Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożary. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 sierpnia 2022

1992: Pożary lasów w Polsce

 


Stanisław Bednarz

 

O roku 1992 o roku ów, roku wielkich pożarów  lasów w Polsce!

Właśnie mija 30 rocznica największego pożaru lasów w Europie, który miał miejsce koło Kuźni Raciborskiej. Pożar rozpoczął się 26 sierpnia 1992 roku około godziny 13.50 i chwilę później został zauważony w oddziale 109 (przy linii kolejowej łączącej Racibórz z Kędzierzynem–Koźlem), nadleśnictwa Rudy Raciborskie, w pobliżu miejscowości Solarnia.

Warunki meteorologiczne były wyjątkowo sprzyjające pożarowi – temperatury ponad 32°C, 30 sierpnia w Kaliszu i Łodzi zanotowano 38°C. Występował silny wiatr z południa; w Tatrach wiał wiatr halny, wyjątkowo niska była wilgotność ściółki leśnej. 

Prawdopodobną przyczyną zapłonu była iskra spod kół hamującego pociągu. Pożar udało się ugasić dopiero cztery dni później, a jego dogaszanie trwało do 12 września.

Wyjątkowo niekorzystna była sosna zawierająca  olejki eteryczne oraz  torfowiska utrudniające dogaszanie. Dużą rolę podczas gaszenia odegrało masowe użycie 26 samolotów PZL M18 Dromader, zrzucających wodę na czoło ognia. Ponadto w akcji gaszenia pożaru brało udział około 1100 samochodów pożarniczych, śmigłowce, 50 cystern kolejowych i 6 lokomotyw, a także sprzęt ciężki, taki jak czołgi inżynieryjne, pługi i spychacze. W sumie w akcji gaśniczej brało udział około 10 tys. osób.

 Pamiętam 28 sierpnia na rynku w Jordanowie była zbiórka wszystkich wozów strażackich z Podhala jadących na pomoc, nasza straż też brała udział.

Zniszczenia na terenie nadleśnictw Rudy Raciborskie, Rudziniec i Kędzierzyn miały cechy klęski ekologicznej. W pożarze zginęły 2 osoby – strażacy: aspirant Andrzej Kaczyna z Komendy Rejonowej Straży Pożarnej w Raciborzu, awansowany pośmiertnie do stopnia młodszego kapitana i druh Andrzej Malinowski z OSP Kłodnica z Kędzierzyna-Koźla. Ofiarą została także osoba postronna. Młoda matka, 23-letnia Gabriela Dirska (odepchnęła córkę w wózku, nie odniosła obrażeń) została przygnieciona śmiertelnie przez wóz strażacki jadący do akcji gaśniczej, który wpadł w poślizg i wypadł z drogi, strażacy ucierpieli w wypadku. 50 osób odwieziono do szpitala, a lekko poszkodowanych – którym pomocy udzielono na miejscu – było ok. 2000.

Spłonęło 15 wozów gaśniczych i 26 motopomp. Spłonęło łącznie 9062 ha, 6212 ha w ówczesnym województwie katowickim i 2850 ha w ówczesnym województwie opolskim.










Był też drugi co do wielkości pożar Puszczy Noteckiej – 10 i 11 sierpnia 1992. Las zapalił się o godz. 16:27, 10 sierpnia 1992 roku pomiędzy Miałami a Drawskim Młynem od iskier sypiących się z zablokowanych hamulców pociągu relacji Poznań – Krzyż. Mimo natychmiastowo podjętej akcji gaśniczej, ogień szybko się rozprzestrzenił m.in. wskutek niskiej wilgotności ściółki. Pożar trwał do godz. 00:30 następnego dnia i zakończył się dzięki gwałtownej burzy, która w ciągu zaledwie 15 minut ugasiła ogień, ratując tym samym pozostałą część Puszczy Noteckiej. W ciągu dziewięciu godzin spłonęło prawie 6 tys. hektarów lasów, 19 budynków gospodarczych i trzy gospodarstwa…

Na miejscu spalonego lasu posadzono 80 mln sadzonek, znacząco zmieniając przy tym strukturę przyszłego drzewostanu. Przed pożarem sosna stanowiła 99 proc., brzoza – tylko 0,4 proc. składu gatunkowego drzewostanu. W nowym drzewostanie na sosnę przypada zaledwie 74 proc., na brzozy aż 18 proc., a na dęby i modrzewie po 2 proc. Wzdłuż torowiska utworzono 8-metrowe pasy przeciwpożarowe (pozbawione roślinności), a także biologiczne pasy bezpieczeństwa o szerokości od 50 do 100 metrów, porośnięte wyłącznie gatunkami liściastymi – niepodatnymi na ogień. Pasy drzew liściastych utworzono też na całym areale niedawnego pożarzyska; dzielą go one w ten sposób na wiele kwartałów, stanowiąc naturalne zapory dla ewentualnego pożaru.

Wspomnę tez o pożarze lasu w masywie Lubonia Wielkiego 31 sierpnia 1992, ślady   po  nim w postaci gaju brzozowego widoczne są do dzisiaj. Około 25 sierpnia w Jordanowie na granicach Księżego lasu i Skawy miał miejsce pożar, straż miała utrudniony dojazd  musiała przejeżdżać przez Zagrody Malejowskie i tzw. most u Boru. Dziwny to był rok upalna pogoda i susza utrzymywały się cały lipiec i sierpień dni upalnych było bez liku. Stan wody na Skawie był tak niski że pracownicy ujęcia miotłami wpędzali wodę do dennej kraty ujściowej na Skawie . Grzyby pokazały się dopiero 15 września, ale za to ile! Takie to było lato.

 

Moje 3 grosze

 

Pamiętam to lato, które spędzałem w służbie granicznej na Łysej Polanie. Na wysokości 970 m n.p.m. panowały temperatury dochodzące do +28 oraz nawet +30°C, co jak na tamte warunki było temperaturą wprost tropikalną… Rzeka Białka ledwie ciekła pomiędzy kamieniami, a zwierzęta żeby się napić wychodziły na środek jej koryta!

W październiku wybrałem się na urlop do Poznania i Warszawy. Jadąc pociągiem przez wypalone słońcem pola i łąki, przez suche lasy Śląska miałem wrażenie, że jadę przez jakieś stepy. Z kolei w Wielkopolsce zdumiał mnie widok krów pasących się wraz z sarnami i jeleniami, które najwidoczniej z braku trawy w lasach szły na łąki i pastwiska, gdzie jeszcze było trochę paszy… Zaiste dziwny to był rok! 

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Pożarowe lata: czynniki pozaziemskie

 


Opracowując wraz ze Stanisławem Bednarzem nasze pogodowe podsumowania poszczególnych miesięcy, ostatnimi czasy zwróciliśmy szczególną uwagę na ogromną ilość pożarów występującą na wszystkich kontynentach naszej planety. Szczególnie niebezpieczne są ogromne burze ogniowe, ogniste samumy, które nawiedziły tajgę na Syberii i Kanadzie, a także lasy eukaliptusowe Australii. Płonął Amazonas i lasy równikowe Konga. Ogień trawił Kalifornię oraz lasy Włoch, Grecji, południowej Francji, Hiszpanii i Portugalii. U nas paliły się składowiska śmieci i odpadów – podpalane celowo by pozbyć się problemu a przy okazji zrobić dobry interes.




Nie muszę dodawać, że pożary uwalniają do atmosfery kolejne tony dwutlenku węgla pyłu i sadzy, które wzmagają efekt cieplarniany i są powodem katakliktycznych powodzi wskutek opadów wywołanych obecnością jąder krystalizacji w górnych warstwach atmosfery. Takie zjawiska obserwowano w czasie np. wojen, kiedy dymy i pyły wzniesione megapożarami powodowały deszcze i ochłodzenie klimatu.  




 Oczywiście powodem powstania wielu z nich jest zwyczajna ludzka nieostrożność czy złośliwość. Wszak wielu jest idiotów, których kręci rozniecanie ognia. Piromaniacy i piromani stanowią – na szczęście – niewielki procent populacji. Gorzej jest w czasie wojen, bo nad nimi nikt nie panuje. Ale te wszystkie nieszczęścia powoduje ludzka bezrozumna i destrukcyjna działalność i to jest zrozumiałe.




Tymczasem w całej naszej historii miały miejsce pożary, które wydawały się być rozniecane przez jakieś tajemnicze siły z zewnątrz.

·        Kroniki odnotowały taką burzę ogniową w Polsce, w 1473 roku, kiedy to spaliły się ogromne powierzchnie leśne.

·        Pierwszy z wielkich pożarów miał miejsce w Londynie, w dniach 2-3.IX.1666 roku. Z dymem poszło niemal całe miasto, a przynajmniej jego drewniana zabudowa.

·        Następnym był potężny pożar Kopenhagi, który strawił większą część miasta z drewna, a co wydarzyło się 20.X.1728 roku.

·        Potężny pożar ogarnął Atlantę (GA) w dniu 11.XI.1864 roku. I jak zwykle spłonęła drewniana zabudowa miasta.

·        Fatalną była data 8-10.X.1871 roku, kiedy to doszło do wielkiego pożaru w Chicago (IL), który strawił większość drewnianej zabudowy tego miasta. Opowiastkę o krowie, która przewróciła lampę naftową wkładam między bajki, jako że tego samego dnia spłonęły miasta Peshtigo (WI oraz MI), gdzie miała miejsce prawdziwa burza ogniowa i największy pożar w historii USA, potem Holland, Manistee i Port Huron (MI).

·        W dniu 17.IV.1886 roku potężny pożar wybuchł w Stryju na Ukrainie, gdzie również spłonęła drewniana zabudowa miasta.

·        W maju 1901 roku płonęło Jacksonsville (FL).

·        W dniu 13.I.1939 roku potężny pożar ogarnął lasy w australijskim stanie Victoria. Przyczyną była długotrwała susza i upały dochodzące do +45,6°C.

·        Po drugiej stronie Pacyfiku płonęły lasy w okolicach Winthorn (WA), który to megapożar zaczął się 12.VIII.1940 roku. Podejrzewa się, że była to dywersja niemiecka bądź japońska, ale dowodów na to nie ma, jako że USA nie były jeszcze w stanie wojny z tymi mocarstwami.

·        Do tej ponurej listy należałoby dodać naszą Kuźnię Raciborską, gdzie 26.VIII.1992 roku doszło do burzy ogniowej, która zdewastowała ogromne połacie tamtejszych lasów. Pamiętam jak jadąc z Wrocławia w tydzień po tym pożarze czułem jeszcze zapach dymu w powietrzu…   

W tych przypadkach pożary wybuchały nagle i trudno je było opanować. Zagadką też było to, co je spowodowało.

I tak narodziło się najciekawsze moim zdaniem rozwiązanie tego problemu, a mianowicie – pożary te mogły być spowodowane przez… meteoryty, a po 1959 roku także spadający z orbity kosmozłom.

Co do meteorytów, to sprawa wydaje się być prosta – wystarczy wspomnieć wydarzenia z 30.VI.1908 roku, kiedy to na syberyjską tajgę spadło Tunguskie Ciało Kosmiczne i eksplodowało z siłą 3-30 Mt na wysokości kilku kilometrów nad ziemią. Eksplozja powaliła i spaliła kilka tysięcy ha lasu i zabiła mnóstwo zwierząt i kilkunastu Ewenków.

Podobne wydarzenia rozegrały się kilka lat temu, kiedy na tajgę spadł Mamski Meteoryt. Spaleniu uległo kilka ha tajgi… Sprawa wydaje się być oczywista. Kamienie z nieba spadają rozgrzane do białości i jako takie są w stanie podpalić suchą ściołę, las czy wysuszone uprawy. Jestem absolutnie pewien, że szalejące w Rosji i Kanadzie pożary tajgi mają swe źródła także w Kosmosie!

A jako że Ziemia jest niemal w ¾ pokryta Wszechoceanem, to większość meteorytów wpada do niego, czasami trafiając w statki. Tak było w XIX wieku, kiedy meteory trafiały i zatapiały brytyjskie brygi Eclipse i Sagittarius, a w dniu 4 lub 5.XII.1872 roku, amerykańska brygantyna Mary Celeste została znaleziona bez załogi, której ucieczkę z jej pokładu mógł spowodować deszcz meteorów… Kto wie, czy nie spotkało to także okrętu pomocniczego US Navy (AC-4)  USS Cyclops w marcu 1918 roku…




Pozostała jeszcze sprawa tzw. kosmozłomu.

Pod pojęciem kosmozłomu rozumiemy wszystkie szczątki rakiet i inne obiekty, które znajdują się na orbicie wokółziemskiej i mogą w każdej chwili spaść na Ziemię już to rozgrzane do białości, już to płonące jak bomby zapalające. Aktualnie kosmozłom powinien być zdeorbitowany w tzw. Punkcie Nemo na Oceanie Spokojnym. Jest to najbezpieczniejsze miejsce, położone o tysiące kilometrów od zamieszkałych lądów, znajduje się na S 45°52,6 – W 123°23,6, -5000 m n.p.m. Niestety, nie zawsze się to udaje i takie kawały metalu spadają na Ziemię grożąc jej mieszkańcom. Tak ostatnio było w Indonezji i w Australii, na które spadły szczątki rakiet nośnych jednej z prywatnych korporacji kosmicznych oraz szczątki chińskiej rakiety nośnej. Nie spowodowały wprawdzie pożaru, ale wcale nie jest powiedziane, że nie mogły. Wystarczy sucha trawa czy ścioła i rozgrzany kawał złomu… i bieda gotowa. Jak widać, burzliwy rozwój astronautyki ma swe ciemne, a raczej ogniste strony. Jeżeli dodać do tego efekt globalnego ocieplenia, to rzeczywiście robi się groźnie.  










Opinie Czytelników

 

To nie jest tak, meteoryty owszem wpadając w atmosferę topią się,  ale spadają na Ziemię już z temperaturą taką że nie wywołają pożaru. Są wyhamowywane przez atmosferę. Zresztą na załączonych zdjęciach ten złom nie wywołał pożaru. Ja myślę że są to pożary wywołane przez burze lub celowe wypalanie lasów aby w ten sposób odsłonić "legalnie" - zwalając na przyrodę, złoża mineralne. Sprawdź pod względem złóż? Może to być też celowe podpalenie aby wpływać na zmiany pogodowe. Artykuł uważam za dobry bo sumuje i przypomina największe pożary. Pozdrawiam serdecznie. (Andrzej Kotowiecki)

Na sto procent jest jak napisałeś. Meteoryty to norma ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie pomyślał o kosmo złomie, a zjawisko będzie się szybko zwiększać. (K A ZE K)

Dobrze, że wspomniałeś o Meteorycie Tunguskim i Mamskim. Założę się o każdą sumę, że gdyby nie to, że była zima i śnieg, to upadek Meteorytu Czelabińskiego spowodowałby pożary w jego elipsie rozrzutu. Poza tym nie zapominajmy, że była to eksplozja o sile 0,5 Mt i gdyby była niżej, to sam puls promieniowania elektromagnetycznego eksplozji mógłby zapalić las czy łąki. (Daniel Laskowski)  

piątek, 5 sierpnia 2022

Meteoryt z Galanty

 


Martin Hodas

 

W pobliżu Galanty (N 48°12’24” – E 017°43’31”) spadł podobno meteoryt „z drzewem genealogicznym” i szukają jego fragmentów. Meteoryt był specyficzny dlatego, że znana była trajektoria jego lotu.

Meteoryt miał spaść w pobliżu Galanty pod koniec czerwca. Naukowcy odkryli, że jego fragmenty mogą znajdować się na obszarze objętym przez trzy pobliskie gminy, dlatego trwają dla nich aktywne poszukiwania. TV Markíza poinformowała o tym w reportażu.

Do tego wydarzenia miało dojść 25 czerwca. Stało się to krótko przed godziną 20-tą, i dlatego meteoryt na jeszcze jasnym niebie nie wzbudził niczyjej uwagi.

Jednakże obiekt zauważono w obserwatorium w Hurbanovie i na Morawach. Na podstawie tych danych można było obliczyć trajektorię jego lotu. Jeżeli idzie o miejsce impaktu, to mowa jest o wsiach Pusté Úľany, Pavlice i Abrahám.

Informacje o torze lotu są dokładnie tym, co umieściłoby meteoryt w rzadszej kategorii.

- W muzeach znajduje się około 60 000 meteorytów, ale mniej niż 40 ma znaną trajektorię, więc powiedziałbym, że należą one do tak znaczącej grupy – powiedział TV Markíza docent Ján Svoreň z Instytutu Astronomicznego Słowackiej Akademii Nauk.

Taki fragment meteorytu może później trafić także do muzeum, nawet z nazwiskiem odkrywcy – twierdzi słowacki astronom.


Drugi unikat ze Słowacji?

 

TV Markíza przypomina, że ​​w czołowej grupie meteorytów od wielu lat znajduje się inny przedstawiciel Słowacji - meteoryt koszycki, który spadł na terytorium Słowacji w 2010 roku.

Jego średnica wynosiła około 1,5 metra, ostatecznie odnaleziono 218 kilkukilogramowych fragmentów.

Kiedyś był dopiero 15. na świecie „z rodowodem”, co oznacza, że ​​naukowcy byli w stanie określić nie tylko, gdzie wylądował, ale także z jakiej części wszechświata pochodził. Dokładniej, pochodzi z głównego pasa planetoid między Marsem a Jowiszem.

 

Moje 3 grosze

 

Czytając ten artykuł zastanawiałem się nad tym, jakie byłyby skutki upadku takiego obiektu na wysuszone łąki czy lasy. Pożar w Czeskiej Szwajcarii też daje do myślenia i kto wie, czy właśnie jego początkiem był spadek takiego kosmicznego pocisku zapalającego? A czemużby nie? Kto wie, czy za większością pożarów lasów nie stoją właśnie tacy „goście” z Kosmosu. Ludzie zajęci lokalizacją i likwidacją pożarów nie zwracają uwagi na takie rzeczy, jak kamienie z nieba. A przecież taki kamlot jest rozgrzany do białości i jego spadek na suchą ściołę może utworzyć punkt otwartego ognia. Sama energia impaktu może rozesłać odłamki i iskry w promieniu kilkunastu metrów i już mamy ognisko pożaru, co nieśmiało daję pod rozwagę PT strażakom i meteorytologom.

 

Źródło: https://zive.aktuality.sk/clanok/DCzMf5G/pri-galante-zrejme-spadol-meteorit-s-rodokmenom-patraju-po-jeho-ulomkoch/?fbclid=IwAR1ujRsojIvR_LJgBF3mBjU_kiPbOBJ0oszcu7aGLQANTPn2T6dKZarOJgs

Przekład ze słowackiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

 

 

 

środa, 8 stycznia 2020

Australia w ogniu (3)




I jeszcze jedno:

Śmiercionośne pożary w Australii: widok z orbity

Christine Lunsford

Napędzany długotrwałą i nasilającą się suszą wczesny początek sezonu pożarowego w australijskich stanach Queensland i Nowej Południowej Walii rozpoczął się we wrześniu 2019 r. I trwał do początku 2020 r. Ponad 100 pożarów zniszczyło południowo-wschodnie wybrzeże Australii, zabijając co najmniej 17 osób.
Satelity z NASA i innych agencji śledzą śmiertelne pożary z kosmosu. Tak wyglądają one z kosmosu:
·        W australijskim parku narodowym Lamington i lasach deszczowych Gondwana w lasach deszczowych na tym zdjęciu satelitarnym Suomi NPP powstały duże ilości dymu.

·        Zrobione 5 listopada 2019 r., To zdjęcie pokazuje ogień i dym nad południową Australią Zachodnią. Zdjęcie wykonane przez Operational Land Imager pokazuje ogień w regionie Goldfields.


·        Zestaw radiometryczny do obrazowania w podczerwieni na satelicie Suomi NPP uchwycił niedawny wybuch pożarów w Nowej Południowej Walii. Gęsty dym unosi się nad Morzem Tasmana.


·        Ponad 100 pożarów buszu płonęło na wschodnim wybrzeżu Australii, rozciągając się od Gór Błękitnych do granicy Queensland, która ma ponad 50 własnych pożarów. Upalna, sucha i wietrzna pogoda spowodowała wczesny i przerażający początek tegorocznego sezonu pożarowego.


·        Z powodu długotrwałej suszy w południowej Australii Zachodniej australijski pożar buszu i zagrożenia naturalne Obrona Cywilna przewidywała obfitujący w pożary sezon na lata 2019-2020.


·        Według stanu na 12 listopada 2019 r. w Nowej Południowej Walii i Queensland płonęło około 150 pożarów, które rozprzestrzeniły się w wyjątkowo gorących, suchych i wietrznych warunkach pogodowych w kraju. Nad Morzem Tasmana widać smugi dymu. W Sydney i Brisbane dymna mgiełka wytwarza niebezpieczną jakość powietrza, negatywnie wpływając na mieszkańców.


·        Raporty z 13 listopada 2019 r. wskazują, że od września 2019 r. spłonęło blisko 1,1 miliona hektarów ziemi, z czego około 69 w Nowej Południowej Walii i 70 w Queensland wciąż płonie. Długa susza doprowadziła do powstania suchych warunków przypominających pustynię w regionie.


·        Niszczycielski sezon pożarów 2019-2020 w Australii, który rozpoczął się we wrześniu na początku, nadal płonął w południowych i wschodnich stanach Australii do trzeciego tygodnia listopada. Dym z pożarów rozprzestrzenił się w połowie świata.


·        21 listopada 2019 r. satelita Copernicus Sentinel-2 zebrał obrazy dymu z pożarów krzewów w Gospers Mountain dryfujących w kierunku Sydney, przyczyniając się do pogorszenia jakości powietrza w mieście.


·        Pożary krzaków widać wyraźnie na tym zdjęciu satelitarnym zarejestrowanym przez zestaw radiometryczny z obrazowaniem w podczerwieni w dniu 4 grudnia 2019 r., w pobliżu wybrzeży Nowej Południowej Walii i na północ w kierunku Queensland.


·        Ponad jedna dziesiąta obszaru, w którym leżą australijskie parki narodowe w Nowej Południowej Walii, została spalona przez niekończące się płomienie, a obszar światowego dziedzictwa Blue Mountains stracił 20% obszaru, który spłonął.


·        Nienormalne wysokie temperatury i brak deszczu przygotowały region Nowej Południowej Walii na niszczycielską porę pożaru. Spłonęły nawet podzwrotnikowe lasy deszczowe i lasy eukaliptusowe, które często nie widzą ognia.


·        16 grudnia 2019 r. Ochotnicza Straż Pożarna Nowej Południowej Walii zgłosiła, że 96 pożarów wciąż płonie, a do tej pory spłonął obszar, mierzący 1,5 razy wielkość powierzchni stanu Connecticut.


·        Satelita Terra, którego wystrzelono na orbitę w 1999 roku, nadal rejestruje dane na Ziemi dwadzieścia lat później. Aparat obserwuje, jak obrazy Ziemi pasują do siebie i zmieniają się w czasie.


·        Sucha zima i sezon wiosenny 2019 roku poprzedzały gwałtowny sezon pożaru, pozostawiając liście podatne na zapalenie się. Eksperci wskazują na dipol na Oceanie Indyjskim (IOD) jako jedną z przyczyn znacznej suszy.


·        Typowy sezon pożarów w Nowej Południowej Walii w Australii trwa od października do marca. Sezon 2019-2020 rozpoczął się nie tylko miesiąc wcześniej, ale w miesiąc później podobno spłonął większy areał niż w poprzednie dwa lata razem.


·        Podczas gdy w 2018 r. w australijskich parkach narodowych spłonęło 80.000 hektarów, jak dotąd w tym sezonie ucierpiało 10 razy więcej - 1,9 miliona hektarów ogółem.


·        Tylko w Nowej Południowej Walii wpłynęło to na 12 z 28 rezerwatów światowego dziedzictwa.


·        Rosnące temperatury, brak wilgoci i niezwykła susza są przyczyną wybuchów pożarów. Miasta w okolicy, takie jak Sydney, nie tylko stają w obliczu niebezpieczeństw spowodowanych pożarami, ale także niebezpiecznej jakości powietrza z powodu smogu.


·        Do połowy grudnia w Nowej Południowej Walii spłonął obszar wielkości stanu Maryland - około 27.000 km kwadratowych.


·        Dym i zanieczyszczenie z licznych pożarów przemieszczają się w całym kraju od tygodni, pokrywając nadmorskie miasta i zagrażając mieszkańcom.


·        W niektórych częściach Sydney w Australii, od tygodni panuje niebezpieczny poziom jakości powietrza, a co najmniej 50 osób było leczonych z powodu powikłań po smogu.


·        Dym z setek pożarów płonących w całym kraju wylewa się u wybrzeży  na południowy Ocean Spokojny.



I na dodatek świat w ogniu. Mapka rozmieszczenia największych pożarów lasów w 2019 roku. Przerażające jest to, że palą się głównie lasy deszczowe, które są (poza Wszechoceanem) realnym producentem tlenu, którym oddychamy. I znów zginęły tam ludzie i zwierzęta, których nikt nie zliczył.


I jeszcze seria przerażających zdjęć od pożarników z Australii ukazujące potęgę żywiołu, z którym przyszło się zmagać ludziom…



















Źródła:
·        Onet.pl
·        NASA
·        ESA
Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz