Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hydraty metanowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hydraty metanowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2019

Tsunami na Bałtyku


Tsunami i powódź w Kanale Bristolskim w 1607 roku


Stanisław Bednarz


Nadmorskie Darłowo 16 września 1497 roku zmagało się z falą tsunami nazwana niedźwiedziem morskim. Morska fala wdarła się w głąb lądu…

Nikt nie spodziewał się, że wrzesień roku pańskiego 1497 będzie cezurą, dzielącą historię miasta na dwa okresy. Bogusław X, ówczesny władca, udał się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej pozostawiając żonie – księżnej Annie, córce polskiego króla Kazimierza Jagiellończyka opiekę nad krajem.

Był 16 września 1497 roku gdy od strony Bałtyku dochodziły „pomruki” ów niedźwiedzia, będące w rzeczywistości wybuchami metanu pod dnem morza. Nie był to jednak zwykły sztorm, fale w pewnym momencie zalały całe Darłówko i płynęły dalej w głąb lądu. Fala, która dotarła do miasta położonego trzy kilometry od wybrzeża miała trzy metry wysokości (łącznie poziom wody musiał podnieść się o około 20 metrów).

Kronikarz z darłowskiego klasztoru kartuzów opisał te wydarzenia:
Sztorm zerwał się w piątek, ósmego dnia po narodzinach Maryi 1497 roku i trwał do późnego wieczora, wywołując powódź. W Darłówku zostało zniszczone całe nabrzeże portowe. Woda wyrzuciła na ląd 4 zacumowane w porcie statki. Prawie wszystkie domy zostały rozmyte i potonęło wszystko bydło. Ucierpiało również Darłowo: w spichlerzach było pełno wody, w kościele parafialnym spadła część dachu z wieży. W klasztorze woda stała do wysokości ołtarzy, sad mnichów został zniszczony, a ich piwo i wino było tak zepsute, że ich nie chciał nikt pić.

Dzięki szybkiej reakcji rady miasta i księżnej Anny nie ma wzmianek o ofiarach w ludziach. Samo miasto odbudowywało się jednak aż 20 lat, zaś Darłówko trzeba było niemal na nowo założyć. Doktor Andrzej Piotrowski z Instytutu Geologicznego uznał, że to musiało być tsunami, a opisywany w relacjach ryk niedźwiedzia towarzyszący zjawisku – był wybuchem uwolnionego metanu, zalegającego południowe obszary Bałtyku. Obliczono, że tylko eksplozja metanu mogła być na tyle silna by wytworzyć falę, która gwałtownie wyrzuciła zacumowane w porcie cztery statki o prawie cztery kilometry dalej, w tym jeden pod wzgórze Kopa o wysokości 22 m n.p.m. Dziś w tym miejscu stoi wzniesiony jeszcze w I połowie XIV wieku kościół p.w. Świętej Gertrudy. Dla upamiętnienia tej katastrofy corocznie, 17 września, rusza stąd procesja pokutno-błagalna ulicami Darłowa.

Pokłady klatratów metanowych we Wszechoceanie (NOAA)

Moje 3 grosze


Cała ta historia wydaje mi się wielce podobna do innego wydarzenia, które miało miejsce w Anglii i które opisano już na stronie - https://wszechocean.blogspot.com/2017/02/powodz-w-kanale-bristolskim-w-1607-roku.html, a temat ten poruszony został także w tym materiale: https://wszechocean.blogspot.com/2013/01/jeszcze-jeden-straszak.html
Nie sądzę jednak, by za te tsunami była odpowiedzialna erupcja klatratów metanowych. Oto dlaczego:
Naturalne hydraty metanu na Ziemi występują licznie na szelfach kontynentalnych i w wiecznej zmarzlinie, gdzie woda jest ogólnie dostępna. Metan pochodzi z dwóch źródeł – powszechnej fermentacji anaerobowej lub mniej rozpowszechnionych ekshalacji termogenicznych. Klatraty z pierwszego źródła zawierają niemalże czysty metan bogaty w lekki izotop węgla 12C*. W drugim przypadku zróżnicowanie składu chemicznego i izotopowego gazów jest znacznie większe.
Globalnie hydraty metanu tworzą się poniżej strefy stabilności hydratów gazu GHSZ (ang. Gas Hydrate Stability Zone), która w zależności od temperatury rozciąga się od głębokości poniżej ok. 300 m w wodach arktycznych do 1100 m w głąb sedymentu, choć odnaleziono złoża występujące już na głębokości 60–100 m. W wiecznej zmarzlinie hydraty metanu są stabilne od 150 do 2000 m pod powierzchnią.
W związku z ociepleniem klimatu rozpatruje się potencjalne zagrożenia, jakie stwarzają klatraty. Metan jest gazem cieplarnianym, którego zdolność zatrzymywania ciepła (potencjał cieplarniany) jest dwudziestokrotnie większa niż w przypadku dwutlenku węgla. Uwolnienie się go ze złóż hydratów, które zawierają szacunkowo 3000 razy więcej metanu niż wynosi jego ilość w atmosferze ziemskiej, znacząco podniosłoby temperaturę na Ziemi. Podejrzewa się, że zwiększenie stężenia metanu spowodowało gwałtowne podwyższenie temperatury o 7 °C w późnym paleocenie 55 mln lat temu, co doprowadziło do wyginięcia wielu gatunków organizmów morskich. Paleobiolodzy z Instytutu Paleobiologii PAN wysunęli hipotezę, że klatraty metanu odpowiadają za większość gwałtownych zmian klimatu w historii Ziemi.
Innym zagrożeniem mogą być wywołane przez osunięcia fale tsunami. Około 6100 lat p.n.e. rozpad złóż klatratów doprowadził do przesunięcia się do Morza Norweskiego masy skał ze stoku kontynentalnego o objętości ocenianej na 5300 km³ o 800 km, co wywołało potężną falę. Jej efekty są do dzisiaj zauważalne na północy Anglii. Zagrożone są między innymi Bahamy, które od wschodu opadają stokiem 5000 m w głąb oceanu, przy czym klatraty są utrzymującym je spoiwem.
Zagrożenie wynika z ocieplenia wody oceanicznej, co może prowadzić do przekroczenia granicy stabilności. Przyczyną uwolnienia się metanu może też być zdestabilizowanie zasobów w wyniku prac wydobywczych, jednak jest to możliwe jedynie w szczególnych warunkach geologicznych.
Klatraty metanu stały się przyczyną niepowodzenia próby zablokowania wycieku ropy z platformy wiertniczej Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej w maju 2010 roku.

Tyle Wikipedia.

No właśnie – na Bałtyku raczej nie ma warunków, by powstały wielkie pokłady klatratów metanowych, choćby dlatego, że jest morzem płytkim i jego średnia głębokość sięga 50 m, a największa (Jama Landsort) – 459 m, a jednak coś musiało spowodować powstanie tych fal, które niszczyły całe miasta i porty na Bałtyku…

Tsunami na polskim wybrzeżu

·        Pierwszym z nich była legendarna wolińska Vineta w ok. X wieku n.e. Legenda głosi, że miasto zostało zalane przez potężne fale, które spowodowały jego zatopienie, jak platońską Atlantydę.

·        W 1497 roku potężne fale tsunami zmyły z powierzchni ziemi Darłówek i Darłowo, co wedle uczonych było efektem eksplozji pokładu klatratów metanowych spowodowanych wstrząsami ziemi o sile M4,5 w okolicach jeziora Vetter w Szwecji.
·        W 1757 roku wielkie fale uderzyły w Trzebiatowo…
·        …a w 1779 roku potężne fale uderzyły w Łebę i Kołobrzeg.
·        W 2004 roku doszło do trzęsienia ziemi w okolicach Kaliningradu. Siła wstrząsów wynosiła M5,3 jednakże tym razem nie było żadnych ekstrafal…
·         
Obszar Bałtyku jest obszarem pensejsmicznym, tzn. od czasu do czasu zdarzają się tam trzęsienia ziemi, co w połączeniu z odkładającymi się tam złożami metanowego lodu może spowodować powstanie fal tsunami. Dowodem na to są kratery poeksplozyjne na dnie Bałtyku.  

Tak więc do wszystkich niebezpieczeństw Bałtyku jakimi są zatopione BŚT, zatrucie wód głębinowych toksycznymi gazami powstałymi w procesie rozkładu materii organicznej: siarkowodorem – H2S, amoniakiem – NH3, dwutlenkiem węgla – CO2, skotolem – C9H9N, indolem – C8H7N, putrescyną – C4H12N2, kadaweryną – C5H14N2 oraz fosforiakiem – PH3 i difosfiną – P2H4, dochodzą jeszcze trzęsienia ziemi i ich efekty w postaci eksplozji pokładów klatratów metanowych a co za tym idzie – fal tsunami.

Jest jednak jedno małe ale, a mianowicie: w czasie obu wojen na Bałtyku toczyły się zacięte walki w czasie których używano torped i bomb głębinowych oraz konwencjonalnych. Eksplozje tychże powinny powodować zmiany ciśnienia wody poprzez fale uderzeniowe, które mogły powodować wstrząsy dna, a co za tym idzie – namiastkę trzęsień ziemi, co jednak nie powodowało eksplozji pokładów metanu… A powinno! Nie zaobserwowano żadnych wielkich fal na Bałtyku w czasie obu wojen światowych.


Czy w ogóle zaobserwowano takie zjawisko? Owszem, na akwenie Trójkąta Bermudzkiego, w Rowie Portorykańskim, gdzie w dniu 11.IV.1963 roku, o godzinie 13:30 AST/17:30 GMT z pokładu samolotu Boeing 707 lecącego z San Juan do Miami (inne źródła mówią o Nowym Jorku) z wysokości 10.000 m, na pozycji N 19°54’ i W 066°47’. Był to wydymający się nad wodę „kalafior” o rozmiarach 800 m średnicy i wysokości niemal 400 m!

Oczywiście piloci powiadomili władze, które skojarzyły sobie to wydarzenie z zatonięciem dzień wcześniej, 10 kwietnia 1963 roku,  amerykańskiego okrętu podwodnego z napędem nuklearnym USS Thresher (SSN 593) w Zatoce Maine, w pobliżu punktu określonego współrzędnymi N 41°46’ i W 065°03’, około 220 mn na wschód od przylądka Cod... Jednakże oba te miejsca dzieli znaczny dystans - ponad 1.500 mn, a zatem nie mogło to mieć związku z zatonięciem tego okrętu. Przynajmniej nie w tym sensie, w jakim się to przyjmuje, o czym później. Także wybuch jądrowy czy termojądrowy (np. reaktora trakcyjnego czy głowic ICBM lub HWT) pod wodą daje zupełnie inny obraz zjawiska. USS Thresher zatonął na głębokości 2.500 m. 

Teraz, w świetle tej hipotezy metanowej, można śmiało założyć, że to była właśnie tego rodzaju wybuchowa ucieczka gazowego metanu z dna oceanu. Całe zjawisko trwało ponoć 5 minut i szybko się uspokoiło.

Nawiasem, naprzeciwko Trójkąta Bermudzkiego, u wybrzeży Japonii znajduje się Morze Diabelskie, w którego otchłaniach odnotowano takie same zjawiska świetlne i akustyczne, jak w Trójkącie. Morze Diabelskie, a w szczególności akwen zwany Trójkątem Smoka, cieszy się równie paskudną sławą, jak Trójkąt Bermudów. Tutaj także giną statki i samoloty, a diabły porwały nawet statek badawczy, którego zadaniem było wyjaśnienie losów kilku innych statków, które zaginęły tamże – w okolicach archipelagu Bonin i Izu-Shotō rozciągniętych wzdłuż rowu oceanicznego Izu-Ogasawara, którego głębokość wynosi maksymalnie 10.340 m. I tutaj na dnie odkłada się metan. I tutaj może podnosić się metan w postaci „białych wód”, a złoża klatratów metanowych poruszonych trzęsieniem ziemi mogły wyzwolić się z dna oceanu potęgując fale tsunamiTak najprawdopodobniej było pamiętnego dnia 11.III.2011 roku u wybrzeży Japonii! Wybuchowe uwolnienie się metanu mogło dać dodatkowego „dubla” głównej fali tsunami, lub spowodować jedną z kilku fal tsunami, które uderzyły w brzegi tego kraju. Nie pęknięcia osadów dennych, nie kumulacja czy soczewkowanie wstrząsów, ale właśnie eksplozja metanu…


Wygląda zatem na to, że istnieje jakaś inna przyczyna wybuchowego uwalniania się metanu z pokładów klatratów metanowych na dnie naszego morza. 

Ale jaka???

Tego właśnie nie wiemy.


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

EGO: Czy metanowa bomba jest gotowa do odpalenia? (2)



Wzrost wykładniczy


Kilka źródeł twierdzi, że koncentracja metanu w atmosferze zaczęła wzrastać wykładniczo i jest najwyższa w Arktyce, tak więc jest to dowód na to, że Arktyka jest jego źródłem.

A oto ostatni zapis koncentracji metanu w atmosferze:


Globalne średnie stężenia metanu (na powierzchni Ziemi w odległej troposferze morskiej) w latach 1998-2018 (u góry) i jego sygnatura izotopowa (u dołu). Dłuższy rekord z Arktyki można znaleźć tutaj. Źródło: Nisbet i in. (2019) GBC

Wyraźnie nastąpił wzrost globalnych stężeń metanu od około 2007 r. i szybszy od 2015 r. Ale wzrost nie jest wykładniczy, ani w wąskiej definicji matematycznej, ani w szerszym znaczeniu ciągłego przyspieszania. Długoterminowe trendy w metanie są znacznie bardziej nieregularne niż płynny wzrost CO2, na przykład 8-letnia przerwa (z niepewnymi przyczynami, ale prawdopodobnie z szybszym rozpadem metanu) przed wznowieniem wzrostu w 2007 r. Niektóre źródła próbują projektować wzrost wykładniczy w oparciu o to, ale są one oparte na ekstrapolacji z kilku selektywnie wybranych punktów danych za pomocą słabych technik dopasowywania trendów, które ignorują rzeczywistą dynamikę tego, co napędza wzrost (jak wyjaśniono w naszym poprzednim sprawdzeniu faktów dotyczących lodu morskiego w Arktyce). Ale skąd pochodzi ten ostatni wzrost stężeń metanu?

Źródła metanu mogą być trudne do sprecyzowania, ale naukowcy mogą użyć znaczników, takich jak sygnatura izotopowa (stosunek ilości cięższych i lżejszych atomów tego samego pierwiastka) i wzorców globalnych, aby zawęzić. Modelowanie z wykorzystaniem tych izotopów i wzorców koncentracji wskazuje, że ostatni wzrost pochodzi głównie ze źródeł tropikalnych lub subtropikalnych (np. z rolnictwa lub terenów podmokłych), paliw kopalnych (np. wycieków gazu ziemnego) i / lub spowolnienia tempa rozpadu metanu w atmosferze. Modelowanie to wskazuje również, że po 2007 r. W większości nie pochodzi z regionów polarnych, co wykluczałoby arktyczną wieczną zmarzlinę lub hydraty metanu jako siłę napędową niedawnego wzrostu.


MethaneInfographic2016. Ilustracja Globalnego Budżetu Metanu na lata 2003-2012. Należy pamiętać, że wieczna zmarzlina i emisje hydratów są ujęte w „Innych emisjach naturalnych”, a duży spadek „reakcji chemicznych w atmosferze” (głównie z wolnych rodników). Źródło: Global Carbon Project  

Jest to również zgodne z globalnymi budżetami na metan, które próbują zmierzyć źródła i pochłanianie metanu na całym świecie i nie znalazły znaczącego wzrostu dla metanu arktycznego (około 1 TgCH4/rok z wiecznej zmarzliny i 2 TgCH4/rok z hydratów). Chociaż niektóre z tych szacunków są bardziej niepewne niż dla CO2, nie oznacza to, że nie ma rozsądnego konsensusu (jak twierdzą niektórzy) co do ogólnej tendencji, zwłaszcza w odniesieniu do rozbieżności między źródłami a spadkami, która napędza obserwowany wzrost. Ponieważ dla każdego źródła istnieje dość duża niepewność, ale większa jest pewność co do całkowitej różnicy źródło/wsiąkanie, odkrycie, że jedno źródło jest większe niż wcześniej szacowano, oznaczałoby, że inne byłyby raczej mniejsze, niż to zliczanie jako określony ogólny wzrost w emisjach. Podobnie jak w przypadku sceptycyzmu klimatycznego, obecność niepewności i debaty nad szczegółami głównego nurtu rozumienia metanu atmosferycznego nie stanowi przeciwnej alternatywy równie prawdopodobnej i godnej równej wiarygodności.


Trudny do skoncentrowania


Niektórzy kwestionują jednak znaczenie globalnego średniego zapisu stężenia metanu i wskazują na wyższe stężenia wykrywane wysoko nad Arktyką jako dowód na wyciek metanu w Arktyce. Jest to uzasadnione twierdzeniami, że Ocean Arktyczny jest niedostatecznie próbkowany na powierzchni, a różnica między stężeniami na powierzchni i na średnich wysokościach wspiera źródło hydratu metanu powodujące pióropusze metanu. 

Ale podczas gdy stężenia metanu w Arktyce są często wyższe niż średnia globalna, nie oznacza to, że jest to miejsce, z którego pochodzi metan. Większość emisji metanu pochodzi z półkuli północnej, ponieważ ma większy obszar lądowy niż południe, a więc zawiera więcej kluczowych źródeł metanu, takich jak tereny podmokłe (i ludzie!). Ponieważ Arktyka leży w centrum półkuli północnej, efekt ten jest tam bardzo odczuwalny. Stężenia metanu w dużym stopniu zależą również od innych czynników, w tym szybkości jego rozpadu przez substancje chemiczne znane jako wolne rodniki, których jest mniej na biegunach i więcej w kierunku tropików. Łącznie ogólny efekt jest taki, że nieco więcej metanu i tak naturalnie gromadzi się na półkuli północnej, a zwłaszcza w Arktyce.

Koncentracje metanu w atmosferze na średnich wysokościach w styczniu 2016 roku. Widać z tego wyraźnie, że największe koncentracje CH4 występują nad półkulą północną Ziemi. Źródło: NASA Earth Observatory mapa wg Joshua Stevens, wykorzystano dane AIRS.

Innym problemem związanym z tymi twierdzeniami jest to, że przedstawione dane są często skrajną wartością wybieraną z surowych nieprzetworzonych danych w ciągu jednego dnia lub tygodnia (np. 1,2,3). Wartości te są często znacznie powyżej czasów przed i po, sprawiając, że sytuacja wydaje się znacznie gorsza niż jest w rzeczywistości. Aby dane były użyteczne, chociaż muszą być interpretowane w pełnym kontekście, podobnie jak jeden tydzień intensywnej zimnej pogody nie obala długoterminowego trendu globalnego ocieplenia. Globalny trend określa całkowity wpływ metanu na globalne ocieplenie, a nie tymczasowe lokalne wahania. Mogą one mieć wiele przyczyn (np. wzorce pogodowe i lokalne współczynniki zaniku) innych niż wzrost źródeł metanu.

Wreszcie, twierdzenia, że niejednolite zbiory danych z powierzchni oceanu oznaczają, że nie doceniamy stężenia metanu w Arktyce, również ignorują dane dostarczane przez satelity na wszystkich wysokościach, jak również ogólne ograniczenia zapewniane przez globalne budżety metanu, które wykorzystują wiele różnych typów danych i metod . Śledzenie metanu i budżety nie zależą wyłącznie od danych stacji naziemnej, które uzupełniają inne metody. 

Jest to związane z twierdzeniem, że stacje pomiarowe i satelity nie dostrzegają intensywnych pióropuszy metanu wznoszących się z arktycznych hydratów metanu, i że jest to wspierane przez wyższe stężenia metanu na średnich wysokościach po rozłożeniu. Nie ma jednak dowodów na istnienie super skoncentrowanych pióropuszy, które prawie nie rozprzestrzeniają się w niższej atmosferze (pomimo wyraźnych dowodów na istnienie regionów polarnych o bardziej skutecznym poziomym niż pionowym transporcie metanu), a także istnieje wiele innych mechanizmów napędzających wyższe stężenia w górę. Pomiary i modele metanu atmosferycznego pokazują, że metan rozpada się znacznie szybciej na powierzchni (w ciągu ok. 1 roku) niż środkowa górna troposfera (tj. atmosfera na średnich wysokościach, gdzie trwa ok. 12 lat), a zwłaszcza w okresie polarnej zimy w ostatnim czasie (ok. 1000 lat).

Oprócz tego metan powierzchniowy i średniotonowy ma odwrotne cykle roczne, przy najniższych stężeniach powierzchniowych (z powodu szybszego rozkładu) i najwyższych stężeniach wysokościowych (z powodu zwiększonej konwekcji w górę i wyższej tropopauzy) w arktycznym lecie i występku odwrotnie. To naturalnie prowadzi do wyższych stężeń metanu na średnich wysokościach niż na powierzchni. Zmieniające się nachylenie w marcu, przytaczane jako dowód smug metanu, prawdopodobnie wynika z tego letniego kontrastu między stężeniami powierzchniowymi i średnimi wysokościami przybywającymi wcześniej w roku z cieplejszymi źródłami. Stosowanie profili metanu w połowie lata bez wątpienia pokazałoby stały, długoterminowy wzór.


Podsumowanie


Więcej metanu - silnego gazu cieplarnianego - prawdopodobnie będzie emitowane z wiecznej zmarzliny w Arktyce, niż pierwotnie przewidywał IPCC, ale nowoczesne modele zaczęły nadrabiać zaległości i lepiej je określać. Emisje wiecznej zmarzliny prawdopodobnie doprowadzą do ok. 0,15-0,3°C dodatkowego ocieplenia o 2100 w scenariuszach niskiej emisji i do ok. 0,5-0,6°C w scenariuszach wysokiej emisji. Ale nie ma dowodów na masowe uwalnianie czystego metanu w ciągu zaledwie kilku lat, teraz lub w przeszłości. Podobnie, chociaż pojawiły się dowody na to, że emisje metanu z podmorskiej arktycznej zmarzliny na Wschodniosyberyjskim Szelfie Arktycznym są większe niż przewidywano, niewiele jest dowodów na istnienie ogromnego zbiornika metastabilnych hydratów metanu tuż pod powierzchnią, które mogłyby nagle przeciekać i wywoływać ekstremalne ocieplenie.

Stężenia metanu w atmosferze zaczęły ponownie rosnąć po 2007 r. i szybciej od 2015 r., ale wzrost nie jest wykładniczy, a najbardziej prawdopodobnymi czynnikami są raczej tropiki niż Arktyka. Chociaż wciąż istnieją duże wątpliwości dotyczące poszczególnych źródeł metanu i szacunków dotyczących pochłaniania, wciąż istnieje rozsądny konsensus w sprawie ogólnej globalnej równowagi i trendów. A wyższe stężenia metanu na średnich wysokościach nad Arktyką (z sporadycznymi bardzo wysokimi odczytami lokalnymi) są głównie spowodowane regionalną dynamiką atmosfery, a nie niewykrywalnymi pióropuszami metanu.

Najbardziej prawdopodobna sytuacja to stopniowy wzrost przewlekłego wycieku dodatkowego metanu i CO2 z Arktyki w nadchodzących dekadach i stuleciach, a nie nagła „bomba metanowa”. Będzie to stopniowe wzmacnianie napędzanego przez człowieka globalnego ocieplenia, sprawiając, że pozostanie w ramach ustaleń paryskich o 1,5-2°C będzie jeszcze trudniejsze i pilniejsze.

Dr David A. McKay
- Uniwersytet Sztokholmski

Moje 3 grosze


Przepraszam za chropawy przekład, ale artykuł był napisany dość specjalistycznym językiem i niektóre niuanse mogły umknąć mej uwagi lub zostać pominięte. Mam jednak nadzieję, że oddałem główne myśli Autora.

Jakby na to nie patrzyć, scenariusz jest nieciekawy, bo ocieplenie nawet o 1°C będzie kolejnym stopniem eskalacji gwałtownych zmian pogodowych, które będą uprzykrzać ludzkie życie w XXI wieku. I nie ma się co łudzić – Ludzkość nie będzie w stanie (z różnych względów) zatrzymać rozpędzonej machiny industrializacji, która jest warunkiem sine qua non panowania niektórych krajów nad innymi, a sama stała się wykładnikiem tzw. rozwoju, w imie którego człowieki nie liczy się z Naturą i Jej prawami. Emizja gazów cieplarnianych wzmagających EGO jest tylko jednym z powodów jego utrzymywania się i pogłębiania.

Tak nawiasem mówiąc, to za masowe samobójstwa wielorybów i w ogóle waleni może być odpowiedzialny właśnie metan, który ma działanie oszałamiające i działając na mózgi morskich ssaków powoduje to, że będące „na haju” zwierzęta same wyrzucają się na brzeg w stanie „wzlotu”. To może być właśnie efekt zatrucia metanem i siarkowodorem z morskich głębin.  

Być może także wielkie tsunami z 2004 na Oceanie Indyjskim i w 2011 roku na Pacyfiku również zostały wzmocnione przez dodatkowy ulot gazów z dna morskiego, dzięki czemu fale wywołane przez trzęsienie dna oceanicznego dostały dodatkowego „dubla” i doprowadziły do tragedii, które przeraziły świat.

Tak czy owak, należy się temu prezyjrzeć, bo można się obawiać nie tyle na oszałamiające działanie metanu, ale na to, że metan zmieszany z powietrzem w stężeniu 4,5-15% stanowi mieszaninę wybuchową. Kto wie, czy obserowane w Trójkącie Bermudzkim i Trójkące Smoka tzw. „grzmoty niebieskie” albo „uminari” są właśnie takimi eksplozjami?

Ale to już temat z innej ballady…   


Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

sobota, 3 sierpnia 2019

EGO: Czy metanowa bomba jest gotowa do odpalenia? (1)




Twierdzenie: Wielka ilość metanu (CH4) jest uwięziona w wiecznej zmarzlinie i złożach klatratów metanowych w Arktyce i ich uwolnienie się, czy choćby częściowe, może być wyzwalaczem gwałtownego i nagłego, szokowego wzrostu efektu globalnego ocieplenia - EGO w tempie 5°C w ciągu 5 lat.
Rzeczywistość: Poziomy metanu ostatnio się zwiększyły dzięki tropikalnym lub kopalnym źródłom paliw. Metan wydobywa się z wiecznej zmarzliny i pokładów hydratu metanowego jako powolny ale ciągły ulot, którego przyczyną jest wzrastające ocieplenie i jest ono gorsze, niż nagłe, katastrofalne uwolnienie.

W ostatnich latach, pojawiło się wiele powtarzających się twierdzeń (np. 1-8) że wielka ilość metanu uwięziona w arktycznej zmarzlinie  i depozytach metanowych będzie natychmiastowo uwolniona do atmosfery, kiedy tylko EGO przekroczy próg temperatury krytycznej , co będzie wyzwalaczem nagłego i katastroficznego podgrzania.

W tym artykule z climatetippingpoint.info dowiemy się, ile metanu jest zamknięte w Arktyce, ile może się uwolnić, i co się stanie później.


1% rządzi


Istnieje ogólne stwierdzenie, że jak z potencjalnego zasobu metanu zostanie wydzielony do atmosfery tylko 1%, to jest on w stanie skokowo podnieść temperaturę Ziemio o 0,5 - 1°C/1 rok.

Popatrzmy na liczby. Najlepsze bieżące szacunki twierdzą, że w Arktyce znajduje się uwięzionych 1,6 Tt (Tt = 10^12 ton) organicznego węgla ulokowanego w arktycznej wiecznej zmarzlinie. 1% z tego wynosi 15 GtC (Gt = 10^9 ton), i gdyby to był węgiel w postaci dwutlenku węgla (CO2), to osiągnąłby jedynie mierny efekt cieplarniany (uwolnienie 55 GtCO2 wiedzie do tego, że stężenie tego gazu wzrasta do ~7 ppm, co z kolei może podnieść temperaturę atmosfery o ~0,03°C na ponad kilka dziesięcioleci). Jednakże, metan jest o wiele bardziej potencjalnym gazem cieplarnianym niż CO2, ale zanika on zamieniając się w CO2 (utlenia się w atmosferze tworząc dwutlenek węgla i wodę, zgodnie z reakcją: CH4 + 2O2 => CO2 + 2 H2O) w T1/2 ≈ 10 lat. Reasumując – to oznacza, że metan produkuje ok. 84-86 razy więcej ciepła, niż taka sama masa CO2 w skali 20 lat, ale spada do 28-34 razy bardziej grzejącego w 100-letniej skali. W oparciu o to, jeżeli całe 15 GtC uwolni się z arktycznej wiecznej zmarzliny jako czysty metan – czyli 20 GtCH4, mogłoby to doprowadzić do ocieplenia o ok. 1,1°C w krótkim terminie i ok. 0,4°C na dłuższą metę. Wydaje się to potwierdzać tezę, że uwolnienie tylko 1% metanu ze zmarzliny spowodowałoby nagłe ocieplenie o ~1°C. Ale oto kluczowe pytanie: czy czysty metan o wartości 20 GtC może ulatniać się w jednym nagłym zdarzeniu? Tutaj rzeczywistość jest mniej dramatyczna.

Wieczna zmarzlina topnieje...

Zasadniczą kwestią jest to, że nie cały węgiel ze zmarzliny będzie uwolniony jako metan. Kiedy mówimy o węglu organicznym uwięzionym w zmarzlinie, co jak się uważa stanowią resztki tundrowych roślin, co w cieplejszym klimacie może gwałtownie się uwolnić, i większość z jego węgla powróci do atmosfery. Ale w klimacie polarnym te pozostałości są permanentnie zamrożone w głębokich warstwach gleby, co zatrzymuje proces uwalniania. To z kolei stopniowo wiedzie do kumulacji ilości węgla tworząc globalne zbiorniki organicznego węgla. Aliści z powodu EGO, te bogate w organiczny węgiel warstwy zmrożonej gleby będą tajać uwalniając materiał organiczny, co spowoduje wypuszczenie gazów do atmosfery.  

Różne rodzaje materii organicznej rozpadają się z różną szybkością, a tylko niektóre ulegają szybkiemu rozkładowi - w jednym eksperymencie 50-75% materii organicznej w wiecznej zmarzlinie uległo rozpadowi, gdy pozostało niezamrożone przez 12 lat. Większość bakterii i grzybów napędzających ten rozkład uwalnia CO2 jako produkt uboczny oddychania, ale w podmokłych glebach mogą dominować bakterie beztlenowe, które uwalniają metan. Ale ile metanu wydostaje się do powietrza, zależy także od gleby i roślinności powyżej, z których część ulega rozkładowi i przekształca się w CO2 po drodze. Ogólnie rzecz biorąc, proporcja węgla uwalnianego w metanie została oszacowana na około 2% przyszłych emisji - nigdzie w pobliżu czystego metanu, ale na tyle, aby zwiększyć ocieplenie efektu permafrostu uwalnianiem węgla o ~40% w następnym stuleciu. Część CO2 zostanie pochłonięta przez wzrost roślinności spowodowany ociepleniem w tych regionach, częściowo przeciwdziałając uwalnianiu CO2 z rozmrażania wiecznej zmarzliny.

Więc jakiej ilości uwolnionego węgla z wiecznej zmarzliny możemy oczekiwać w przyszłości? Modele przyszłej zmiany wiecznej zmarzliny są niedoskonałe, ale ulegają poprawie, a projekt, który około 92 GtC może być stopniowo uwalniany do 2100 r. W scenariuszu wysokiej emisji dla biznesu i do 200 GtC ok. 2300 r. Pierwszy z nich oznaczałby wzrost CO2 o około +43 ppm w atmosferze lub około 0,3°C ocieplenia (w tym wzrost z metanu). Inne badanie sugerowało, że około 10% wiecznej zmarzliny może zostać uwolnione do 2100 r. Pod naszą obecną krzywą ocieplenia, która wynosi około 130-160 GtC (tj. ok. +0,5°C). W przeciwieństwie do tego, w scenariuszu niskoemisyjnym mieszczącym się w ramach poziomu paryskiego 2°C, przewidywane uwolnienie jest bliższe 45 GtC (ok. +0,15°C) do 2100 r. Te wartości ocieplenia są podobne lub nieco wyższe niż w scenariuszu ostatniego raportu IPCC zakres od 0,13 do 0,27°C do 2100 roku. Jednak ostatnie badania dotyczące zapadania się wiecznej zmarzliny, jak się rozmraża, sugerują, że niższe wartości ocieplenia mogą w rzeczywistości zostać podwojone, ponieważ opadanie może szybciej uwalniać CO2 i metan.

Reasumując badania te mają tendencję do zbliżania się do rozmrażania wiecznej zmarzliny, co skutkuje dodatkowym ociepleniem do 0,5-0,6°C do 2100 r. w scenariuszach wysokiego poziomu emisji z działalności gospodarczej i około 0,15-0,3°C do 2100 r. w scenariuszach niskiej emisji. To dodatkowe ocieplenie stanowi niepożądane sprzężenie zwrotne od klimatu i sprawia, że utrzymywanie poniżej paryskich poziomów 1,5°C lub 2°C jest o wiele trudniejsze, ale nagłe uwolnienie metanu z wiecznej zmarzliny wywołujące ocieplenie o 0,5-1,0°C w ciągu zaledwie kilku lat nie jest wspierane przez obecne badania.

 Arktyczna wieczna zmarzlina i jej topnienie.
Na mapce pokazano obszary szybkiego topnienia wiecznej zmarzliny (kolory czerwonawe) i obszary stopniowego topnienia wiecznej zmarzliny (kolory niebieskawe)
Poza tym wyróżniono cztery następujące obszary:
1. Obszar Północnego Stoku na Alasce, gdzie występują osuwiska i erozja górska;
2. Akwen cieśniny Dimitrija Łaptiewa na  NE Syberii, gdzie wieczna zmarzlina gwałtownie się zapadła wskutek szybkiego tajania lodów;
3. Obszar przyległy do Zatoki Hudsona, Kanada. Roztapiające się torfowiska mogą dać wiele węgla;
4. Tavvaouma w pn. Szwecji - tające jeziora mogą być wielkimi źródłami metanu.
Lokalizacja Wschodniosyberyjskiego Szelfu Arktycznego - "bomby ESAS"


Krótkie życie szelfu


Innym wielkim zagadnieniem jest regiopn Oceanu Arktycznego znany jako Wschodniosyberyjski Szelf Arktyczny (ESAS) wydzielający metan z zalegajacych na dnie depozytów hydratów metanowych (ściśniętej mieszaniny lodu wodnego i metanu uwięzionego w osadach). Mówi się, że ESAS jest w stanie wyemitować 50 GtCH4 do atmosfery wywołując gwałtowne i katastrofalne ocieplenie o 5°C w czasie 5 lat (tzw. scenariusz „bomby ESAS”). Ale ten problem nie jest rozpatrywany.

Ten scenariusz z bombą ESAS rozpoczął się od trzech dokumentów. W pierwszym z nich odkryto wiele metanu rozpuszczonego w wodzie ESAS, który obliczono jako zaskakująco wysoki poziom uwalniania około 8 Teragramów (Tg - odpowiednik Megatony, 1000 razy mniej niż Gigatona) metanu (CH4) na rok, a w nowszym artykule zaktualizowano do 17 TgCH4/rok. Postawiono hipotezę, że jest to wynik wiecznej zmarzliny pod rozmrażaniem dna morskiego i uwolnienia metanu z hydratów uwięzionych pod nim. Na tej podstawie przyjęto, że pod podwodną wieczną zmarzliną może znajdować się do 1,4 Tt metanu - ogromna wartość tylko dla jednego regionalnego morza w porównaniu z globalnym szacunkiem hydratu metanu do 2000 GtC (w tym ~ 200 GtC w Arktyka) i 1600 GtC przechowywane w całej arktycznej zmarzlinie. Wreszcie trzeci dokument spekulował, że 50 Gt tego metanu jest gotowe do natychmiastowego uwolnienia i może się zdarzyć w ciągu zaledwie 1-5 lat. Spowodowałoby to ekstremalne i gwałtowne ocieplenie, w jednym artykule oszacowano, że będzie to szkoda ekonomiczna na 60 mln dolarów, a inny komentator opisał to jako coś jeszcze gorszego od czegokolwiek od czasu masowego-wymierania z przełomu Permu/Triasu 250 milionów lat temu.

Jednakże inni badacze Arktyki i pokładów klatratów metanowych są bardziej sceptyczni w stosunku do tych dokumentów i wskazują na kilka znaczących kwestii. 

Po pierwsze, chociaż dowody na wysoki poziom metanu były jasne, nie było jednoznacznego dowodu na to, że jest to całkowicie nowy wyciek. Ponieważ metody wykrywania stały się bardziej czułe i szeroko stosowane, odkryto więcej nieznanych wcześniej źródeł metanu. Niektóre z nich - na przykład słynne bąbelki metanu ze Svalbardu - po dalszych badaniach okazały się przebiegać naturalnie przez tysiące lat, głównie nie docierają do atmosfery, a nawet mogą przyciągać CO2. Modelowanie sugeruje również, że nawet w płytkiej morskiej zmarzlinie ma opóźnienie setek lat za globalnym ociepleniem, zanim nastąpi znacząca destabilizacja. I chociaż 8-17 TgCH4/rok brzmi bardzo dużo, w skali globalnej nie jest ogromne w porównaniu ze średnią globalną emisją ok. 558 TgCH4/rok - fakt ten odnotowano w pierwszym dokumencie z „bombą ESAS” („… obecny szacunek to nie niepokojąco zmieniając współczesny globalny budżet CH4”). Późniejsze dogłębne modelowanie i analiza statystyczna danych ESAS sugerują również, że emisje zimowe zostały przeszacowane, co doprowadziło do obniżenia emisji do skromniejszego 0-4,5 TgCH4/rok ze źródła biogenicznego wiecznej zmarzliny.

Po drugie, jest jeszcze mniej dowodów na istnienie tak dużego zbiornika hydratu metanu bezpośrednio pod podwodną zmarzliną. Twierdzenie zawarte w drugim dokumencie z „bombą ESAS” opiera się nie na własnych obserwacjach, jak czasem się podaje, ale na dwóch starych i trudnych do znalezienia źródłach oraz na znacznych założeniach i pośrednich ekstrapolacjach. Chociaż złoża hydratów zostały znalezione na dużych obszarach Arktyki (około 200 GtC), żadne z badań potwierdzonych na poparcie „bomby ESAS” nie dowodzi w rzeczywistości istnienia złóż specjalnie pod ESAS tak dużych jak 900 Gt (mniej niż 1400 Gt ponieważ 500 Gt głównej liczby to ogólny węgiel organiczny, a nie metan). Biorąc pod uwagę, że hydraty metanu tworzą się tylko pod wysokim ciśnieniem (chyba że występuje w rzadkim stanie metastabilnym, dla którego nadal brakuje wyraźnych dowodów w ESAS), jest również prawdopodobne, że większość z nich leży poniżej dna morskiego i zajmie trochę czasu na ocieplenie dotrzeć i po to, aby gaz następnie podniósł się. Warto również zauważyć, że najnowsze prace z tej samej grupy badawczej nie przewidują już specjalnie zbiornika 1400 GtCH4 gotowego do szybkiego uwolnienia 50 Gt metanu.

Po trzecie, dowody na szybkie uwolnienie w czasie 1-5 lat są również ograniczone. Początkowy scenariusz w trzecim dokumencie dotyczącym „bomby ESAS” opierał się na ekstrapolacji wskaźnika wzrostu emisji o 5% w ciągu 50 lat, co doprowadziło do ostatecznej emisji w wysokości 50 Tg/rok. Jednak literówka w oryginalnym dokumencie określała to jako 50 Gt, co zostało wyjaśnione. Artykuł dodaje scenariusz uwolnienia na 1-5 lat oparty na założeniu, że ok. 3-5% dna morskiego jest podatne na niestabilność, a więc podobny procent zakładanego masywnego zbiornika metanu (określony jako 50 GtCH4) byłby natychmiast uwolniony, jeśli ten obszar się zapadł. Ale, jak już wyjaśniliśmy, dowody na tak duży zbiornik wolnego metanu są chwiejne i nie ma uzasadnienia dla 3-5% dna morskiego ESAS jednocześnie zapadającego się. Zwolennicy scenariusza na 1–5 lat przytaczają różne dokumenty, w których stwierdza się, że uwalnianie metanu jest tak szybkie, ale publikacje te wspierają jedynie wydania przez kilka dziesięcioleci, a nie tylko przez kilka lat. Mimo to ocieplenie wzorowane na szybkim 5-letnim uwalnianiu było tylko dodatkowym 1,3°C, a nie często 5°C, jak często się podaje. Opierając się na naszych wcześniejszych kalkulacjach, nawet gdyby 50 Gt czystego metanu zostało wyemitowanych jednocześnie, doprowadziłoby to do 2,6°C krótkoterminowego ocieplenia, a nie 5°C (dane zaktualizowane - patrz komentarze do szczegółów obliczeń).

Wreszcie, nie ma dowodów na to, że dramatyczne uwolnienie metanu nastąpiło z arktycznych hydratów metanu podczas poprzednich epizodów ocieplenia się Arktyki i gwałtownego ocieplenia, zwłaszcza podczas ciepłego interglacjału eemskiego, deglacjacji lub holoceńskiego optimum klimatycznego. Niektórzy sugerują, że dzieje się tak, ponieważ pęcherzyki lodu w rdzeniach tworzą się zbyt wolno, aby uchwycić szybkie uwalnianie metanu. Ale te procesy (znane jako dyfuzja i wygładzanie) tylko tracą część rocznego sygnału i mogą zostać odzyskane matematycznie, a duża część gwałtownych skoków i tak zostanie przechwycona. Wynikające z tego ocieplenie o 5°C w ciągu kilku lat z pewnością będzie jasne - ale wyraźnie brakuje - w wielu innych rodzajach zapisów paleoklimatycznych. Twierdzenie, że Eemian miał zbyt różną sezonowość orbitalną, aby było istotne, ignoruje fakt, że Arktyka była jeszcze o 2-4°C cieplejsza niż obecnie, a lasy docierały do Oceanu Arktycznego zaś hipopotamy żyły w Tamizie. Podczas gdy rekordy topnienia wiecznej zmarzliny w Eemii pokazują, że znaczna część topnieje, gdy ciepło osiąga 1,5°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, w rezultacie temperatury nie wzrosły znacznie. Oznacza to, że nie jest to gwałtowny punkt krytyczny dla szybkiego ocieplenia. Rozmrażanie miało miejsce również na lądzie, który reaguje znacznie szybciej na ocieplenie niż nawet na płytkim morzu.

Ogólnie rzecz biorąc, od 2010 r. zgromadzono dowody na to, że ESAS uwalnia więcej metanu do atmosfery niż wcześniej sądzono, a zatem stanowi dość znaczące globalne źródło tego gazu. Ale niewiele jest dowodów na to, że wszystkie te emisje są całkowicie nowe i napędzane globalnym ociepleniem, a twierdzenia o ogromnych zasobach wolnego metanu leżącego tuż pod dnem morskim, gotowych do gwałtownego uwolnienia, są wysoce spekulacyjne i niepotwierdzone. Twierdzenia, że krytycy mają niewystarczającą wiedzę specjalistyczną na temat tego konkretnego morza, również ignorują szerokie i istotne doświadczenie krytyków zarówno w dziedzinie nauk o Arktyce, jak i hydracie metanu.


CDN.

niedziela, 25 lutego 2018

Megalodony, metan i wieloryby



Kilka lat temu na łamach magazynu ekologicznego „Eko Świat” zamieściłem artykuł traktujący o możliwych przyczynach wyrzucania się na brzegi przez waleniowate – głównie wieloryby i delfiny. Wedle niego, przyczyną tego dziwnego zachowania tych zwierząt jest metan, o czym pisałem na łamach także „Czasu UFO” – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2017/03/co-sie-dzieje-w-gebinach.html oraz  http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/rozwiazana-zagadka-samobojstw-delfinow.html, który depozytowany na dnie morskim w postaci złóż klatratów metanowych od czasu do czasu uwalnia do wody chmury pęcherzyków tego gazu, który przedostając się do atmosfery powoduje różne efekty na ludziach i zwierzętach oddychających płucami.

Czy istnieją megalodony? Megalodony pojawiają się od czasu do czasu ludziom, którzy nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, co widzą i na co patrzą. A oto niektóre historyczne obserwacje tych gigantycznych ryb:

Istnieje wiele wiarygodnych dokumentów zawierających świadectwa sugerujące to, że Megalodony są wciąż żywe. A oto kilka takich historii:
·        Wielkie Zęby zostały znalezione przez HMSChallenger”: W 1875 roku, dwa zęby megalodona zostały wyciągnięte z głębiny w czasie ekspedycji badawczej głębin morskich okrętu HMS Challenger, zęby te datowano na 10.000-15.000 lat. jeżeli metody pomiarowe były akuratne, to oznaczałoby, że wyginęły one o wiele później, niż to się wcześniej wydawało, i był on współczesny dzisiejszemu człowiekowi. Dziesięć tysięcy lat to jest tylko mrugnięcie oka w skali geologicznej i paleontologicznej. I nie trzeba wielkiej wyobraźni, by Megalodon mógł przeżyć te 10.000 lat niezauważony gdzieś w głębinach.
·        Rybacy wystraszeni przez Wielkiego Rekina: W 1918 roku, australijski przyrodnik David Stead odnotował wydarzenie, po którym lokalni rybacy bali się wypływać w morze po tym, jak wielki i masywny rekin zdemolował  ich urządzenie wyciągające sieci i zabrał ich połów. Byli oni doświadczonymi rybakami i ludźmi morza, znający doskonale wieloryby i rekiny, ale ten, którego widzieli wystraszył ich tak, że nie chcieli wrócić do pracy. Wedle Steada, oni opisali go jako długiego na 35-90 m i zupełnie białego potwora. Te wielkości są niewiarygodne. Czy rekin mógłby dorosnąć do takich rozmiarów? Czy ci ludzie przesadzali? A może byli po prostu skonfundowani?
·        Wielki rekin wystraszył załogę 55-stopowego kutra: W latach 60-tych, kapitan 16,5-metrowego kutra rybackiego zameldował o tym, że wielki biały rekin tak długi jak jego kuter, przepłynął obok niego, po tym jak rzucono kotwicę. Załoga nie chciała mówić na ten temat, ale kapitan sporządził meldunek. Jako doświadczony marynarz, kapitan mógł z łatwością rozpoznać wieloryba, gdyby takowy się mu napatoczył, czy gigantycznego rekina. Czy takie historie, jak powyższa, miały u swej podstawy prawdziwe spotkania albo czy były one produktem imaginacji marynarzy i żeglarzy, którzy byli zbyt długo w morzu?
A teraz o ostatnich spotkaniach i anegdotycznej obserwacji Megalodona. Niestety, kiedy dochodzimy do najświeższych relacji o obserwacjach, to badacze napotykają na stek bredni i nonsensów, które nie powiększają wiarygodności tychże. YouTube jest pełen takich filmów i nagrań ze spotkań z Megalodonami – oczywiście wszystkie fałszywe.
Megalodon mocno umocował się w ramach kryptozoologii i kilku biologów morskich i badaczy rekinków biorą to zwierzę na serio we współczesnych czasach. Od czasu do czasu ktoś donosi o wyrzuconym na brzeg większym niż zazwyczaj rekinie widzianym gdzieś tam.  Ale, dajmy na to, że Wielkie Białe mogą teoretycznie doróść do 20 ft/~6,7 m, istnieje możliwość, że chodziło o jakieś  niezidentyfikowane zwierzęta. Większość biologów morskich mogłaby mieć dreszcze przy odkryciu dwudziestostopowego Wielkiego Białego!
Ale teraz mamy tutaj kilka interesujących ciekawostek do rozważenia:
·        Epizod z Megalodonem w Monsterquest TV: W 2009 roku, w programie TV Monsterquest na kanale History Channel odwiedzono Morze Corteza (Zatoka Kalifornijska), gdzie od lat widuje się wielkie rekiny. Te bestie są ponoć trzykrotnie większe niż największe Wielkie Białe Rekiny na tym akwenie i wiadomo, że dziesiątkują one miejscowe populacje ssaków morskich. Ekipa Monsterquesta nie znalazła Megalodona, ale wielu ludzi czuło, że ten gigantyczny rekin krąży gdzieś w pobliżu akwenu na którym go poszukiwano.
·        Potwór z Bird Island: W 2012 roku, w odcinku program „Shark Wranglers” zatytułowanym „Potwór z Wyspy Ptaków”, badacze rekinów przeprowadzili wywiad z grupą rybaków z Południowej Afryki, którzy twierdzili, że na tym akwenie znajduje się rekin tak wielki jak ich kuter. Kuter ten ma jakieś 30-40 ft/10-13 m długości. Czy to mógłby być prawdziwy Megalodon? Później w tym programie wypowiedział się jeden z badaczy, który widział 10-metrowego rekina, którego widział, kiedy był młodszym.      

No właśnie, zatem istnieje czy nie istnieje? - zdania są podzielone i póki nie złapiemy żywego przedstawiciela tego gatunku, to możemy sobie co najwyżej pogadać o nich przy kawce. W nauce liczą się bowiem dowody, a nie relacje, choćby najprawdziwsze, jednakże poważnym błędem jest nie wzięcie ich pod uwagę!

Z drugiej strony złowienie w 1938 roku słynnej Latimerii, której przodkowie wymarli rzekomo jakieś 60 MA temu dowodzi, że wcale nie jest powiedziane, że Megalodony nie mogły przeżyć zmian klimatycznych we Wszechoceanie. Znamy zwierzęta, które nie zmieniły się od kilkuset milionów lat – np. skrzypłocze czy meduzy – i przeżyły wszystkie Wielkie Wymierania. Dlatego osobiście nie przekreślam możliwości istnienia Megalodonów we współczesnym Wszechoceanie, jak i dinozaurów morskich, które po prostu mogły się ukryć w zapadłych kątach i największych głębiach Oceanu Światowego i tylko od czasu do czasu pojawiają się na jego powierzchni…

A teraz ad rem, to znaczy co mają gigantyczne rekiny do morskich ssaków? I co ma do tego metan?

Metan, to była tylko hipoteza, która może być po części prawdziwa, bowiem być może zdarza się, że trafiając w chmurę pomieszanego z powietrzem metanu morskie ptaki i ssaki ulegają zatruciu i tracą orientację. Metan w niewielkich stężeniach tak właśnie działa na mózg człowieka – objawami zatrucia są początkowo bóle głowy, później kołatania serca, nieregularne bicie serca. Następnie pojawiają się problemy z orientacją i utratą pamięci. Kolejnym objawem jest brak koordynacji ruchowej. W większych stężeniach może dojść do śmierci wskutek uduszenia. Ale warunkiem powstania takiej chmury niebezpiecznego gazu jest zupełny sztil – cisza morska, która zdarza się na niektórych akwenach Wszechoceanu. W każdym innym przypadku chmura taka jest szybko rozwiewana lub nawet zapalana ostrymi promieniami tropikalnego słońca… Metan być może odpowiada za te wszystkie dziwne i niewyjaśnione wypadki znane z akwenów Trójkąta Bermudzkiego i innych Mórz Diabelskich.

A teraz jak to może objawiać się u ssaków? Właśnie brakiem orientacji i koordynacji ruchowej. Zwierzę przytrute metanem płynie na oślep i wpada na płyciznę, z której porażone mięśnie płetw i ogona nie są w stanie zepchnąć je z powrotem do wody. Zwierzę się dusi i umiera na plaży lub płyciźnie.

Ale czy tak właśnie jest na pewno? O ile mi wiadomo, to nikt nie podejmował się takich badań. Posądzano o te wypadki trzęsienia ziemi i tsunami, skażenie środowiska chemią i dźwiękami, infra- i ultradźwiękami, podwodne eksplozje naturalne i sztuczne… To wszystko może być prawdą. Ale…

No właśnie – do tych zagrożeń można dodać Megalodona. Ogromnego rekina żywiącego się przede wszystkim wielorybami! Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, by walenie dawały się tak łatwo pożerać i być może usiłują się salwować ucieczką w jedyne bezpieczne miejsce – na płyciznę, gdzie dwudziestometrowy potwór nie może się dostać. Problem jednak stanowi powrót na głębinę, bowiem w grę wchodzą pływy morskie. W czasie przypływu walenie wpływają na bezpieczne wody, które w czasie odpływu stają się śmiertelną pułapką. Stado waleni przegonione przez Megalodony na płyciznę ginie, a my dziwimy się dlaczego i zastanawiamy się nad przyczynami.

Myślę, że istnienie Megalodonów można łatwo dowieść obserwując zachowanie się wielorybów i delfinów. W przypadku pojawienia się w stadzie waleni czy fok nieuzasadnionej paniki można przypuszczać, że mamy właśnie do czynienia z atakiem jednego czy kilku Megalodonów. A to już się da łatwo wykryć – najlepiej z powietrza. Sądzę, że jest to jakaś konkretna propozycja dla oceanologów i ichtiologów, no i oczywiście kryptozoologów!


Opracował – ©R.K.F. Leśniakiewicz