecnie widzę nasz świat tak: 
Wysypujemy piasek z piaskownicy i łamiemy sobie łopatki - zabawy ze starszymi dziećmi nie będzie. W sferze prostych dociekań - jak najbardziej możliwe. Mówienie: Nie, bo to wymysły i czcze gadanie, jest niczym obrona geocentryzmu z racji naocznych faktów. Prawdy nie znamy, ale zaprzeczyć nieznanemu lub obcemu to już pomyłka w temacie, zatem nie warto - dwója i poprawka we wrześniu nie warta jest upartości w poglądach. Notabene, czy warto dojrzewać w każdym aspekcie? Może o tym mówił Chrystus, gdy nawiązywał do bycia jak dziecko? Czy to, czyli ciągły pęd do poznania, powiązany z otwartością na nowe, jak u dziecka ufającego światu-nauczycielowi, i wiedzącego, że niewiele wie, jest bardzo starą podpowiedzią?

Craft... musiałbym dotrzeć do źródła, by potwierdzić jego sensacje, ale póki co zaufam temu, co przedstawia artykuł, to jest że formalna część rozmowy miała dalszy ciąg. Sam księżyc zaś niektórzy uważają za obiekt w podwójnym układzie dwóch planet z racji jego wielkości, nie zaś za satelitę, tym bardziej naturalnego, z którego dobywają się sygnały, dzwoni niczym pancerz, i na którym regolit jest nowszy (tudzież starszy), niż inne skały, ponoć sięgające 5.7 miliarda lat (NASA bało się lądować w regolicie z uwagi na obliczeniową jego grubość, co okazało się nieprawdą, a co z kolei wytłumaczono bombardowaniem mikrometeorytami i meteorytami, które wydmuchiwały ów glebę podczas uderzeń, czemu też w sukurs przychodził wiatr słoneczny... hmm).

Zjawiska opisane w paru książkach, traktujących o historii obserwacji Księżyca, o ile wiarygodne, przedstawiają bardzo szeroki wachlarz bardzo impresywnych poszlak pozwalających uznać, że nasz łysy jest nasz na tyle, na ile nasze są poglądy po obejrzeniu steku reklam co wieczór. Na własny użytek nazywam to kiełbasą kosmiczną. Za klasykiem rzeczę zatem: Głupota ma pewien urok, ignorancja nie. Dodam po swojemu: Porta angusta est asperum. Lapsus noster est magnum.

Nie mogę winić nikogo o chęć przetrwania, ani o chęć walki o prawdę, ale równowaga pewnych prawd wydaje się zarówno domagać świadomości, jak i radzenia sobie z tą świadomością. Szala tej wagi spada zarówno, gdy nikt nie chce wiedzieć, jak i wtedy, gdy wie za dużo. Dopowiadam - mam bardzo silne wrażenie, że dodaje się do prawdziwych historii tyle, by zniechęcić tych rozsądnych, pozostawić w kręgu nierozsądnych, pozwolić na multum konfrontacji, i tylko czekać, aż zadziała instynkt samozachowawczy ogółu - odrzucenie bezużytecznych bredni, którymi stanie się wszystko tak naprawdę, co było wspólnie wymienione.

Pytanie zatem, czy TO jest możliwe (a nie czy jest prawdą), jest bardzo mądrym zabiegiem. Pytanie umożliwia wszelkie odpowiedzi, zaś pytanie bipolarne sugerujące odpowiedzi albo/albo już tylko zajęcie stanowiska w sytuacji, gdy komuś żadne skrajne nie pasuje.

Wracając do Apollo i ich zdjęć, obecnie tajemnicą poliszynela jest fakt retuszowania i gubienia zdjęć przez NASA. Oni są pod wpływem Tego-O-Którym-Się-Nie-Mówi, i nawet nie chcę wchodzić na temat o Ojcach Założycielach i herbatce bostońskiej, tudzież uzyskaniu niepodległości Stanów przez prywaciarzy. (Oj, tak, ten kraj od samego zamysłu był prywatnym folwarkiem - umiem pewnie nawet obronić ten pogląd wobec tego, kto rozumie proste fakty). Ten stan przerwany być nie może (mój pogląd), i takie tuszowania są czymś naturalnym, zupełnie tak samo, jak pewne przecieki. Ale uwaga - pomijamy fakt ważniejszy na korzyść walki z systemem. Otóż zapominamy, że jest coś, co albo warto ukryć, albo służy jako trebuchet uwagi - odciąga ją od czegoś ważniejszego. Samo UFO może odciągać uwagę od projektów US Army, a w sumie jej trzech/ czterech (z NASA lub Black Projects) ramion. Taki pryszcz, jak zatrzymanie programów kosmicznych, łyknie każdy ignorant lub niewiedzący z nie własnej woli - ogląda telewizję i wie, jaki jest świat (toż to Przenicowany Świat zaiste). Najpierw się robi, a potem ktoś wymyśla bajkę. Ważny, by tylko ją puścili w wiadomościach at 8 p.m.

Kształt orbity Księżyca, jego wyjątkowa lekkość, wielkość, oraz inne parametry skłaniają niektórych do stwierdzenia, że go tam w ogóle nie powinno być. Nie sądzę, by bez uwzględnienia rewolty, tudzież zaniku kultury konstruktorów Księżyca, można było mówić o jego dryfcie w tym kontekście. Bardziej uwierzę, że jest to zmetamorfizowany twór, będący obecnie quasi-satelitą, autentycznym mechano-księżycem/planetą w roli księżyca, która mogła być sprowadzona, acz nie musiała, ale której elementy mogły zostać poskładane z różnych wiekowo skał, warstw, pyłów i struktur.

Jeśli ten obiekt był początkowo nieobecny wokół Ziemi, i nie wchodzę na temat jego genezy w powiązaniu z Tiamat, Teą, czy innymi protoplastami obecnego układu ciał i ich samych, mógł zostać sprowadzony w celu stabilizacji naszej Ziemi (naszej?!), wywołania zamierzonych efektów geofizycznych, np. w celu wspomożenia ewolucji planety do wytworzenia i habituacji form żywych, a przy okazji jest praktycznie wszystkim, o czym możemy powiedzieć, a nawet czymś więcej, lecz mamy zbyt słabo rozwiniętą wyobraźnię, by na to obecnie wpaść. Jego rzekomy zanik natomiast, bądź też nieobecność w pewnych okresach dziejów Ziemi, stoi nieco w sprzeczności z tym, jak naukowcy upierają się przy tym, iż bez satelity nasz glob byłby wtrącony w wir chaosu (co z kolei odpowiadałoby niektórym legendarnym kataklizmom). Założywszy jednak, że Łysy dał dyla, mógł to zrobić np. w wyniku operacji na nim, choćby takiej, jak opisał to Alec Newald w Koewolucji (eksperyment termporalny). Rozbieżność wiekowa składowych Ziemi i Księżyca tłumaczyłaby się wobec tego sama. Co zrobić jednak jeszcze z tymi 7,3 miliarda lat? Czyżby to była odwieczna forma planeto-statku, spełniającego rolę bazy w poszczególnych systemach gwiezdnych?

Napotykamy na ślady budowy struktur dla nas niepojętych, na ślady bogów, i walimy prosto do przodu trafiając głową w mur. Wydaje mi się, że to nie tyle mur, co pierwszy stopień, po którym kroczą owi bogowie. I pierwsza wieża naszego poznania. (Smok Ogniotrwały)


*

Dziękuję Smoku Ogniotrwały za tak obszerną wypowiedź. Ze swej strony dodam tylko jeszcze jedno źródło ciekawych obserwacji: Soł Szulman - "Innopłanietianie nad Rossijej" rozdział 8 "Księżyc - stacja pośrednia?" zob. - http://hyboriana.blogspot.com/2013/10/kosmici-nad-rosja-7.html

I jeszcze jedna uwaga, co do orbity Księżyca: otóż Srebrny Glob powoli oddala się od Ziemi - jakieś 3,5 cm/rok. A to oznacza, że za jakiś milion lat pożegna się z Ziemią i odleci w przestrzeń międzyplanetarną... (Arystokles)


*

Księżyc to wielka i pociągająca tajemnica, intrygująca tym, że niby tak bliska jednak tak daleka . Pomimo iż byliśmy -ponoć - tam to jednak pytań przybyło. Tajemnicze wycofanie się Ameryki z lotów pomimo iż kolejne misje były już gotowe wzbudzą tylko podejrzenia co do samego Księżyca jak i jego tajemnic. 

Osobiście uważam go za stację dla "swojskich obcych" którzy towarzyszą nam już od naszego zarania . 


Nasz 'naturalny" satelita jest na tyle tajemniczy że dziwić się jedynie można że porzucono jego kolonizację a wizje z lat gdy człowiek stanął na jego powierzchni były takie piękne. Mam nadzieję że jednak tam wrócimy. (Dingir)



Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

sobota, 14 listopada 2015

Prawda o Riese: Skrytki i pociąg do łatwej kasy.



Sowiogórski Olbrzym - prawda o Riese: Skrytki i pociąg do łatwej kasy.: "Złote pociągi" powoli oddalają się tak jak powoli oddala się Złota Polska Jesień. Badania różnymi magnetometrami, geo-radarami , ...

Kolejny kubeł zimnej wody na otrzeźwienie z ,,gorączki'' złota na Dolnym Śląsku!


Opinie KKK:


W kwestii Wałbrzyskiej gorączki, to napisze cynicznie, złoto jest na Dolnym Śląsku. Złotówki zostawiają turyści w hotelach. Poza tym zarobił region, burmistrz wydał kilka pozwoleń na filmowanie, zjeżdżają się ekipy dziennikarzy z całego świata, podobno do kasy miasta wpłynęło już kilka milionów złotych. Można to dokładne sprawdzić. Słyszałem, że sporo zapłaciła telewizja angielska, chcą mieć gorący temat, zaklepali. Moim zdaniem, z tego co wiem, po drugiej wojnie światowej Rosjanie badali teren i jeżeli coś tam było cennego, to zabrali. Piszę to wszystko, aby móc za rok lub dwa powiedzieć: A nie mówiłem. (M.S.)

Przede wszystkim to kwestia dobrej reklamy i PR. Wałbrzych idealnie wstrzelił się w zamówienie społeczne na sukces i na tajemnicę. Jak zwykle w takich przypadkach, ludziom zorganizowano igrzyska zgodnie z powiedzeniem "chleba i igrzysk", chleba mało, no to mamy igrzyska. 
Z drugiej strony mamy ten "plus dodatni", że ludzie zaczęli się interesować historią Polski i regionu i przekłada się to na brzęczącą monetę. Mogą Amerykanie, mogą Francuzi, Hiszpanie, Włosi i Niemcy, to dlaczego nie możemy i my...? (Daniel Laskowski) 

piątek, 13 listopada 2015

Księżyc – tajna baza Kosmitów?



Najstarsza mapa Księżyca liczy sobie około 5000 lat. Została ona wyrzeźbiona w kamieniu i została znaleziona przez archeologów w Irlandii. Dotąd rekord taki stanowiła mapa sporządzona przez Leonarda da Vinci w 1505 roku.

W latach 60. i 70. ubiegłego wieku Ludzkość dokonała pierwszych prób zdobycia Księżyca. Bruździł powierzchnię Srebrnego Globu „radziecki traktor księżycowy”, zaś astronauci amerykańscy pozostawili w księżycowym pyle ślady swych butów.

A potem i ZSRR i USA nagle stracili zainteresowanie naszym naturalnym satelitą i zamrozili swe wielomiliardowe programy. Tłumaczyli to wysokimi kosztami takiej imprezy. No ale co w takim razie przeszkodziło dwóm supermocarstwom skooperować i stworzyć wspólny projekt księżycowy, coś à la projekt typu  Sojuz-Apollo?

Dlaczego wtedy rozpatrywało się programy lotów na dalekiego Marsa, które są znacznie droższe, a bliższe Ziemi ciało niebieskie nie interesowało już kosmicznych agencji. Kto nie puszcza Ziemian na Księżyc? Na ten temat istnieje mnóstwo hipotez, ale żadnych oficjalnych oświadczeń nie ma.



„Space opera” „Apolla-11”


W dniu 20.VII.1969 roku, z pokładu statku kosmicznego Apollo-11 na powierzchnię Księżyca wyszli astronauci Neil Armstrong i Edwin „Buzz” Aldrin. Zapis ich rozmów (EAGLE) z Centrum Kierowania Lotami Kosmicznymi (CAPCOM) w Houston przekazał dziennikarzom były dyrektor NASA – Christopher Craft:  

Astronauci Armstrong i Aldrin przekazywali z Księżyca:

EAGLE: To są gigantyczne obiekty. Nie… nie… nie… To nie jest złudzenie optyczne. O tym nie może być mowy!
CAPCOM: Co, co, co …? Co do diabła się tam u was dzieje? Co się stało?
EAGLE: Przecież wam mówię, że tutaj znajdują się inne statki kosmiczne. One stoją w równym szeregu po drugiej stronie krateru.
CAPCOM: Czy możecie to sfotografować?
EAGLE: Nie mam żadnego filmu pod ręką. Trzy wystrzały ze „spodka” czy jak się to-to nazywa, prześwietliły nam filmy.
CAPCOM: Przywróćcie kontrolę! Oni są przed wami? Czy słyszycie jakieś szumy od UFO?
EAGLE: Oni wylądowali tutaj. Oni są tutaj i Oni nas obserwują!



Czy tak mogło wyglądać spotkanie z Obcymi na Księżycu? (wizje artystów)

Imponujące, nieprawdaż? Ale ostatnimi czasy coraz intensywniej stawia się pytanie: czy amerykańscy astronauci w ogóle byli na Księżycu? Ich lądowanie było tylko „space operą” nakręconą w studiach Hollywood. A NASA zaczęła opowiadać o tajemniczych „zaginięciach” a to negatywów, a to filmów, a potem i całego reportażu odnotowującego pierwszy w historii Ludzkości desant na Księżyc. Nie jest wykluczone, że sama NASA rozpuściła pogłoski o sfałszowaniu wyprawy Apollo-11 żeby ukryć przed Ludzkością prawdę o tym, co rzeczywiście się dzieje na tym ciele niebieskim i kim są jego prawdziwi właściciele, którzy dali nam odpór od swych bram…

Księżycowe piramidy (NASA)

Księżycowe ruiny miasta (NASA)

Słynna Skorupa na Sinus Medii (NASA)

Wieża na Księżycu (NASA)

Szklane Miasto na Księżycu (NASA)

Ruiny miasta księżycowego (NASA)


Piramidy księżycowe (NASA)


Księżycowe miasta


Od dawna odnotowywano nie mało udokumentowanych świadectw o nadzwyczajnych zjawiskach, zaobserwowanych na samym Księżycu. I tak np. w kronice z 1064 roku mówi się o bardzo jasnej gwieździe, która pojawiła się w kręgu Księżyca w czasie kilku dni po oddzieleniu się od Słońca (kilka dni po nowiu). 

W dniu 3.V.1715 roku, w czasie zaćmienia Słońca, astronom Louville zaobserwował przy zachodnim skraju Księżyca jakieś błyski, które: …były były bardzo krótkotrwałe i pojawiały się już to w jednym, już to w drugim miejscu… Można by założyć, że na tle satelity Ziemi widziano meteory, które spalały się w ziemskiej atmosferze, gdyby nie to, że błyski te były także widziane przez Halleya, który obserwował je z Wysp Brytyjskich. 

W 1866 roku astronomowie zobaczyli, jak jeden z większych kraterów księżycowych naraz zmienił swój wygląd. W 1874 roku, czeski astronom Šafařik  przez jakiś czas obserwował ruch jakiegoś świecącego obiektu na tle księżycowego dysku, a potem NOK/UCO uleciał w przestrzeń kosmiczną. 

W rok później (1875) od tego wydarzenia, astronom Schröter zobaczył na Księżycu świecący obiekt, który poruszał się po linii prostej od Mare Imbrium/Morza Deszczów w kierunku północnym, a potem na południu pojawił się drugi świetlisty obiekt. Prędkość ich ruchu w stosunku do powierzchni Srebrnego Globu wynosiła 110 km/h.

Były pracownik NASA – Richard Hoagland – wydał w 2007 roku sensacyjne oświadczenie, że udało mu się dostać zdjęcia zrobione w czasie lotów nad powierzchnią Księżyca statków kosmicznych Apollo-10 i Apollo-16. Na zdjęciach tych ujrzał on miasto pod przeźroczystą kopułą znajdujące się w rejonie Mare Crisium/Morza Przesileń, na widzianej z Ziemi powierzchni Księżyca. Na nich można rozróżnić różnorakie budowle w kształcie wież, mostów, iglic i schodów schodzących do dna krateru. W niektórych miejscach ta kopuła była uszkodzona.

[Richard Hoagland wsławił się znalezieniem na zdjęciach Marsa obiektów towarzyszących tajemniczej „Twarzy Marsjanina” oraz innych sztucznych obiektów na powierzchni Czerwonej Planety: piramid, ruin tzw. „Miasta Inków”, itd. – uwaga tłum.]

Edwin "Buzz" Aldrin na Księżycu (Fot. N. Armstrong)

W 1979 roku, amerykańscy inżynierowie Lester House i Vito Succery znaleźli w bibliotece oddziału NASA w Houston bardzo ciekawe zdjęcia powierzchni Księżyca. Na zdjęciach widać było miasta z rozmaitymi budowlami, mechanizmami i czymś w rodzaju systemami rurociągów. Były tam także piramidy, bardzo podobne do egipskich. Poza miastem na zdjęciach były także aparaty latające znajdujące się na polach startowych albo latające nad miastem. O tym wszystkim opowiedzieli prasie.

[Polecam Czytelnikom artykuł Marcina Kołodzieja pt. „Anomalny Księżyc” - http://wszechocean.blogspot.com/2012/05/anomalny-ksiezyc.html; Galiny Sidniewej pt. „Księżyc nie jest pusty w środku - http://wszechocean.blogspot.com/2012/05/ksiezyc-nie-jest-pusty-w-srodku.html; mój referat na Międzynarodowy Kongres Ufologiczny w Pradze pt. „Księżycowe sekrety” - http://wszechocean.blogspot.com/2013/04/ksiezycowe-sekrety-1.html i dalsze; dr Miloša Jesenský’ego pt. „Księżycowe miasto barona von Gruithuisena” -  http://wszechocean.blogspot.com/2014/08/ksiezycowe-miasto-barona-von.html; Olega Fajga pt. „Statek kosmiczny Selenitów” -  http://wszechocean.blogspot.com/2014/08/statek-kosmiczny-selenitow.html i inne z blogu WWW.wszechocean.blogspot.com - uwaga tłum.]        


Statek kosmiczny o nazwie Księżyc


Kto i kiedy zbudował te miasta? I czym tak naprawdę jest Srebrny Glob? Na ten temat istnieje mnóstwo hipotez. Jedna z nich twierdzi, że Księżyc stanowi surowcową bazę Kosmitów, gdzie Oni wydobywają pożyteczne dla Nich kopaliny. Dlatego też pik kosmicznej aktywności tajemniczych zjawisk na naszym naturalnym satelicie następuje w momencie przybycia kolejnej partii kosmicznych transportowców do wywozu surowców. W tym momencie zaczyna się aktywność UFO na Ziemi. Stronnicy tejże hipotezy przypuszczają, że związane to jest z przybyciem nowych badaczy naszej planety.

Inni badacze zakładają, że Księżyc stanowi wielką, badawczą bazą Kosmitów i dlatego jest on sztucznego pochodzenia.

[Czyli tzw. mechanoplaneta – termin wymyślony przez Jerzego Broszkiewicza (1922-1993) w młodzieżowych powieściach sci-fi „Ci z Dziesiątego Tysiąca”, „Oko Centaura” i „Mój księżycowy pech”, które były pisane w tych czasach, kiedy młodzi Polacy marzyli o lotach kosmicznych a nie o pracy na londyńskim zmywaku… NB, mechanoplaneta to polski wynalazek, który pokazano w „Wojnach gwiezdnych” Lucasa – sic! – przyp. tłum.)

Badanie księżycowego gruntu pozwoli ustalić, czy Srebrny Glob jest starszy od Ziemi i całego Układu Słonecznego. W naszych czasach wiadomo, że wiek Ziemi wynosi 4,54 GA, to tymczasem wiek niektórych skał księżycowych wynosi 5,5 GA.

[Wiek Księżyca, według współczesnych poglądów szacowany jest na 4,527 GA, a jego powstanie ma związek z kolizją Ziemi z planetą Tea, co nastąpiło wkrótce po powstaniu Ziemi. Wedle tej teorii, Księżyc powstał z materii obu planet „wychlapniętej” z nich po impakcie – przyp. tłum.]

Wiek pyłów pokrywających grunt i skały okazał się jeszcze większy i wynosi ok. 7,3 GA. (!!!) Być może ta gigantyczna stacja kosmiczna czyli o też mechanoplaneta, poruszająca się w przestrzeni kosmicznej jakimś sposobem przestała działać i zdryfowała w pobliże naszej planety zostając jej satelitą. Nie jest wykluczone, że go specjalnie podholowano ku Ziemi i zakotwiczono na orbicie wokół niej, aby mieć kontrolę nad jej mieszkańcami. Mówi o tym paradoksalna dokładność orbity, która ma kształt koła.

[Faktycznie – elementy orbity Srebrnego Globu zdają się potwierdzać powyższe twierdzenie. Niewielki mimośród orbity – 0,0554, niewielka różnica pomiędzy perygeum = 363.104 km i apogeum = 405.696 km powoduje, że istnieje niewielka różnica wielkości jego tarczy na niebie w perygeum i apogeum – uwaga tłum.]

Matematycznie obliczone elementy orbity Księżyca w stosunku do Ziemi, dokładnie wyliczona prędkość ruchu (prędkości Vmin = 0,968 km/s; Vmax = 1,022 km/s – przyp. tłum.) i prawidłowość samej trajektorii nie jest czymś zwyczajnym. Właśnie dzięki takiemu nachyleniu płaszczyzny orbity do ziemskiego równika może dochodzić do zjawiska zaćmień Księżyca i Słońca, kiedy to niewielki Księżyc zakrywa sobą wielkie Słońce. Czy może to być tylko prosty przypadek?

Istnieje przypuszczenie, że jeszcze 10-11 tys. lat temu Ziemia nie miała swego naturalnego satelity. Jeżeli wierzyć symbolicznym przedstawieniom odkrytym na ścianach wnętrza pałacu Kalasassii w okolicy Tiahuanaco w Boliwii, to znajduje się tam dokładna data wejścia Księżyca na orbitę wokółziemską. Miało to miejsce 13.000 – 11.500 lat temu.

[Jakże dziwnie pasuje to wszystko do katastrofy Atlantydy, Mu i Lemurii. Zob. Aleksander Mora – „Atomowa wojna bogów”, „Kamena” 1979 – http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html i dalsze - w której wyraźnie się pisze, że wprowadzenie i „zakotwiczenie” Srebrnego Globu na orbicie wokółziemskiej było powodem straszliwej katastrofy ekologicznej i w jej następstwie wojny w skali kosmicznej, która spustoszyła ziemskie kolonie na Księżycu, Wenus i Marsie – uwaga tłum.]

Być może, że te wszystkie mechanizmy i latające aparaty, które udało się zaobserwować i sfotografować, to są tylko automaty, roboty – pracujące autonomicznie, a ich właściciele już dawno opuścili stację.

Za sztucznym pochodzeniem Księżyca mówi jego gęstość – 3,34 g/cm³ - dla porównania gęstość naszej planety wynosi aż 5,52 g/cm³. To zmusza niektórych uczonych do myśli, że Księżyc jest pusty w środku, co nie może być normalnym dla naturalnego satelity. W 1969 roku, załoga Apollo-12 zrzuciła na powierzchnię Księżyca moduł (stopień startowy lądownika LM – przyp. tłum.), który spadając spowodował lokalne trzęsienie ziemi. Wibracje gruntu można było odnotowywać jeszcze w 40 minut w pobliżu miejsca impaktu, a ustały dopiero po godzinie. Eksperyment ten powtórzyła załoga Apollo-13, i tym razem człon S-IVB/IU uderzył w Srebrny Glob, który trząsł się i wibrował przez 3 godziny i 20 minut, w promieniu 40 km od miejsca impaktu. Opracowując te informacje, uczeni doszli do wniosku, że jądro Księżyca ma niewielką masę, albo w ogóle go nie ma. Ustanowiono także, że w głębi Srebrnego Globu znajduje się metaliczna skorupa o grubości 70 km. Analiza komputerowa wykazała, że składa się ona z żelaza - Fe, niklu – Ni, berylu - Be, wolframu – W, i innych metali. Ta skorupa mogłaby być wykonana tylko sztucznym sposobem.

[Istnieje jeszcze jedna hipoteza sformułowana przez Daniela Laskowskiego w opowiadaniu „W kryształowej dżungli Księżyca” – zob. - http://wszechocean.blogspot.com/2014/06/w-krysztaowej-dzungli-ksiezyca-1.html i dalsze, gdzie twierdzi on, że we wnętrzu Księżyca znajduje się… cały wodny świat, księżycowy wszechocean wodny, co tłumaczy dziwne rozchodzenie się fal sejsmicznych w jego wnętrzu jak i pewne niezwykłe struktury na jego powierzchni – uwaga tłum.]

Wiele zagadek kryje jasna i ciemna strona Księżyca. Można je rozwiązać tylko i wyłącznie dzięki wieloletnim systematycznym badaniom. Ale czy Oni pozwolą na to Ziemianom?


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 21/2015, ss. 20-21
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©     

czwartek, 12 listopada 2015

Ultymatywna broń boga Sziwy



Wiktor Miednikow


Za największy sztuczny, materialny obiekt na Ziemi można uważać grzyb poeksplozyjny po wybuchu radzieckiej bomby wodorowej AN-602 o nieoficjalnej nazwie Car-bomba, zdetonowanej w 1961 roku na poligonie Nowa Ziemia.

Darwin i inni lekką ręką stwierdzili, że życie na Ziemi rozwijało się stopniowo – od niższych form do wyższych, od prostych do skomplikowanych. Zwieńczeniem ewolucji jest człowiek, który powstał z małp naczelnych, które pewnego dnia zeszły z drzew na ziemię, wstały na nogi, nauczyły się posługiwać ogniem i zabijać sobie podobnych. W tym ostatnim, dwunodzy doszli do perfekcji zastępując prymitywne oszczepy na głowice termojądrowe, co zrobiło z nich podobnych do złych bogów, zdolnych do zniszczenia całego świata. I wbrew stwierdzeniom, że nasza cywilizacja jest pierwszą na Ziemi, jedyna i niepowtarzalna, to ostatnie odkrycia pokazują, że to nie jest prawdą. Nie tak dawno powstał wspólny projekt francuskich uczonych i NASA, w rezultacie którego został wysnuty wniosek, że 25.000 lat temu na Ziemi miała miejsce… wojna atomowa! Ona wrzuciła Ludzkość z powrotem do czasów kamienia jeszcze nie rozłupanego.


„…jak 10.000 słońc w zenicie”


Echa tej dawnej globalnej katastrofy można znaleźć w mitach i przekazach licznych narodów we wszystkich zakątkach naszej planety. W szczególności afrykańscy Pigmeje mają mit „o wielkim ogniu, który zstąpił z nieba”. Mówi się w nim o potężnym wybuchu i jego następstwach – zimie nuklearnej. W majańskim „Kodeksie Rio” mówi się o ogniu, który buszował „trzy dni i trzy noce” i wywołał skutki przypominające skażenie radioaktywne. Do tych, którzy to przeżyli, przyszedł pies, który był bez sierści i odpadły mu pazury (charakterystyczne objawy choroby popromiennej).
W staroindyjskim eposie „Mahabharata” napisanym około 4000 lat temu, opisuje się zagładę miasta Mohendżo Daro/Mohenjo-Daro (N 27°1935 - E 068°0815) – stolicy harappskiej cywilizacji:

I wyzwolił on moc broni aniołów, całkowicie nie do obrony przed nią – nawet dla bogów… Palone silnym żarem stworzenia ziemskie biegły w strachu, ciężko dysząc… Wrogowie padali dosłownie jak drzewa, spaleni wściekłym ogniem. I potoki rydwanów padały tam i sam. Wypuszczono pocisk, który miał w sobie moc całego Wszechświata. Wybuch [jego] był jasny jak 10.000 słońc w zenicie.

W tekstach z dawnych Indii opisywane są latające aparaty nazywane vimana. One niosły w sobie śmiercionośną broń, której działanie przypomina zjawiskowo uderzenia jądrowe.

Jeden z głównych bohaterów „Mahabharaty” – Ardżuna – otrzymał od boga Sziwy potężną broń, którą walczył z wieloma wrogami. Ale jeszcze straszniejszej „wiecznej broni” bóg nie dał Ardżunie. O niej Sziwa mówił tak:
Żaden człowiek na świecie nigdy nie powinien i nie będzie nią walczył. Kiedy dostanie się w ręce słabego człowieka, ona może spalić cały żywy świat. Ona może być ochrona przed innymi broniami i odbije ona atak każdej innej broni.

- To wszystko bajki! – powiesz Czytelniku – a gdzie są dowody???

Dowodów na to akurat jest wiele.

[No i po raz kolejny przypominam, że uczeni Hitlera i Himmlera prowadzili poszukiwania na całym Wschodzie i Ameryce Południowej właśnie dowodów na istnienie tych rodzajów broni masowej zagłady. I być może dowody takie znaleźli. Być może znaleźli także plany i szkice konstrukcyjne, opisy produkcji i wykorzystania broni lotniczych i nuklearnych (dzisiaj nazwalibyśmy to bronią rakietowo-jądrową) użytą przez dawnych mieszkańców Indii – uwaga tłum.]   


Mohendżo Daro – antyczna Hiroszima


Uczeni prowadzący wykopaliska w Mohendżo Daro odkryli obraz jako żywo przypominający efekty atomowego bombardowania Hiroszimy i Nagasaki. Dawne miasto było zniszczone znienacka i całkowicie. Od potwornego żaru topiły się kamienie. Do tego epicentrum zniszczenia znajdowało się w samym centrum miasta i zmniejszały się one idąc ku peryferiom – co obala wersję o olbrzymim meteorycie, który musiałby trafić dokładnie w samo centrum miasta. Na skrajach miasta znaleziono wi9ele ludzkich szkieletów. Wielu ludzi w chwili zagłady miasta trzymało w rękach różne przedmioty i narzędzia pracy. Wszystko wskazuje na to, że śmierć dopadła ich nagle, kiedy mieszczanie zajmowali się swoimi sprawami. Tło radioaktywne gruntu w mieście przewyższało 50-krotnie wszelkie normy.

[Inne źródła twierdzą, że tło w mieście przewyższało 50-krotnie tło radioaktywne poza miastem – uwaga tłum.]

Jeszcze jedno staroindyjskie miasto znalezione pomiędzy Gangesem a górami Radżmahal/Rajmahal najwidoczniej było poddane działaniu wysokich temperatur podobnych do tych, które powstają w wyniku eksplozji atomowej. Jego kamienne ściany zostały momentalnie stopione i powstała z nich szklista masa. Także i inne miasta zostały zniszczone eksplozjami o potwornej mocy, a ruiny ich znajdujemy w Indiach. W Dolinie Indusu, na pustyni Thar/Tar na zachód od Dżodhpuru (Dźiodhpur/Jodhpur - N 26°1653 - E 073°0123)  znaleziono wiele obszarów ze śladami radioaktywnych popiołów. Wszystko to świadczy o tym, że Imperium Ramy rozpościerające się na tych terytoriach zostało spustoszone przez wojnę nuklearną.

Ślady atomowej wojny noszą na sobie także kamienie z pustyni Gobi, ściany stolicy imperium Hetytów – Hattusa (dziś Boğazkale), Stonehenge, dawne miasta Irlandii, Szkocji, Francji, Turcji, ściany Babilonu, wykopalisk w Azji – to znaczy, że znajduje się je na całym świecie.


Ogromne dziury w Ziemi


Zgodnie z szacunkami uczonych, opublikowane przez uczonych z wymienionego już tu projektu, na Ziemi znaleziono ponad 100 kraterów o średnicy 2-3 km, wśród których są dwa ogromne: w Ameryce Południowej – o średnicy 40 km i w Południowej Afryce – średnica 120 km. Według oficjalnej wersji, kratery te powstały w Erze Paleozoicznej – czyli jakieś 350 MA lat temu, w rezultacie upadku meteorytów. Ale w takim przypadku już by z nich niczego nie zostało, ponieważ grubość wierzchniej warstwy Ziemi zwiększa się o ok. 1 m/100 lat. A kratery istnieją do dziś dnia. Wedle ocen uczonych, to one są właśnie rezultatami wojny jądrowej, która miała miejsce 25.000 lat temu i energia wybuchu była 25 razy silniejsza od bomby typu Hiroszima i jej równoważnik trotylowy wyniósł 500 kt.


Zapomniany stary rytm


W ubiegłym stuleciu zostały znalezione kalendarze Majów. Zgodnie z nimi, kiedyś ziemska doba liczyła sobie 36 godzin. Co się zatem stało? W rezultacie tych wybuchów woda we Wszechoceanie rozpoczęła ruch w rodzaju wiru wodnego, który z kolei wpłynął na położenie osi ziemskiej i prędkość jej ruchu wirowego. I co niezwykłe, właśnie wewnętrzny rytm życia ciała człowieka wynosi 36 godzin! Właśnie to udało się ustalić uczonym badającym biorytmy ludzi zamkniętych bez możliwości obserwowania ruchu Słońca. W takich właśnie warunkach organizm człowieka przestawiał się z 24- na 36-godzinny rytm działania. Fizjolodzy uważają, że taka właśnie informacja znajduje się na poziomie genetycznym w pamięci człowieka.


Jesteśmy dziećmi mutantów?


Wiadomo, że za sprawą promieniowania dochodzi do powstania mutacji organizmów. Promieniowanie zmienia łańcuchy chromosomów, a z tego powodu zmienia się postać człowieka. Ale u różnych ludzi mutacje przebiegają różnie. I dlatego wkrótce po katastrofie nuklearnej, ludzie którzy przeżyli, byli jeszcze bardziej różnorodni niż teraz.

[Jest jeszcze jedna możliwość, która zakłada, że mutacje te zostały stworzone celowo, drogą inżynierii genetycznej, co doprowadziło do powstania istot takich jak np. cyklopy, centaury, syreny i inne potwory mitycznej Starożytności, a które to istoty wyhodowano w celu wykonywania przez nie określonych prac – np. w trudnym terenie, pod wodą czy w Kosmosie, a które to istoty nie mogły się rozmnażać i finalnie wyginęły. Alternatywą dla nich są… biologiczne roboty, cyborgi i inne biologiczno-mechaniczne roboty, stworzone właśnie w celach penetracji i eksploracji trudnych środowisk przez ówczesnych ludzi czy Kosmitów - uwaga tłum.]

Radiacja wywołuje mutacje prowadzące do cyklopizmu, co obecnie obserwuje się u potomstwa zwierząt i ludzi, zamieszkujących pobliże czarnobylskiej Strefy. Wiele narodów ma legendy o istnieniu cyklopów, z którymi ludziom przyszło wojować…

Na Ziemi w różnych wykopaliskach od czasu do czasu znajdywane są pozostałości gigantycznych szkieletów z podwójnym rzędem zębów. To jest jeszcze jeden dowód na wpływ radioaktywności – poliploidia – zwiększenie ilości chromosomów w komórkach wiodące do gigantyzmu i podwojenia niektórych organów: np. dwa serca czy dwa łuki zębowe.

Mongolizm – to także następstwo mutacji popromiennej. Aktualnie mongoloidalna rasa jest najbardziej rozpowszechniona na naszej planecie. Należą do niej: Mongołowie, Chińczycy (Han), Inuici (Eskimosi), narody uralskie i południowo-syberyjskie oraz narody indiańskie obu Ameryk. Wcześniej Mongoloidzi byli także w Europie, Sumerze i Egipcie. Także w Środkowej Afryce żyją Buszmeni mający czarną skórę, ale pozostałe cechy mongoloidalne. Wyglądałoby zatem na to, że rozprzestrzenienie się mongoloidalnej rasy jest w związku z rozmieszczeniem pustyń i półpustyń na Ziemi, gdzie kiedyś znajdowały się centra zaginionych cywilizacji.

Kolejnym dowodem na istnienie mutacji popromiennych jest rodzenie się u ludzi potworków i dzieci z atawizmami (powrotem do przodków). U rozbitków po wojnie termojądrowej pojawiało się wiele potworków, i to do tego stopnia, że uważało się je za coś normalnego. Ale Natura stopniowo odzyskiwała co swoje, i anomalie organizmów stawały się coraz to mniej liczne. Tym niemniej, dzisiejszą Ludzkość można nazwać potomkiem mutantów, które przeżyły atomową apokalipsę.

[Na ten temat pisze m. in. Aleksander Mora w opracowaniu „Atomowa wojna bogów” (w „Kamenie”, Lublin 1979) oraz dr Miloš Jesenský w pracy „Bogowie atomowych wojen” (Ústi n/Labem, 1998) – dostępne w Internecie na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html i dalsze - uwaga tłum.]


Kto z kim wojował?


Istnieje wiele hipotez. Wedle najbardziej znanej z nich, nuklearna wojna, która omal nie wysterylizowała kuli ziemskiej, spowodowała powstanie dwóch gałęzi Ludzkości – hiperborejskiej (Ariowie) i odróżniających się od niej gałęzi Atlantów (tych z mitu o zatopionym kontynencie). Wedle drugiej hipotezy, rdzenni mieszkańcy Ziemi – Asurowie – dobroduszne i łatwowierne olbrzymy – poległy w wyniku ataku atomowego Kosmitów-najeźdźców, którzy po zwycięstwie nad nimi obwołali się bogami. Dzisiejsza Ludzkość to potomkowie tych okupantów.

Dr n. geologiczno-mineralogicznych Aleksandr Kołtypin uważa, że: na Ziemi była nie jedna, ale co najmniej siedem wojen jądrowych. (!!!) trudno nam sądzić o motywach tych wojen i ich ilości. Ale jedno jest jasne: Ludzkość po raz kolejny doszła do niebezpiecznego okresu swego istnienia…


Opinie z KKK


Zastanawiam sie, jaki byłby to typ cywilizacji, ponieważ np. typ II cywilizacji oznaczałby tylko zarządzanie zasobami systemowymi, co raczej nie oddaje skali zasięgu. Nasza np., typu 0.7+, wyszła poza atmosferę, zdobyła inne ciało niebieskie (przynajmniej jedno, o którym wiemy), a nie umiemy kontrolować w całym jej spektrum Ziemi (mimo takiej możliwości na wyciągnięcie ręki - rzekomy orgon i działa orgonowe - vide np. YouTube). Cywilizacja typu I umiałaby dotrzeć personalnie do granic systemu, lecz by nim nie władała. Władcy systemu (typ II) umieliby pewnie dotrzeć do innych systemów, lecz nimi nie władać, itp., a zatem, czy jednak to zaawansowany typ I czy II, w sumie czemu i nie III?
Notabene dotykamy tematu moralności, bowiem zawiadywanie cywilizacjami opiera się na tym, co zwiemy duchowością i materializmem, a raczej na funkcjach właśnie wymienionych - czy istnieją cywilizacje typu II lub III, które są moralne, lecz dla nas nie, lub niemoralne z każdego punktu widzenia? Są tu w grze jakieś prawa?
Bomba Car miała mieć 150 Mt TNT, lecz ograniczono ją pod względem mocy z paru względów, np. technicznym i finansowym, najpierw do 100 Mt TNT, potem do 50 Mt TNT (ponoć była to techniczna konieczność wynikająca z potrzeby nagłości).
Mahabharata przez niektórych jest datowana na kilkanaście tysięcy lat p.n.e. i ma niby opisywać czasy tak odległe, jak nawet 30 tysięcy lat wstecz. To jednak są tylko podania, lecz czy są przekazy starożytnych, które są w stanie przekonać ludzi z innej epoki, niż czas ich powstania? Kto wie, być może o nas będą swawolić przyszli myśliciele za kilkaset tysięcy lat, bowiem tak mocno odciśniemy się na obliczu naszej Matki Ziemi - o ile nie będą to zbyt odległe czasy dla wszelkiej maści archeologii, bowiem wówczas cuda techniki zdradzą ledwie prosty fakt, niezdolny być podstawą głębszej interpretacji. (Vide kule sprzed miliardów lat, hiperdźwiękowe miejsca mocy w Afryce, przedwieczne posągi w Afryce, na wyspach wokół Ameryk, artefakty kopalniane i o nieznanej funkcji z Afryki, itp.). Czyżby faktycznie wojny atomowe cofnęły nasz gatunek (nasze gatunki!?) do form/formy mongoidalnej, a ówczesny system społeczny umożliwił przetrwanie najbardziej plemiennych grup, np. rasie białej, jako tej, która nie była zbyt natarczywie atakowana?
Tak na marginesie, vimany to nie jedyne pojazdy opisywane w eposie.
Oppenheimer nie szukał dowodów na potwierdzenie swoich tez w Mahabharacie? Ponoć kiedy trafił na '10.000 słońc' wiedział, że rozszczepienie atomu jest możliwe. To dało mu siły do dalszego forsowania projektu.
Mohendźo Daro i inne miasta spaliły się poprzez wybuch zobrazowany świetnie w filmie Terminator II - na pewnej wysokości, różnie podawanej (od 20 metrów do 500m) detonował ładunek spalający, wręcz petryfikujący ciała i materiał budulcowy budynków.
Tueasday Lobsang Rampa opisuje takich olbrzymów, jak wspomniani w artykule, którzy cieszyli się życiem i mieli brązową skórę. Polecam jego książki, według mnie pisał od siebie, bowiem niektóre jego książki to zwykła spowiedź niczym biografia, przez co nie jest napchana cudami nie widami.
Hmmm, siedem wojen z a/h BMR (nawet anihilacyjną)? Czemu nie - była i praktycznie taka na 7.5, 70 lat temu. Mutacje w ich wyniku? Czemu nie. Po trzecie, gdy usłyszałem po raz pierwszy termin - mongolizm, od razu pomyślałem, że to może tak naprawdę efekt czegoś, nie ścieżka per se. Skoro tak właśnie nazywa się chorobę popromienną, a natychmiast to skojarzyłem z tym, co niedawno czytałem (6-8 klasa podstawówki), ten wniosek ukułem na własny użytek kilkanaście/kilkadziesiąt już lat temu (rany, ależ ten czas leci...).
Co więcej - ta niby-ściema o pojawianiu się kosmitów z powodu naszego arsenału BMR nie musi być bujdą. W świetle tego artykułu podobny pogląd roboczy jest wręcz dozwolony i usłużny logice jako modus operandi. Aczkolwiek... ostrożności nigdy za wiele, ponieważ myśleć to jedno, a głosić swe myśli to drugie. Niemniej warto i trzeba - ludzie dobrej woli zrozumieją wszystko we właściwy sobie sposób, ergo - właściwie. (Smok Ogniotrwały)


Osobiście jestem przekonany o tym, że kilka czy kilkanaście tysięcy lat temu miały miejsce jakieś gwałtowne wydarzenia, których ślady jeszcze widzimy na Ziemi, ale ich jeszcze nie rozumiemy. Jeżeli rzeczywiście istnieli Bogowie-astronauci, to ślady Ich bytności na pewno znajdziemy na Księżycu i innych planetach. To JEST matematyczny pewnik. Może będą to ruiny, może będą to jakieś szczątki urządzeń, czy – jak w przypadku Księżyca i biorąc pod uwagę konserwujące właściwości próżni – całe i działające jeszcze urządzenia. I takich urządzeń warto by poszukać, choć z drugiej strony – skoro dostaniemy się na Księżyc, to czy będą one nam potrzebne? (Daniel Laskowski)


Dziękuję za ten tekst. To jest oczywiste, że życie cywilizowane "przekręciło się" na tej planecie kilka razy. Ile czasu potrzeba, aby odbudowało się po atomowym spustoszeniu? Myślę, że wystarczy 20-30 tysięcy lat. A ile to jest w skali życie Ziemi? NIC. 

Przed nami chyba rzeczywiście kolejny upadek, wojnę poprzedzi prawdopodobnie epoka debili i kretynów których przybywa w oczach. (Hermokrates)


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 21/2015, ss.8-9

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©