sobota, 13 sierpnia 2011

„Starflight 1”: Kiedy filmowa fikcja staje się rzeczywistością…


video


Żyjemy w czasach, w których to, o czym marzyły całe pokolenia staje się czymś rzeczywistym i oczywistym. Jeszcze w roku 1959 dzieciaki marzyły o komputerach osobistych, które można by było nosić ze sobą do szkoły – i mamy notebooki, ipody, palmtopy i inne cudeńka techniki, dzięki którym można w każdej chwili połączyć się z każdym zakątkiem świata, gdzie sięgają sieci połączeń teleinformatycznych. Wprawdzie nie ma jeszcze helikopterów, którymi lata się do szkoły, ale lepiej, żeby ich nie było… Nie ma także prywatnych rakiet, którymi lata się w Kosmos tak, jak jeździ się na niedzielny piknik za miasto.

Fantastyczne filmy i supersamolot

Po 1959 roku następuje era filmów SF, które z coraz większym rozmachem zdobywają widownię swymi coraz to śmielszymi wizjami technologicznego Raju, który powoli zaczął pokazywać nam swe drugie – mniej radosne oblicze. W latach 70. ubiegłego stulecia zaczynają na ekrany wkraczać filmy katastroficzne ukazujące ciemną stronę rozwoju technologicznego i kształtuje się powoli coś, co można nazwać „syndromem Titanica” – od nazwy nieszczęsnego parowca RMS Titanic, który poszedł na dno po kolizji z górą lodową w nocy 14/15 kwietnia 1912 roku.  Oczywiście rzecz dotyczy także samolotów i rakietoplanów kosmicznych:

Złota era filmów katastroficznych (czyli lata 70.) chyba już nie wróci, choć mówi się o jej ideowej kontynuacji w postaci produkcji Emmericha. Wydaje mi się, że jednak nie jest ona w stanie oddać tego ducha, zaskoczenia, dynamiki, grozy, jaką udało się osiągnąć tamtym produkcjom - wystarczy wspomnieć wspaniały "Płonący wieżowiec", "Trzęsienie ziemi", "Rollercoaster", czy "Airport". I właśnie przy tej produkcji się zatrzymamy - "Airport" stał się bowiem inspiracją do powstania filmu "Starflight One" z ciekawym podtytułem "The Plane That Couldn't Land".

Znamy już przypadki prób z prywatnymi statkami "kosmicznymi" - przynajmniej takimi, które ledwo muskają pozaziemską przestrzeń, przelatują w niej kilka chwil by uczestnicy mogli poczuć magię nieważkości. Co z tego wyjdzie w przyszłości, zobaczymy. Wizję takiej wyprawy przedstawia właśnie „Starflight One” - jak nietrudno się domyślić, historia przedstawia się dokładnie tak jak we wszystkich podobnych filmach katastroficznych. Najpierw poznajemy wszystkich bohaterów, załogę, pasażerów ich troski i codzienne życie. Potem jesteśmy świadkami problemów technicznych przy przygotowaniach do lotu supernowoczesnej maszyny, zaniechania prób, ominięcia procedur. W konsekwencji dostajemy kulminację problemów i rozpaczliwe próby uratowania się z sytuacji na orbicie wydawałoby się bez wyjścia.

Dryfujący "pasażer" w przestrzeni kosmicznej to nie żarty! Różne niewyobrażalne i niemożliwe rzeczy mają tu miejsce - coś wydawałoby się w sam raz dla Emmericha, ale wolę tego klasyka od przygłupawych dowcipów rozbijających klimat zagrożenia i katastrofy. Wśród aktorów znane twarze: Ray Milland, Lee Majors, Hal Linden, Robert Webber, a ciekawymi efektami specjalnymi zajął się sam John Dykstra! ("Starflight One", reż. Jerry Jameson, 1983)

Tyle podaje Paweł L. na stronie - http://www.zakazanaplaneta.pl/news.php?readmore=500.

Supersamolot nad Ameryką

Tymczasem ta fantazja staje się powoli rzeczywistością. Wczorajsze i dzisiejsze (10 i 11.VIII.2011 r.) serwisy internetowe podały następującą wiadomość:

Prestiżowa porażka USA.
Samolot zniknął

Fiaskiem zakończył się kolejny test najszybszego samolotu świata HTV-2, który powstaje w ramach amerykańskiego projektu Falcon. Maszyna straciła kontakt z ziemią chwilę po rozpoczęciu samodzielnego lotu.

Próby superszybkiego bezzałogowego samolotu HTV-2 nie mogli obserwować dziennikarze.

Pentagon informował o przebiegu testu na portalu internetowym Twitter. Z relacji tych wynika, że wystrzelenie rakiety Minotaur 4, która wyniosła samolot na granicę ziemskiej atmosfery, odbyło się zgodnie z planem.

Gdy jednak HTV-2 oderwał się od rakiety, by rozpocząć samodzielny lot, naziemna obsługa misji straciła kontakt z pojazdem.

HTV-2 powstał w ramach realizowanego przez Pentagon projektu Falcon. Jego celem jest stworzenie samolotu, który w ciągu godziny jest w stanie dotrzeć w dowolne miejsce kuli ziemskiej.

HTV-2 miał osiągnąć dwudziestokrotną prędkość dźwięku, czyli 21 tysięcy kilometrów na godzinę. Trasę Warszawa-Nowy Jork mógłby więc pokonać w niespełna 20 minut. Pierwsza próba superszybkiego samolotu HTV-1 odbyła się w kwietniu ubiegłego roku. Wtedy maszyna ta przez ponad 2 minuty leciała z maksymalną prędkością, po czym z powodu usterki test został przerwany, a HTV-1 zatopiono w oceanie. (Onet.pl)

albo:

To miała być broń marzeń USA –
skończyło się katastrofą

Częściowym fiaskiem zakończył się lot eksperymentalnego, superszybkiego samolotu wojsk amerykańskich. Bezzałogowa maszyna o nazwie Falcon po utracie łączności z bazą spadła do oceanu.

Falcon wystartował z bazy wojskowej Vandenberg AFB w Kalifornii. Na dużą wysokość wyniosła go rakieta. Potem trójkątny samolot odłączył się i zaczął lecieć sam. Podczas półgodzinnej misji samolot miał rozwinąć prędkość 20 machów, czyli 20 razy większą od prędkości dźwięku. Po kilkunastu minutach kontrolerzy lotu stracili jednak łączność z maszyną, która prawdopodobnie spadła do Pacyfiku.

W podobny sposób zakończył się testowy lot bliźniaczego samolotu w zeszłym roku. Nowa hiperdźwiękowa maszyna jest częścią specjalnego programu Pentagonu.

Amerykańska armia chce mieć możliwość zbombardowania dowolnego miejsca na świecie w możliwie krótkim czasie. Samoloty typu Falcon mogą teoretycznie takie zadanie realizować: przykładowo - lot maszyny z Sydney w Australii do Londynu trwałby 49 minut. (tw) (WP.pl)

A teraz pozwolę sobie przypomnieć to, co napisano na temat rozwojowego projektu hybrydowego samolotu/statku kosmicznego znanego jako albo Projekt 2025:

Projekt 2025

W poszukiwaniu rozwiązania zagadki Nieznanych Obiektów Latających znanych jako UFO niejednokrotnie napotykamy na różne dziwne dokumenty i idee, które mają mało co wspólnego z realnym życiem, a o wiele więcej z fantastyką naukową. W grudniu 2009 roku Mariusz Fryckowski natknął się na zamieszczony w Internecie szczególny raport na temat pewnego projektu amerykańskich sił powietrznych, który stanowi pokłosie reaganowskiego projektu znanego jako Wojny Gwiezdne – czyli wyprowadzenie sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w kosmos. A oto niektóre fragmenty tego interesującego dokumentu.

Geneza Projektu 2025

Projekt 2025 jest studium projektowym powołanym do życia przez szefa sztabu sił powietrznych USA - USAF w celu sprawdzenia koncepcji, możliwości i technologii, dzięki którym USA może w przyszłości zająć dominującą pozycję w powietrzu i kosmosie. Zaprezentowany w dniu 17 czerwca 1996 roku raport sporządzony przez środowisko szkolne i akademickie Departamentu Obrony, które rozważa i analizuje koncepcje związane z obroną narodową. Poglądy reprezentowane przez autorów nie są poglądami USAF, Departamentu Obrony oraz rządu USA i są tylko i wyłącznie ich poglądami.

Raport ten zawiera fikcyjne scenariusze rozwoju sytuacji w przyszłości. Nie ma tu żadnych podobieństw do osób czy sytuacji, a jeżeli nawet, to chodzi tylko o wskazanie podobieństw w celu zilustrowania problemu.

Ta publikacja była sprawdzona pod względem bezpieczeństwa państwa przez odpowiednie urzędy, i jest ona jawna i dopuszczona do publicznego użytku.

Wstęp

Wiosną 1995 roku, płk Richard Szafranski (Air University, Maxwell AFB) zaprosił do współpracy personel z USAF Academy do wzięcia udziału w studium projektowym "2025". Płk Randy J. Stiles, który był aktywnym przewodniczącym Departamentu Aeronautyki (DFAN) zaproponował pomoc swej sekcji w tworzeniu tego studium. Ich rola była kluczową w tworzeniu tego projektu.
Studium to było opracowane przez kadetów USAFA w czasie roku akademickiego 1995-1996. Autorzy tego raportu otrzymali wiele listów z radami ze społeczności lotniczej i kosmonautycznej. Byli to:

John Bode, Sandia National Laboratories, Albuquerque, NM 87185
Ramon Chase, naczelnik ANSER Corporation, Arlington, VA 22202
Chuck Eldred, szef Vehicle Analysis Branch, Langley Research Center, Hampton, VA 23681-0001
Płk Jae Engelbrecht, profesor z National Security Studies, Air University, Maxwell Air Force Base, AL
36112
Harry Hillaker, konsultant (członek USAF Scientific Advisory Board), Fort Worth, TX 76116
Dr Jim Horkovich, starszy inżynier, Science Applications International Corporation (SAIC), Albuquerque, NM 87106
Dr Hans Mark, prof. University of Texas w Austin, Austin, TX 78712
Ppłk Rich Moore, HyTech Program Office/WL, Wright-Patterson Air Force Base, OH 45433
Don Rondeau, Sandia National Laboratories, Albuquerque, NM 87185
Mjr Bert Schneider, Wright Laboratory, Eglin Air Force Base, FL 32543
Don Stava, Flight Dynamics Directorate/WL, Wright-Patterson Air Force Base, OH 45433
Dr Jim Trolier, dyrektor techniczny, Science Applications International Corporation (SAIC), Wayne, PA 19087

W styczniu 1996 roku, kadeci realizujący ten program udali się do Wright Laboratory, gdzie podzielili się oni swymi pomysłami i uzyskali wskazówki od: Vala Dahlema, Petera Gorda, Harry'ego Karasopoulosa, Dona Stava, i Dona Stulla. Uzyskali także pomoc z placówek badawczych Wright Laboratory. Ta wymiana informacji była znaczącą dla całego projektu.

W kwietniu 1996 roku,  Dale Gay, Ron Kay, i Mary Dyster z US Air Force Academy pomogli opracować graficzną stronę projektu, co miało ważki wpływ na jego jakość i dokładność.

Autorzy pragną wyrazić tą drogą podziękowania tym wszystkim, którzy poświęcili swój czas i talent oraz dzielili się z nimi swym doświadczeniem. Wizje, którymi się z nimi podzielili i wyzwania, które ukazywali stały się znaczącą częścią edukacji autorów. Kadeci i dr Bertin dziękują im serdecznie.

Streszczenie

Przewędrujmy w czasie do świata w roku 2025. Gdzie będzie nasz naród i stanie w obliczu jakich przeciwników? Możliwości wskazują na Rosję, wrogie Chiny albo równie wrogie Koreę Pn. i Irak. Jakie możliwości przedstawia nasz naród mający takich wojskowych? Jedna rzecz jest oczywista - wszyscy ci przeciwnicy będą dysponowali broniami o wysokiej technologii. Jakie mamy możliwości przeciwstawienia się im? Tym wszystkim potencjalnym przeciwnikom? W celu przeciwstawienia się tym problemom, musimy określić trzy szerokie zadania, które amerykańscy żołnierze muszą wykonać w roku 2025.
1. Musimy mieć możliwość zadania śmiertelnych ciosów zanim lub w chwili, gdy chce nam je zadać wróg;
2. Musimy być w stanie podtrzymać nasz potencjał bojowy bez wielkiego wysiłku dla infrastruktury i logistyki;
3. Musimy być w stanie zapewnić sobie swobodny dostęp do przestrzeni kosmicznej.
W oparciu o te trzy zadania jesteśmy zdania, że najlepszą opcją jest użycie maszyn hipersonicznych.

Proponowany jest zintegrowana platforma bojowa - koncepcja , która jest w stanie podołać tym trzem zadaniom. Zawiera ona trzy oddzielne, ale zintegrowane pojazdy. Zawiera ona SHAAFT - czyli Supersoniczny/Hipersoniczny Samolot Myśliwski, SHMAC czyli Stanowisko Hypersonicznych Pocisków z Możliwościami Atakowania oraz SCREMAR - Wahadłowiec Przeznaczony do Kontroli Przestrzeni Kosmicznej, które wszystkie razem stanowią platformę będącą w stanie zapewnić globalny zasięg i globalną dominację oraz dostęp do przestrzeni kosmicznej.

SHAAFT jest dwustopniowym hipersonicznym samolotem, który jest w stanie zapewnić w przyszłości globalną dominację USA. Jest to samolot poruszający się z prędkością 12 Ma (czyli ok. 4 km/s), którego zerowy stopień - latające skrzydło osiąga prędkość finalną 3,5 Ma (ok. 1,15 km/s) Zaprojektowano go do kompatybilnego użycia w hipersonicznymi pojazdami, SHMAC i pozaatmosferycznym orbiterem TAV typu SCREMAR. To jest właśnie to, co może zapewnić nam globalną kontrolę i władzę nad światem. [...] 

Wnioski

Ze wszystkich tu opisanych możliwości, Stany Zjednoczone potrzebują przede wszystkim szybkich, elastycznych, łatwo planowanych i wykonywalnych możliwości utrzymania globalnej dominacji i dostępu do przestrzeni kosmicznej. SHAAFT byłby ruchomą platformą służącą do rozmieszczania na całym świecie UAV (bezzałogowe pojazdy latające). Pojazdy SHMAC mogłyby niszczyć główne cele - w tym kosmodromy, centra komunikacyjne, centra komputerowe i inne cele ważne dla przeciwnika. SCREMAR może służyć do wielu różnych celów wojskowych związanych z naszą militarną obecnością w kosmosie. Tak zatem zintegrowany system bojowy (SHAAFT, SHMAC i SCREMAR), który tutaj opisano może stanowić obronę kosmiczną wykonującą zadania dla kontroli przestrzeni powietrznej kraju, zadania na rzecz strategicznego ataku, ataku nuklearnego, wsparcia ataku powietrznego, wsparcia naziemnych sił z orbity i innych zadań wspierających akcje zaczepne.

Może się zdarzyć tak, że nasi wrogowie będą w stanie unieszkodliwić nasze kosmiczne systemy startowe (tak, jak my zamierzamy to zrobić przy pomocy systemu SHAAFT) pozostawiając USA w sytuacji „ubogiej infrastrukturalnie” (termin użyty przez mjr M. B. Clappa), a zatem będziemy musieli być w stanie wypuszczać nasze atmosferyczno/kosmiczne pojazdy z  każdej zwykłej bazy wojsk USA. Pozwoli to na natychmiastowe użycie tej broni w każdym miejscu i na każdym kontynencie przeciwko każdemu wrogowi naszego kraju. Ciągle jest miejsce do badań i rozwoju tych technologii. Przede wszystkim należy skupić się na systemach napędowych technologiach rozwoju silników odrzutowych strumieniowych i rakietowych. Następnymi zagadnieniami są technologie systemów termoodpornych, a także nad sposobami utrzymania łączności poprzez warstwy gorącej plazmy (w czasie startu i lądowania pojazdów kosmicznych oraz pojazdów poruszających się z wielkimi prędkościami w atmosferze - uwaga tłum.). Poza tym należy przeprowadzić badania w celu zrozumienia interakcji fal uderzeniowych na wielkich prędkościach, z którymi będą się poruszały te systemy broni. [...]

Należy tutaj odnotować, że większość z tych technologii jest już rozwiniętych lub są w trakcie tego procesu. Także należy tu zauważyć, że nie chodzi tutaj o rozwój pojedynczego systemu broni, ale o kompleksowy system platform bojowych tak jak innych technologii, co będzie niezbędnym dla wzrostu i możliwości przetrwania USA w świecie roku 2025.


Tak było 16 lat temu…

Przepraszam za chropawy przekład, który powstał w przedświątecznym pośpiechu, ale chciałem jak najszybciej zapoznać z nim Czytelników. Zważ proszę Czytelniku na jedną rzecz, a mianowicie - słowa te napisano 16 lat temu. Nie jest to praca tajna, a zatem ogólnie dostępna. Nie jest to dokument oficjalny, a coś w rodzaju futurologicznej literatury science-fiction. Ale...

W tym czasie, tych 16 lat,  wszystko poszło do przodu, a szczególnie technologie związane z systemami obronnymi. Skoro wtedy myślano o stworzeniu takich platform bojowych, które ex definitio mają służyć do obrony - tylko i wyłącznie poprzez niespodziewany, szybki i skuteczny napad z powietrza i/lub z kosmosu, to nad czym pracuje się teraz? Nie łudźmy się - system nie służy do obrony - jest on narzędziem agresji i bronią pierwszego uderzenia! Cała ta gadanina o obronie interesów USA sprowadza się do rozpętania wojny poza terytorium USA. Swego czasu coś takiego planowano w ZSRR, dla którego III Wojna Światowa miała wybuchnąć i jej przebieg miał mieć miejsce poza jego granicami. Takie są już zasady rządzenia się imperiów, które prowadzą wojny w swych własnych interesach na obcych ziemiach.

Oczywiście Rosjanie też mają swój własny system adekwatny do i zapewne testują go gdzieś nad Syberią, z dala od wścibskich oczu. A jeżeli nawet ktos to zobaczy, to... No właśnie - jeżeli nawet, to wtedy przychodzi w sukurs Legenda o UFO, która stanowi doskonałą maskirowkę i kryszę dla właśnie takich „czarnych” eksperymentów. Amerykanie mają Groom Lake i Area 51, gdzie dokonywane są eksperymenty nad najnowszymi technologiami - a raczej jest to szopka na użytek ufologicznych oszołomów, których ściągnięto w jedno miejsce tylko po to, by nie dopatrzyli się prawdziwych eksperymentów prowadzonych zupełnie gdzieś indziej. Gdzie? Tego nie wiem - swego czasu wskazałem na Grenlandię, która doskonale spełnia wszelkie warunki do utrzymania takich eksperymentów w tajemnicy. Znikoma ilość świadków, ekstremalne warunki pogodowe,  oddalenie od wścibskich oczu ufologów i „ufologów” oraz wszelkiej maści agentów stwarzają rzeczywiście niepowtarzalne warunki do prowadzenia takich prób i badań nad technologiami hipersonicznymi i kosmicznymi. Może to być również Antarktyda. Wprawdzie Traktat Antarktyczny zabraniał dokonywania tam jakichkolwiek eksperymentów o charakterze militarnym, ale dla Ameryki i Rosji traktaty są tylko po to, by je łamać, a poza tym by dokonywać jakichkolwiek działań na Szóstym Kontynencie potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Na takie badania nie stać maluczkich...

Obawiam się, że większość z naszych obserwacji Nieznanych Obiektów Orbitalnych i Kosmicznych, które odnotowujemy, może dotyczyć właśnie lotów tego rodzaju maszyn, w tym sławetnej amerykańskiej Aurory i rosyjskiego Uragana. Skoro takie rzeczy, jak Program 2025 - jest jawny, to co w takim razie jest niejawne? Jakie fantastyczne technologie opracowano w ciągu tych 15 lat? Oto jest naprawdę ważkie pytanie…

Przeciwko komu i czemu?

Jak widać ten projekt znany pod nazwą Project 2025 nie jest tylko studium, a przybiera całkiem realne kształty! A przed czym ma on bronić Stany Zjednoczone? Odpowiedź przyniosły media z ostatnich dni:

Rosjanie zmylili świat.
Mają nową groźną broń

20 maja tego roku rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało o przeprowadzeniu udanej próby wystrzelenia międzykontynentalnej rakiety Siniewa z okrętu atomowego Jekaterynburg, która od dawna była z sukcesami testowana przez Rosjan. Dzisiaj serwis kp.ru donosi, że wprowadzono wówczas w błąd zarówno dziennikarzy, jak i zagraniczne wywiady. W rzeczywistości wystrzelono zupełnie nową rakietę balistyczną Łajnier. Próba była pomyślna.

Wiadomo to od konstruktorów Siniewy z Państwowego Centrum Rakietowego (GRC) im. Makiejewa, którzy wczoraj "wygadali" się dziennikarzom.

Rakieta Łajnier z 12 głowicami atomowymi to głęboko zmodyfikowany wariant Siniewy. Niektóre rozwiązania zaczerpnięto z innej rosyjskiej rakiety Buława. Nowa rakieta ma znacznie większy zasięg niż konkurentki. 10-głowicową Buławę przewyższa również dwukrotnie siłą bojową.

Według konstruktorów, przyjęcie tej rakiety na uzbrojenie przez Rosję może przedłużyć do 2025-2030 roku istnienie północno-zachodniego zgrupowania okrętów podwodnych projektu 667BDRM (wg klasyfikacji NATO - Delta IV).

Zdaniem ekspertów program budowy rakiety Łajnier uruchomiono wobec problemów z budową i próbami rakiety Buława. Wywodząca się z rakiety ziemia-ziemia Topol-M. Buława jest przeznaczona do wystrzeliwania z okrętów podwodnych.

Od 2005 roku przeprowadzono w sumie 15 prób Buławy, ale tylko siedem zostało uwieńczonych częściowym lub całkowitym powodzeniem.(PG) (Onet.pl)

I jeszcze:

Rosjanie gotowią się do wojny?

Obwód Kaliningradzki obstawiony jest bronią, za pomocą której Rosjanie są w stanie zniszczyć dowolny cel na terenie całej Polski. Ich ambicje sięgają jednak znacznie dalej - ruszyła kolejna faza testów nowej rakiety zdolnej przenosić ładunki atomowe. Jej zasięg to nawet 11 tysięcy kilometrów!

Międzykontynentalna rakieta balistyczna o nazwie Lajner została wyprodukowana przez Państwowe Centrum Rakietowe im. Makiejewa. Letnie testy nowej broni rozpoczęły się w maju - rakieta, która jest przystosowana do przenoszenia i odpalania z łodzi podwodnych wystartowała z jednostki podwodnej Jekaterynburg znajdującej się na Morzu Barentsa w kierunku poligonu na Kamczatce. Cel osiągnęła w zaplanowanym czasie. Jakim? To tajemnica.

Wiadomo, że Lajner to zmodernizowana wersja rakiety Siniewa. Różni się od niej zmodernizowaną ochroną przeciwrakietową czyli po prostu trudniej ją zestrzelić. Lajner jest również dużo potężniejszy zarówno od Siniewy, jak i najpopularniejszych w rosyjskiej armii rakiet Buława. Jest w stanie przenieść cztery ładunki atomowe średniej mocy lub od 9 do 12 ładunków małej mocy. W porównaniu do Buławy Lajner wypada imponująco - jego moc jest dwa razy większa!

Nowa rakieta rzuca na kolana nie tylko swoje rosyjskie poprzedniczki - wszystko wskazuje na to, że pod względem energomasowej doskonałości przewyższa współczesne rakiety balistyczne znajdujące się na wyposażeniu Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji i Chin. Pod względem możliwości wyposażenia w ładunki nie ustępuje natomiast amerykańskiej rakiecie Trident II. Prawdziwy czopek!

Nic dziwnego, że informacje na temat tak potężnego "cacka" Rosjanie starali się jak najdłużej utrzymać w tajemnicy. Początkowo starannie ukrywano informację o tym, że w czasie ćwiczeń wystrzelono właśnie Lajnera. Informowano natomiast, że jest to kolejna faza testów starszej wspomnianej rakiety Siniewa, choć niektóre rosyjskie media podawały sprzeczne informacje, że chodzi jednak o inną rakietę. Przeciek ma swoje źródło prawdopodobnie w samych zakładach produkcyjnych. Czyżby ktoś się chciał pochwalić? (WP.pl)

No i chyba wszystko jest jasne…

Nowe oblicze TA

Oczywiście, że była to demonstracja siły i możliwości zaczepno-obronnych obydwu mocarstw. Rosjanie zademonstrowali nowy system ICBM, który byłby w stanie dosięgnąć każdy dowolny punkt na kuli ziemskiej. Amerykanie odpowiedzieli nowym kosmicznym samolotem, który poruszając się w atmosferze z prędkościami rzędu 20 Ma – czyli jakieś 6 km/s byłby w stanie w ciągu godziny dolecieć do najodleglejszego punktu kuli ziemskiej i obrzucić bombami czy ostrzelać każdy dowolny cel. Takie są podobieństwa.

Różnica jest jedna i to zasadnicza. ICBM leci i w momencie ataku rozrzuca głowice bojowe na wybrane cele. Hipersoniczny samolot kosmiczny jest w stanie przechwycić w realnym czasie każdy dowolny statek powietrzny czy pojazd orbitalny w każdym dowolnym punkcie jego trajektorii!

Tak więc – jak widać – Amerykanie pragną mieć broń ultymatywną w rozgrywce rakietowo-jądrowej wojny – już to lokalnej i prewencyjnej już to globalnej. Samoloty takie byłyby doskonałą Tarczą Antyrakietową żywcem wyjętą z reaganowskich planów SDI/NMD.

A jeszcze w tym kontekście gładko wyjaśniają się wszelkie obserwacje UFO nad USA, w których brały udział trójkątne samoloty latające z ogromnymi prędkościami – były to po prostu prototypy maszyn z Projektu 2025…  Poza tym wyjaśnione jest pojawienie się tajemniczej smugi kondensacyjnej nad Kalifornią, o której pisano, że pochodzi od ultratajnego samolotu czy pocisku rakietowego, w samej rzeczy mógł to być właśnie taki samolot w rodzaju HTV-1 czy któryś z prototypów podobnej maszyny, co miało miejsce w roku 2010. Do tego tematu jeszcze powrócę.

A zatem nie ma UFO, ale są za to rozmaite „czarne” projekty, których produkty od czasu do czasu możemy podziwiać na niebie…