Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IV Rzesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IV Rzesza. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

I powróci Godzilla... (dokończenie)


XIII


Wróciliśmy na pokład Guro Sio Maru 22 z poczuciem totalnej klęski. Wszystkie bomby biologiczne znikły i było oczywiste, że ktoś je sobie najbezczelniej przywłaszczył. Znaleziona wstążka wskazywała na to, że zajęli się nimi czule nasi przyjaciele w Twierdzy Andyjskiej, z którymi kilkakrotnie już spotkaliśmy się w Tunezji, byłej Jugosławii, Polsce, USA, w Arktyce i paru innych miejscach. Zaprzątało mnie to, że ktoś pozostawił na tym miejscu wizytówkę. Kto to był? – swój czy wróg?

Jak się spodziewałem, komandor Sato zażądał od nas wyjaśnień. Opowiedzieliśmy mu wszystko, co wiadomo było nam o Twierdzy Andyjskiej i neohitlerowskich próbach przejęcia władzy na Ziemi zatajając jedynie fakt istnienia Komitetu Dziewiętnastu.
- Sytuacja dojrzała już do tego, że powinna zacząć się interwencja połączonych sił kilku krajów w tym rejonie świata – zakończyłem swoje wystąpienie.
Sato milczał przez moment przetrawiając to, co usłyszał od nas.
- Czy jest pan tego pewien? – zapytał Pitt.
- Więcej niż pewien – odparłem – Stany Zjednoczone są dość dokładnie spenetrowane przez nich i obawiam się, że jeszcze bardziej, niż w okresie Zimnej Wojny przez Sowietów. Co więcej, wygląda na to, że ich służby wywiadowcze związały się z Opus Dei. Parę lat temu, bodaj czy nie w 2010 roku, jeden z członków Opus Dei puścił farbę, że w Watykanie działa satanistyczna sekta kilkudziesięciu biskupów i kardynałów oddająca cześć diabłu. W parę tygodni później zmarł. Ponoć wiedzieli o niej obaj ostatni papieże. Otóż mała poprawka: to nie była sekta, ale bardzo głęboko zakonspirowana placówka wywiadu wpływu Twierdzy Andyjskiej.
- Niemożliwe – Pitt uniósł brwi – przecież to byłoby…
- Możliwe – odparłem – a jak pan myśli, dlaczego zamordowano Jana Pawła I i usiłowano zamordować Jana Pawła II?  I dlaczego nie zamordowano Benedykta XVI?
- Przecież do Jana Pawła II strzelał jakiś Turek na zlecenie KGB… – odpowiedział niepewnie Pitt – więc…
- A kto to udowodnił? – zapytałem zjadliwym tonem – o ile wiem, to nikt. Bo to nieprawda. Zlecenie zabicia papieża wyszło z Watykanu.
- Czy to Benedykt…? – zapytał Pitt z rosnącym zainteresowaniem.
- Nie wiem, ale jak sądzę mógł pomagać i osłaniać rodaków – odparłem – wszak jego przeszłość nie była taka kryształowa, jakby to się wydawało. Ciekawy jestem, dlaczego zrezygnował z władzy na rzecz Franciszka?… Dlatego uważam, że to akurat jest możliwe. Zabójstwo Jana Pawła II mogło być – i w zamyśle było – casus belli pomiędzy Wschodem a Zachodem. A po tej wojnie wielkimi wygranymi byliby tylko pogrobowcy Hitlera z Twierdzy Andyjskiej…

Komandor Sato przysłuchiwał się temu z rosnącym zdumieniem, którego nawet nie usiłował ukryć.
- A zatem sugeruje pan, że te bomby zostały zabrane przez jakichś Niemców do Ameryki Południowej? – zapytał wreszcie.
- A pewnie, że tak – odpowiedziałem – niech pan spojrzy. To jest dowód rzeczowy. Ta wstążka i ten napis nie liczy sobie więcej, niż rok. Poza tym w czasie Drugiej Wojny Światowej nigdy nie było takiej formacji w III Rzeszy, a zatem to jest coś nowego. I jeszcze… - urwałem, bo naszła mnie dziwna myśl.
- Co jeszcze? – zapytał komandor Sato.
- Poza tym już wiem, kto i dlaczego zaraził Inuitów tą cholerną bakterią 087 – powiedziałem.
Pierwszy zaskoczył Pitt.
- To byli oni? – zapytał z pewnością w głosie.
- Oczywiście! Zarazili ich dżumą, bo chcieli sprawdzić działanie tej broni no i przy okazji pozbyli się niewygodnych świadków, którzy mogliby coś powiedzieć o nich władzom Kanady. To jest oczywiste i pasuje do tego obrazu.
- Czyli czego się można spodziewać? – zapytał Pitt – bo ja się obawiam najgorszego. Ataku biologicznego na Stany i inne kraje w Ameryce i Europie. Na Japonię też – dodał rzucając spojrzenie komandorowi.
- Niech pan powiadomi admirała Sandeckera – powiedziałem – a pan, komandorze niech natychmiast zamelduje o tym kwaterze JXSDF i Sił Samoobrony. Najwyższy stopień zagrożenia bronią B. Poza tym,  należałoby przekazać tą informację do kwatery głównej NATO i Rosjanom. Trzeba im za wszelką cenę w tym przeszkodzić.

Tylko raz mieliśmy sytuację tego rodzaju. To było 21 grudnia 2012 roku, kiedy skończył się cykl Long Count kalendarza Majów, w dniu ich kalendarza oznaczonym jako 13.0.0.0.0. 4 Ahau 3 Kankin. Tego dnia we wszystkich najważniejszych miastach świata miały być odpalone głowice dezintegracyjne, których wybuch miał wysterylizować te miasta potężnymi strumieniami wysokoenergetycznego promieniowania gamma… Na szczęście dzięki poświęceniu pewnej kobiety, odwadze pewnej dziewczyny i przemyślności jej ojca do tego nie doszło.  Jak widać IV Rzesza nie odpuściła i zamierzała po raz kolejny sięgnąć po władzę, tym razem stosując atak biologiczny.

Tak zrobiono. Powiadomiliśmy władze naszych krajów. Napisałem długi email do profesora Milczarka, w którym opisałem pokrótce to, co nas spotkało i wyraziłem swe obawy, co do przyszłych wydarzeń. Miałem nadzieję, że popchnie tą sprawę dalej.


* * *
  

Stoimy z Krystyną pod wieczornym niebem rozświetlonym mgławicą świateł tokijskiego portu lotniczego Narita czekając na samolot do Moskwy. Zdecydowanie mieliśmy dosyć lotów nad Biegunem – na kolejną katastrofę też nie mieliśmy ochoty. Staliśmy trzymając się za ręce, wpatrzeni w dalekie światła.
- Mam dość przygód na czas nieokreślony – powiedziałem.
- Ja też – Krystyna uśmiechnęła się w ciemność za oszkloną ścianą – ale pomyśl, ile rzeczy udało się nam wyjaśnić w ciągu tych kilkudziesięciu dni! Ile tajemnic!
- Mieliśmy szczęście i nic nadto – odparłem.
- Ale jednak to przydarzyło się NAM, a nie komuś innemu – w jej głosie usłyszałem uśmiech – no i to MY dzięki temu znów uratowaliśmy świat.
- Nie uważasz, że jest to dość… fatygujące?
Przytuliła się do mnie.
- Tęsknisz do Gemmy i Ramona?
- No pewnie – odparłem – a ty nie?
- Też… A przecież jesteście jedynymi moimi najbliższymi, jakich mam…

Objąłem ją i pocałowałem w usta. Oddała mi pocałunek i znów staliśmy patrząc na odległe światła miasta.
- Co ci to przypomina? – zapytała.
- „Casablankę” – odparłem. – Tylko że TA wojna jest straszniejsza, bo niewidzialna…
Położyła mi głowę na ramieniu.
- Yhmmm… – przytaknęła niechętnie – a wiesz, co mnie uderzyło w tym wszystkim?
- No co?
- To, że nawet Wodni Ludzie nie zdawali sobie sprawy z wędrówki gór lodowych w czasie Małej Epoki Lodowej. Wygląda na to, że masz Nobla w kieszeni…
- E, tam – mruknąłem – od razu Nobla…
- He, he – odparła –  a wiesz, co napisano w „Asahi Shimbun” dzisiaj? Otóż wyobraź sobie, że Rosjanie zabrali się za badanie Białej Atlantydy i znaleźli potwierdzenie wszystkich twoich hipotez?
- Naprawdę? No to rzeczywiście mogę się tylko cieszyć…

Ciepły kobiecy głos zapowiedział nasz samolot. Odwróciliśmy się i ruszyliśmy w stronę gejtu. Jeszcze dwa dni i będziemy w domu – pomyślałem – nareszcie. I z tą myślą wszedłem do rękawa łączącego dworzec z samolotem.

KONIEC


Zdjęcia - Internet

sobota, 1 marca 2014

Dokąd zbiegł Hitler?


To będzie wariacja na znany temat.

II Wojna Światowa ma całą masę zagadek i tajemnic. Jedna z największych, nierozwiązana do dziś dnia, jest zagadka kilku ostatnich dni w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy i los Führera Wielkich Niemiec Adolfa Hitlera. Ostatnio ujawnione rewelacje, jakoby Hitler uciekł do Ameryki Południowej, gdzie żył sobie incognito gdzieś w interiorze Brazylii ożeniony z Indianką, z która miał stadko dzieci, trącą tanią sensacją. Tak opisuje to „Fakt”[1]:

Zgodnie z oficjalną wersją 30 kwietnia 1945 r. Adolf Hitler popełnił samobójstwo w berlińskim bunkrze. Strzelił do siebie, gdy zrozumiał, że Niemcy przegrały II wojnę światową. Teraz wiadomo, że te opowieści można między bajki włożyć – tak przynajmniej twierdzi historyk z Brazylii. Według niej krwawy dyktator uciekł z Berlina. Uzbrojony w watykańską mapę skarbów popłynął do Argentyny i Paragwaju w poszukiwaniu złota jezuitów.
Ostatecznie zamieszkał w Brazylii, gdzie żył przez wiele lat w małym miasteczku Nossa Senhora do Livramento jako Adolf Leipzig (Lipsk). A przecież to właśnie jest nazwa miasta J. S. Bacha, ukochanego kompozytora Hitlera. Nazywany przez miejscowych Starym Niemcem zmarł incognito w 1984 r. Polska zakonnica rozpoznała go w szpitalu w Cuiaba, w którym w latach 80. mężczyzna przechodził operację.
Dowodem w tej niezwykłej teorii jest zdjęcie, na którym widać Adolfa Leipzig obok czarnoskórej kobiety, z którą związał się, by ukryć swoje rasistowskie poglądy – twierdzi Simoni Dias. I dodaje, że wystarczy dodać wąsy i Hitler jak żywy!
Autorka szokującej książki uzyskała pozwolenie na ekshumację Leipziga i chce porównać jego DNA z kodem genetycznym krewnego Hitlera mieszkającego obecnie w Izraelu. Już wkrótce okaże się, czy podręczniki do historii trzeba będzie pisać na nowo.

Fajnie to wszystko brzmi, ale… Ale jest kilka dziwnych punktów w tej historii, a zatem:
v Hitler mógł uciec z Berlina, i najprawdopodobniej uciekł korzystając z samolotu, który pilotowała kpt. pil. Hanne Reitsch. Ale tego nie zrobił i pozostał w bunkrze. Tak głosi oficjalna wersja. Ja zakładam, że Hitler w bunkrze nigdy nie był, tzn. opuścił on Berlin zanim wokół miasta zacisnął się pierścień oblężenia, kiedy jeszcze wojska polskie i radzieckie stały na rubieżach wyjściowych nad Odrą. I to tłumaczy wszelkie dziwne dla załogi i mieszkańców bunkra zachowania Führera i Ewy Braun – bo po prostu były to ich sobowtóry, które grały rolę w tej tragedii – do końca. I nie popełniły samobójstwa, tylko je zabito. A że świadkowie mówili, co mówili? Nie musieli mówić prawdy i na pewno nie powiedzieli, boż dotrzymywali przysięgi na wierność Führerowi…
v Hitler mógł mieć jakieś dokumenty dotyczące skarbów i to z Watykanu, wszak Watykan pomagał w ucieczce wysokim urzędnikom III Rzeszy w ramach akcji ODESSA, więc mógł pomóc i Hitlerowi.
v Czy Hitler miał jakąś mapę skarbów? Oczywiście – wszak cały resort SS-Reichsführera Heinricha Himmlera uganiał się za tego rodzaju artefaktami i dokumentami, więc taką mapę Hitler mógł mieć. Osobiście jednak jestem zdania, że na mapie tej znajdowały się skrytki, które Führer i jego ludzie przygotowali już wcześniej Ameryce Południowej, a dokładniej w tzw. Południowym Kącie: Argentynie, Urugwaju, Paragwaju, Chile i Brazylii. Pisze o tym m.in. Leonid Płatow w powieści „Tajemniczy okręt podwodny” (Warszawa 1979) i w swych książkach Igor Witkowski. Skarby zaginione w Europie znalazły się w Ameryce Południowej, a przewiozły je w czasie sekretnych rejsów niemieckie U-booty.
v Ulubionym kompozytorem Führera był nie Jan Sebastian Bach – jak pisze brazylijska historyczka, ale zawsze, tylko i wyłącznie Richard Wagner – twórca czterech oper, które wywarły największy wpływ na Hitlera, zwane tetralogią „Pierścień Nibelunga”: „Złoto Renu”, „Walkiria”, „Zygfryd” i „Zmierzch bogów”! Poza tym skomponował on jeszcze kilka oper o tematyce mityczno-mistyczno-rycerskiej: „Boginki”, „Tannhäuser”, „Lohengrin” i „Parsifal”. Wagner urodził się w Lipsku, ale pracował i komponował w wielu miastach Niemiec i Europy.
v Ciekawy jest wątek polskiej zakonnicy, która go rozpoznała. Skoro tak, to dlaczego nikogo o tym nie powiadomiła, a powiedziała to Brazylijce post fatum? Czyżby obowiązywała ją zmowa milczenia?
v Co do zdjęcia, to akurat trudno cokolwiek powiedzieć. Jest niewyraźne i właściwie nie pokazuje niczego. Dlaczego? Czyżby ktoś się bał, ale jeżeli tak, to kogo? Pogrobowców Hitlera z IV Rzeszy w Twierdzy Andyjskiej?
v Czy Hitler mógł związać się z „kolorową” kobietą? Wydaje mi się, że nie – bo ta obsesja na tle rasowym była dla niego czymś najważniejszym – stanowiła centrum jego obłędnej nauki, którą wyłożył w „Mein Kampf”. Dlatego osobiście uważam, że Hitlerowi najbardziej pasowałaby Republika Południowej Afryki z jej obłędem apartheidu – wielu hitlerowców zbiegło do RPA i tam w spokoju dokonało żywota w kraju, który wprowadził system segregacji rasowej na modłę Niemiec Hitlera – wszak apartheid jako system prawny został wprowadzony w 1948 roku, ale w RPA był on w zasadzie uznawany już od czasów pierwszego osadnictwa w Kraju Przylądkowym! A zatem to jest najsłabszy punkt hipotezy „Hitler w Brazylii”.
v Być może ostatecznym dowodem na prawdziwość/fałsz tej hipotezy będzie porównanie kodu DNA. I z tym się całkowicie zgadzam z autorką tych wywodów.



Czy taki scenariusz byłby możliwy? Oczywiście! Zakładam bowiem, że Hitler uciekł z Berlina gdzieś pomiędzy 16. a 25.IV.1945 roku, a zatem kiedy ostatecznie zamknęło się okrążenie wojsk radzieckich w Ketzinie. Na północnym-zachodzie 1. A WP odpierała ataki GA gen. Steinera, a na południu 2. A WP odpierała ataki 17. A i 4. APanc z GA „Środek” gen. Schörnera. Mniej więcej w tym samym czasie trwały wściekłe walki na Wzgórzach Seelowskich, gdzie broniła się zaciekle 9. A gen. Bussego. Ucieczka z Berlina możliwa była tylko w kierunku północno-zachodnim – do Hamburga, gdzie rezydował Grossadmiral Karl Dönitz. I to właśnie tam udał się Führer. Jak? Po prostu drogą wodną. Najpierw Havelą z Berlina do Poczdamu i Brandenburga an der Havel, a następnie do Hansenstadt Havelbergu, skąd Łabą do Hamburga. W ten sposób spławiono skarby i samego Führera. Ta droga wodna, w przeciwieństwie do kolei i dróg kołowych biegnie właściwie cały czas wśród lasów, gdzie łatwo można się było skryć przed alianckim lotnictwem i niepowołanymi oczami… Podobnie zresztą spławiano skarby Dolnego Śląska – Wrocławia Odrą do Eisenhüttenstadt a dalej na zachód do Fürstenwalde an Spree i do Berlina. Ewentualnością był Szczecin i Świnoujście, w którym znajdowała się baza U-bootów. Jak widać, możliwości było wiele.  Niemcy chętnie korzystali z transportu wodnego, który był bardziej opłacalny od kołowego czy kolejowego, co wiem z pierwszej ręki – od Polaków, którzy pracowali na barkach kursujących na Warcie i Odrze od Konina do Szczecina. Wielu z nich współpracowało z polskim ruchem oporu…   

W Hamburgu Hitler przesiadł się na U-boota, którym dotarł do niemieckiej bazy okrętów podwodnych w Bergen (Norwegia) i po uzupełnieniu zapasów mógł udać się w kilku możliwych kierunkach, a mianowicie:
·        „Bobrowa Tama” na Ziemi Peary’ego na Grenlandii;
·        Japonia przez Przejście Północno-Wschodnie;
·        Japonia przez Przejście Północno-Zachodnie;
·        Japonia przez Atlantyk i Ocean Indyjski z postojem w Namibii;
·        Południowa Afryka/Namibia
·        Ameryka Południowa: Chile, Argentyna, Peru, Ekwador, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj;
·        Antarktyda – Neuschwabenland;
·        Indie i Tybet.

Takie są możliwe kierunki ucieczki Führera i jego skarbów wywiezionych uprzednio z Europy i ukrytych w Winetach – bazach U-bootów stanowiących łącznik nazistów i neonazistów ze światem i rozsianymi na świecie grupami neonazistowskimi. I nie tylko nimi, bo Twierdza Andyjska ma swych ludzi wszędzie tam, gdzie toczą się największe bitwy naszego świata – w zaciszu banków i w hałasie giełd. I to tam toczy się walka o władzę nad światem – przy pomocy środków zgromadzonych przez SS i Wehrmacht w Europie. Zostały one sukcesywnie wywiezione poza Europę i tamże zgromadzone, na potrzeby ODESSA. Kiedy to się zaczęło? Oczywiście na początku 1944 roku, kiedy Armia Czerwona ruszyła do przeciwuderzenia na wszystkich frontach na Wschodzie. Kiedy odepchnięto hitlerowców od Leningradu, Moskwy i Stalingradu. Kiedy Niemcy dostali baty pod Kurskiem i Hitler zobaczył, że może już tylko powstrzymywać radziecko-polską nawałę, której nie jest w stanie zatrzymać. Dlatego ukrywano w kopalniach i podziemnych fabrykach Dolnego Śląska wabiki i skrzynie z piachem, podczas gdy prawdziwe skarby płynęły w świat na pokładach U-bootów. 

Niektórzy autorzy, jak np. Bogusław Wołoszański twierdzą, że być może te skarby zostały wydobyte przez Rosjan i wywiezione do ZSRR. Być może tak było, ale czegoś takiego nie udałoby się utrzymać w tajemnicy, bo złoto ma tą straszliwą moc rozwiązywania ludziom języków, a poza tym właśnie z tego względu taki numer nie przeszedłby bez uwagi argusowych oczu KGB. Prędzej czy później ktoś zacząłby puszczać farbę – nawet w ZSRR/Rosji.    

Nie ma żadnego NWO, nie ma żadnego mega-spisku – to są bajeczki dla grzecznych dzieci. Jest za to mrówcze podkopywanie i rozkładanie systemu finansowego świata, które objawia się coraz głębszymi kryzysami finansowymi, z których świat wygrzebuje się coraz bardziej niemrawo, aż wreszcie padnie. Żydzi zostaną zwalczeni swoją własną bronią – pieniądzem. I to będzie ten drugi Holokaust, który przewidział Nostradamus.

I na to właśnie czekają i do tego dążą wodzowie IV Rzeszy…  

sobota, 21 grudnia 2013

PROJEKT „BABILON”, UFO I NEONAZIŚCI (2)

Irackie UFO sfotografowane w czasie operacji Desert Storm przez żołnierzy amerykańskich...


UFO nad Zatoką



Spójrzmy na zdjęcia, które wykonali Amerykanie, Brytyjczycy i Japończycy w czasie trwania „Operacji Pustynna Burza” w 1991 roku. Przedstawiają one unoszący się nad pustynią NOL. Powiększenie jego zdjęcia i jego obróbka komputerowa ujawniają pewien ciekawy szczegół, a mianowicie - emblemat w trzech kolorach odpowiadających barwom flagi irackiej!

Zrazu sądziłem, że to iracki dyskoplan albo dezinformacja made by CIA. Czemu nie? CIA nie taki rzeczy robiła w ramach wojny psychologicznej, więc jedna więcej mnie już nie zdziwi, z drugiej zaś strony po co Amerykanie mieliby puszczać w obieg taką informację?

Flaga iracka jednak ma trzy zielone gwiazdy na białym, środkowym, polu. Tutaj tego nie ma. Podobny układ barw na fladze mają jeszcze: Egipt, Jemen, Syria i Burkina Faso (alias dawna Górna Wolta). Z tym, że na flagach pierwszych trzech państw istnieją dodatkowe elementy: godło państwowe oraz zielone, pięcioramienne gwiazdy. Burkina Faso ma odwrócony układ barw.

Czy gdzieś władcy tych biednych państw mogli kupić taki pojazd? Oczywiście, w Ameryce Południowej, u hitlerowskich szaleńców z IV Rzeszy Niemieckiej! Igor Witkowski udowodnił, że takowi istnieją i działają dzięki pobłażliwości i sprzedajności władz państw latynoamerykańskich. Wolny świat tolerował ich, kiedy walczono z komunistami w ZSRR i krajach satelickich. Zresztą ogromna większość z nich znalazła się w Ameryce południowej dzięki Kościołowi katolickiemu, który zaopatrywał w dokumenty ODESSĘ - złowrogą organizację przerzucającą hitlerowskich bonzów do Argentyny, Boliwii, Brazylii czy Urugwaju i Paragwaju, w których czuli się oni jak u siebie w Reichu.

I co ciekawe - barwy czerwona, biała i czarna figurują na fladze kajzerowskich Niemiec. Figurują one także na fladze hitlerowskich Niemiec, tylko że w innym układzie. A zatem wynika z tego, że ów NOL widziany nad iracką pustynią mógł być nie iracki, ale niemiecki - należał on do hitlerowców, którzy obserwowali taktykę działań na froncie tamtej wojny!...


100 „mateczek” w pałacach Saddama


Widmo hitleryzmu i stalinizmu krąży po świecie. Uśpieni wizją wspólnej Europy nie zauważamy, jak w Austrii rośnie nam kolejny Führer w postaci gubernatora Karyntii Jörga Heidera, którego antypolskie i antyczeskie wystąpienia zraziły mu wielu ludzi w naszej części Europy.

W Hadze trwa już proces bałkańskiego Führera - Slobodana Miloševicia - obłąkanego zbrodniarza z Chorwacji, Bośni-Hercegowiny i Kosowa... Wojna w Jugosławii była jeszcze wojną konwencjonalną, chociaż przeprowadzona przezeń po stalinowsku - najpierw armia zajmuje teren, a następnie policja i służby specjalne dokonują eksterminacji potencjalnych wrogów - to się ładnie nazywa „czystkami etnicznymi”, a naprawdę jest zabijaniem mężczyzn, kobiet i dzieci tylko za to, że mają pecha wyznawać inną wiarę czy światopogląd.

Po 11 września 2001 roku, do kompletu doszedł arabski Führer - Usama ben-Laden vel Osama bin-Laden - obłąkany nienawiścią do Zachodu multimiliarder z Arabii Saudyjskiej, który wypowiedział wojnę Ameryce i zamordował z zimną krwią około 5000 bezbronnych ludzi w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Ten „bohater” - dla niektórych rodzimych antyglobalistów i szowinistów - nie wykonywał swych czynów osobiście, od tego miał swą zbrodniczą organizację al-Quaedę. Wydał wojnę Ameryce uważając zapewne, że lepiej utopić swe miliardy w wojnie z Zachodem, niż w pomocy żywnościowej i medycznej dla najuboższych współwyznawców... Potem skrył się w Afganistanie, za plecami tamtejszych talibów - studentów szkół koranicznych. Być może w tej chwili on, lub jego następca, przygotowuje skrycie kolejny masowy mord. A może to zrobić przy pomocy ponad 100 jednostek skradzionych w WNP walizkowych ładunków jądrowych - „mateczek” o mocy kilku kiloton TNT każda. Tychże „mateczek” poszukiwali ONZ-owscy inspektorzy w pałacach Saddama. I nie znaleźli ani jednej. Co się z nimi mogło stać?

Rosjanie podejrzewali, że zostały one wywiezione do Jugosławii, i to właśnie dlatego rosyjscy komandosi SPECNAZ-u jako pierwsi wkroczyli do Kosowa! Ten niezrozumiały dla wszystkich rajd staje się oczywistym, jeżeli połączymy go z informacjami o zaginionych w Rosji „mateczkach”!... I tam właśnie były one szukane. I nie znaleziono ich, a zatem muszą być gdzieś indziej: w Iraku, Somalii, Afganistanie czy Sudanie. Nie da się także wykluczyć, że są one na Kubie, w Libii czy w KRL-D. Dla żądnych władzy popaprańców byłby to wspaniały prezent, dla wolnego świata - śmiertelne zagrożenie...

Milczenie w takich sprawach jest śmiertelne. Dzięki milczeniu do władzy dorwali się niedoszły pop z Tyflisu Josif Wissiarionowicz Dżugaszwili Stalin zwany Koba lub Soso albo Soseło przez swych kompanów, i syfilityczny Gefreiter der Reserwe, były ministrant kościoła rzymsko-katolickiego Adolf Hitler. Co z tego wynikło - wiemy wszyscy. Tyrani tylko czekają na przyzwolenie ludu, by wziąć go później za mordę. Takie jest prawo historii.


Sprawa polska  i superbronie IV Rzeszy



Tak czy inaczej, można powiedzieć, że limes inferior przesunął się za linię Bugu. Pogrobowcom Hitlera marzy się powrót w wielkim stylu - stąd rozniecanie i podsycanie lokalnych szowinizmów i nacjonalizmów. Doskonałym przykładem na perfidię tych działań jest Polska i właśnie z tych działań bierze się antypolska histeria niektórych kół żydowskich w Ameryce i u nas także. Polakom wmawia się, że są antysemitami i ksenofobami, leje się krokodyle łzy i gani nas za każdy przejaw niechęci w stosunku do cudzoziemców. To właśnie dlatego w Polsce pojawiła się książka „Sąsiedzi”, która jest judzącym dwa narody paszkwilem, spłodzonym w chorym umyśle jakiegoś pseudonaukowca, albo na odwrót - została napisana celowo i z rozmysłem. Tymczasem nikomu nie przychodzi do głowy, że „polski antysemityzm” czy „polska ksenofobia” jest to totalna bzdura, która ma miejsce w kraju, w którym znaczny procent parlamentarzystów i rządzących ma niepolskie nazwiska w rodzaju: Miller, Hübner, Wittbrodt, Steinhoff, Lepper, itd. itp. Wystarczy popatrzyć na nazwiska prezenterów TV:  Luft, Schymalla, Kamel, Szulc, Carlos; aktorów: Englert, Stockinger, Fetting czy Voit. I tak dalej, i temu podobnie. Czy w tak ksenofobicznym kraju - jakim ponoć Polska jest - ludzie z obco brzmiącymi nazwiskami mogliby zrobić karierę polityczną czy jakąkolwiek publiczną? Kiedy spojrzymy na to trzeźwym okiem i bez emocji, wtedy zrozumiemy wreszcie, w jakie bagno usiłuje się nas wepchnąć. A za tym stoją konkretne siły - siły, które po przegranej II Wojnie Światowej za wszelką cenę chcą spaprać swe ofiary, jakby im było jeszcze mało. Te siły drzemią wśród Andów. To siły IV Rzeszy Niemieckiej. Jak to było zawsze, kaci chcą wylać krew Żydów także na polskie dłonie - to oczywiste, że najbardziej nienawidzi się tych, którym wyrządziło się największe krzywdy.

Dlatego właśnie zmanipulowani przez pogrobowców spod znaku swastyki Arabowie uderzyli na WTC. Dla obłąkańców z andyjskich twierdz WTC było symbolem światowego żydostwa. To był akt zemsty za pokonaną III Rzeszę. Nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby okazało się, że widziano Osamę ben-Ladena gdzieś w Argentynie czy Paragwaju.

Osobiście stawiam na Argentynę, bowiem tam za rządów peronistów kwitły przedsięwzięcia finansowane i wspierane pieniędzmi nazistów. Co to znaczyło dla opozycji, to mogą powiedzieć tylko ci, którzy przeszli przez piwnice ESMA w Buenos Aires, w których ofiary reżymu piłowali argentyńscy śledczy pod kierownictwem hitlerowskich doradców. Dokładnie tak: z latynoskim okrucieństwem i niemiecką pedanterią... Kto wie, czy dzisiejsza sytuacja w Argentynie nie została sprowokowana celowo i w fali uchodźców ekonomicznych z tego kraju znajdą się emisariusze IV Rzeszy, którzy utworzą struktury V kolumny przygotowującej teren na powrót kolejnego Führera?

A zatem czy hitlerowcy z Andów mogą udzielić pomocy Arabom bin-Ladena? Oczywiście! Mają w tym swój własny interes. I powiem więcej, jak długo będziemy mieli nieszczelne granice i liberalno-idiotyczną politykę wizową oraz imigracyjną, tak długo będzie istniało niebezpieczeństwo przeniknięcia do kraju grup dywersyjno-rozpoznawczych, które będą w stanie dokonać każdego aktu terroru z użyciem broni ABC. A zatem należy zwrócić uwagę także na Latynosów i przybyszów z krajów WNP. Dlaczego WNP? - dlatego, że w istniejącym tam permanentnym bałaganie, korupcji i bezhołowiu nietrudno jest zmienić tożsamość... A że to ksenofobia? Tak może powiedzieć tylko dureń, a przezorność jest cnotą...

Wojna z terrorem dopiero się zaczęła. I w każdej chwili może uderzyć w każdego z nas lub naszych bliskich. Pomyślmy o tym.


* * *


Powyższe słowa napisałem w maju 2002 roku. Dzisiaj, w roku 2013 wiadomo, że wszystkie te opowieści o irackiej broni masowego rażenia okazały się nieprawdą, co więcej, niektóre z nich były doskonałym pretekstem do dokonania bandyckiego najazdu na ten kraj, a ufologów i innych zajmujących się latającymi spodkami wpuszczono w nieliche „maliny”.  Nie muszę chyba mówić, że wiarygodność źródeł podających takie spreparowane informacje jest minimalna, wręcz zerowa…?


A najbardziej przykre w tym jest to, że Polska miała w tym swój niechlubny udział. Polska, która sama przez tyle wieków była ofiarą agresji ze strony państw sąsiednich, sama wzięła udział w neokolonialnej wojnie, NB z której nie miała nawet jakichkolwiek korzyści – poza propagandowymi i to nie na arenie międzynarodowej, ale w rozgrywkach wewnętrznych… Będziemy się tego wstydzić i to długo.  


Ale o co tutaj chodzi? - mamy tutaj klasyczny, akademicki przykład wprzęgnięcia UFO w służbę propagandy – tak jak zrobiono to np. w 1947 roku pod Roswell (i kilku innych przypadkach też!) Tym razem UFO miało być bronią Irakijczyków obok innych BMR Saddama. Była to oczywista bzdura, ale bardzo sugestywna i jak widać puszczona w świat w amerykańskich i brytyjskich czasopismach ufologicznych. Nie była to rzetelna informacja, ale zagrywka w wojnie psychologicznej z Arabami i islamem. Opowiastka o irackim UFO była po prostu jednym z elementów w wojnie psychologicznej prowadzonej przez brytyjskie MI i amerykańską CIA przeciwko Arabom. Dlatego właśnie ukazała się w czasopismach z tych krajów, a potem powielono ją na inne kraje Europy i Ameryk oraz Australii.


Tak samo było z Wielkim i Małym Babilonem inż. Geralda Bulla. Był to tzw. Projekt HARP (nie mylić z HAARP, to dwie różne sprawy). Okazało się, że te superdziała istniały jedynie w wyobraźni izraelskich speców od wojny psychologicznej i ich amerykańskim kolesi z CIA. Ale nakręcono w Hollywood o nich nawet film sensacyjny „Doomsday Gun” (reż. Robert Young, 1994), Tom Clancy napisał „Splinter Cell” (2004), zaś Frederick Forsythe „Pięść Boga” (1994)! To też był straszak, którego istnienie uzasadniało atak na Irak. Podobno działa te montowano, a brytyjskie służby uniemożliwiły dostarczenie komponentów tych dział do Iraku, ale tak czy inaczej, Saddam de facto nie miał tych dział, podobnie jak nie miał bomby atomowej. I tylko to jest faktem!


Sprawa RM20/20 okazała się kolejną głupawką puszczoną ku uciesze gawiedzi przez jakiegoś żartownisia. Pisałem już o tym, więc zainteresowanych odsyłam do materiału na tym blogu -  http://wszechocean.blogspot.com/search?q=czerwona+rt%C4%99%C4%87  - w którym udowadniam, że była to genialna blaga, w którą mówiąc nawiasem wierzono przez kilka lat!


W roku 2011 Usamę ben-Ladena wreszcie zlokalizowano i zamordowano. Nie zamierzam po nim płakać, bo tego nie jest wart, ale znów: zamordowano. A przecież prawdziwym sukcesem administracji Obamy byłoby postawienie go przed sądem i osądzenie jego i jego zbrodni. Efekt propagandowy – murowany. Problem jednak w tym, że wtedy wyszłyby na jaw jego powiązania z CIA i innymi organizacjami w USA, co skompromitowałoby wielu amerykańskich polityków, którzy posłużyli się nim przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Dlatego lepiej było go zabić w Pakistanie, gdzie się ukrywał, niż postawić go przed sądem w USA czy gdziekolwiek indziej na świecie. Biały Dom martwiła szczególnie opcja „gdziekolwiek indziej” i dlatego nie mogło być żadnego procesu. Osama musiał zginąć i zginął – bez dochodzenia, bez procesu, bez wyroku. Jeżeli tak ma wyglądać sprawiedliwość po amerykańsku, to bardzo dziękuję. A zwycięstwo? – pyrrusowe!  


Moje przewidywania dotyczące połączenia sił al-Kaidy z siłami IV Rzeszy na szczęście się nie spełniły, aczkolwiek można przypuszczać, że do czegoś takiego mogłoby dojść, w przypadku podpalenia świata przez Arabów… Prawdę powiedziawszy trudno sobie to wyobrazić, ze względu na różnice religijne, ideologiczne i rasowe wreszcie, ale takiego egzotycznego aliansu wykluczyć się nie da… Świat widział nie takie.  


Jeżeli idzie o „mateczki”, to faktycznie – sami Rosjanie przyznają, że kilkanaście z nich zostało „utraconych”, cokolwiek to oznacza to pozwala sądzić, że po prostu je skradziono ze składów. (Polecam -  http://wszechocean.blogspot.com/2013/12/a-co-tam-macie-w-plecakach-chopaki.html) Niektóre z nich mogły zostać zakupione i trafić na Bliski i Środkowy Wschód. Co mogłoby się z tego wykluć – odsyłam Czytelników do lektury Toma Clancy’ego.


Podsumowując mogę powiedzieć tylko tyle – mamy do czynienia tylko i wyłącznie z wyprodukowanym w CIA kolejnym ufomatactwie w konkretnym celu – uzasadnienia agresji przeciwko Arabom ogólnie i Iranowi w szczególności. Szeregowy zjadacz chleba w Ameryce czy Europie miał odebrać przekaz: „Irak zagraża światu – trzeba ich powstrzymać!” I przekaz ten był przekazywany różnymi drogami: w tym także i poprzez czasopisma ufologiczne. Tak czy inaczej, trzeba bardzo dokładnie patrzeć na wszelkie sensacyjne doniesienia o UFO zza oceanu czy Zjednoczonego Królestwa, bowiem kłamstwo ma zawsze długi nos i krótkie nogi i prędzej czy później wyjdzie na jaw. A im szybciej, tym lepiej.