wtorek, 11 października 2011

O kłamstwach anty-ekologii (5)


Po rozprawieniu się z ekologicznymi kłamstwami na temat DDT i GMO, nasz dzielny profesor zabrał się za zwalczanie kolejnego mitu, jakim jest:

Efekt cieplarniany

W rozumieniu ekowojowników efekt cieplarniany jest zjawiskiem, polegającym na wzroście średniej temperatury na Ziemi, spowodowanym przez przemysłową działalność człowieka. Według ekowojowników, najważniejszą przyczyną wzrostu temperatury jest emisja dwutlenku węgla z instalacji przemysłowych. Na tym zasadzają się uporczywe nawoływania do ograniczenia przemysłowych źródeł dwutlenku węgla, nawoływania, którym ekowojownicy usiłują nadać rangę postanowień obowiązujących w skali międzynarodowej.

Największym przemysłowym źródłem dwutlenku węgla jest spalanie węgla, gazu ziemnego i ropy naftowej. Ograniczenie zużycia tych paliw, a więc ograniczenie produkcji przemysłowej, ekowojownicy chcą osiągnąć przez nałożenie podatków na państwa przekraczające arbitralnie nałożone limity produkcji dwutlenku węgla. Ekowojownicy argumentują, że ograniczenie jest konieczne, ponieważ dwutlenek węgla jest najważniejszą przyczyną globalnego ocieplenia.

Przyczyną wzrostu temperatury jest absorbowanie podczerwonego promieniowania, emitowanego przez ogrzewaną słońcem powierzchnię ziemi. Efekt cieplarniany jest niezbędnym warunkiem życia, bo gdyby go nie było, to średnia temperatura na naszym globie wynosiłaby ok. -18 st. C. Z drugiej znów strony, zwiększenie stężenia dwutlenku węgla ponad obecny poziom mogłoby spowodować wzrost temperatury do wartości uniemożliwiających życie. Z powyższego wywodu można wywnioskować, że ludzie muszą kontrolować ilość dwutlenku węgla w powietrzu, a więc zmierzające w tym kierunku działania ekowojowników są uzasadnione.

Mamy tu przypadek, gdy logiczne rozumowanie, oparte na sprawdzonych faktach doświadczalnych, prowadzi do fałszywych wniosków. Może tak być tylko wtedy, gdy fakty i wnioskowanie dotyczą zjawiska, którego nie rozumiemy. Tak właśnie jest w przypadku klimatu na Ziemi.

Ciekawe, że autor ani słowem nie wspomina o tym, że w Układzie Słonecznym mamy kliniczny wręcz obraz efektu szklarniowego na Wenus. Wprawdzie Wenus jest o 1/3 AU bliżej Słońca niż Ziemia, ale jej atmosfera złożona głównie z dwutlenku węgla kumuluje ciepło w takim stopniu, że na jej powierzchni mogłyby istnieć jeziora roztopionych niektórych metali (np. cyna, cynk, ołów)…  

Obserwacje geologiczne i paleobiologiczne dowodzą, że klimat na Ziemi zawsze podlegał dużym wahaniom. Od ponad dwóch milionów lat panuje zimny klimat podobny do obecnego, z czapami lodowymi wokół biegunów. Rozmiary lodowych czap zmieniają się w rytmie wyznaczonym przez nieznane nam przyczyny. Czapy są duże w okresach nazywanych glacjałami (glacjalny = lodowy) i maleją w okresach cieplejszych, tzw. interglacjalach. Glacjały były około 10 razy dłuższe niż interglacjały, których czasy trwania wynosiły tylko kilkanaście tysięcy lat. Obecny interglacjał liczy sobie już ponad 10 tysięcy lat, a więc można się spodziewać, że wkrótce arktyczne lody znów ruszą w stronę Warszawy, Londynu i Moskwy. Jest to racjonalne przypuszczenie, bo nie ma powodu do oczekiwań, że trwający ponad 2 miliony lat cykl glacjałów i interglacjałów akurat teraz dobiegł końca.

Stosunkowo niewielkie ale wyraźne zmiany klimatu występowały także podczas obecnego interglacjału. W czasach rozkwitu państwa rzymskiego klimat był ciepły i wilgotny a w okresie wędrówki ludów wystąpiło oziębienie. Średniowiecze z kolei przyniosło tak duże ocieplenie, że Wikingowie mogli założyć całoroczne osiedla na wybrzeżach Grenlandii. Po tym ostatnim ociepleniu klimat znów się oziębił i to tak znacznie, że w siedemnastym wieku zdarzały się tak ostre zimy, że Bałtyk zamarzał od brzegu do brzegu. Można się domyślać, że niewielkie ale zauważalne obecnie ocieplenie jest kolejnym epizodem klimatycznej gry, której zasad nie rozumiemy.

Autor zdaje się nie rozumieć jednej rzeczy, a mianowicie takiej, że opisywane przezeń zmiany były łagodne i nie cechowała je skokowość, czy jak kto woli dynamika, której jesteśmy świadkami. I to jest właśnie najbardziej niepokojące, bowiem dynamika ta powoduje niezwykle groźne zjawiska atmosferyczne, których gwałtowność wzrasta z każdym rokiem, podobnie jak i ich częstotliwość. 

Zmiany klimatu w ubiegłych wiekach odbywały się bez udziału człowieka i jego gospodarczej aktywności, a więc nie ma podstaw do twierdzenia, że obecnie ludzka działalność jest jedynym czynnikiem decydującym o klimacie. Ekowojownicy bardzo niechętnie przyjmują do wiadomości, że klimat zmieniał się bez udziału ludzi a nawet próbują zaprzeczać, że w minionym tysiącleciu były duże wahania klimatu. Popełniają tym samym duże i kompromitujące ich kłamstwo.

Bez komentarza, bo szkoda słów. Autor popełnia świadome oszustwo, bowiem ekolodzy i sozolodzy bardzo uważnie badają właśnie te cykle klimatyczne, i właśnie dzięki temu są w stanie wykazać nagłość i skokowość oraz dynamikę zmian, które obserwujemy dzisiaj.

Istnieje niestety duża grupa sponsorowanych przez ONZ uczonych, którzy szerzą fałszywą propagandę o groźnych skutkach nadchodzącego ocieplenia. Ich propaganda jest bardzo skuteczna. Świadczy o tym szerokie rozpowszechnienie fałszywych przekonań o efekcie cieplarnianym i jego wpływie na nasze życie w nadchodzących latach.

Jedynym efektem ich usiłowań jest to, że wreszcie o tych zmianach zaczęło się mówić pełnym głosem.

Najważniejszą rolę w sprawach efektu cieplarnianego odgrywa powołana przez ONZ Międzyrządowa Komisja do Spraw Zmiany Klimatu IPCC (ang. Intergovernmental Panel on Climate Change). Trzeba zauważyć, że już samo powołanie takiej komisji oparte jest na przekonaniu, że istnieją zmiany klimatu, wymagające międzynarodowej interwencji. Przekonanie to nie dziwi u ekowojowników, którzy nigdy nie przywiązywali wagi do naukowego uzasadnienia ich wierzeń, ale nie przystoi międzynarodowej organizacji najwyższej rangi światowej, jaką jest ONZ. Powołanie IPCC zasługuje na uwagę także dlatego, że jest świadectwem ogromnego wpływu ekowojowników na organizacje międzynarodowe. Jest to pożałowania godne zjawisko, świadczące o zaniku prestiżu środowisk naukowych, które bezskutecznie protestowały w sprawach dotyczących efektu cieplarnianego.

Przyznaję, że dawno nie czytałem bardziej oszukańczej i tendencyjnej bzdury. Najbardziej śmieszy mnie to „świadectwo ogromnych wpływów ekowojowników na organizacje międzynarodowe”. Tylko, że jakoś nie widzę tego wpływu w Polsce, gdzie mimo nawoływania Greenpeace i innych organizacji ekologicznych, wciąż wywozi się śmieci do lasów, wycina się całe aleje zabytkowych drzew, i zamierza się budować kopalnie węgla brunatnego w rejonie parków krajobrazowych, zaś gromada chciwych górali dąży do likwidacji Tatrzańskiego Parku Narodowego! A sprawa Doliny Rospudy czy Obwodnicy Warszawskiej albo obwodnicy Olesna? To też ma być „świadectwo ogromnych wpływów” organizacji obrońców Przyrody?  

Obserwacja działalności IPCC prowadzi do wniosku, że organizacja ta skupia ludzi nieuczciwych, którzy świadomie szerzą nieprawdziwe informacje. Znanym tego dowodem, a przy tym dowodem druzgocącym dla IPCC, jest sprawa “kija hokejowego”. Nazwa pochodzi od kształtu wykresu, który według IPCC obrazuje zmiany temperatury na północnej półkuli w ciągu ostatniego tysiąca lat. Według tego wykresu od roku 1000 do początku XX wieku temperatura nie ulegała zmianie i dopiero około roku 1920 zaczęła szybko rosnąć. Dlatego wykres swoim kształtem przypomina kij hokejowy, prosty na prawie całej długości a przy końcu ostro zagięty. Autorem tego wykresu jest wybitny członek IPCC Michael Mann ze współpracownikami. Wykres ten spotkał się z ostrą krytyką uczonych, ale w IPCC został przyjęty entuzjastycznie jako dowód, że dopiero rozwój przemysłowej gospodarki spowodował gwałtowny wzrost temperatury na naszym globie. Prawdziwy przebieg zmian temperatury przedstawia całkiem inny wykres, wyraźnie obrazujący średniowieczne ocieplenie i oziębienie podczas tzw. małej epoki lodowej. Kilkusetletnie ocieplenie na początku minionego tysiąclecia i następujące po nim długotrwałe oziębienie są faktami, które zostały opisane w licznych źródłach historycznych i potwierdzone przez obserwacje paleobiologiczne i inne. Szkoda, że w szkolnych programach nie ma wzmianki o zmianach klimatu, które w ubiegłych wiekach miały miejsce bez udziału ludzi. Ślepe przekonanie ekowojowników, że tylko dwutlenek węgla decyduje o temperaturze na Ziemi, każe im zapominać o klimatycznych zmianach w ubiegłych epokach geologicznych. Wolą nie mówić o tym, że jakiś nieznany a potężny czynnik spowodował cofnięcie się lodowca, który kilkanaście tysięcy lat temu przykrywał znaczne części Europy i Północnej Ameryki i był przyczyną okresowych zlodowaceń w ciągu ostatnich dwóch milionów lat. Nie wspomina się o tym w ekologicznych publikacjach ani na lekcjach geografii w szkołach.

Autor celowo przeinaczył interpretację wykresu „kija hokejowego”, by postawić na swoim. Prawda zaś jest taka, że faktycznie, od początku XIX wieku mamy ciągłe zwyżki temperatur średnich naszej planety i wciąż zwiększającą się ilość anomalii klimatycznych. Atmosfera zaczyna zachowywać się, jak wrząca zupa w garnku… Poza tym autor kłamie twierdząc, że ekolodzy widzą w dwutlenku węgla jedynego sprawcę efektu cieplarnianego, bowiem zaliczają oni do gazów szklarniowych także m.in. metan i tlenki siarki. Opowiastka autora, jakoby w szkołach nie mówiono o zmianach klimatycznych bez udziału ludzi jest kolejnym kłamstwem. Może nie ma tego dzisiaj w programach szkolnych układanych przez „uczonych” z KUL-u, ale za moich szkolnych czasów o tym się nie tylko mówiło, ale także uczyło.  

Twierdzenie, że dwutlenek węgla może spowodować ocieplenie o katastrofalnych skutkach jest jednym z największych kłamstw ekologicznych i jednym z najbardziej szkodliwych. Trudno zrozumieć, dlaczego propaganda ostrzegająca przed globalnym ociepleniem mogła tak całkowicie opanować umysły większości polityków i wielu uczonych. Najwidoczniej do przekonywania ludzi nie są potrzebne dowody, bo wystarcza samo powtarzanie kłamstw.

Rzecz polega na tym, że cały czas obserwujemy zmiany klimatyczne, które są coraz bardziej gwałtowne i powodują coraz więcej groźnych dla istnienia naszej cywilizacji anomalii pogodowych, w coraz krótszych odcinkach czasowych. Meteorolodzy biją na alarm, ale tego nasz autor już nie dostrzega, bo nie chce dostrzec. No cóż, trudno jest dostrzec cokolwiek mając na oczach klapki i żyjąc swoimi urojeniami, a na dodatek za czyjeś pieniądze sypane hojną ręką…

CDN.