Powered By Blogger

środa, 6 marca 2013

Trzęsienia ziemi na Podhalu (1)



TRZĘSIENIA ZIEMI W POLSCE
Wg „Katalog trzęsień ziemi w Polsce w latach 1000-1970”, Warszawa 1972

Data
Epicentrum
Rejon trzęsienia ziemi
Stopień (R)
1016
Kraków
Polska
silne
1034.02.17.
Polska
Polska, Czechy, Węgry
silne
1044
Polska
Polska, Czechy, Węgry
silne
1258.02.07.
Polska
Polska, Czechy, Rosja
silne
1259.01.31.
Kraków
Polska, Czechy
9
1303.08.08.
Kraków
Polska, Niemcy
silne
1528
Polska
Polska, Węgry, Ukraina
silne
1591.IV-V
Wieliczka
Polska
silne
1650.04.14.
Stara Lubovnia (SK)
Słowacja, Polska
4
1662.08.09.[1]
Spisz (SK)
Słowacja[2], Polska
b. silne
1715.05.01. [3]
Cieszyn
Polska, Czechy
silne
1716
Tatry Wysokie
Polska, Słowacja
5
1717.03.11.
Pieniny
Polska, Słowacja
silne
1724.01.29.
Kieżmark (SK)
Słowacja, Polska
7
1763.06.28.
Słowacja[4]
Słowacja, Polska, Czechy
9 - 10
1774.01.26/27
Górny Śląsk
Polska
>7
1778
Beskid Niski
Polska
4
1785.08.22.
Beskid Śląski
Polska, Czechy, Słowacja
6,5
1786.02.10.
Mysłowice
Polska
słabe
1786.02.26.
Beskid Śląski
Polska
3 – 3,5
1786.02.27
Kietrz
Polska, Czechy, Słowacja
6 – 6,5
1786.02.27.
Opava (CZ)
Polska, Czechy, Słowacja, Austria
7,5
1786.10.03.
Cieszyn
Polska, Czechy
3 – 3,5
1786.12.03.
Myślenice
Polska, Ukraina, Czechy, Słowacja
7,5 – 8
1817.02.07.
Czerwony Klasztor (SK)
Słowacja, Polska
4
1838.02.08/09
Dukla
Polska
słabe
1840.04.25.
Spiska Stara Wieś (SK)
Słowacja, Polska
7
1840.04.30.
Spiska Stara Wieś (SK)
Słowacja, Polska
słabe
1842.02.24.
Kraków
Polska
słabe
1842.03.08.
Kraków
Polska
słabe
1855.01.25.
Cieszyn
Polska
słabe
1857.12.16/17
Stary Sącz
Polska
słabe
1858.01.15.
Żylina (SK)
Słowacja, Polska, Czechy
9
1872.12.26.
Bielsko-Biała
Polska
słabe
1876.07.12.
Czeski Cieszyn (CZ)
Czechy, Polska
słabe
1901.10.21.
Spiska Stara Wieś (SK)
Słowacja, Polska
6 – 7
1909.05.06.
Krynica
Polska, Słowacja
3 – 4
1931.03.30.
Opava (CZ)
Czechy, Polska
6
1934.09.03.
Opava (CZ)
Czechy, Polska
4,5
1935.03.23.
Czarny Dunajec
Polska
5 – 6
1962.06.20.
Dąbrowa Górnicza
Polska
3,8
1966.03.11.
Dzianisz
Polska
4
1966.03.17.
Zakopane
Polska
3,7
1992.06.29.
Kiczera k./Krynicy
Polska, Słowacja
6
1993.01.14.
Jerzmanowice
Polska
2,5[5]
1993.03.01.
Beskid Niski
Polska
6 – 7
1995.09.11.
Domański Wierch (SK)
Słowacja, Polska
5,2
1995.10.13.
Dolina Białki
Polska
5
2004.11.30
Skrzypne
Polska
4,7
2004.12.02.
Czarny Dunajec
Polska
3,3
2013.02.01.
Falsztyn
Polska
3,2
2013.02.02.
J. Czorsztyńskie
Polska
2,2

CDN.

[1] Według innych źródeł było to dnia 6 sierpnia.
[2] Trzęsienie ziemi mogło mieć przyczynę w impakcie meteorytu, który rozwalił kopułę szczytową Sławkowskiego Szczytu, wówczas najwyższego szczytu Tatr mierzącego około 2.700 – 2.800 m n.p.m.
[3] Trzęsienie ziemi trwało 36 godzin!
[4] Trzęsienie ziemi zburzyło wszystkie murowane domy na Słowacji!
[5] Poimpaktowe. 

wtorek, 5 marca 2013

Kosmos o imieniu Wszechocean: tajemnica UNO/NOD



Ludzkość poznała zaledwie 5% powierzchni dna oceanicznego, więc możemy się tam spodziewać wszystkiego - od megalodonów i basilosaurusów aż do Wodnych Ludzi...

Wadim Kulinczenko


Ten artykuł jest bardzo ważny. Ważnym jest dlatego, że został on napisany przez wyższego oficera rosyjskiej floty podwodnej – komandora Wadima Kuliczenko. A oto jego materiał, który został opublikowany na łamach magazynu „Tajny XX wieka” nr 46/2012:

Głębokowodny mięczak zwany piekielnym wampirem ratuje się przed atakiem drapieżnika wyrzucając obłok bioluminizującego śluzu zawierającego świecące na niebiesko kuleczki. Świecąca chmura oślepia napastnika u pomaga wampirowi w ucieczce…
Od najdawniejszych czasów człowiek interesował się życiem we Wszechoceanie i próbował przeniknąć jego tajemnice. Podwodny świat zawsze przyciągał ludzką wyobraźnię swym bezkresem…


Tajemnice hydrokosmosu


Pierwsza sumeryjska legenda o nurkach mówi, że Gilgamesz – król miasta Uruk – wyprawił się na dno morza w poszukiwaniu wodorostów, które powinny mu zapewnić nieśmiertelność, ale ich nie znalazł. Jednakże zainteresowanie zagadkami Wszechoceanu nie słabnie u ludzi na przestrzeni tysiącleci.

Na długo przed rozpoczęciem badań przez Ludzkość naszej Galaktyki, zaczęło się przenikanie tajemnic podwodnego świata, czy jak kto woli – hydrokosmosu. Budowano batyskafy, autonomiczne podwodne aparaty, kamery do podwodnej obserwacji ze specjalnymi manipulatorami, rozwijała się podwodna akustyka.

Po locie Jurija Gagarina w dniu 12.IV.1961 roku, uwaga Ludzkości przeniosła się na ocean atmosfery, bo jego tajemnice wydawały się być bardziej dostępne od podwodnych. Poznawanie morskich głębin zahamowało się, pomiędzy tym perspektywy pozostały: szkło ceramiczne mogące wytrzymać potworne ciśnienie morskich głębin – 10.670 m (106,7 MPa, 1067 at – przyp. tłum.) Pomimo atomowych urządzeń energetycznych, autonomiczne aparaty będą napędzane silnikami pracującymi na nadtlenku wodoru (H2O2) i innych związkach chemicznych albo elementach paliwowych. Obserwuje się także proces w systemach kierowania takimi urządzeniami.

Być może znajdą zastosowanie niebiesko-zielone lasery, których promienie są w stanie przenikać przez grube warstwy wody na wielkie odległości. Do sondażu iłów dennych można będzie zastosować specjalne urządzenia wysyłające co 10 sekund impulsy dźwiękowe.


Kto szumi pod wodą?


Jak na razie pozostaje nam metoda akustycznego sondażu wód Wszechoceanu. Dźwięki morskich głębin są wyławiane przez systemy, które powstały w laboratoriach wojskowych.

W latach 60., specjaliści z US Navy umieścili w wodach Wszechoceanu ogromną sieć podwodnych hydrofonów (sonarów pasywnych, biernych – przyp. tłum.), której celem było wykrywanie i śledzenie radzieckich okrętów podwodnych. (Chodzi o system IUSS – Integrated Undersea Surveillance System, którego częścią jest znany z powieści Toma Clancy’ego Sound Surveillance System czyli SOSUS – przyp. tłum.) Przy pomocy tego systemu udało się namierzyć miejsce zatonięcia amerykańskiego SSN USS Scorpion w maju 1968 roku.

A z jaką dokładnością sygnał dźwiękowy jest w stanie znaleźć miejsce tragedii – może służyć przykład z namierzeniem rejonu katastrofy naszego SSB K-129, który zatonął w Pacyfiku w marcu 1968 roku. Ale taką dokładność można – według mnie – wyjaśnić tym, że doszło tam do przypadkowego zderzenia z amerykańskim SSN USS Swordfish, który odnotował współrzędne tego zdarzenia. (Z katastrofą K-129 jest związana ciekawa teoria spiskowa, która zakłada, że K-129 miał wystrzelić SLBM w kierunku Honolulu, co miało spowodować III Wojnę Światową. Obawiam się jednak, że jest to tylko teoria spiskowa, choć z drugiej strony obecność na pokładzie K-129 8 dodatkowych członków załogi świadczy o tym, że okręt ten mógł wykonywać jakąś tajną misję np. wywiadowczą czy techniczną… - przyp. tłum.)

Jakby tam nie było, kiedy w 1991 roku do eksploatacji tego systemu hydroakustycznego dopuszczono uczonych, nie doszło do jakichś sensacyjnych odkryć. Hydrofony umieszczone na głębokości kilkuset metrów pozwalają na rozpoznanie większości dźwięków po ich spektrach – swego rodzaju etykietkach dźwiękowych. Dzięki nim można rozpoznawać „pieśni” wielorybów, dźwięk pracy śrub okrętów podwodnych, tarcie gór lodowych jednych o drugie i o dno, huk podwodnych trzęsień ziemi, itd. itp. …

Modulowany częstotliwościowo i dosłownie celowy, sztuczny sygnał dźwięczał w głębinach, którego uczeni nazwali Ascendent/Woschodiaszczyj/Wznoszącym ustawicznie odzywał się w wodach oceanu w okresie 1991-1994 roku. Potem znienacka znikł. Ale po dziesięciu latach znów się pojawił, wzmocnił się i – co ciekawe – stał się wielokształtnym (Zapis tego sygnału zob. - http://www.youtube.com/watch?v=OBN56wL35IQ – przyp. tłum.).  Analitycy z US Navy, którzy usiłują się jakoś zorientować w naturze tego fenomenu, prowadzą swe badania równolegle do instytucji cywilnych, rozwodzą tylko rękami. Czyj to sygnał? – nie wiadomo. Skąd pochodzi? – nie wiadomo. Namierzyć źródło/źródła tych sygnałów – nie sposób. One albo znajdują się daleko od hydrofonów i przemieszczają się z miejsca na miejsce. Znaleziono dla nich nazwę – NOD – nieznane obiekty dźwiękowe (po angielsku UNO – Unknown Noise Object – Nieznane Obiekty Hałasujące, w odróżnieniu od USO – Unknown Submarine Object – Nieznany Obiekt Podmorski – przyp. tłum.)  

Kto tak szumi pod wodą? Nieznane nauce potwory czy też Przybysze z Kosmosu zwiedzający Wszechocean Ziemi?


A na pożegnanie – „kwa-kwa”


Taką właśnie nazwę otrzymało zarejestrowane zjawisko, naturę którego usiłowali rozwiązać także nasi, rosyjscy ludzie morza i współpracujący z nimi cywilni naukowcy. Wychodziło na to, że „rechotki” mogłyby być niczym innym, jak podwodnymi UFO – czyli USO. Jednak ta wersja nie znalazła potwierdzenia wśród oficerów specgrup zajmujących się tą problematyką.

A pojawiła się owa problematyka w latach 70. XX wieku. To było tak: na dużych głębokościach nasze atomowe okręty podwodne zaczęły wychwytywać swymi sonarami biernymi jakieś niepojęte dźwięki pochodzące na pewno od poruszających się obiektów. Sonarzyści wychwytywali jakieś zupełnie dziwne sygnały, przypominające nieco rechotanie żab. Nieznane obiekty, które je wydawały otrzymały od marynarzy nazwę „rechotki” (w oryginale kwakiery – przyp. tłum.) która to nazwa pojawia się także w oficjalnych dokumentach.  (Sprawę tą opisano już w artykule zamieszczonym na stronie -  http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/rechotki-z-oceanicznych-gebin.html - przyp. tłum.)

Czemu te „rechotki” są tak niezwykłe? Sądząc po rezultatach ciągłej pelengacji tych USO, one kręciły się wokół naszych okrętów podwodnych zmieniając częstotliwość i tonację sygnałów, jakby chciały wciągnąć nas w rozmowę. Szczególnie żywo one reagowały na akustyczne „przekazy” z okrętów podwodnych, ale nie było z ich strony agresywnych reakcji. Niewidoczne obiekty odprowadzały nasze okręty z rejonu ich działania, a potem zakwakały i literalnie pożegnawszy się – znikały.


Przerwane badania


Chociaż przez długie lata nie zdarzyło się ani jedno zderzenie z tymi USO/UNO, załogi okrętów podwodnych w czasie tych Bliskich Spotkań czuły się nie bardzo…

Pod koniec lat 70., w czasie największego nasilenia Zimnej Wojny, jest rzeczą oczywistą, że takie zjawiska nie mogły ujść uwadze głównodowodzącego i dowództwa Radzieckiej Floty. Powołano grupy specjalne do ich zbadania. Podstawowym zadaniem, które przed nimi postawiono, było wyjaśnienie:
1.      Jakie podwodne obiekty wydają takie dźwięki;
2.    Jakie jest ich pochodzenie;
3.    Czy jest to nowa broń Amerykanów;
4.    Czy jest to nowe urządzenie do śledzenia naszych okrętów podwodnych.
W końcu lat 70. miała miejsce naukowa konferencja poświęcona temu tematowi, która nie doprowadziła do wyciagnięcia zasadniczych wniosków.

Na początku lat 80., program „Rechotka” niespodziewanie zamknięto, grupy zajmujące się tym niezwykłym zjawiskiem rozformowano, a oficerowie w nich pracujący otrzymali inne przydziały. Wszystkie prace i rezultaty w grubych teczkach z gryfem ŚCIŚLE TAJNE! znikły w archiwach.

Dlaczego to wszystko stało się tak nagle, wie tylko Pan Bóg i wyższe naczalstwo. Ale zrozumiałe jest coś innego: dlaczego przedmiot prac był tak bardzo utajniony. Każde państwo do czasu, do ostatniej chwili chroni swe priorytety, a szczególnie w delikatnych tematach i obszarach. No bo czyż nie nadal utrzymują Amerykanie w sekrecie tajemnicę UFO, który rozbił się w lecie 1947 roku w stanie Nowy Meksyk?

I czego udało się dowiedzieć o „rechotkach”? – ba! – wiadomo o nich bardzo mało – o czym mówią nawet pracownicy specgrup. W dzisiejszych czasach tym tematem nikt oficjalnie się nie zajmuje, chociaż są jego fani. Amerykanie także usiłują rozwiązać tą tajemnicę. A pomiędzy tym tajemnicze „rechotki” nie przestają wydawać tajemnicze dźwięki, i jak dotąd nie wyrządziły podwodniakom żadnej szkody.

Wody Wszechoceanu kryją niejedną tajemnicę...


Moje 3 grosze


A więc zagadka pełna. Zamknięcie programu „Rechotka” nie jest znów takie dziwne, bo lata 80. to apogeum Zimnej Wojny i uwagę Rosjan skierowano w Kosmos, w którym Ronald Reagan szykował się do gwiezdnych wojen i walnej rozprawy ze Związkiem Radzieckim.

Z drugiej strony jestem zdania, że „Rechotka”, to jest jeden z przejawów działalności Wodnych Ludzi, czyli Syren, Trytonów, o których pisałem na stronach: http://wszechocean.blogspot.com/2012/05/jeden-powod-wiecej-by-obawiac-sie-plaz.html oraz http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/syreny-w-mrokach-wszechoceanu.html w których przedstawiono dowody na istnienie rozumnych mieszkańców Wszechoceanu. Może się ktoś z Nimi dogadał i sprawie ukręcono łeb? A może stwierdzono, że Oni nie zagrażają ludziom i dano Im spokój na jakiś czas? Możemy snuć jedynie domysły. Ostatnio pojawił się film sci-fi pt. „Ostatnia misja USS Iowa” (reż. Thunder Levin, 2012), w którym dzielni amerykańscy marynarze walczą z Obcymi poruszającymi się w ultraszybkich okrętach podwodnych i paraliżujący całą elektronikę okrętów US Navy – z wyjątkiem leciwego pancernika, który nie ma jej na pokładzie ani grama, i co staje się przyczyna klęski Obcych. Filmik jak filmik – klasy B, ale z tzw. kluczem. Jest nim obecność „rechotek” we Wszechoceanie.

Już tak na marginesie tamtej sprawy – istnienia rozumnych istot we Wszechoceanie – to rzuciłem przypuszczenie, bardziej żartem niż serio, że Oni wybili co do płetwy potworne megalodony – największe rekiny wszech czasów. Czy było to technicznie możliwe? Otóż tak – było, z tym, że musiano zastosować osobliwą technikę polowania. Aby pokonać takiego giganta trzeba było dać się przezeń połknąć, na wzór proroka Jonasza! Następnie połknięty myśliwy rozcinał żołądek mega-rekina i dobierał się do jego serca. Opisał to dokładnie Steve Robert Alten w powieści „Meg – potwór z głębin” (2004), w której główny bohater w ten właśnie sposób pokonał potworną bestię z dna Rowu Mariańskiego. Postępując w ten sposób można by było zredukować populację megalodonów do zera, lub niemal do zera… Dla istot przystosowanych do życia w wodzie nie powinno to stanowić większego problemu.

Czy można mieć do Nich o to pretensje? Nie, bo Oni przecież walczyli o swoja przestrzeń życiową z dominującymi drapieżnikami we Wszechoceanie, jak czynili to nasi praprzodkowie na lądzie – to jest oczywiste. A wracając do „rechotek”, to jest oczywiste, że są to statki podwodne o wiele bardziej zaawansowane technicznie, niż ziemskie konstrukcje. No i na pewno Oni opracowali technologię podwodnego „stealth”, która uniemożliwia ich namierzanie przy użyciu naszych sonarów aktywnych i pasywnych.

Ale to już jest temat z innej ballady. Będę śledził ten temat w rosyjskiej prasie i przekazywał nowe dane Czytelnikowi w miarę na bieżąco. 

...i czeka nas w nich niejedna niespodzianka...


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 46/2012, ss.6-7
Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©

poniedziałek, 4 marca 2013

Jeszcze o Czelabińskim Meteorycie





UCZENI ZAPŁACĄ ZA ODŁAMKI CZELABIŃSKIEGO METEORYTU

Aleksandr Skripow („Rossijsklaja Gazieta” 21.02.2013, http://www.rg.ru/2013/02/21/reg-urfo/nauka-anons.html)

Uczeni z Czelabińskiego Uniwersytetu Państwowego i Rosyjskiej Akademii Nauk poprosili mieszkańców południowego Uralu o sprzedawanie im znalezionych odłamków kamieni z kosmosu. Jak oświadczyli uczestnicy ekspedycji, którzy wyruszyli w czwartek na poszukiwania odłamków meteorytu w rejon Jemanżelinska nie warto jest sprzedawać meteoryty pierwszemu lepszemu, w celu wzbogacenia się. RAN jest w stanie wynagrodzić swoich darczyńców, także i materialnie. W niektórych przypadkach wynagrodzenie może być nawet większe, niż na wolnym rynku.

W składzie ekspedycji znajdują się: dziekan Katedry Fizyki Teoretycznej Czelabińskiego Państwowego Uniwersytetu Aleksandr Dudorow, docent Katedry Astrofizyki Siergiej Zamozdra, a także zastępca kierownika Laboratorium Meteorytyki Instytutu Geochemii i Chemii Analitycznej RAN Dimitrij Badiukow, który niezwłocznie przyleciał do Czelabińska. Uczeni obawiają się, że u miejscowych mieszkańców może nie być już niczego, poza pamięcią o meteorycie. Większość ludzi udała się na pola w poszukiwaniu kosmicznych kamieni. Gdzie SA one teraz, to możemy się tylko domyślać…
- Jeżeli będzie przedłużać się takie histeryczne poszukiwania i zbiór meteorytów, to doprowadzi to do rozproszenia jego masy i utratę cennego materiału naukowego – bije na alarm Dimitrij Badiukow.

Domniemane fragmenty meteorytu można sprzedać CzPU, który potem wyśle te cenne eksponaty do Moskwy, do RAN. Nazwiska tych, którzy je znaleźli i nam sprzedali zostaną wciągnięte do naszej kartoteki i zostaną upamiętnione w historii. Natomiast sam eksponat zostanie złożony w Narodowej Kolekcji Meteorytów, która ma już 200 lat. Szczegóły na telefon  w Czelabińsku - +7-351-7997193.

Przypominam, upadek Czelabińskiego Meteorytu zaobserwowano w Tjumeńskiej, Kurganskiej i Swierdłowskiej Obłastiach. Wybuch kosmicznego przybysza spowodował w Czelabińskiej Obłasti uszczerbek na zdrowiu ponad 1000 osób.          


* * *



Niusy:

·        Ministerstwo ds. Zdarzeń Nadzwyczajnych (MZN) nagrodzi wyróżniających się przy akcji ratowniczej po upadku meteorytu  na Uralu.
·        Na Uralu przeszkodzono w kolejnej próbie sprzedaży meteorytu.
·        RAN zmniejszyła moc eksplozji Uralskiego Meteorytu.
·        Ekspert: W celu ochrony od asteroidów potrzebna jest wola polityczna wszystkich wiodących krajów.
·        Wojska Kosmiczne Federacji Rosyjskiej będą prowadzić obserwacje meteorytów.
·        Uczeni NASA zaproponowali utworzenie w Czelabińsku Centrum Astronomii Popularnej.

Przekład z j. rosyjskiego -
Robert K. Leśniakiewicz ©

niedziela, 3 marca 2013

Zagadki Kaszkułakskiej Jaskini


Mapa Kuznieckiego Ałatau


Siergiej Kożuszko

Na początku lat 2000 miejscowi hinduiści założyli w Kaszkułakskiej jaskini coś w rodzaju naturalnego klasztoru. To nie spodobało się lokalnej administracji. Po trzech latach przepychanek hinduiści porzucili pieczarę.

W opowieściach z Kuznieckiego Ałatau mówi się, że w Chakasji, na południowo-wschodnim zboczu góry Kaszkułak (Chos-chułach – w przekładzie z chakaskiego oznacza dwoje uszu) znajduje się jaskinia, którą miejscowi mieszkańcy nazwali Pieczarą Czarnego Diabła. W niektórych encyklopediach określana jest jako jedno z najstraszniejszych miejsc na Ziemi. I są po temu ważkie przesłanki.

Wielu ludzi, którzy spuszczali się w głębiny Kaszkułakskiej Jaskini nie wiedziało o tym, że już z niej nie powróci...


U Złotego Ruczaju


Najpierw o anomaliach Kaszkułakskiej Jaskini (KJ) szeroko mówiono po tym, jak w 1959 roku grupa moskiewskich geologów przypadkowo natknęła się na ten przedziwny obiekt. Według wspominków jednego z uczestników tej ekspedycji Jegora Barkowskogo, który dwie dekady temu organizował ekspedycję na Kaszkułak. Geolodzy mogli poświęcić nowemu odkryciu tylko jakieś 10 minut. Owładnięci niezrozumiałym strachem zostali stamtąd literalnie wypchnięci przez jakąś tajemniczą siłę! Kiedy ekspedycja powróciła do położonej niedaleko wsi Szira, miejscowi objaśnili geologów, że to duchy jaskini nie życzą sobie widzieć ludzi w swojej kamiennej świątyni.

Miejscowi staruszkowie opowiedzieli im, że w dawnej przeszłości nieopodal góry Kaszkułak przepływał strumień Złoty Ruczaj, którym dusze zmarłych odpływały ze świata żywych do świata umarłych. Obok niego żył potężny szaman Złotego Ruczaju, który odprawiał przez stulecia dusze swych ziomków do Krainy Cieni. Ale przyszedł dzień, w którym szaman umarł. Zgodnie z miejscowym zwyczajem, ciało szamana oddano ogniu, a jego złote szaty zaniesiono w głąb jaskini, w której za życia odprawiał swe magiczne rytuały. Od tego czasu otworzył się portal do tamtego świata i dlatego od niepamiętnych czasów wszyscy starzy czy nieuleczalnie chorzy ludzie szli do jaskini by zakończyć swoją ziemską wędrówkę. Potem, już w czasie „nieskończonych wojen” (III – VI w n.e.) w KJ zamieszkiwały hordy wojowniczych Sarmatów, którzy przynosili w ofiarę dla swych wszechpotężnych bogów ofiary z ludzi i zwierząt…

Syberyjski szaman w "ubiorze roboczym"


Legenda o Czarnym Szamanie


Do najbardziej rozpowszechnionej pośród tutejszych mieszkańców i gości KJ należy legenda o Czarnym Szamanie. Jedno z miejscowych podań opowiada o tym, jak na początku XX wieku nieopodal Jaskini Czarnego Diabła zamieszkiwał stary szaman, którego miejscowi bardzo szanowali i bali jednocześnie. Mówi się o nim, że był on potężnym i potrafił ożywiać zwierzęta, a siłą swego wzroku potrafił przemieszczać ogromne głazy (podkreślenie tłum.) i zamieniać kamienie w sztaby złota. Na początku lat 20. XX wieku, kiedy we Wschodniej Syberii miała miejsce wojna domowa, w tym miejscu operowała banda basmaczy pod przywództwem atamana Sołowiewa. Pewnego razu okrutny „batiuszka” złapał starego szamana i zażądał od niego złota, które – według pogłosek – było ukryte w wielu skrytkach w KJ. Szaman nie tylko nie powiedział, gdzie było ukryte złoto, ale także przepowiedział mu rychłą śmierć. Na rozkaz atamana zrzucono szamana ze skały do głębokiej przepaści. I wkrótce oddziałek atamana wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez ujgurskich czerwonoarmistów (w szeregach których znajdował się późniejszy pisarz Arkadij Gajdar) i został wybity do nogi.

Od tego czasu, jak twierdzą miejscowe legendy, widmo szamana zawsze pokazuje się wszystkim nieproszonym gościom KJ, sprowadzając na nich strach a i czasami pozbawiając rozumu, a nawet życia…

O fakcie istnienia widma szamana wspomina pracownik Nowosybirskiego Instytutu Medycyny Klinicznej i Eksperymentalnej Konstantin Wakulin, który w składzie grupy badawczej w 1985 roku przebywał w KJ. Według słów Wakulina, będąc w jaskini, w pewnym momencie poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. W następnym momencie oblało go wściekłe gorąco, a następnie odczuł atak nieokiełznanej paniki. Jak zahipnotyzowany odwrócił głowę i w odległości jakichś pięciu metrów od siebie ujrzał sylwetkę mężczyzny z rozwianymi szatami i w mechatej, rogatej czapce na głowie. Szaman, którego oczy gorzały niebieskawym ogniem skinął na niego ręką. Uczony zrobił kilka niepewnych kroków i nieoczekiwanie przypomniał sobie słowa modlitwy, które zapamiętał jeszcze z dzieciństwa i zaczął je szeptać. Szaman odwrócił się i jego postać wtopiła się powoli w skalną ścianę…

Wejście do Kaszkułakskiej Jaskini


Tajemniczy przekaźnik


Pod koniec lat 70., wiele ekspedycji badawczych usiłowało dać wyjaśnienia dla paranormalnych fenomenów widzianych w KJ. Za każdym razem znalazłszy się w tym tajemniczym miejscu, uczeni odnotowywali cały szereg jednakowych zjawisk: odczucie niewyjaśnionego strachu i odczucie, że w jaskini jest jeszcze ktoś niewidzialny; wizualne miraże w kształcie ludzkich postaci i mitycznych zwierząt oraz słuchowe halucynacje. Pierwsze dokładne opisanie tych zjawisk zostało sporządzone przez uczestników ekspedycji w 1985 roku. Wtedy to badacze pozostawili w Grocie Entuzjastów – której osobliwością były znalezione tam zwęglone kości ludzi i zwierząt – aparaturę do pomiarów pola elektromagnetycznego. Ku zdumieniu uczonych, przyrządy odnotowały dziwną rzecz, a mianowicie – wystarczyło, by człowiek wszedł do tej groty, a w jej środku zaczynała się prawdziwa burza elektromagnetyczna! Poza tym aparatura wychwyciła jakiś dziwny, jednolity sygnał elektromagnetyczny idący spod ziemi.

Już na początku lat 90., grupie pod kierownictwem nowosybirskiego uczonego Aleksieja Trofimowa przy pomocy o wiele bardziej czułej aparatury udało się ustalić związek pomiędzy niezwykłymi zjawiskami zachodzącymi w KJ, a parametrami pola elektromagnetycznego. Uczeni doszli także do jednoznacznego wniosku, że dziwne impulsy pojawiające się na szczególnej częstotliwości, mają czysto techniczne pochodzenie, a ich źródłem jest jakiś generator umieszczony głęboko pod ziemią.

W 2003 roku abakański psychotronik Dimitrij Iwanow przebywał trzykrotnie w KJ i oświadczył, że na głębokości 500 m pod górą Kaszkułak znajduje się przekaźnik zostawiony tam 400.000 lat temu przez przedstawicieli wysoko rozwiniętej cywilizacji pozaziemskiej. W nasze dni urządzenie to wysyła sygnały w kierunku konstelacji Oriona, w których to sygnałach jest zaszyfrowana jakaś ważna informacja. Także, wedle Iwanowa, kaszkułakski przekaźnik może służyć istotom pozaziemskim jako radiolatarnia, przy pomocy której orientują się oni w przestrzeni kosmicznej.

Piękno szaty naciekowej Jaskini Czarnego Diabła...


Straszne fakty


Dimitrij Iwanow sądzi, że złożona energetyczna struktura informacyjnego pola KJ jest nader niebezpieczna dla ludzi, którzy znajdują się na niskim poziomie rozwoju duchowego, mających głupie myśli i zamiary. Świadczy za tym cały rząd faktów, kiedy to nieznani goście Jaskini Czarnego Diabła już to wariowali, już to ginęli z niewyjaśnionych przyczyn.

W Chakasji wspominają, jak to w 1960 roku KJ odwiedziła grupa 20 studentów. Jednak na powierzchnię wyszły tylko dwie, śmiertelnie przestraszone dziewczyny, które znaleźli miejscowi myśliwi. Potem jedna z nich skończyła życie w klinice psychiatrycznej, los drugiej amatorki podziemnych szlaków jest nieznany.

Już w 1996 roku w KJ zaginęło bez wieści pięcioro entuzjastów-speleologów. Jeden młody człowiek, któremu udało się wydostać z jaskini bredził cos niejasno o jakichś kosmatych potworach i płomienistych drzwiach w kamiennej ścianie, przez które nie przeszedł. Chłopiec był wyczerpany i zawieziono go do szpitala, gdzie po kilku tygodniach zmarł wskutek nieznanej choroby…

Dzisiaj KJ jest miejscem pielgrzymek członków różnych kultów i sekt, którzy odprawiają na stokach góry różne obrzędy ze składaniem różnorakich ofiar. Według szamanów, praktykujących dzisiaj w różnych miejscach Syberii, takie odnoszenie się do tego fenomenu nie tylko jest groźne dla ludzi, ale także grozi wieloma nieszczęściami, które rozgniewane duchy gór mogą obruszyć na ich nierozumne głowy.


Moje 3 grosze


Kolejna opowieść o strefie anomalnej i kolejna tajemnica gór. Przeszedłbym ponad tym do porządku, gdyby nie to, że tajemnice KJ mają związek z innymi opowieściami, legendami i relacjami na temat dziwów i cudów podziemnego świata – planetarnego podziemia naszej Ziemi. To, co się dzieje w KJ pasuje do legend o Szamballi-Agharcie i jej mieszkańcach, którzy nie życzą sobie wizyt ludzi z powierzchni, po których nie spodziewają się niczego dobrego – wystarczy sobie obejrzeć takie filmy jak „Avatar” czy „1492: Conquest of Paradise”, w których pokazuje się co ludzie cywilizowani są w stanie zrobić w kwitnącym Raju vel Ogrodzie Eden. I dlatego tych wszystkich, którzy chcą się tam dostać Aghartyjczycy czy jak kto woli Interterranie traktują jak intruzów. I robią to – jak widać – bardzo skutecznie. Podejrzewam, że ta cała psi-zapora ma służyć ochronie tego przekaźnika radiowego, który działa gdzieś w łonie tych gór.

Jest jednak małe ale – skoro to były istoty aż tak rozwinięte, że latały do gwiazd, to dlaczego do nawigacji używały/używają tak niepewnego i zawodnego środka technicznego jak radio??? Jakoś nie pasuje to do obrazu wszechmocnych istot pokonujących ogromne, niewyobrażalne odległości i „orzący ugory Kosmosu” – jakby to powiedział jakiś radziecki propagandysta. Natomiast pasuje to właśnie do obrazu Interterran, którym do nawigacji wystarczą całkowicie radiolatarnie rozmieszczone w niektórych punktach naszej planety…           

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 43/2012, ss. 26-27
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©

sobota, 2 marca 2013

Kolejne trzęsienie ziemi w PPS


Epicentrum trzęsienia ziemi


Trzęsienie ziemi na Podhalu. Sejsmograf w Niedzicy zanotował wstrząsy 3,1 w skali Richtera

Wczoraj ok. godz. 22 na Podhalu zatrzęsła się ziemia. Wstrząsy zanotował sejsmograf w Niedzicy. Według pierwszych pomiarów trzęsienie ziemi miało siłę 3,1 w skali Richtera.

W nowotarskiej straży pożarnej "Tygodnik Podhalański" dowiedział się, że do strażaków dzwonił mieszkaniec Dębna, który odczuł wstrząsy.

Zanotowały je sejsmografy w Niedzicy.

Informacja o trzęsieniu pojawiła się też przed północą na stronie rejestrującej wstrząsy w Europie. Według tych danych trzęsienie ziemi miało siłę 3,1 w skali Richtera. Jego epicentrum znajdowało się 12 km na południowy-wschód od Nowego Targu - w połowie drogi między Krempachami a Frydmanem w okolicach Jeziora Czorsztyńskiego.

Nie ma informacji o jakichkolwiek zniszczeniach wywołanych przez wstrząsy.
Na naszym terenie ostatnie wyraźnie odczuwalne trzęsienie ziemi zanotowano w listopadzie 2004 r. Miały one siłę 4,9 stopnia w skali Richtera. Jego epicentrum znajdowało się w okolicach Czarnego Dunajca i było odczuwalne na całym Podhalu.
(NZ, Onet.pl)

* * *

W Jordanowie to trzęsienie ziemi nie było odczuwalne. Według EMSC-CSEM były to dwa wstrząsy o następujących parametrach:

1. 1.III.2013 r., g. 22:23.12,0 CET, 3,1°R; epicentrum: 49°,44 N - 020°,20 E, 5 km
2. 2.III.2013 r., g. 01:00.04.1 CET, 2,2°R; epicentrum: 49°,95 N - 018°,42 E, 10 km

Wygląda zatem na to, że znów uaktywnił się Pieniński Pas Skałkowy, który od czasu do czasu daje o sobie znać stosunkowo słabymi wstrząsami podziemnymi. Może to być zapowiedzią silniejszego trzęsienia ziemi – o sile do 5°R, jak to dawniej bywało, a może na tym się skończyć, jak to było w 1995 i 2004, kiedy to trzęsienie ziemi dotknęło wioskę Skrzypne.
Nawiasem mówiąc, interesuje mnie, czy temu trzęsieniu ziemi zawtóruje aktywny sejsmicznie obszar północno-wschodniej Polski? Tak było w 2004 roku, tylko że na odwrót – najpierw zatrzęsła się ziemia na Pomorzu i Warmii, a potem na Podhalu…