Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 sierpnia 2025

TOWARZYSZE CZARODZIEJE

  


Są filmy, do których chętnie wracam. Jednym z nich jest u nas niemal zapomniana i pamiętana chyba tylko przez miłośników science-fiction radziecka komedia pt. „Czarodzieje” z okresu końcowego Breżniewa, a dokładniej z 1982 roku, w reżyserii Konstantina Bromberga i jego ekipy z Odesskiej Kinematografii. A szkoda, boż radziecka szkoła komedii w niczym nie ustępuje najlepszej produkcji światowego kina, ale ten film jest filmem szczególnym, a to ze względu na osoby autorów scenariusza – braci Arkadego i Borysa Strugackich.

Scenariusz filmu nawiązuje do ich powieści „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, ale jego akcja toczy się w Kitieżgradzie – tajemniczym mieście, które dla Rosjan jest tym, czym dla nas Vineta, Atlantyda czy Avalon – a w którym znajduje się NUINU – Naukowego Uniwersalnego Instytutu Nietypowych Usług, który z kolei jest głównym kooperantem Instytutu Badań Czarów i Magii – sołowieckiego INBADCZAM-u. Głównymi bohaterami jest para zakochanych: ona – Alena (Aleksandra Jakowlewa) jest pracownikiem naukowym NUINU, czyli po prostu wiedźmą, on – Iwan (Aleksander Abdułow) pracuje w Moskiewskiej Eksperymentalnej Fabryce Instrumentów Muzycznych. I wszystko byłoby OK., gdyby nie to, że w pięknej Alenie kocha się do szaleństwa się demoniczny administrator Instytutu – Sataniejew (Walentin Gaft), który namawia do rzucenia czaru na Alenę dyrektorkę Instytutu – potężnego (dzięki nowoczesnej czarodziejskiej pałeczce w kształcie grubego ołówka) czarownicę Szmachanską (Jekaterina Wasiliewa), dzięki czemu Alena zapomina o Iwanie i skłania się ku niemu... Z kolei we wszechpotężnej dyrektorce kocha się pracownik naukowy Instytutu niejaki Kiwrin (Walerij Zołotuchin), który też ma swój udział w intrydze. Sytuacja się komplikuje, kiedy przyjeżdża komisja z Moskwy w celu zatwierdzenia magicznej pałeczki do masowej produkcji, a po Instytucie pałęta się tajemniczy Gość z Południa (Siemen Farada), który tam wszedł w celu jej zakupu i nie potrafi wyjść...  Zmianę zachowania pięknej Aleny dostrzegają przyjaciele i interweniują. Magistrowie magii Kowrow (Jemmanuił Witorgan) i Bril (Michaił Swietin) ściągają w alarmowym reżimie Iwana z Moskwy i wtajemniczają go w intrygę Sataniejewa. Oczywiście wszystko kończy się happy endem i... oficjalnym wystąpieniem publicznym kota, który tymczasem nauczył się mówić w ramach eksperymentu magotechnicznego. A wszystko to staje się w szczególnie magiczną dla Rosjan noc noworoczną. I co najciekawsze – nie ma tam ani słowa o przewodniej roli partii!

Oczywiście śmiejemy się, bo w radzieckich realiach coś takiego, jak Kitieżgrad, instytuty zajmujące się magią, muzea czarów i magii – w których znajdowały się miecze-samosiecze, homunkulusy, stoliczek-nakryj się i inne gadżety znane młodszemu pokoleniu z filmów i książek o Harrym Potterze i Sabrinie Spellman – wyglądały tak, jak Mozart w klubie rock’n’rolla. Ale nie zapominajmy, że scenariusz pisali mistrzowie, tytani-koryfeusze radzieckiej fantastyki naukowej, których wielkość polegała nie tyle na śmiałości wizji – jak w fantastyce zachodniej – ale na miażdżącej krytyce radzieckiej rzeczywistości z lat breżniewowskiej stagnacji. Książki braci Strugackich były chyba najbardziej zjadliwymi paszkwilami na Związek Radziecki i komunizm, jakie napisano w ZSRR. A cała ich magia (i perfidia) polegała na tym, że nie było cenzury, która mogłaby się do nich przyczepić, bo wszystko było napisane pomiędzy wierszami!

Wiecie jeszcze dlaczego tak bardzo podoba mi się ten film? Dlatego, bo nie ma w nim chamstwa, mordobicia, przemocy i strzelaniny, które zdominowały komedie Zachodu. Ten film przypomina mi czasy wielkości i sławy Izaaka Dunajewskiego – wszak jest to komedia muzyczna z piosenkami skomponowanymi przez Jewgienija Kryłatowa do słów Leonida Dierbieniewa. Poza tym autorzy scenariusza – w przeciwieństwie do Joan Rowling – twierdzą, że każdy człowiek może stać się magiem, bowiem magia – to tylko naturalne możliwości człowieka, które można rozwinąć tak, że wyglądają na nadprzyrodzone dla laików i ignorantów – i niech wszyscy odejdą szczęśliwi! To właśnie dlatego tak bardzo lubię ten film i polecam go tym, którym przejadła się ziejąca z ekranów miałka hollywoodzka szmira i pospolite polskie chamstwo.

"Nieznany Świat" 2005

sobota, 31 maja 2025

Dwie kobiety w bagnie Paryża

 


Lubię francuskie kino. Lubię także francuskie kryminały – szczególnie te zatrącające o fantastykę. Szczególnie w pamięci utkwił mi w pamięci serial „Stowarzyszenie z Eleusis” (1975), w którym w codzienne życie  bohaterów wdarły się niecodzienne wydarzenia i postacie. Podobne jak w „Belphegore czyli upiór Luwru” (1965). Podobnymi są także seriale „Balthazar”(2021) i „Cassandre” (2024).

W podobnym duchu został nakręcony serial -  thriller policyjny „Astrid i Raphaëlle” (5 sezonów, 41 epizodów) 2019-2023. Bohaterkami są dwie kobiety, dwie policjantki: kapitan Raphaëlle Coste (Lola Dawaere aka Lola Celeste Marie Bordeaux) i porucznik Astrid Nielsen (Sara Mortensen). Twórcy serialu -  Alexandre de Seguins i Laurent Burtina stworzyli dwie postacie samotnych kobiet, z których jedna jest wyposażona w intuicję zaś druga w logiczne myślenie. Rozwiązują sprawy, w których przestępcy nie są prymitywnymi opryszkami walącymi ludzi po łbie za kilka euro, ale zdesperowanymi jednostkami nieprzystosowanymi do życia we współczesnym społeczeństwie albo chytrymi intelektualistami o zbyt wysokim mniemaniu o sobie. I to jest ten smak tych filmów.

Jak w każdym śledztwie jest morderstwo, dochodzenie i dojście do prawdy o tym wydarzeniu. Tym, co różni te seriale od produkcji amerykańskich jest brak mordobić i wszelkiej innej przemocy. Sprawca jest złapany i postawiony przed sądem, a jego uczynki ukarane. Nie ginie, jak w Stanach, od kuli detektywa czy policjanta, ale ma szansę stanąć twarzą w twarz ze swymi zbrodniami. I to jest ten cenny aspekt tych filmów. One stawiają nie na przemoc, ale na wiedzę, intuicję i logiczne myślenie.

Jest jeszcze druga strona medalu, a mianowicie – obie bohaterki prowadząc śledztwa ocierają się o Nieznane i Niezrozumiałe – a to Anku, a to jakieś upiory, a to starożytne azteckie klątwy, a to nowinki techniczne rodem z następnego wieku, tajne stowarzyszenia, mafia, Yakuza, itd. itp. – słowem szyfry, spiski i tajemnice. I z każdą muszą się uporać, by w rezultacie zatrzasnąć kajdanki na rękach mordercy. Dlatego właśnie lubię te filmy.

I po trzecie – w większości bohaterkami tych seriali są kobiety. Silne, stanowcze, mądre i… samotne. Taka jest cena ich sukcesu, choć na koniec każda z nich znajduje kogoś, z kim pójdzie przez życie...

piątek, 2 maja 2025

Hydrozagadka najciekawszy film PRL

 


Stanisław Bednarz

 

Uważam go za najbardziej finezyjny film PRL wyprzedzający epokę. W stolicy trwa fala upałów. Na domiar złego, w całym mieście brakuje wody. Nie tylko w wodociągach, ale i w zbiornikach wodnych. Problem stara się rozpracować profesor Milczarek (Wiesław Michnikowski), lecz gdy jego wysiłki nie przynoszą żadnych efektów, postanawia wezwać na pomoc o wiele potężniejszą od siebie osobę. Mowa o Asie, najpotężniejszym człowieku w stolicy.. Tutaj na chwilę się zatrzymam. Występ Józefa Nowaka to komediowa klasa sama w sobie. Choć Amerykanie w latach dziewięćdziesiątych dorobili się Kapitana Planety, to Polacy dwie dekady wcześniej stworzyli archetyp bohatera, o wiele bardziej prawego i nieskalanego żadną moralną słabością.

Jaki był pomysł na socrealistyczną wersję Supermana? Głównym bohaterem "Hydrozagadki" jest kreślarz Jan Walczak (w tej roli Jan Nowak. Niepozorny Walczak, wzorem Clarka Kenta z komiksu Marvela, przeistacza się w odważnego superbohatera Asa, który odkrywa podstępną intrygę demonicznego doktora Plamy (Zdzisław Maklakiewicz) i maharadży Kawuru (Roman Kłosowski). Zamierzają oni przy pomocy reakcji termojądrowej odparować wodę z polskich akwenów i przetransportować ją w postaci chmur, celem nawodnienia pustyni, na terytorium państwa Kawuru. "Boję się, że moje dalekosiężne plany może pokrzyżować As. Jego nie można kupić" - mówi w filmie doktor Plama. "Czy to jest Batman?" - pyta się książę Kawuru. "Gorzej, stosując nomenklaturę narodową, Superman" - odpowiada.






Zdzisław Makalkiewicz daje tu także rewelacyjny popis umiejętności aktorskich. Kreacja Doktora Plamy, to postać, której nie powstydziłyby się parodie szpiegowskich thrillerów, lub komedii. Jest dokładnie taki, jaki powinien być kreskówkowy złoczyńca. Elegancki, bogaty i bezwzględnie inteligentny..

Aktorzy drugoplanowi również stawiają poprzeczkę niezwykle wysoko. Nadmierny konsumpcjonizm i hedonizm cechuje zresztą wszystkie negatywne postacie obecne w filmie, między innymi adoratora panny JoliJurka (w tej roli Tadeusz Pluciński), Panna Jola (Ewa Szykulska) ulega początkowo urokowi tego playboy’a, ale jego upodobanie do zachodniego stylu życia („Czytam Time i Epocę, pijam tylko Ballantinesa, palę Winstony”) powodują ze porzuca go. Pomysł doktora Plamy z kradzieżą wody jest humorystycznym odniesieniem do PRL-owskich ciągłych niedoborów. Oferując zabawną grę, akcentując sztuczność i przesadę, mieszając kulturę wysoką (np. obecne w filmie cytaty z Szekspira oraz Goethego) i popularną (komiks). Radzę oglądnąć może jest gdzieś na You Toube.

 

Moje 3 grosze

 

Pamiętam, że po premierze „Hydrozagadki” w TVP obruszyła się nań fala wściekłej krytyki ze strony partyjnego betonu. A to, że film głupi, że to hydrobzdura nie hydrozagadka, że to promocja zachodniego stylu życia, i tak dalej i temu podobnie. Po prostu „leśne dziadki” nie były w stanie pojąć tego, co przekazali nam twórcy filmów.

A przekaz to proroczy! - perturbacje klimatyczne, kombinacje z pogodą, przemyt materiałów radioaktywnych, panoszenie się przybyszów ze Wschodu... Film genialny mimo miażdżącej krytyki w czasach PRL. Cóż – krytycy po prostu nie dorośli do powagi tych ostrzeżeń. A spełniły się dokładnie wszystkie! Wystarczy spojrzeć przez okno, by to zobaczyć. Niestety – zdecydowana ilość ludzi na naszej planecie NIE CHCE TEGO WIDZIEĆ i dlatego mamy to, co mamy. A będzie jeszcze gorzej. Nasze dzieci i wnuki po tysiąckroć przeklną nas za ten burdel, który im zostawiamy! To one będą musiały stawić temu czoła, ale czy podołają tym problemom? – wątpię. I spełni się to, co opisałem w książce „UFO i Czas”.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

„Hydrozagadka”: kultowa i wizjonerska




Stanisław Bednarz


Ostatnio omawiając postać Tadeusza Plucińskiego napomknąłem o filmie „Hydrozagadka”. Uważam go za najbardziej finezyjny film PRL wyprzedzający epokę. 

W stolicy trwa fala upałów. Na domiar złego, w całym mieście brakuje wody. Nie tylko w wodociągach, ale i w zbiornikach wodnych. Problem stara się rozpracować profesor Milczarek (Wiesław Michnikowski), lecz gdy jego wysiłki nie przynoszą żadnych efektów, postanawia wezwać na pomoc o wiele potężniejszą od siebie osobę. Mowa o Asie, najpotężniejszym człowieku w stolicy.. Tutaj na chwilę się zatrzymam. Występ Józefa Nowaka to komediowa klasa sama w sobie. Choć Amerykanie w latach dziewięćdziesiątych dorobili się Kapitana Planety, to Polacy dwie dekady wcześniej stworzyli archetyp bohatera, o wiele bardziej prawego i nieskalanego żadną moralną słabością. 

Jaki był pomysł na socrealistyczną wersję Supermana? Głównym bohaterem „Hydrozagadki” jest kreślarz Jan Walczak (w tej roli Jan Nowak. Niepozorny Walczak, wzorem Clarka Kenta z komiksu Marvela, przeistacza się w odważnego superbohatera Asa, który odkrywa podstępną intrygę demonicznego doktora Plamy (Zdzisław Maklakiewicz) i maharadży Kawuru (Roman Kłosowski). Zamierzają oni przy pomocy reakcji jądrowej odparować wodę z polskich akwenów i przetransportować ją w postaci chmur, celem nawodnienia pustyni, na terytorium państwa Kawuru. Boję się, że moje dalekosiężne plany może pokrzyżować As. Jego nie można kupić - mówi w filmie doktor Plama. - Czy to jest Batman? - pyta się książę Kawuru. - Gorzej, stosując nomenklaturę narodową, Superman - odpowiada. 





Zdzisław Makalkiewicz daje tu także rewelacyjny popis umiejętności aktorskich. Kreacja Doktora Plamy, to postać, której nie powstydziłyby się parodie szpiegowskich thrillerów, lub komedii. Jest dokładnie taki, jaki powinien być kreskówkowy złoczyńca. Elegancki, bogaty i bezwzględnie inteligentny… 

Aktorzy drugoplanowi również stawiają poprzeczkę niezwykle wysoko. Nadmierny konsumpcjonizm i hedonizm cechuje zresztą wszystkie negatywne postacie obecne w filmie, między innymi adoratora panny Joli – Jurka (w tej roli, Tadeusz Pluciński), Panna Jola (Ewa Szykulska) ulega początkowo urokowi tego playboy’a, ale jego upodobanie do zachodniego stylu życia (Czytam Time i Epocę, pijam tylko Ballantinesa, palę Winstony) powodują ze porzuca go. 

Pomysł doktora Plamy z kradzieżą wody jest humorystycznym odniesieniem do PRL-owskich ciągłych niedoborów. Oferując zabawną grę, akcentując sztuczność i przesadę, mieszając kulturę wysoką (np. obecne w filmie cytaty z Szekspira oraz Goethego) i popularną (komiks). 

W Czechosłowacji, w II połowie lat 60. XX wieku, Vaclav Vorlicek również sięgał po motywy z popularnego kina zachodniego („Koniec agenta W4C”) i komiksów („Kto chce zabić Jessie?”). Radze oglądnąć może jest gdzieś na You Tube.





Moje 3 grosze


Co tu dużo gadać, film jest odlotowy i niezwykle wizjonerski. Do tego, o czym pisałeś dodam jeszcze przemyt materiałów radioaktywnych (u nas w latach 90.), niedobory wody w krajach Bliskiego i Środkowego Wschodu, energia jądrowa zastosowana do dziwnych celów sztucznie wywołanych zmian klimatu... To wszystko reżyser i scenarzyści przewidzieli już na przełomie lat 60. i 70. ub. stulecia. No i nasz As! To była błyskotliwa odpowiedź na Supermanów i innych Batmanów z USA, tak jak Hauptmann Kloss był polską odpowiedzią na brytyjskiego Jamesa Bonda 007. Prawdę powiedziawszy, to „Hydrozagadka” kwalifikuje się do Oscara za pomysł i wykonanie!