sobota, 6 października 2012

Podróż uczona na Hel (6)


video

21.IX – Historia, superdziała i meganaleśnik!


Ranek wstał pięknym słońcem. Temperatura przed wschodem wynosiła +12,4˚C, wiał lekki wiatr z NW. Moja Ania doniosła mi o przymrozeczku, w Jordanowie było zaledwie +2,2˚C, ale dachy pobielił szron. U nas na razie nie ma mowy o przymrozkach, a w radio podali, że na Helu było najcieplej tego rana. Najważniejsze z tego wszystkiego jest to, że Skawa wreszcie podniosła poziom do 160 cm, ale to wciąż mało i mało! W tej chwili temperatura na Helu wzrosła do +16,7˚C, wieje lekki wiatr od zachodu i jest bardzo przyjemnie.

Zwiedzałem muzea: pierwsze to było Muzeum Rybołówstwa w Helu, drugie to Muzeum Obrony Wybrzeża. Pierwsze położone w mieście – w starym kościele ewangelickim przekształconym na muzeum. Bardzo ciekawie ustawione ekspozycje historyczne i przyrodniczo-krajoznawcze – od Paleolitu aż do współczesności. Poza tym także dzieje Helu i Kosy Helskiej. A najbardziej ucieszyłem się na widok reprodukcji grawiur z dzieł Olausa Magnusa czyli Olafa den Storre – biskupa Uppsali, który zajmował się także geografią, historią, kartografią – wtedy nazywało się to kosmografia – oraz… kryptozoologią. Wraz z Konradem Gessnerem był on jednym z najpoczytniejszych autorów bestsellerów o tematyce morskich (i lądowych) potworów. Pisał on bestiariusze, w których prawił on niezwykłości o Syrenach, Morskich Diabłach, berniklach, psiogłowcach czy zgoła bezgłowcach i innych dziwnych stworzeniach, które – wedle jego mniemania – zamieszkiwały bliskie i dalekie lądy.

Muzeum Obrony Wybrzeża położone jest 1,8 km na zachód od miasta, gdzie w latach 30. ubiegłego wieku znajdowała się słynna Bateria Helska kmdr Heliodora Laskowskiego złożona 4 dział kalibru 152,4 mm, która dała nieźle popalić niemieckim agresorom w 1939 roku. W czasie wojny, w 1940/41 roku znajdowała się tutaj bateria Schleswig-Holstein złożona docelowo z 11 dział o kalibrze 406 mm – czyli takich jak na amerykańskim pancerniku Iowa czy brytyjskim Duke of York. Działa te po próbnych strzelaninach w roku 1941 odetaszowano w rejon Calais, by broniły Rzeszy przed angloamerykańską inwazją. Niestety, samo muzeum nie ma niczego do zaoferowania w zakresie pamiątek, poza militarną tandetą i wojskowym demobilem - było już po sezonie. Brak jakichś szerszych i popularnych opracowań – poza „Zeszytami Helskimi”, które są dobre, ale dla koneserów historii, a nie zwykłych zjadaczy chleba, jak ja. No i nie ma niczego na temat dowodzącego obroną Helu adm. Józefa Unruga, co uważam za skandal.

Po obiedzie, na który złożył się ogromny, jakieś 60 cm średnicy naleśnik nadziany posiekanymi owocami w ilości – bez kozery powiem: ćwierć kilo i polany pół litrem bitej (na szczęście niesłodkiej) śmietany – udałem się na Cypel Helski. Morze w zasięgu wzroku niemal puste – na północy jeden jakiś kontenerowiec (chyba), na wschodzie stateczek wycieczkowy z Helu i jakieś jachty w Zatoce Gdańskiej na południowym-wschodzie. I to wszystko. W morzu nie ma żadnych meduz, a woda wciąż ciepła w granicach +19˚C, dlatego wciąż jest taka przyjazna pogoda. Nie to, co kiedyś, kiedy te porty tętniły życiem i co chwila coś wchodziło i wychodziło w morze. Pooddychałem morskim powietrzem i wróciłem do bazy.

Pochłodniało, bo słońce skryło się za chmurami, ale jest +15,6˚C i gdyby nie ten wiatr, byłoby względnie ciepło. Chyba idzie kolejny deszczowy (uchowaj Boże) niż z wiatrem i deszczem… 

CDN.