Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamczatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamczatka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2020

Chemiczna groza u brzegów Kamczatki

 


 

Kolejna katastrofa ekologiczna w Rosji? Tysiące martwych zwierząt i poparzeni surferzy u wybrzeży Kamczatki

Tajemnicze zanieczyszczenie wody w rosyjskim regionie Kamczatka, które doprowadziło do zgonów setek zwierząt morskich znalezionych na plaży, wzbudziło obawy władz, że mogło dojść do niekontrolowanego wycieku paliwa rakietowego przechowywanego na poligonach wojskowych w regionie.

Zanieczyszczenie wyszło na jaw pod koniec zeszłego miesiąca po tym, jak lokalni surferzy nagle poczuli dziwne drapanie w gardle oraz pieczenie oczu, a także zaobserwowali zmianę koloru wody i dziwny zapach. Lekarze potwierdzili, że sportowcy doznali lekkich oparzeń rogówek.

Kilkanaście dni później miejscowi i turyści znajdowali zwłoki stworzeń morskich, w tym fok, ośmiornic i jeżowców, które zostały wyrzucone na popularną wśród turystów plażę z czarnym piaskiem.

Gubernator regionu Władimir Sołodow poinformował w poniedziałek na konferencji prasowej, że morze u wybrzeży odległego półwyspu Kamczatka mogło zostać skażone toksycznymi chemikaliami. Wkrótce po opublikowaniu informacji o wykryciu dużych przekroczeń fenolu i produktów ropopochodnych w próbce wody, Greenpeace ostrzegło przed wielką katastrofą ekologiczną w regionie.

Nurkowie, którzy badają przyczyny śmierci stworzeń morskich twierdzą, że zanieczyszczenie wydaje się rozprzestrzeniać na dużym obszarze. Zespół z państwowego rezerwatu przyrody poinformował we wtorek o wykryciu tysięcy martwych zwierząt na głębokości od 5 do 10 metrów – powiedział Iwan Usatow z Rezerwatu Kronockij.

- Zostało kilka dużych ryb, krewetek i krabów, ale tylko bardzo mała ich liczba – powiedział naukowiec na spotkaniu z gubernatorem Kamczatki Władimirem Sołodowem.

Urzędnicy próbują szybko ustalić przyczyny po tym, jak prezydent Władimir Putin w czerwcu zareagował gniewem na późne doniesienia o wycieku ropy w arktycznej Syberii, gdzie tysiące ton oleju napędowego wyciekło na ląd i oceanu.[1] 


38-letni gubernator Kamczatki, ubrany w koszulkę z napisem: „I/We are the Pacific Ocean” przyrzekł na Instagramie przeprowadzić dochodzenie w tej sprawie i zwolnić każdego urzędnika, który próbował zatuszować skalę zanieczyszczenia.

Niektórzy eksperci sugerują, że do morza mogło wyciec wysoce toksyczne paliwo rakietowe. Pierwsze takie miejsce, Radygino, znajduje się około 10 kilometrów od morza i było wykorzystywane do ćwiczeń poligonowych w sierpniu.

Wladimir Burkanow, biolog specjalizujący się w fokach, w komentarzu opublikowanym przez opozycyjną gazetę „Nowaja Gazieta” zasugerował, że stare magazyny paliwa rakietowego przechowywane w Radygino mogły zardzewieć, przez co paliwo wyciekło do rzek.

WWF Russia poinformowała w oświadczeniu, że zanieczyszczeniem nie jest ropa, a wysoce toksyczna, przezroczysta substancja, która jest dobrze rozpuszczalna w wodzie. Zdaniem niektórych naukowców przyczyną masowej śmierci zwierząt może nie być wyciek, a rozkwit mikroskopijnych alg.

We wtorek eksperci pobrali kolejne próbki wody i gleby z regionu Kozielskiego, gdzie od czasów przechowuje się głęboko pod ziemią wiele trujących substancji.

- Najbardziej oczywistą odpowiedzią, gdzie może być źródło zanieczyszczenia, wydaje się trujące składowisko Kozielskiego – powiedział Sołodov po tym, jak prokuratorzy, inspektorzy zasobów naturalnych oraz śledczy odwiedzili to miejsce i zbadali glebę i wodę z pobliskiej rzeki.

Miejsce, udostępnione w 1979 roku w celu przechowywania pestycydów, obecnie nie ma prawnego właściciela.

Solodov oznajmił, że inspektorzy na miejscu znaleźli odcięte fragmenty drutu kolczastego i uszkodzenie osłony ochronnej. W niestrzeżonym obszarze, tylko według oficjalnych źródeł, przechowuje się około 108 ton pestycydów i trujących chemikaliów – powiedział w oświadczeniu dyrektor kampanii Greenpeace Russia, Ivan Błokow.

Kamczatka, znana ze spektakularnych krajobrazów i aktywnych wulkanów, obfituje w dziką przyrodę, w tym niedźwiedzie brunatne. Jest słabo zaludniona i liczy nieco ponad 300 tys. mieszkańców.[2] 

 


95% życia morskiego na dnie morskim zostało zabitych w eko-katastrofie na Kamczatce, mówią naukowcy

 

- Zwierzęta z Morza Śmierci fale wyrzucały na brzeg w weekend – pisze Anna Strielczenko z TASS. - Niemal całe życie zamieszkujące dno morskie w wodach dotkniętych zanieczyszczeniami u wybrzeży Pacyfiku w regionie Kamczatki w Rosji zostało wymazane w niewyjaśnionej masowej śmierci zwierząt morskich - poinformowali we wtorek naukowcy.

Zdjęcia przedstawiające setki martwych ośmiornic, dużych ryb, jeżowców i krabów wyrzuconych na brzeg plaży Chałaktyrskij stały się słynne w ciągu weekendu, gdy ekolodzy zaalarmowali o katastrofie ekologicznej. Gubernator Kamczatki Władimir Sołodow powiedział, że władze rozważają zanieczyszczenie spowodowane przez człowieka, zjawiska naturalne lub trzęsienie ziemi związane z wulkanem jako możliwe przyczyny masowych zgonów.

Aż 95% życia morskiego wzdłuż dna morskiego w Zatoce Awacza zostało zabitych, naukowcy powiedzieli Sołodowowi we wtorek po wyprawie na ten obszar w celu pobrania próbek wody, poszukiwania martwych zwierząt i przeprowadzenia nurkowania badawczego.

- Na brzegu nie znaleźliśmy również żadnych dużych zwierząt morskich ani ptaków - powiedział podczas spotkania naukowiec Iwan Usatow. - Jednak podczas nurkowania stwierdziliśmy, że bentos[3]  masowo ginie na głębokości od 10 do 15 metrów - 95% jest martwych. Przetrwały niektóre duże ryby, krewetki i kraby, ale w bardzo małych ilościach.

Czy zabójcze glony mogły zabić morskie stworzenia z Kamczatki? Niektórzy biolodzy morscy myślą tak.

Naukowcy z Rezerwatu Przyrody Kronockij, Kamczackiego Instytutu Badawczego Rybołówstwa i Oceanografii (KamczatNIRO) oraz kamczackiego oddziału Pacyficznego Instytutu Geografii ostrzegli Sołodowa, że ​​śmierć tych organizmów zabije także zwierzęta, które są na nich uzależnione jako pożywienie.

- Po tym nurkowaniu mogę potwierdzić, że nastąpiła katastrofa ekologiczna. Ekosystem został znacznie osłabiony i będzie to miało długofalowe konsekwencje, ponieważ wszystko w przyrodzie jest ze sobą powiązane - powiedział podwodny fotograf Aleksander Korobok, który wziął udział w wyprawie, dodając, że po nurkowaniu doznał oparzeń chemicznych.

Naukowcy stwierdzili, że uważają, że skażony obszar jest znacznie większy niż badane części.

Specjalna komisja ma zbadać wody w pobliżu poligonów wojskowych Kozelskij i Radiginskij, zlokalizowanych w pobliżu Pietropawłowska-Kamczackiego w celu ustalenia, czy wyciek pestycydów spowodował masowe zgony.

Lokalni surferzy i pływacy po raz pierwszy zauważyli potencjalny problem trzy tygodnie temu, gdy zgłosili ból oczu, ból gardła, wymioty i gorączkę po wejściu do wody.

Greenpeace powiedziało, że jego testy próbek wody z plaży Chałaktyrskij wykazały czterokrotnie wyższy poziom ropy naftowej niż normalnie, a poziom toksycznego związku organicznego fenolu – C6H6O - 2,5 razy wyższy niż zwykle.[4] 

 


Prawie całe życie na dnie morskim w części rosyjskiego regionu Kamczatki zostało wymazane w wyniku „katastrofy ekologicznej”

 

Zwłoki stworzeń morskich wyrzuciły się na plaże Kamczatki we wschodniej Rosji, pośród niespodziewanej masowej śmierci zwierząt morskich, które jeden podwodny fotograf na miejscu zdarzenia określił jako „katastrofę ekologiczną”.

Zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych wydają się przedstawiać martwe ośmiornice, kraby i foki w zwykle dziewiczym odległym rosyjskim regionie na wybrzeżu Pacyfiku.

Ci, którzy bywali na okolicznych plażach, skarżyli się również na gorączkę, wysypkę i opuchnięte powieki po wejściu do wody. Według doniesień woda zmieniła kolor, nabrała dziwnego zapachu i zaczęła się pienić na powierzchni.

- Wszystko stało się zamazane, jakbym był we mgle - napisał na Instagramie Maksim Jonow po surfowaniu na plaży Chałaktyrskij w tym regionie Kamczatki. - Bałem się i nie rozumiałem, co się dzieje. Bałem się nawet, że obudzę się ślepy - dodał.

Zespół ekspedycyjny złożony z naukowców z Rezerwatu Przyrody Kronockij, Instytutu Badawczego Rybołówstwa i Oceanografii Kamczatka oraz Kamczackiego Oddziału Pacyfiku pobrał próbki wody i zbadał okolicę.

Według relacji badacza Iwana Usatowa, naukowcy odkryli, że prawie całe życie morskie wzdłuż dna morskiego w Zatoce Awancza zostało zabite.

- Podczas nurkowania odkryliśmy, że na głębokościach od 10 do 15 metrów ... 95 procent istot jest martwych. Niektóre duże ryby, krewetki i kraby przetrwały, ale w bardzo małych ilościach - powiedział, według strony internetowej gubernatora regionu, Wladimir Sołodow.

Fotograf podwodny Alexander Korobok, który był na wyprawie, powiedział: - Po tym nurkowaniu mogę potwierdzić, że nastąpiła katastrofa ekologiczna. Ekosystem został znacznie osłabiony i będzie to miało długofalowe konsekwencje, ponieważ wszystko w naturze jest ze sobą powiązane - dodał.

Rosyjskie Ministerstwo ds. Sytuacji Kryzysowych (MCzD) bada te wody w ramach spekulacji, że przyczyna skażenia pochodziła z dwóch pobliskich poligonów wojskowych, być może z wycieku paliwa rakietowego, choć zostało to odrzucone przez gubernatora Kamczatki.

Inna teoria, donosi Euronews, sugeruje, że przyczyną mógł być wyciek paliwa z jednego ze statków, które przepłynęły przez wody w pobliżu Morza Beringa.



Rosyjski oddział World Wildlife Fund for Nature (WWF) powiedział, że śmierć zwierząt sugeruje zarówno zanieczyszczenie powierzchni oceanu, jak i uwolnienie substancji chemicznej, która rozpuściła się w wodzie.

Tymczasem lider projektu klimatycznego Greenpeace w Rosji Wasilij Jabłokow powiedział, że uważa, że ​​zanieczyszczenie nie tylko na powierzchni, ale także w wodzie przemieszcza się wzdłuż wybrzeża. Powiedział „The Moscow Times”, że testy wykazały, że poziomy ropy naftowej były cztery razy wyższe niż zwykle, a poziomy fenolu były 2,5 razy wyższe.

- Jeśli pogoda na to pozwoli, będziemy nadal zbierać próbki i wysyłać te, które już mamy, do Moskwy tak szybko, jak to możliwe, aby mogli rzucić światło na to, co się tutaj wydarzyło - powiedział do Euronews.

W oświadczeniu na stronie Greenpeace napisano, że ma nadzieję, iż przyczyny katastrofy ekologicznej na Kamczatce zostaną ustalone i podjęte zostaną wszelkie niezbędne kroki w celu jej wyeliminowania, dodając jednocześnie nadzieję, że sprawcy zostaną ukarani zgodnie z wymogami prawa rosyjskiego.

To ostatnia katastrofa ekologiczna, która dotknęła odległą część największego kraju świata.

W maju wyciek paliwa w pobliżu miasta Norylsk za kołem polarnym spowodował, że do dróg wodnych trafiło 20.000 ton oleju napędowego.

Grupy środowiskowe, w tym WWF i Greenpeace, wezwały do ​​zakończenia przemysłu ciężkiego w ekologicznie wrażliwych częściach Rosji. Newsweek skontaktował się z WWF i Greenpeace w celu uzyskania komentarza.

Wulkan Wiliuczyńskaja Sopka na Kamczatce w Rosji jest pokazany na tym ilustracyjnym zdjęciu wykonanym w 2007 roku. Trwa badanie przyczyn masowej śmierci zwierząt morskich w dalekowschodnim regionie Rosji.[5] 

 



Rosja: Aktywiści domagają się odpowiedzi na zanieczyszczenie morza na półwyspie Kamczatka

 

Działacze ekologiczni domagają się odpowiedzi po tym, jak kilka zwierząt morskich wyrzuciło na brzeg półwyspu Kamczatka we wschodniej Rosji. Tusze fok, ośmiornic i jeżowców od kilku dni pokrywają odległe wybrzeża, a Greenpeace określa ten incydent jako „katastrofę ekologiczną”. Uważa się, że stworzenia morskie były ofiarami toksycznego wycieku na Pacyfiku, ale oficjalna przyczyna zanieczyszczenia nie została ustalona.

Dowództwo Floty Pacyfiku zaprzeczyło jakiemukolwiek zaangażowaniu w kryzys środowiskowy, a władze lokalne nie zgłosiły żadnych niedawnych wypadków przemysłowych ani nietypowych zdarzeń.

Zdjęcia zniszczeń wokół plaży Khalaktyrsky, obszaru popularnego wśród surferów, zostały opublikowane w mediach społecznościowych. Wielu surferów i nurków w okolicy zgłosiło „ dziwne i nieprzyjemne objawy ”, w tym wymioty, bóle oczu i gardła po kontakcie z wodą. Według regionalnego Ministerstwa Zdrowia od czasu wizyty na plaży Chałaktyrskij w zeszłym tygodniu co najmniej dziewięć osób zgłosiło się do lekarza.

Greenpeace twierdzi, że w wodzie było „cztery razy więcej produktów ropopochodnych i 2,5 razy więcej fenolu” niż dopuszczone normy. Wasilij Jabłokow, szef projektu klimatycznego Greenpeace w Rosji, powiedział dla Euronews, że nieznana toksyczna substancja osiągnęła zasięg kilku kilometrów.

- To dziwne, że wciąż nie jest jasne, co powoduje (zanieczyszczenie), ale wiemy tylko, że ma to bardzo destrukcyjny wpływ na dziką przyrodę - powiedział Jabłokow. - Gdziekolwiek przejdzie ta plama, fauna morska umiera na masową skalę… całe dno morskie usiane jest ciałami zwierząt morskich. Całe nasze podwodne piękno jest teraz szare i żółte, tak jakby ryby gotowane były we wrzącej wodzie.

Jabłokow powiedział Euronews, że setki kilogramów próbek wysłano do Moskwy do analizy przez struktury państwowe i publiczne. Organizacja pozarządowa twierdzi, że skontaktowała się z władzami w celu „wezwania do natychmiastowego dochodzenia… oceny zakresu i pilnego usunięcia skutków” incydentu.

Gubernator Kamczatki Władimir Sołodow obiecał ustalić fakty i zagroził, że zwolni każdego, kto zatuszuje skalę sytuacji.

Władze lokalne nie wykluczyły, że zanieczyszczenie może być wynikiem aktywności sejsmicznej lub zjawisk naturalnych, np. „Glonów, które zostały przyniesione na wybrzeże podczas burzy”.

Regionalne Ministerstwo Ekologii poinformowało w sobotnim poście na Instagramie, że plaża Chałaktyrskij „jest całkowicie czysta” i „nie zarejestrowano nic nienormalnego”. Ale wcześniej państwowa służba meteorologiczna potwierdziła, że ​​zawartość fenolu i produktów ropopochodnych jest znacznie wyższa niż normalnie na tym obszarze.

Rosyjska Komisja Śledcza obiecała również w sobotę śledztwo w sprawie tej „możliwej katastrofy ekologicznej”.

Kamczatka jest jednym z najbardziej oddalonych obszarów Rosji, ale zyskuje na popularności wśród turystów ze względu na wulkany i dziką przyrodę.

Obszar ten pozostawał zamknięty do upadku ZSRR ze względu na liczne instalacje wojskowe.

W maju 21 000 ton paliwa wyciekło do rzek arktycznych w północnej Rosji po zawaleniu się zbiornika w elektrociepłowni należącej do grupy Norilsk Nickel.

 



Moje 3 grosze

 

Jest to kolejna niewyjaśniona na razie katastrofa ekologiczna. I nie ma się co cieszyć, że przytrafiła się ona naszym wschodnim sąsiadom. My sami też nie jesteśmy lepsi. Przypomnę tylko fakt, że Polska jest największym trucicielem Bałtyku, że wspomnę tylko przenawożenie jego wód nawozami sztucznymi NPK, które przez dziesięciolecia wysypywano na nasze pola, skąd z deszczami spływały do rzek i do Bałtyku właśnie, powodując obłędne zakwity sinic i w rezultacie skażoną siarkowodorem i metanem warstwę przydennej wody w coraz płytszych warstwach wody.

Do tego należy dodać dwa ogromne wlewy płynnego gówna z Warszawy, które spowodowało skażenie wód Zatoki Gdańskiej i Zalewu Wiślanego. To jest to, co my tam włożyliśmy, więc nie ma się z czego cieszyć – tu należy bić się w piersi i spowodować, by jak najmniej tego paskudztwa płynęło do naszego morza – jak najszybciej! Bo jak pójdzie tak dalej, to nie będziemy mogli wyjechać nad Bałtyk, bo jego woda będzie zabójcza dla każdego życia – poza drobnoustrojami ekstremofilnymi.

Zastanawiam się, co mogło spowodować tą śmierć na dnie Morza Beringa? Przede wszystkim może to być jakiś czynnik chorobotwórczy w rodzaju bakteryjnej czy wirusowej infekcji, czegoś à la COVID-19, tylko w zwierzęcym wydaniu.

No i wulkany – Kamczatka jest krainą wulkanów z Pacyficznego Pierścienia Ognia. Co jakiś czas któryś z nich wybucha, a trzęsienia ziemi są na porządku dziennym. Być może szykuje się erupcja któregoś z lądowych lub podmorskich wulkanów, który wypuścił ze swego wnętrza wylew gorącej, nasyconej gazami trującymi z ekshalacji wulkanicznych wody, która przesuwa się wzdłuż wybrzeża Kamczatki siejąc śmierć.

I wreszcie ropa naftowa – być może szykuje się erupcja ropa czy gazu coś jak to, co wydarzyło się na platformie Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej w 2010 roku. A może wszystkie te czynniki synergicznie?

Osobiście jednak obstawiam działalność człowieka, bo wszystko na to wskazuje…             



[1] Skażenie to wydostało się z Norylska. W mieście tym znajdują się także huty metali kolorowych, których zbiorniki osadników skażają okoliczne cieki wodne – stąd słynne „czerwone rzeki”…

[2] Marzena Rabczewska – blog Twojapogoda.pl.

[3] Organizmy zamieszkujące dno.

sobota, 1 października 2016

Tajemnica jeziora Wielki Kałygir



Jeziora i zatoka Kałygir na Kamczatce


Michaił Gersztejn


Walerijm Wiktorowicz Dwużylnyj zmarł 22.X.2014 roku. Tablica pamiątkowa ku jego czci została postawiona na szczycie słynnego Wzgórza 611 w Dalniegorsku – tam, gdzie w 1986 roku doszło do katastrofy tajemniczego Nieznanego Obiektu Latającego.

Kamczatka – to kraj, w którym ziemia dyktuje swoje własne prawa. Tam wybuchają wulkany, spod ziemi tryskają gejzery, a skądinąd uchodzą potoki gazów trujących. W Dolinie Śmierci w okolicy wulkanu Kichpinycz giną niedźwiedzie w ciągu kilku minut zatrute cyjanowodorem (HCN). Ale to, co kryje się w jeziorze Wielki Kałygir (N 50°30’12” – E 159°49’11”), nie ma nic wspólnego z siłami Przyrody.


Oślepiające światło


W maju 1938 roku, geolog Igor Sołowiew pracował na Kamczatce badając czynne wulkany. Jedna z tras wiodła Igora i jego partnera Nikołaja Melnikowa na brzeg jeziora, które wtedy było uwidocznione na mapie pod nazwą Wielki Koliger. 

Geolodzy nie znaleźli żadnych tropów zwierząt. Zwierzęta z jakiejś nieznanej przyczyny omijały to jezioro, chociaż w jego wodzie pluskały się wielkie ryby. Ludziom przyszło pójść wzdłuż brzegu po pas w wodzie by wyminąć zwisające wierzchołki olch. Pogoda była słoneczna, woda się nagrzała i nie sprawiała przykrości wędrowcom.
- Ujrzałem skałę, wokół której olchy nie rosły wspominał Sołowiow a w niej była jaskinia. Pomyślałem, że będzie można tam pójść i odpocząć, skierowałem się w jej stronę, a potem wszedłem do niej. Ale kiedy podniosłem głowę, to okazało się, że jest ona zalana wodą. W głębi jaskini zauważyłem kamienistą, czarną wysepkę wokół której rozlewało się jasne, błękitno-białe świecenie. Patrzałem tak jakieś dwie minuty, a kiedy usłyszałem z tyłu kroki Mielnikowa i obejrzałem się, to pogrążyłem się w ciemności. Zrozumiałem, że oślepłem. Upadłem do wody i głośno krzyknąłem: Mikołaju! Pomóż! Nic nie widzę! Mielnikow złapał mnie za ręce i powlókł do wyjścia. Przez prawie kilometr, po pas w wodzie on niósł mnie na plecach.    

Nieszczęsny geolog przez jakieś 10 godzin leżał na brzegu, zanim przed oczami zaczęły skakać jakieś białe, zielone i żółte plamy. Po jakiejś godzinie wzrok zaczął mu powracać. Nikołaj także widział to świecenie, ale niedługo, tylko przez parę sekund. To go uratowało przed czasową ślepotą.


Zaginiony oddział


W 1976 roku, Sołowiew zdecydował się opisać to zdarzenie z oślepiającym światłem do redakcji czasopisma „Tiechnika Mołodioży”. List został opublikowany i spowodował potok odpowiedzi od byłych Kamczatczyków. Okazało się, że na brzegu jeziora stanęło rybackie osiedle Kałygir zbudowane na miejscu intielmieńskiego osiedla Kynnat. Na długo przed wojną zostało ono porzucone. Miejscowi wiedzieli o jaskini i bali się do niej zbliżać. 

Na początku lat 20., pojawił się tam niewielki konny pododdział z ostatków rozgromionej armii adm. Kołczaka. Białogwardziści usłyszeli opowieść o jaskini i zdecydowali, że tam ukryte są skarby, a złowieszcze siły są wymysłem Intielmenów, żeby odstraszyć chcących szybkiego wzbogacenia się. 

Oddział wyprawił się na poszukiwania, i przez kilka dni nie było o nim żadnej wieści. Potem w osadzie pojawił się jeden z białogwardzistów, oberwany i wychudzony. Żołnierz był zupełnie niespełna rozumu. Coś tam bełkotał o „ogniu w którym spłonęli jego towarzysze”. Twarz i ręce nieszczęśnika pokrywały rany i pęcherze. Próbowano go wyleczyć, ale po kilku dniach zmarł w straszliwych męczarniach. Stosunkowo lekkie oparzenia nie mogły być przyczyną jego śmierci. Białogwardzistę zabiło coś innego.


Ekspedycja „Kałygir-80”


Pierwszą ekspedycję nad tajemnicze jezioro zorganizowało w 1980 roku Dalekowschodni Oddział Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Jej kierownikiem został Walerij Dwużylnyj, który odnalazł Sołowiewa i zaproponował mu udział w wyprawie. Jednakże ten ostatni odmówił – geografowie nie mogli załatwić helikoptera, a marsz w wodzie do pasa był nie dla człowieka jego wzrostu i wieku. 

Ekspedycja w sile pięciu ludzi wypłynęła statkiem MS Sowieckij Sojuz i 3 sierpnia przybyła do Pietropawłowska Kamczackiego. Tylko że tam się wyjaśniło, że nie mają oni żadnych wiadomości z rejonu Kałygiru. Pogranicznicy odprawili ich tam statkiem pasażerskim MS Sinjagin

Kiedy MS Sinjagin już przepływał koło Zatoki Kałygirskiej, kapitan oświadczył, że nikogo nie będzie wysadzał. Głębokość jest tu całkiem niewielka. Po długich negocjacjach i sporach, po powołaniu się na prikaz naczalstwa,  kapitan spuścił kuter. Niepokój kapitana okazał się uzasadniony – kuter wpadł na skały i przebił kadłub. Geografowie musieli skakać do wody. Na szczęście na brzegu stał domek rybaka z piecem, zaznaczony na mapie. 

Pierwszy dzień uczeni spędzili na przygotowaniu jedzenia i przeglądzie sprzętu. Następnego dnia, 7 sierpnia, udali się w drogę na prawym brzegu jeziora. Sołowiew wiedział, o czym mówił: brzeg tak zarósł olchą, że można było iść tylko po kolana w wodzie. Ludzie jak burłacy ciągnęli na linie ponton ze sprzętem i żywnością. Walerij od czasu do czasu włączał dozymetr, ale pokazywał on jedynie radioaktywne tło Ziemi w tym rejonie. 

Wkrótce wszyscy zrozumieli, że żadnych jaskini naturalnego pochodzenia tu nie ma i być nie może, poza małymi grotami wypłukanymi przez fale. Jeżeli jaskinia jakaś istnieje to oznacza, że ktoś ją wyrąbał w skałach.


Podwodny obiekt


Po całym brzegu walało się mnóstwo śniętych ryb z bielmem na oczach i opuchliznami na grzbietach. Żywe ryby trzepotały się w wodzie na oślep. Mewy nie usiłowały nawet pożywić się łatwą zdobyczą, trzymając się z daleka od wody. 

Co się tam właściwie stało? To nie mógł być wyrzut gazów trujących, niektóre ryby pływały sobie spokojnie w jeziorze. Dozymetr pokazywał wszystkiego 20-30 μR/h. Ryby oślepił najprawdopodobniej jakiś potężny ale krótki rozbłysk energii, który zmienił czaszę jeziora w śmiertelną pułapkę.
- Zbliżał się wieczór, a my przeszliśmy wszystkiego półtora kilometra – wspominał Dwużylnyj – dalszy marsz w ciemnościach nie miał sensu, rozbiliśmy namiot, rozpaliliśmy ognisko i zaczęliśmy przygotowywać kolację. Najadłszy się usiedliśmy u ogniska susząc ciuchy i dzieliliśmy się wrażeniami z minionego dnia.
O godzinie 22-giej na przeciwległym brzegu rozległ się silny huk i grzmot. On dochodził z dna, a nie z powierzchni jeziora. Błysnęło niebieskie światło i rozległ się silny plusk podobny do tego, jakie wydaje jakiś ogromny przedmiot wylatujący z wody. Po jakimś czasie w nasz brzeg uderzyło osiem wielkich fal. Ponton podskakiwał na falach. Było jasne, że spod wody wyleciało coś ogromnego, ale co to było?
Poczułem potworny strach. Chciałem rzucić się do ucieczki w górę. Strach był całkiem niepojęty, nieuzasadniony. Z ogromnym wysiłkiem opanowaliśmy strach i zostaliśmy na miejscu. Po tym, jak to „coś” wystartowało z dna jeziora i znikło, strach też minął.
Potem nad wodą przy sąsiednim brzegu pokazała się żółta kropka. W czasie 2-3 sekund pojawiła się nad nią niebieska półkula o średnicy jakich 30-50 mi podniosła się powyżej koron drzew. Tak to się powtarzało kilka razy z przerwami 5 minut pomiędzy każdym zjawiskiem: najpierw żółty punkt, potem niebieska półkula. Kropki nie były zbyt jasne, natomiast półkule były jaskrawe i gęste. Poprzez nie widać było brzegu. Mieliśmy pod ręką aparaty fotograficzne, ale nikt nie zrobił zdjęcia. Potem ludzie przekonali się, że czarno-białe radzieckie filmy nie były w stanie zarejestrować tego niesłychanego widowiska.
 



Podwodna baza UFO?


Tam, gdzie postawała półkula, we dnie widzieliśmy przede wszystkim padłe ryby. Pomiędzy ich oślepieniem a wylotem obiektu musiał istnieć jakiś związek. W jeziorze o głębokości 90 m można było schować choć co i bądź co…   
- Obejrzeliśmy miejsce, gdzie w przybliżeniu wyleciał ten obiekt spod wody, ale niczego ciekawego tam nie zobaczyliśmy – opowiadał Walerij Wiktorowicz. – Kończyła się trzecia doba obchodzenia jeziora, a rezultaty były zerowe. Zachodnią zatokę jeziora obejrzeliśmy przez lornetki. Tam były strome skłony gór i żadnych jaskiń. Chodziliśmy bez końca wokół jeziora, aż do skończenia się żywności zostało nam mało czasu. Nas powinien podjąć na pokład rybacki sejner. 

Sejnera uczeni się nie doczekali. Geografom przyszło iść trzy dni przez tajgę do Przylądka Żupanowa, gdzie regularnie zaglądali rybacy. 

Ekspedycję „Kałygir-81” przygotowano znacznie staranniej. Ekspedycja dysponowała nadmuchiwaną tratwą z silnikiem zaburtowym, akwalungi, kompresor do ładowania butli sprężonym powietrzem i całą beczką benzyny. W ciągu kilku dni grupa przejrzała dokładnie cały perymetr jeziora, a szczególnie dokładnie południową zatokę, ale jaskini nie znaleziono. Być może skryła się pod wodą wskutek silnego trzęsienia ziemi (albo zapadła się, jak Wąwóz Kraków w Tatrach Zachodnich – uwaga tłum.) Ekspedycja na wszelki wypadek zbadała sąsiednie jeziora: Mały Kałygir, Wielką i Małą Miedwieżkę ale też bez rezultatu. 

Jeżeli jaskinia skryła się pod wodą, to może to wyjaśnić echolokacja dna jeziora. Echosonda może znaleźć nie tylko wejście pod wodą, ale i sprawdzić, czy na dnie nie znajdują się jakieś instalacje. 

Uczestnicy następnej ekspedycji będą musieli mieć ciężkie skafandry bez przezroczystych szybek. Na to, co tam się może znajdować trzeba patrzeć przez kamery lub przezierniki z odpowiednimi filtrami ochronnymi, by chronić oczy ludzi przed oślepiającym światłem, a ich ciała przed zgubnych „płomieni”. Następna ekspedycja wyruszy nieprędko, ale jej rezultaty mogą przejść wszelkie oczekiwania.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 46/2015, ss. 30-31
Przekład z rosyjskiego - ©Robert K. Leśniakiewicz