Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmiczny złom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmiczny złom. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Pożarowe lata: czynniki pozaziemskie

 


Opracowując wraz ze Stanisławem Bednarzem nasze pogodowe podsumowania poszczególnych miesięcy, ostatnimi czasy zwróciliśmy szczególną uwagę na ogromną ilość pożarów występującą na wszystkich kontynentach naszej planety. Szczególnie niebezpieczne są ogromne burze ogniowe, ogniste samumy, które nawiedziły tajgę na Syberii i Kanadzie, a także lasy eukaliptusowe Australii. Płonął Amazonas i lasy równikowe Konga. Ogień trawił Kalifornię oraz lasy Włoch, Grecji, południowej Francji, Hiszpanii i Portugalii. U nas paliły się składowiska śmieci i odpadów – podpalane celowo by pozbyć się problemu a przy okazji zrobić dobry interes.




Nie muszę dodawać, że pożary uwalniają do atmosfery kolejne tony dwutlenku węgla pyłu i sadzy, które wzmagają efekt cieplarniany i są powodem katakliktycznych powodzi wskutek opadów wywołanych obecnością jąder krystalizacji w górnych warstwach atmosfery. Takie zjawiska obserwowano w czasie np. wojen, kiedy dymy i pyły wzniesione megapożarami powodowały deszcze i ochłodzenie klimatu.  




 Oczywiście powodem powstania wielu z nich jest zwyczajna ludzka nieostrożność czy złośliwość. Wszak wielu jest idiotów, których kręci rozniecanie ognia. Piromaniacy i piromani stanowią – na szczęście – niewielki procent populacji. Gorzej jest w czasie wojen, bo nad nimi nikt nie panuje. Ale te wszystkie nieszczęścia powoduje ludzka bezrozumna i destrukcyjna działalność i to jest zrozumiałe.




Tymczasem w całej naszej historii miały miejsce pożary, które wydawały się być rozniecane przez jakieś tajemnicze siły z zewnątrz.

·        Kroniki odnotowały taką burzę ogniową w Polsce, w 1473 roku, kiedy to spaliły się ogromne powierzchnie leśne.

·        Pierwszy z wielkich pożarów miał miejsce w Londynie, w dniach 2-3.IX.1666 roku. Z dymem poszło niemal całe miasto, a przynajmniej jego drewniana zabudowa.

·        Następnym był potężny pożar Kopenhagi, który strawił większą część miasta z drewna, a co wydarzyło się 20.X.1728 roku.

·        Potężny pożar ogarnął Atlantę (GA) w dniu 11.XI.1864 roku. I jak zwykle spłonęła drewniana zabudowa miasta.

·        Fatalną była data 8-10.X.1871 roku, kiedy to doszło do wielkiego pożaru w Chicago (IL), który strawił większość drewnianej zabudowy tego miasta. Opowiastkę o krowie, która przewróciła lampę naftową wkładam między bajki, jako że tego samego dnia spłonęły miasta Peshtigo (WI oraz MI), gdzie miała miejsce prawdziwa burza ogniowa i największy pożar w historii USA, potem Holland, Manistee i Port Huron (MI).

·        W dniu 17.IV.1886 roku potężny pożar wybuchł w Stryju na Ukrainie, gdzie również spłonęła drewniana zabudowa miasta.

·        W maju 1901 roku płonęło Jacksonsville (FL).

·        W dniu 13.I.1939 roku potężny pożar ogarnął lasy w australijskim stanie Victoria. Przyczyną była długotrwała susza i upały dochodzące do +45,6°C.

·        Po drugiej stronie Pacyfiku płonęły lasy w okolicach Winthorn (WA), który to megapożar zaczął się 12.VIII.1940 roku. Podejrzewa się, że była to dywersja niemiecka bądź japońska, ale dowodów na to nie ma, jako że USA nie były jeszcze w stanie wojny z tymi mocarstwami.

·        Do tej ponurej listy należałoby dodać naszą Kuźnię Raciborską, gdzie 26.VIII.1992 roku doszło do burzy ogniowej, która zdewastowała ogromne połacie tamtejszych lasów. Pamiętam jak jadąc z Wrocławia w tydzień po tym pożarze czułem jeszcze zapach dymu w powietrzu…   

W tych przypadkach pożary wybuchały nagle i trudno je było opanować. Zagadką też było to, co je spowodowało.

I tak narodziło się najciekawsze moim zdaniem rozwiązanie tego problemu, a mianowicie – pożary te mogły być spowodowane przez… meteoryty, a po 1959 roku także spadający z orbity kosmozłom.

Co do meteorytów, to sprawa wydaje się być prosta – wystarczy wspomnieć wydarzenia z 30.VI.1908 roku, kiedy to na syberyjską tajgę spadło Tunguskie Ciało Kosmiczne i eksplodowało z siłą 3-30 Mt na wysokości kilku kilometrów nad ziemią. Eksplozja powaliła i spaliła kilka tysięcy ha lasu i zabiła mnóstwo zwierząt i kilkunastu Ewenków.

Podobne wydarzenia rozegrały się kilka lat temu, kiedy na tajgę spadł Mamski Meteoryt. Spaleniu uległo kilka ha tajgi… Sprawa wydaje się być oczywista. Kamienie z nieba spadają rozgrzane do białości i jako takie są w stanie podpalić suchą ściołę, las czy wysuszone uprawy. Jestem absolutnie pewien, że szalejące w Rosji i Kanadzie pożary tajgi mają swe źródła także w Kosmosie!

A jako że Ziemia jest niemal w ¾ pokryta Wszechoceanem, to większość meteorytów wpada do niego, czasami trafiając w statki. Tak było w XIX wieku, kiedy meteory trafiały i zatapiały brytyjskie brygi Eclipse i Sagittarius, a w dniu 4 lub 5.XII.1872 roku, amerykańska brygantyna Mary Celeste została znaleziona bez załogi, której ucieczkę z jej pokładu mógł spowodować deszcz meteorów… Kto wie, czy nie spotkało to także okrętu pomocniczego US Navy (AC-4)  USS Cyclops w marcu 1918 roku…




Pozostała jeszcze sprawa tzw. kosmozłomu.

Pod pojęciem kosmozłomu rozumiemy wszystkie szczątki rakiet i inne obiekty, które znajdują się na orbicie wokółziemskiej i mogą w każdej chwili spaść na Ziemię już to rozgrzane do białości, już to płonące jak bomby zapalające. Aktualnie kosmozłom powinien być zdeorbitowany w tzw. Punkcie Nemo na Oceanie Spokojnym. Jest to najbezpieczniejsze miejsce, położone o tysiące kilometrów od zamieszkałych lądów, znajduje się na S 45°52,6 – W 123°23,6, -5000 m n.p.m. Niestety, nie zawsze się to udaje i takie kawały metalu spadają na Ziemię grożąc jej mieszkańcom. Tak ostatnio było w Indonezji i w Australii, na które spadły szczątki rakiet nośnych jednej z prywatnych korporacji kosmicznych oraz szczątki chińskiej rakiety nośnej. Nie spowodowały wprawdzie pożaru, ale wcale nie jest powiedziane, że nie mogły. Wystarczy sucha trawa czy ścioła i rozgrzany kawał złomu… i bieda gotowa. Jak widać, burzliwy rozwój astronautyki ma swe ciemne, a raczej ogniste strony. Jeżeli dodać do tego efekt globalnego ocieplenia, to rzeczywiście robi się groźnie.  










Opinie Czytelników

 

To nie jest tak, meteoryty owszem wpadając w atmosferę topią się,  ale spadają na Ziemię już z temperaturą taką że nie wywołają pożaru. Są wyhamowywane przez atmosferę. Zresztą na załączonych zdjęciach ten złom nie wywołał pożaru. Ja myślę że są to pożary wywołane przez burze lub celowe wypalanie lasów aby w ten sposób odsłonić "legalnie" - zwalając na przyrodę, złoża mineralne. Sprawdź pod względem złóż? Może to być też celowe podpalenie aby wpływać na zmiany pogodowe. Artykuł uważam za dobry bo sumuje i przypomina największe pożary. Pozdrawiam serdecznie. (Andrzej Kotowiecki)

Na sto procent jest jak napisałeś. Meteoryty to norma ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie pomyślał o kosmo złomie, a zjawisko będzie się szybko zwiększać. (K A ZE K)

Dobrze, że wspomniałeś o Meteorycie Tunguskim i Mamskim. Założę się o każdą sumę, że gdyby nie to, że była zima i śnieg, to upadek Meteorytu Czelabińskiego spowodowałby pożary w jego elipsie rozrzutu. Poza tym nie zapominajmy, że była to eksplozja o sile 0,5 Mt i gdyby była niżej, to sam puls promieniowania elektromagnetycznego eksplozji mógłby zapalić las czy łąki. (Daniel Laskowski)  

wtorek, 27 grudnia 2011

UFO czy meteoroid nad Florydą?



Ta wiadomość, która napłynęła do mnie z Florydy od redakcji „Nieznanego Świata”. Pisze stała Czytelniczka tego miesięcznika:

* * *

Na każdy numer „Nieznanego Świata” czekam z wielką niecierpliwością, a szczególnie niecierpliwie czekałam na numer 12 z grudnia 2011 r., ponieważ spodziewałam się wypowiedzi wielu osób na temat przelotu komety Elenin lub Jelenin (używam tej nazwy, gdyż nie znam właściwego oznaczenia). Niestety  znalazłam tylko krótka wzmiankę pana Roberta K. Leśniakiewicza, który w ostatnim zdaniu stwierdza, że „…16 października nic się nie wydarzyło.”

Myślę, że pan Leśniakiewicz miał błędne informacje, gdyż w mediach USA przewidywano przelot w/w komety w dniach między 6.XI do 9.XI.2011 r. i przewidywano właściwie, ponieważ przelot nastąpił dnia 7 listopada 2011 r. Nad wschodnim wybrzeżem Florydy (może było to nad Atlantykiem) kometa przemknęła z szybkością kuli armatniej około godziny 14:30 EAT (czyli 20:30 CET).

JA WIDZIAŁAM JEJ PRZELOT GOŁYMI OCZAMI. Na tle bezchmurnego błękitu „wystrzeliła” (myślę, że jest to najwłaściwsze określenie) spoza korony drzewa. Głowicę jej widziałam jak czarny kamień wielkości pięści. Ciągnęła uczepiony głowicy niewielki trójkątny obłok o idealnie prostych bokach i nierównej podstawie. Zarówno ten, jak i ciągnące się za nią obłoki bardzo szybko nikły prześwietlone słońcem, tak że po chwili widziałam już tylko lecący kamień.

W miejscu „wyskoczenia” komety kłębiły się obłoki gęste i w wielkiej ilości i zajmowały coraz większą przestrzeń. Widok był tak przerażający i niesamowity aż ogarnął mnie lęk, że mnie te obłoki ogarną i weszłam do domu. Gdy po 10-15 minutach wyjrzałam na zewnątrz było szaro, nieprzyjemnie. Szarość ta trwała ponad godzinę nim powtórnie zajaśniało słońce na tle błękitnego nieba.

Przed przelotem komety, od 20.X do 5.XI włącznie, od około godziny 24:00 na widocznym mi skrawku nieba nagle wybłyskało dużo świateł (nie miałam możności ich policzyć) łudząco podobnych do gwiazd na najróżniejszych wysokościach. Część przemieszczała się z różną szybkością, podczas gdy inne tkwiły na miejscu, lub tylko nieznacznie się przesuwały. Możliwe, że to były jakieś urządzenia lub aparaty obserwujące lot komety, ale czasem widziałam działania, które nasuwały przypuszczenia korygowania toru jej przelotu i ochrony Ziemi przed katastrofą.

W wieczornych wiadomościach podano, że miała ona wielkość dużej kamienicy i przeszła miedzy Ziemią a Księżycem.

23 grudnia 2011 r.

Ewa H.
Floryda, USA

* * *

List jest bardzo ciekawy, bo jego wyjaśnieniem mogą być aż trzy różne – moim zdaniem zjawiska – których świadkiem była Pani Ewa H., a zacznę może od przelotu komety Jelenina.

Kometa C/2010 X1 odkryta została przez rosyjskiego astronoma-amatora Leonida Jelenina 10 grudnia 2010 roku przy pomocy zdalnie sterowanego teleskopu w Arizonie. W tym czasie kometa znajdowała się w odległości 641 milionów kilometrów od Ziemi.

Od samego początku wywołała niezwykłe emocje z uwagi na fakt, iż 16 października 2011 roku obiekt ten przetnie orbitę ziemi w odległości 35 milionów kilometrów czyli 0,233853 AU (jednostki astronomicznej – 1 AU = 150 mln km) od naszej planety. Wcześniej natomiast zbliży się do orbity Merkurego i Wenus, by przelecieć koło naszej gwiazdy w odległości peryhelium 0,482426 AU. Jelenin jest małym obiektem o średnicy 3 do 4 kilometrów i masie 100 tysięcy razy mniejszej od ziemskiego Księżyca. Jest to typowa kometa długookresowa. Pojawiła się na peryferiach naszego Układu Planetarnego na bardzo wydłużonej orbicie eliptycznej z mimośrodem 0.9999792, wielką półosią - około 23.000 AU (czyli jej największa odległość od Słońca to około 46 tysięcy AU, a okres obiegu trwa 3,5 miliona lat).

Pod koniec września 2011 roku, kiedy zacznie już oddalać się od Słońca, będzie ją można obserwować na porannym niebie. Początkowo sądzono, że jasność Jelenina pozwoli na dostrzeżenie jej gołym okiem, jednak najnowsze obserwacje Michael'a Mattiazzo z 20 sierpnia 2011 roku potwierdzają rozpoczęcie procesu jej rozpadu. Jej jądro rozszerzy się i rozproszy a następnie zniknie zupełnie. Zdjęcia z 1 września już sugerują powolny rozpad, gdzie nie zaobserwowano skondensowanego ogona (chmury cząstek otaczających zmrożone jądro komety) co stanowi przypuszczenie, że C/2010 X1 już się rozpadła na małe kawałki o maksymalnej wielkości nie przekraczającej 100 metrów. Astronomowie wiedzieli, że kometa dozna silnych zaburzeń grawitacyjnych i taki rozpad w pobliżu Słońca nie jest żadną rzadkością.

Również NASA zwróciła uwagę na C/2010 X1 w ramach swojego projektu (Near Erth Object Program) obserwacji obiektów przelatujących w stosunkowo małej odległości od Ziemi. Program, potocznie nazywany Spaceguard, ma na celu charakteryzowanie i katalogowanie obiektów potencjalnie niebezpiecznych dla naszej planety. Więcej informacji na temat tego projektu znaleźć można na stronie NASA - http://neo.jpl.nasa.gov

Można powiedzieć, że najciekawszym momentem z punktu widzenia naukowców będzie rozpad komety. Niestety obecnie jest ona niewidoczna nawet dla teleskopu Hubble’a ze względu na swoją odległość kątową od Słońca (zbyt małe wydłużenie). Elenin pojawi się 23 września w polu widzenia koronografu SOHO (Solar and Heliospheric Observatory), na podstawie którego będzie można przewidzieć czego będziemy mogli być świadkami w początkach października.

Ze względu na swoją bliskość przelotu wielu futurologów i przepowiadaczy przyszłości włączyło swoją wyobraźnię i zaczęło doszukiwać się w tym zjawisku rychłego końca świata. Swoje teorie wspierać zaczęli proroctwami Indian Hopi i chrześcijańskimi interpretacjami apokalipsy oraz kalendarzem Majów. Swoje trzy grosze o sztucznie sterowanej komecie dorzucili ufolodzy. Natomiast dr Piotr A. Dybczyński z Instytutu Obserwatorium Astronomicznego UAM w Poznaniu mówi krótko: C/2010 X1 nie zagraża! I nie towarzyszy jej UFO! Czyste bzdury!!!

Na pytanie o ewentualny wpływ komety Jelenin na Ziemię dr Don Yeomans, jeden z największych światowych ekspertów od dynamiki komet odpowiedział: "Mój samochód silniej oddziałuje na ziemskie pływy oceaniczne niż kometa Jelenin kiedykolwiek zdoła".[1]

Naukowcy dementują, że dojdzie do kolizji ale potwierdzają, że będzie bliskie przejście komety Jelenin w październiku co skutkować będzie możliwością obserwacji ciała niebieskiego nawet gołym okiem. Na stronie NASA można również przeczytać, że kometa będzie najbliżej Ziemi 16 października o 21:08 (czasu amerykańskiego). Ewentualne „uderzenie” miałoby miejsce właśnie 17 października w godzinach porannych. Jednak jeśli naukowcy się nie mylą wtedy kometa będzie w odległości ponad 54 mln kilometrów.[2]

* * *

I tak właśnie było i jest. Kometa Jelenina NIE MOGŁA być widoczna gołym okiem z Ziemi w dzień. Nie ma co kombinować, jest to fizycznie niemożliwe i Pani Ewa H. nie mogła widzieć przelotu komety, która była oddalona o 54 miliony kilometrów od Ziemi. Co zatem ona widziała?

Mogła widzieć przelot przez atmosferę naszej planety jakiejś części sfragmentowanego jądra komety Jelenina. To akurat jest możliwe i co najciekawsze – opis zjawisk przez nią zaobserwowanych dość dokładnie pasuje do tego, co widzieli świadkowie przelotu i eksplozji Tunguskiego Ciała Kosmicznego, które zmasakrowało tajgę wybuchem o mocy 13 – 30 Mt TNT w dniu 30 czerwca 1908 roku, o godzinie 07:17.11 IRKT (29.VI, godzina 23:17 GMT). To był „poputczyk” komety Halley’a. Pani Ewa mogła zaobserwować wejście w atmosferę Ziemi „poputczyka” komety Jelenina - na szczęście małego, bowiem w przeciwnym wypadku mogłoby dojść do powtórki z Syberii nad Florydą. Nawiasem mówiąc, Floryda przeżyła już podobny epizod. Opisał go Peter Krassa w swej książce pt. „Największa zagadka stulecia” (Frankfurt n./Menem – Berlin 1995):

W lipcu 1974 roku, cały szereg świadków obserwował spadek ognistej, rozżarzonej kuli w tonie jeziora Okeechobee na Florydzie, USA. Wedle ich relacji, do potężnego wybuchu doszło w momencie, gdy kula dotknęła gładzi jeziora. Ściągnięci natychmiast na miejsce pracownicy odpowiedniego wydziału NASA stwierdzili, że nie mogło iść w żadnym wypadku o spadek jakiejś stacji kosmicznej czy comsatu[3], a zatem musiał to być tylko meteoryt, jak to się powszechnie sądziło[4].[5]

Oczywiście Pani Ewa H. mogła zobaczyć także spadek jakiegoś innego meteoroidu, który mógł należeć do jednego z promieniujących tego dnia radiantów. A były to:
v    κ-Cygnidy, spadające w terminie 9.VIII – 6.X, z częstotliwością 5/h;
v    Południowe Piscydy, promieniujące w terminie 31.VIII – 2.XI;
v    Północne Piscydy, 25.IX – 19.X;
v    Południowe Taurydy, 15.IX – 26.XI, z częstotliwością 7/h;
v    Północne Taurydy, 19.IX – 1.XII, 7/h;
v    Dzienne Sekstansydy, 24.IX – 5.X;
v    Nocne Andromedydy, 25.IX – 12.XI, 30/h;
v    Orionidy, 2.X – 7.XI, 30/h;
v    ε-Geminidy, 10-27.X;
v    Leo Minoryty, 22-24.X;
v    Pegazydy, 29.X – 12.XI;
v    Leonidy, 14-20.XI, 14.000 – 300.000/h.

- jest więc jak widać wybór jest dość znaczny. Nie da się zatem wykluczyć, że był to po prostu jakiś „zwykły” meteoryt.

Druga możliwość: kosmiczny złom. Możliwość dosyć prawdopodobna, bowiem często na Ziemię spadają różnego rodzaju szczątki satelitów i stacji kosmicznych. Głośną stała się ostatnio sprawa tajemniczej kuli, która spadła w Namibii, o której pisałem w jednym z poprzednich postów.

A inne możliwości? Przelot jakiegoś pojazdu z programu S³ w rodzaju legendarnej Aurory, który przeleciał z prędkością ponaddźwiękową wywołując wszystkie zaobserwowane efekty, poza jednym: brakiem grzmotu dźwiękowego… Tego Pani H. nie usłyszała. Chyba że obiekt leciał na bardzo dużej wysokości ≥100 km nad Ziemią. Aktualnie w USA, Rosji, Japonii czy Chinach prowadzi się prace nad hipersonicznymi samolotami stanowiącymi podstawę nowoczesnej strategii globalnego odstraszania, zastraszania i dominacji. Taki samolot jest w stanie dotrzeć do dowolnego punktu kuli ziemskiej w czasie 1 godziny, a jego załoga może wykonać atak przy użyciu BMR, broni konwencjonalnych, wysadzić GDR czy nawet umieścić lub zdjąć satelitę z LEO. Proszę nie zapominać, że Floryda jest stanem, w którym znajduje się port kosmiczny Ameryki na Cap Canaveral i wiele baz wojskowych wspierających amerykańska astronautykę…   

Trzecia możliwość – fenomen forteański z rejonu Trójkąta Bermudzkiego, którego natury jeszcze nie znamy, więc nie wypowiadam się szerzej na ten temat. Za tą możliwością przemawiają dwie przesłanki: bliskość akwenów Trójkąta Bermudzkiego i podobieństwo do niektórych relacji o zachodzących tam zjawiskach (gwałtowny rozwój chmur, pociemnienie nieba, przelot NOL-a). Bo to, co Pani Ewa H. widziała kwalifikuje się właśnie do tego określenia – UFO czyli Nieznany Obiekt Latający. Oczywiście póki nie znajdzie się jakieś racjonalne wyjaśnienie… 

Jordanów, 2011-12-27     


[3] Comsat = COMmercial SATellite – satelita komercyjny.
[4] Próbowałem dowiedzieć się czegoś na temat tego obiektu kosmicznego, ale nie udało mi się niczego wyjaśnić  na jego temat w USA. Wydaje się, że mogła to być jakaś nieudana próba  bronią rakietową nowej generacji, i jako taka została utajniona, zaś relacja o meteorycie stała się tylko „legendą” maskującą ten fakt...
[5] Tak nawiasem mówiąc, to wydarzenie tego rodzaju przewidział na kilka lat wcześniej Stanisław Lem i opisał je w swym opowiadaniu s-f pt. „Szczur w pułapce”. 

niedziela, 25 grudnia 2011

Co spada nam ma głowy?



Ostatnie dni tego roku są gorące, a to ze względu na informacje o obiektach kosmicznych spadających nam nieomalże na głowy. Na początek informacja z dalekiej Namibii:

Metalowa kula z Kosmosu znaleziona w regionie Omusati: kosmiczny złom?

Nico Smit

Ten kulisty obiekt znalazł farmer z regionu Omusati w Namibii. Wydaje się on być pusty w środku.

AN: ten nieznany kulisty obiekt został znaleziony w regionie Omusati w Namibii w ostatnim miesiącu, ale pracownicy z National Forensic Science Institute w dalszym ciągu nie wiedzą, skąd się to wzięło i do czego to służyło. Dyrektor NFSI – dr Paul Ludik szybko uciął spekulacje co to tego, że obiekt ów jest pozaziemskiego pochodzenia twierdząc, że jest on sporządzony ze stopu metali znanego ludziom.

Kula ta o wadze 6 kg oraz 110 cm średnicy spadła w okolicach miejscowości Onamatunga pomiędzy 15 a 20 października 2011 roku.

Zgodnie z relacjami świadków zamieszkujących na tym terenie, słychać było głośne eksplozje na krótko przed znalezieniem tej kuli przez farmera, który zawiadomił o tym policję.

Ludik powiedział, że policjanci znaleźli sferoidę w odległości 18 m od krateru impaktowego, który został wybity przez obiekt, i co więcej – nie znaleziono żadnego podobnego obiektu w pobliżu, mimo intensywnych poszukiwań. Poza tym stwierdził on, że nie znaleziono żadnych dowodów na to, że była tam jakakolwiek konwencjonalna eksplozja zwyczajnego materiału wybuchowego, ani w kraterze, ani w jego pobliżu. Ludik stwierdził także, że odgłosy eksplozji zostały spowodowane przez tzw. grzmot naddźwiękowy (sonic boom), kiedy obiekt przekroczył barierę dźwięku (1 Ma) wracając na Ziemię.

Innym wyjaśnieniem powstania tych dźwięków może być to, że huk ten mógł być spowodowany przez uderzenie obiektu w ziemię. Kula ta jest w dalszym ciągu w posiadaniu policji, która ja bada. Wedle Ludika, kula ta nie ma żadnych oznakowań, które pozwoliłyby na zidentyfikowanie pochodzenia obiektu kosmicznego, którego ona była częścią.
- Kilkanaście prób wykazało, że obiekt ten jest pusty w środku. Wciąż jesteśmy zajęci badaniem tego artefaktu.
Zgodnie z oświadczeniem Ludika, obiekt ten jest wykonany ze „stopu metali używanych w statkach kosmicznych”, ale odrzucił on sugestię, że rzecz ta jest częścią Nieznanego Obiektu Latającego – UFO. Stwierdził on przy trym, że nie zdziwiłby się, gdyby się okazało, że jest to część zwykłego samolotu.

Według jego słów, rzecz ta nie stanowi jakiegokolwiek niebezpieczeństwa eksplozji, nie wykazuje radioaktywności czy jakiegokolwiek ryzyka biologicznego – a zatem zagrożenie z jego strony wynosi zero.
- Jesteśmy w kontakcie z zainteresowanymi osobami i jesteśmy w stanie skontaktować się z innymi – powiedział Ludik, kiedy zapytano go o to, czy skontaktował się z takimi agencjami kosmicznymi jak NASA.
Powiedział on także, że agencja kosmiczne nieczęsto potwierdzają katastrofy czy spadek satelitów lub ich fragmentów na Ziemię, dodając że żadna z nich nie jest właścicielem tej sferoidy.

Ludik stwierdził także, by publiczność nie martwiła się tym incydentem, bowiem mamy wiele doniesień o podobnych incydentach z Południowej Afryki, Południowej Ameryki i Australii.[1]

Sporo kosmicznych śmieci padało z nieba w tym roku. We wrześniu, na przykład należący do NASA satelita UARS, 6,5 tonowy pojazd badawczy do monitorowane klimatu i zaledwie miesiąc później, ważący 2,7 tony niemiecki satelita Roentgen Satellite (ROSAT), który spadł na Ziemię nad Oceanem Indyjskim.

Jeszcze większy pojazd wkrótce upadnie na Ziemię, rosyjski Phobos-Grunt sonda marsjańska, która utknęła na orbicie Ziemi wkrótce po wyniesieniu. Większość ekspertów przewiduje, że 14,5 tonowy statek runie w połowie stycznia.[2]

* * *

Takie informacje podała jedna z namibijskich stron internetowych w dniu 22.XII. w dzień później, 23.XII na  Onet.pl pojawiła się informacja o rosyjskim satelicie, który rozbił się na Syberii:

Rosyjski satelita rozbił się na Syberii

KDP / PAP - Rosyjski wojskowy satelita telekomunikacyjny Meridian rozbił się na Syberii po nieudanej próbie wyniesienia go na orbitę przez rakietę nośną - poinformowały rosyjskie agencje.

- Według pierwszych dostępnych informacji do awarii doszło w trakcie pracy trzeciego stopnia rakiety Sojuz. Biorąc ten fakt pod uwagę można powiedzieć, że satelita spadł na terytorium Syberii - podała agencja Interfax.

Z kolei agencja RIA Nowosti, powołująca się na źródła wojskowe, uściśliła, że satelita spadł w pobliżu Tiumenia w zachodniej części Syberii.

Satelita Meridian, mający ułatwić łączność pomiędzy statkami i samolotami w Arktyce, został wystrzelony w piątek z kosmodromu Plesieck.

A zatem jak widać, złomu w Kosmosie jest dostatecznie dużo i wciąż go przybywa…


Przekład z j. angielskiego -
Robert K. Leśniakiewicz © 


[1] Przekład mój – R. K. Leśniakiewicz.